poniedziałek, 1 lutego 2016

Feblik

Jeżycjada to książki, które towarzyszą mi od lat, właściwie to mogę nawet powiedzieć, że dorastały przy mnie i jak ja się zmieniałam, zmieniały się i one, a ja i tak każdą część kolejny raz zaczytywałam na amen. Te pierwsze, jeszcze z okresu PRL-u, zachwycały swoim ciepłem, czułością, rodzinnością i radością, kolejne próbowały dostosować się do współczesności, i choć i one są cudownie borejkowe po brzegi, to i ja, zajadła wielbicielka, musiałam przyznać, że "to już nie jest to co kiedyś". Jak na ich tle wypada Feblik

Żar leje się z nieba, a oni w upalne sierpniowe popołudnie wpadają na siebie w zatłoczonym autobusie. Ona - z głową pełną trosk i z wielkim pudłem pod pachą, które na dodatek musi dostarczyć na miejsce i on - porzucony romantyk ze zranionym sercem i brakiem planów na przyszłość. Kiedyś siedzieli w jednej ławce - Ignacy i Agnieszka. Co ich połączy?

Musierowicz wróciła z wdziękiem, gracją i pięknem. Absolutnie pokochałam Feblika i czytałam z dziką przyjemnością, uśmiechem na twarzy i łzami wzruszenia. Znów znalazłam to, co pchało mnie w stronę tej autorki za każdym razem, znów mogłam wrócić do moich przyjaciół z Roosevelta, którzy tym razem wcale na Roosevelta nie są, tylko w domu u Pulpecji walczą z upałem. Ale jak walczą! Jak zwykle z wdziękiem, stylem, zapałem i miłością. Są tacy, jak kiedyś. Gabrysia przepełniona troską, Patrycja ze swoim entuzjazmem, Ida z werwą, Grzegorz ze spokojem, a państwo Borejko... znów z książką, znów razem. Chciałoby się czasem z tego świata nie wychodzić. 

Ale! Najważniejszy wątek tej powieści rozgrywa się przecież między dwójką młodych ludzi! Zaskoczył mnie Ignacy Grzegorz swoją dorosłością, ale też wzruszył wrodzonym infantylizmem. Lubię go w tej wersji. A zresztą... co Wam będę opowiadać - przeczytajcie sami. Daję słowo - jest super.

Chyba brakuje mi słów.
Po prostu bym chciała powiedzieć, że Feblik jest świetny, doskonały, cudny i naprawdę fenomenalny. I ma w sobie to wszystko, za czym tęsknimy zimą i tęsknić jeszcze pewnie będziemy. I warto do Musierowicz wrócić, warto dać jej szansę i warto kolejny raz spotkać się z tą prostą i wymowną mądrością, którą za każdym razem chce nam przekazać. Tym razem jest jej wiele i wiele jest warta. Ja rekomenduję gorąco - polecam z całego serca!

7 komentarzy:

  1. Chcę zacząć czytać Musierowicz, szczególnie, że pochodzimy z jednego miasta ;)
    Buziaki!
    coffeethebook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że nie znałam wcześniej tej książki. Co prawda wygląda znajomo, zapewne przez wcześniej spotykane recenzje, ale nigdy mnie nie zainteresowała tak jak teraz. To w jaki sposób ją zachwalasz daje do myślenia, więc może się skuszę ;)

    Pozdrawiam!
    http://myfantasticbooksworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie ja mam miłe wspomnienia związane z tą serią. Książki poszukam, może powrócą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, to może zabrzmi dziwnie, ale ja jeszcze nigdy nie przeczytałam żadnej książki tej autorki :(

    Uściski,
    Tirindeth's

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się całkowicie, "Feblik" jest przecudowny, idealny i kochany! ^.^ Mnie też Ignacy nieźle zaskoczył (oczywiście pozytywnie, ale i tak Józinek nie ma sobie równych). Tyle w tej powieści czaru, uroku i miłości, że tego nadmiaru nie da się wręcz opisać - tylko czytać i czytać! :)) Jeżycjadę całym serduchem polecam wszystkim. "Feblik" jest tak doskonały jak pierwsze tomy serii Musierowicz. Co tu dużo mówić - aż się człowiek rozpuszczał w uśmiechach i wzruszeniach, gdy tak sobie tę książkę podczytywał. Kocham ♥
    zaczarrowana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, Józinek! <3
      zgadzam się ze wszystkim co napisałaś i nie wiem jak ty, ale ja bym ją nawet jeszcze raz mogła przeczytać! :D a ostatnio to w ogóle sobie jakoś Jeżycjadę odświeżam, niedługo Pulpecja się szykuję... :))

      Usuń
  6. O matko! A ja się wahałam jeszcze do wczoraj! Teraz dreptam ze zniecierpliwienia, że jeszcze nie mam "Feblika" u siebie. Wahałam się, bo "Wnuczka do orzechów" wyobraź sobie leży ledwo napoczęta. Kocham Jeżycjadę i tak jak ciebie zachwycały mnie szczególnie te najstarsze części. Bardzo nie chciałam się zniechęcić i odstawiłam na trochę Wnuczkę. A po twoim tekście mam ją już w rekach, doczytuję i lecę po "Feblika". Ale mnie ucieszyłaś stwierdzeniem, że Musierowicz wróciła z wdziękiem. DZIĘKUJĘ!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...