środa, 30 kwietnia 2014

Stos majówkowy

Po raz pierwszy chyba naprawdę się cieszę, że kwiecień się już skończył i oddycham z ulgą. Tak zmęczył mnie ten miesiąc jak już dawno żaden, niemal ciągle się uczyłam, nadrabiałam zaległości,  i gdzieś zginął mi czas na czytanie. A od jutra zaczynamy najpiękniejszy miesiąc w roku - cudowny maj, który świętować będę odpoczywaniem w domu, czytaniem książek i cieszeniem się życiem - już tak dawno nie miałam tylu chwil relaksu, że teraz wykorzystam je jak najlepiej <3

Kwietniowe linki miesiąca, których nie możesz przegapić!

Co miesiąc, od stycznia do marca, udawało mi się dodawać linki miesiąca dokładnie dwudziestego ósmego. Niestety, tym razem awaria Internetu mi moje plany pokrzyżowała, więc dodaję je dopiero dziś, a i tak w biegu. Kwiecień ogólnie był takim dość męczącym, wyczerpującym i pędzącym miesiącem, kiedy miałam chronicznie mało czasu na wszystko (choć jednocześnie bardzo cudownym). Linków jednak jak zwykle dużo i ciekawie, więc zapraszam do zobaczenia wszystkich!

Flowers bookd

niedziela, 27 kwietnia 2014

o polskich uprzedzeniach i prawdziwych perełkach

o polskich autorach pisano już dużo.
wiele padło już opinii, wiele różnych zdań, kłótni. Organizowane są już nawet specjalne wyzwania, happeningi i grupy, by do polskiej twórczości zachęcić i nakłonić. Jak dla mnie niestety niewiele one wnoszą i dają, lecz to pomińmy milczeniem, przecież nie zawsze trzeba wszystko osądzać. (a może się mylę? jeśli tak, to wyprowadźcie mnie proszę z błędu)

Ponieważ problem tkwi gdzie indziej. Problem w tym, że Polacy polskich autorów boją się czytać. Rodacy nie ufają twórczości swoich rodaków.

flowers

sobota, 19 kwietnia 2014

240. Małe cuda. Rady jak kochać i żyć



Autor: Cheryl Strayed
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 3 lutego 2014
Liczba stron: 389


Nie wiem czy o tym wiesz, ale jesteś cudem. Cudem największym i najpiękniejszym, stworzonym perfekcyjnie, doskonale oraz zaplanowanym od początku do końca. Otrzymałeś największy i najcenniejszy dar jaki kiedykolwiek widział świat - życie. Masz je tylko w jednym egzemplarzu, drugiej szansy już nie będzie. Jest za ono za to nieprzewidywalne, piękne, radosne, utkane z małych codziennych cudów i zdecydowanie godne tego, by przyjąć je z radością, cieszyć się nim i pokochać takie jakie jest.

Każdy z pewnością czytał kiedyś gazetę kobiecą, młodzieżową lub zajmującą się problemami i życiem społecznym. Niemal w każdej tego rodzaju można zaobserwować pewną rubrykę, gdzie czytelnicy wysyłają swoje listy, pytania, problemy, a ktoś mądrzejszy, bardziej doświadczony życiowo na nie odpowiada. I właśnie tym w wolnym czasie zajmowała się Cheryl Strayed, czyli Przyjaciółka. Nie skończyła studiów terapeutycznych, pedagogicznych ani nawet psychologicznych, nie była wykształconą dziennikarką, zarabiała na życie pisaniem felietonów i powieści, a jednocześnie wychowywała dwójkę dzieci. Przeżyła jednak w krótkim czasie tak wiele, że swoimi doświadczeniami mogłaby podzielić się z wieloma osobami. I to właśnie do niej spragnieni, nieszczęśliwi, zranieni i bezradni czytelnicy piszą o pomoc. A ona tak jak może stara się pokazywać im właściwą drogę, trzecie wyjście i dodać otuchy, tak bardzo nieraz potrzebnej. Jesteście ciekawi jak jej to wychodzi?

Mam bzika na temat cudów - mogłabym o cudowności życia mówić i słuchać godzinami. Dlatego gdy zobaczyłam tytuł tej książki w głowie zapaliły mi się wszystkie możliwe lampki krzyczące że to będzie książka, którą muszę mieć, bo z pewnością bardzo mi się spodoba, utuli duszę, poskłada serce, a dzięki swojemu ciepłu i radości nie będę mogła się od niej oderwać. Czy tak faktycznie było? Niestety, nie do końca.

W Małych cudach poruszane są bardzo różne trudności - w większości naprawdę trudne, ciężkie i z rozwiązaniami, które zawsze kogoś skrzywdzą. Byłam pełna podziwu czytając jak Przyjaciółka potrafiła je przedstawić, powiedzieć też coś od siebie, a następnie dać radę, która będzie naprawdę dobrym wariantem, choć często niełatwym. Kłopot w tym, że jednak problemy, a także opowieści autorki po pewnym czasie zaczęły się powtarzać, stawać coraz bardziej jednolite i tak naprawdę rzadko który wychodził poza utarty schemat. Za dużo jest w tej książce powtarzalności, a za mało rad bardziej optymalnych, z których skorzystać będzie mogło więcej ludzi. I dlatego trochę zawodzi. 

Nie nazwałabym języka, który tu mamy jako lekki, ponieważ nierzadko nuży, lecz jest wystarczająco przyjemny by dało się przez lekturę brnąć. Czyta się to powoli, ponieważ mało wciąga, a także każe się zastanowić nad własnym życiem. Lecz mimo wszystko jest warta przeczytania - choćby dla tych kilku myśli, które naprawdę uderzają swoją prawdziwością oraz doświadczeń i błędów innych ludzi, bo naprawdę warto się na nich uczyć. I myślę, że wielu może w niej odnaleźć odpowiedź na własny problem, może na utrapienie kogoś bliskiego. Być może dla kogoś faktycznie ta książka będzie, tak jak reklamuje ja Dorota Wellman, amuletem w trudnej chwili. 

Małe cuda mnie rozczarowały, ale to głównie dlatego, że oczekiwałam od tej książki bardzo wiele. Mimo wszystko nie jest zła, za to bardzo specyficzna, mało wciągająca, niedopracowana i jak dla mnie niezbyt przemyślana, lecz wciąż mądra. Czytając ją naprawdę można wynieść wiele do swojego życia, otoczenia, rodziny, dlatego ja nie żałuję że ją przeczytałam. A Wam pozostawiam wybór - myślę, że serce najlepiej Wam podpowie czy chcecie ją przeczytać czy nie. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak!

wtorek, 15 kwietnia 2014

239. Małgorzata idzie na wojnę



Autorzy: Wojciech Lubawski, Tomasz Natkaniec
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 17 marca 2014 r. 
Liczba stron: 272


Mówi się, że kobiety to słaba, niewystarczalna, krucha i delikatna płeć. Że same rzadko dają sobie radę i wciąż potrzebują towarzystwa w każdej dziedzinie swojego życia. I kiedy trzeba twardej ręki, silnego ramienia, odwagi, waleczności i siły zawsze przed szereg wychodzą dzielni mężczyźni, którzy robią wszystko za nie. Bo przecież najważniejsze zadanie kobiet to ładne wyglądanie, uśmiechanie się i wspieranie swych wojów, którzy za nie idą na śmierć. Czy to nie wystarczy?

Małgorzata - piękna dziewczyna wychowana przez okrutną stryjenkę i kochanego, lecz nieobecnego stryja w malowniczym Krakowie - wychodzi za mąż za miłość swojego życia, czyli przystojnego malarza Januarego. Szczęśliwa planuje już ślub i wesele, nie może doczekać się kiedy zacznie nowe, pełne przygód życie, a w przyszłość patrzy z radością. Nie martwi się absolutnie tym, że zbliża się wojenna zawierucha. Do czasu gdy pewnego poranka otrzymuje list informujący o tym, że jej ukochany postanowił ślub przełożyć i za namową kompanów zgłosić się do wojska pod wodzą Piłsudskiego. Dziewczyna z racji swojego silnego temperamentu, złamanego serca i urażonej dumy wpada w gniew i postanawia go dogonić - za honor postawia sobie odnalezienie niedoszłego męża oraz sprowadzenie go do domu. Nie przejmuje się wcale tym, że po drodze wiele będzie musiała wycierpieć, wiele zobaczyć, wiele przeżyć i zmienić cały swój światopogląd - jak sobie poradzi? Czy wszystko odnajdzie swoje szczęśliwe zakończenie?

Powiem szczerze, że od tej pozycji nie oczekiwałam wiele - można powiedzieć że nic specjalnego. Szkoda, że osoba, która projektowała tę okładkę, nie zadbała o nią nieco lepiej - myślę, że wizualnie nie przykuwa ona uwagi i raczej potencjalnego czytelnika nie zachwyca ani nie zatrzymuje na chwilę. A szkoda, ponieważ Małgorzata idzie na wojnę to perełka, która wciąga od pierwszych stron!

Niezwykle ciekawa jest geneza napisania tej książki, która bardzo wpływa na fabułę, sposób przedstawiania, akcję i treść - mianowicie zaczęło się od tego, iż autorzy od zawsze bardzo interesowali się historią, a w szczególności starymi dokumentami. Pewnego dnia kupili na eBayu list, który niesamowicie ich zaintrygował - tak bardzo, że postanowili szukać źródła i odtworzyć całą przedziwną sprawę. Kiedy poznali ją w całości, nie mogli powstrzymać się przed spisaniem i opublikowaniem, a jak się okazało - była to decyzja bardzo dobra! Język jest niesamowicie lekki, spójny, bardzo przyjemny w odbiorze. Autorzy czasami próbują się do historii nieco wtrącić, wrzucić swoje spostrzeżenia, czasami zabłysnąć historyczną ciekawostką, co sprawia, że lektura nie jest jednostajna. Czytelnik ma wrażenie jakby siedzieli obok, przy pykającym kominku, i wszystko opowiadali - ze śmiechem, anegdotkami i tłumacząc wszystko jasno i klarownie. Tak by pojąć mógł to każdy. I dlatego właśnie nie można się od niej oderwać!

Cała otoczka tej powieści, każdy detal, szczegół i tło również jest godne podziwu. Zadbano o wspaniałe opisy, nie tylko przyrody, lecz i miasta (początek dwudziestego wieku na krakowskim, a później kieleckim rynku - wyobrażacie to sobie? coś wspaniałego!), ludzi, obyczajów, tamtejszych mód, przywar, rozmów. Wszystko jest to niezwykle jasne dla każdego czytelnika - i młodszego i starszego. Nie mówiąc już o bohaterach - każdy z nich, a w szczególności Małgorzata - zarysowany został tak żywo, barwnie i niebanalnie, iż nie sposób ich nie polubić. 

To może nie jest książka wybitna, ale na tyle dobra, że będę ją świetnie wspominać, ponieważ genialnie spędziłam przy niej czas, a z pewnością jeszcze do niej wrócę - bo warto! Jedyne co mnie zawiodło to końcówka, zdecydowanie inaczej wyobrażałam sobie zakończenie tej historii. Lecz gdyby Wojciech Lubawski i Tomasz Natkaniec zdecydowaliby się wydać coś więcej byłabym z pewnością pierwsza w kolejce do przeczytania, zdecydowanie. Pokazali, że potrafią pisać, że umieją połączyć historię z przygodą i to w sposób, od którego trzeba czytelników odciągać siłą. Polecam, bardzo polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak!

niedziela, 13 kwietnia 2014

238. Projekt Rosie



Autor: Graeme Simsion
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 6 maja 2013
Liczba stron: 320


Od miłości nie uciekniemy - ona zawsze nas znajdzie. Przed nią się nie schowasz, bo zaskoczy cię w często najmniej odpowiednim momencie, najmniej odpowiednią osobą i zanim się zorientujesz, już będziesz zakochany po uszy. Dlatego nie warto planować, nie warto czuwać, nie warto robić długich list i dalekosiężnych projektów. Ona przyjdzie, po prostu czekaj.

Don jest profesorem genetyki, całkowicie poświęconym nauce. Każdy jego dzień jest zaplanowany, spójny i wierny żelaznym zasadom, które nigdy się nie zmieniają. Jednak mimo wszystko jest trochę samotny, bo posiada jedynie dwójkę przyjaciół - małżeństwo Gene i Claudię - którzy mu nie wystarczają. Postanawia znaleźć sobie życiową partnerkę i w tym celu opracowuje Projekt Żona, gdzie w grubym i wnikliwym scenariuszu zawiera wszystkie wymogi jakie musi spełnić jego przyszła małżonka. Nie do końca się to sprawdza - wśród wielu przebadanych potencjalnych kandydatek, żadna nie spełnia wymogów. I pewnego dnia pojawia się Rosie - całkowite przeciwieństwo tego, czego oczekuje od kobiety Don. Jest głośna, hałaśliwa, niepunktualna, niezorganizowana, pracuje jako barmanka i często popala papierosy. Prosi go o pomoc w znalezieniu biologicznego ojca, którego bardzo chce poznać - czy Don będzie w stanie jej pomóc?

Projekt Rosie zauroczył mnie od pierwszych chwil i od początku bardzo chciałam się zapoznać z tą lekturą, tym bardziej, że seria Gorzka Czekolada już raz zdała egzamin. Okładka i opis zapowiadają coś nowatorskiego, ciekawego i zdecydowanie umilającego czas. I tym razem się nie zawiodłam - co tu dużo mówić, przy czytaniu bawiłam się wyśmienicie!

Wydawca obiecuje, że będzie to jedyna w rodzaju komedia romantyczna i faktycznie tak jest. Z pewnością Projekt Rosie wybija się ze znanym nam, często bardzo oklepanych i wykorzystywanych wielokrotnie, schematów - zdecydowanie jest inaczej niż zwykle. I dlatego całość naprawdę dobrze się czyta - jest idealną propozycją na lekką, niezobowiązującą lekturę, która jednocześnie jest niegłupia i zapadająca w pamięć. Warto również wspomnieć o świetnie zarysowanych postaciach - każda jest na swój sposób inna, ciekawa, nieszablonowa i niezwykle barwna. Połączenie wielu skrajnych charakterów daje efekt mimo wszystko bardzo spójny i bardzo intrygujący przy odbiorze.

Przy tej książce nierzadko wybuchałam śmiechem, ponieważ humor autor ma znakomity i równie sprawnie operuje piórem, więc czyta się szybko i przyjemnie. To książka dobra do pociągu, kawy, na lżejszy dzień, niedzielny odpoczynek. Ja znalazłam w niej wszystko, czego oczekiwałam i dlatego bardzo ją polecam - na pewno świetnie spędzicie przy niej czas. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Media Rodzina! 

środa, 9 kwietnia 2014

bo każdy bloger jest narcyzem

wcześniej byłam bardzo zwyczajna, bardzo codzienna, bardzo normalna.
a potem stałam się blogerką.

☺️!

Bo nie da się ukryć - każdy bloger, choćby nie wiem jakby się starał, zapierał i tłumaczył, uwielbia kiedy wszyscy się z nim zgadzają, poklepują po plecach i mówią jak świetnie to ujął, napisał i że są pełni podziwu. Obrastamy w piórka przy każdej propozycji od wydawnictwa, firmy, nie mówiąc już o sytuacjach gdy ktoś uzna nasz blog za ulubiony, wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.
Tak, ja też.

Ale wiecie co? To chyba też jest potrzebne.

Może faktycznie blogerzy książkowi to kółko wzajemnej adoracji, prawie bez żadnych emocji, grzecznie, cicho i wciąż niemal jednolicie. Trochę tu nudno, ktoś może powiedzieć. Naprawdę?

Piszę bloga o książkach - nie oszukujmy się, dla wielu ludzi czytanie książek, nawet jednej na pół roku czy rok, jest abstrakcją, czytanie ich kilka miesięcznie czy też pisanie o nich to coś całkowicie kosmiczne i oderwane od ich świata. Przecież to takie daremne - każdy człowiek może odebrać tę samą książkę całkiem inaczej, prawda? Prawda. Czy czasami wydaje się to być nieco bezcelowe i nie mające większego znaczenia? Tak, czasami tak. Więc dlaczego wciąż to robię, tak bardzo się staram i nie ustaję w działaniu? To chyba weszło już w mój krwiobieg. 

Bo mimo wszystko jest wiele takich cudownych chwil, momentów i zdarzeń, dla których nie oddałabym mojego bloga nikomu nigdy w życiu. Jedną z nich jest to, że mogę choć trochę każdego dnia być narcyzem i cieszyć się z tego, że jest tyle osóbek, które wciąż chce mnie czytać, które wciąż się ze mną zgadzają i które tak jak ja są oderwane od nieczytającej-rzeczywistości. Nigdy w życiu nie podziękuję osobiście każdemu z Was - czasem może wydawać się, że bloger to osoba z innego świata, bardziej zdolna, bardziej odważna, ładniejsza, mądrzejsza i mająca więcej szczęścia niż reszta świata. Tymczasem... jestem tak samo mała jak Ty, a zawdzięczam Tobie tak dużo każdego dnia! 

Wierzę w to, że każdy, absolutnie każdy, człowiek jest wyjątkowy, niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. A wszystko co dzieje się każdego dnia ma swój ukryty cel i głębszy plan, dlatego już dawno przestałam pytać dlaczego. Zresztą często nie muszę, ponieważ odpowiedź przychodzi sama. 

Ja już wiem, dlaczego bloguję - żeby na chwilę poczuć się narcyzem. Żeby być inna niż wszyscy. Żeby w morzu depresji i zgaszonych twarzy cieszyć się najmniejszym zainteresowaniem, najdrobniejszym komentarzem, odzewem, mailem, dobrym słowem, kolejnym wartościowym tekstem. 
(żeby nauczyć się nie bać deszczu. i pozwolić mu padać. i zmoknąć zupełnie z radości)

Ty też możesz być narcyzem - ponieważ jesteś zupełnie wspaniałym człowiekiem! Nie bój się. 
Każdy z nas nim jest!

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

237. Krwawy szlak



Autor: Moira Young
Tytuł oryginalny: Blood Red Road
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2 kwietnia 2014
Liczba stron: 396


Z rodzeństwem już tak jest, że mogą się kłócić każdego dnia, nie odzywać się do siebie, przedrzeźniać się i droczyć ze sobą oraz nieustannie robić sobie na złość, lecz prawda jest taka, że w sytuacji zagrożenia lub dla wspólnego dobra potrafią się zjednoczyć i zrobić dla siebie wszystko. Możesz mówić, że nie cierpisz swojej siostry lub brata, lecz jesteś dla nich, a oni dla ciebie, najbliższymi osobami na świecie, w waszych żyłach płynie ta sama krew i macie te same charakterki. To właśnie oni byli twoimi pierwszymi przyjaciółmi, kompanami zabaw. Kiedyś jeszcze zrozumiesz jak wielkim są skarbem!

Saba i Lugh to bliźnięta i są dla siebie najważniejsi na świecie. Mieszkają daleko od innych, w środku lasu, nad niemal wyschniętym jeziorem razem z ojcem i młodszą siostrą. Pewnego dnia ich szczęście w jednej chwili się burzy - czterej jeźdźcy nachodzą ich ziemie i porywają Lugh. Saba jest przerażona i załamana, a gdy on odjeżdża uwięziony i związany, obiecuje mu że go uwolni. Wyrusza więc w niebezpieczną podróż, która będzie trwała wiele dni, a na drodze staną im przeszkody - każda coraz gorsza. Będzie miała jednak towarzyszy, którzy wesprą ją w nawet najtrudniejszej chwili - wśród nich przystojnego Jacka. Czy odnajdzie brata?

Gdybym miała wskazać jedno wydawnictwo, których powieści młodzieżowe niemal zawsze trafiają w mój gust, byłby to właśnie Literacki Egmont. Nieważne jaka jest tematyka, autor, okładka, gatunek - oni swoich czytelników potrafią zaprowadzić na najróżniejsze krainy wyobraźni i niemal zawsze od ich książek nie można się oderwać. Sięgając po Krwawy szlak nie byłam przekonana do fabuły, ale zaufałam wydawcy. I wiecie co? Kolejny raz się nie zawiodłam!

A wszystko dlatego, że Krwawy szlak niesamowicie wciąga w swój świat - ja nie mogłam się oderwać i już za pierwszym razem przeczytałam połowę. Mimo specyficznego zapisu i języka, gdzie całkowicie wyeliminowano myślniki, czytelnik szybko się przyzwyczaja do tak niecodziennego zapisu fabuły i po pewnym czasie przestaje zwracać na to uwagę. Tym bardziej, że wciąż coś się dzieje, wydarzenia mkną i akcja przyspiesza z każdą stroną. To jedna z tych lektur, o których wciąż się myśli i odtwarza w pamięci, ponieważ wydarzenia w niej opisywane angażują czytelnika i porywają w stu procentach. 

Lecz poza tym jest to książka bardzo piękna, pokazująca czystą, oddaną miłość siostry do brata, brata do siostry i bliźniąt do najmłodszej siostrzyczki. Mimo sporów, kłótni, wzajemnych żalów, są dla siebie najważniejsi i potrafią oddać wszystko by być razem. Poza tym pięknie jest tu również pokazana rodząca się miłość - nieśmiała, nie nachalna i bardzo młodzieńcza. Krwawy szlak to książka pokazująca zdrowe relacje, dobre odruchy, prawdziwą miłość - takie książki powinni czytać dziś młodzi ludzie. 

Z pewnością sięgnę po kolejną część, ponieważ jestem niesamowicie ciekawa jak dalej potoczą się losy bohaterów, do których tak bardzo się przywiązałam. Tymczasem polecam ją każdemu - jest świetna, ogromnie wciągająca, mądra i naprawdę ciekawie napisana. Uwierzcie mi, że chcecie ją poznać - ja bardzo, bardzo ją Wam polecam!

sobota, 5 kwietnia 2014

a może zacznij pisać dla siebie?

Dziś będzie typowo blogersko, bo sobota, deszcz i dobra pora na rozmyślanie. Rozsiądźcie się wygodnie, bo mówić będę długo i mam nadzieję ciekawie, a potem może i wy będziecie chcieli to przemyśleć. Bo wszystko idzie o to, że czasami się zastanawiam i chciałabym, żebyście zastanowili się i Wy - dla kogo tak naprawdę piszemy swojego bloga? Dla czytelników? Fanów? Wydawnictwa? Własnego ego?
Czy nie brakuje Wam już czasami w tym naszej prostej przyjemności i czerpania satysfakcji?

Blogi książkowe mnożą się jak grzyby po deszczu (i nie tylko - przecież cała blogosfera rozrasta się w tempie błyskawicznym), lecz to nie jest nic złego - Internet pomieści przecież każdego i każdy ma swoją szansę się w tym rozwinąć. Jedyne co potrzeba to czas, zapał, pomysły i przede wszystkim dużo chęci. A one nigdy nie znajdą się, gdy nie zaczniemy cieszyć się z tego co mamy - z własnych pomysłów, inspiracji, kreatywnych szaleństw. I choć wydaje się to takie proste, coraz częściej mamy z tym problem.

(8) Favoriten | Tumblr

Można mówić, że bloga prowadzę dla moich czytelników, że oni są dla mnie najważniejsi, ale brutalna prawda jest taka, że każdy czytelnik ma swoje życie i z pewnością nie zamyka się ono na internetach i twoim blogu, jakkolwiek piękny i bogaty on by był. Niewielu z nich czeka z utęsknieniem na nowy post, a gdybyś dzisiaj wszystko usunął, ich życie wcale nie zmieniłoby się diametralnie - można by rzec, że niemal wcale. I naprawdę, póki wszystko jest estetyczne i czytelne, nie ma dla nich większego znaczenia czy twój nagłówek będzie niebieski, różowy czy zielony w kropki ani co przeczytasz w następnej kolejności. Jestem skłonna założyć nawet, że wielu w ankietach swój głos oddaje całkiem losowo, bo naprawdę jest im to obojętne. Więc czemu uzależniasz swój wybór od tych biednych, przypadkowych ludzi? Czy nie możesz zrobić tego sam? 

O byciu sobą kiedyś już pisałam, więc nie będę się powtarzać. Lecz chcę Ci tylko przypomnieć, że jesteś wyjątkowym, niepowtarzalnym człowiekiem, co więcej - jedynym w swoim rodzaju. Twój blog ma być odzwierciedleniem Twojej głębokiej osobowości, wrodzonej kreatywności i talentu, który z pewnością masz. Wierzę, że zakładając go choć trochę z pewnością myślałeś o sobie, więc dlaczego gdzieś ci to umknęło? Nie musisz robić tego co wszyscy, a jeśli coś ci się w tym nie podoba nic nie każe ci z tego zwyczajnie zrezygnować i żyć dalej. Kiedy blogowanie stało się już małym obowiązkiem, bo trzeba zadowolić czytelników i wywiązać się z zadań, które sam sobie postawiłeś? 

whos awesome

Nie twierdzę, że należy odwrócić się od wszystkich i patrzeć tylko w siebie. Myślę jednak, że czasami warto przeczytać właśnie to na co ma się ochotę i udekorować swoje internetowe gniazdko tak jak się chce. Przestać zwracać uwagę na liczby, statystyki i komentarze, a cieszyć się każdą wartościową osobą, która do nas zagląda. Zacząć czerpać wielką przyjemność, radość i satysfakcję, z tego że tworzy się coś niepowtarzalnego i innego niż wszyscy.
I tego Wam życzę.


Z ogłoszeń drobnych:
  1. Postanowiłam przestać publikować podsumowania miesiąca, bo takie publiczne spowiadanie się ze wszystkiego i robienie planów, których i tak nie udawało mi się dotrzymywać zaczęło mnie męczyć. I tak będzie lepiej - jeśli będę miała dobry humor i więcej czasu może podzielę się czymś na fanpejdżu.
  2. Odpowiedziałam niedawno na kilka pytań w związku z Liebster Blog Award - gdyby ktoś był ciekawy zapraszam tutaj

piątek, 4 kwietnia 2014

236. Ogród Kamili



Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 7 listopada 2014
Liczba stron: 365


Raczej nie ma na świecie człowieka, który nie kojarzy tak pięknego kwiatu, jakim jest róża. Zjawiskowa, dostojna, dumna, pięknie się prezentująca i pasująca niemal do każdej kobiety i niemal każdej sprawiająca wielką przyjemność. Podziwiamy je, ale jeszcze chętniej lubimy dostawać – zwłaszcza od przystojnych mężczyzn. Tylko jaka ta róża naprawdę jest? Z jednej strony nieziemsko pachnąca, delikatna, ale z drugiej – potrafiąca głęboko zranić swymi kolcami. Ludzie podobno dzielą się na tych, którzy róże kochają i na tych, którzy omijają je z daleka. A ty, jakim typem jesteś?

Życie Kamili nigdy nie wyglądało tak, jak ona by sobie tego życzyła – dzieciństwo z zaborczo kochającą matką, buntowniczy okres z wieloma popełnionymi błędami, zakochanie się w niewłaściwej osobie w niewłaściwym czasie, potem okropna kłótnia z mamą, która umiera tego samego dnia, zanim córka zdąży się z nią pogodzić. Dziewczynę przygarnia ciocia, lecz Kamila już nie jest tą samą osobą – tęskni za utraconą matką, ukochanym, rodziną i beztroskim dzieciństwem, ponieważ zbliżająca się dorosłość wcale jej nie wychodzi. Najchętniej całymi dniami czytałaby książki i marzyła o ogrodzie różanym, ponieważ róże darzy miłością ogromną i nieskończoną. Pewnego dnia, po wielu zawirowaniach, dostaje propozycję pracy w Warszawie, a razem z pracą – wymarzony dom z ogrodem. Podstęp wywietrzyć jest łatwo – w czym tkwi problem? Kto pragnie oszukać Kamilę?
Katarzyna Michalak to dla mnie autorka tak komercyjna, kiepska i nie warta zachodu, że sama się sobie dziwię, że sięgnęłam po coś, co wyszło spod jej pióra. Jednak postanowiłam dać jej dwie ostatnie szanse. Jedną zmarnowała całkowicie, pisząc naprawdę beznadziejną książkę, jaką jest „Bezdomna„, zaś drugą – „Ogrodem Kamili” – muszę przyznać, nieco się obroniła. Bo mimo wszystko to chyba jedna z jej lepszych książek. Nie bez wad – ale można przeczytać.
I właśnie – bohaterowie. Jeszcze ci drugo- i trzecioplanowi byli wykreowani naprawdę ciekawie i z pomysłem. Zwłaszcza męskie postacie – rzadko który mężczyzna w literaturze zyskuje sobie tak wielką moją sympatię, jak występujący tutaj Łukasz Hardy – po prostu go uwielbiam! I nawet Jakub, postać z pozoru negatywna, również miał w sobie coś takiego, co bardzo mnie w nim zaciekawiło – tak, mężczyźni wypadli naprawdę dobrze. Czego już nie można powiedzieć o kobietach – Kamila to dziewczyna tak pusta, głupia i naprawdę irytująca, że czasem naprawdę brakowało mi siły, by dalej czytać o jej problemach, w które pakowała się na własne życzenie. Postacie u Michalak rzadko kiedy wypadają dobrze, ale Kamila to w jej dorobku chyba największa sierotka życiowa – brak słów.Może zacznę od tego, że całkiem miło się to czytało. Styl jest lekki, przyjemny i choć – jak dla mnie  - zbyt infantylny i zbyt prosty, to dzięki temu strony naprawdę szybko mkną – zwłaszcza w środkowej części lektury, bo początek, muszę przyznać, jest po prostu nudny. Fabuła, choć banalna do bólu, z historią powtarzaną już tysiące razy i przerabianą wielokrotnie, mnie niezbyt przekonała, lecz na pewno świetnie się przy niej odpoczywa od codziennych problemów, które każdego z nas przytłaczają. Kiedy już naprawdę zagłębiłam się w fabułę, trudno mi było się od niej oderwać, ponieważ autorka tak płynnie i ciekawie przechodzi z jednego wydarzenia w drugie, że odnosimy wrażenie, jakbyśmy stali obok głównej bohaterki i razem z nią próbowali poradzić sobie w trudnych, smutnych i tych wesołych dla niej okolicznościach.
Jak dla mnie „Ogród Kamili” to książka bardzo średnia – ciekawa, ale za to banalna i powtarzająca wiele schematów. Jednak i tak najbardziej nie mogę wybaczyć autorce zakończenia – jak mogła zamknąć powieść w takim miejscu? Przez takie zakończenie zdaje się, że będę musiała sięgnąć po kolejną część powieści, ponieważ naprawdę ciekawi mnie, jak zakończy się historia bohaterki. Zaś tę książkę polecam czytelniczkom mało wymagającym, szukającym bardzo banalnej i bardzo lekkiej lektury na dwa wieczory – wtedy może nawet się sprawdzi.
Recenzja dla portalu Literatura Juventum!

środa, 2 kwietnia 2014

PREMIEROWO: 235. Mroczne umysły



Autor: Alexandra Bracken
Tytuł oryginału: The Darkest Minds
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2 kwietnia 2014
Liczba stron: 456


Jeśli w latach 80., 90. XX wieku dzieci było sporo, dziś z każdym rokiem jest ich coraz mniej. Coraz popularniejszy stał się model rodziny gdzie dwójka rodziców ma tylko jedno dziecko, a najlepiej ani jednego, zaś rodziny wielodzietne stają się fenomenem, unikatem i zjawiskiem, które zdarza się coraz rzadziej, niemal w śladowych ilościach. Czy w kolejnych latach będzie coraz gorzej? Obawiam się,  że tak. Przypatrzmy się więc dystopijnej wersji Ameryki, gdzie dziecko staje się czymś całkowicie niepożądanym...

Ruby nie jest zwyczajną nastolatką i nigdy nie miała szansy nią być. Gdy była jeszcze małą dziewczynką, musiała oglądać dziwną i przerażającą śmierć swoich kolegów i koleżanek, kiedy znienacka padali w milczeniu martwi na ziemię. Dowiedziała się, że każde dziecko jest zagrożone chorobą zwaną OMNI - ostrą młodzieńczą neurodegenerację idiopatyczną. Została więc odebrana rodzicom i już jako dziesięciolatka wysłana do obozu rehabilitacyjnego w Thurmond, gdzie niszczy się jej dzieciństwo, marzenia i beztroskę. Dzieci tam przebywające dzielone są na kolory, a każdy kolor odpowiada niebezpiecznym mocom jakie posiadają. Ruby podstępem kwalifikuje się jako Zielona, tymczasem prawda wygląda tak, że jest najgorszą odmianą - czyli Pomarańczową. Potrafi wejść do ludzkiego umysłu, zmienić pragnienia, wspomnienia, wkraść się w sny. Czego dokona by nigdy nie wyszło to na jaw? I jak okiełzna swoje moce? Czy zdoła przetrwać? 

Dobra reklama książki potrafi zdziałać cuda - wydaje mi się, że raczej na pewno nie sięgnęłabym po Mroczne umysły, gdyby nie to, że zostałam zalana falą pozytywnych słów na jej temat. Po namyśle uznałam, że taka książkowa wybitna podróż nie może mnie ominąć i postanowiłam sama przekonać się jaka jest naprawdę. Czy żałuję? Ani trochę! Prawda jest taka, że wszystko co pisali o Mrocznych umysłach się zgadza - ta książka wciąga w swój świat i nie pozwala się oderwać ani na chwilę!

Dystopii powstało już bardzo wiele, więc nic dziwnego, że zaczyna pokrywać się coraz więcej elementów. Mroczne umysły z pozoru nie wyróżnia się spośród wielu podobnych o tej tematyce. Wszystko jednak tkwi głębiej - ja zostałam zachwycona wspaniałymi psychologicznymi portretami postaci, wniknięciem do ich umysłów, poprowadzeniem ich przygód w łatwy do przyswojenia, lecz niebanalny sposób, niesamowicie poprowadzoną fabułą, genialnie przedstawioną trudną rzeczywistością z jaką musieli zmierzyć się bohaterowie. Alexandra Bracken potrafiła stworzyć swój świat z niezwykłą precyzją i dokładnością, tak że czytelnik sam zaczyna w niego wierzyć. I może faktycznie jest to połączenie wszystkiego co gdzieś już kiedyś było, ale za to w nowy, świetny i naprawdę dopracowany sposób. 

Autorka posiada niesamowicie lekki język, przyjemny styl pisania i potrafi poprowadzić akcję tak, by ani na chwilę nie zagościła w niej nuda. Tu wciąż coś się dzieje, fabuła szybko się rozwija, a akcja wciąż przyspiesza. Ostatnie strony zapierają dech w piersiach - czytając ciężko odłożyć lekturę choć na chwilę. To jedna z tych książek, o których wciąż się myśli i nie można doczekać się kiedy pozna się dalsze losy bohaterów, którzy stają się nam naprawdę bliscy. Jak dla mnie było to opowiedziane tak, jakbym z nimi tam była - i faktycznie tak się czułam. 

Mroczne umysły polecam bardzo gorąco - to świetna, barwna (można powiedzieć, że w dosłownym tego słowa znaczeniu) historia, która naprawdę wciąga. Czyta się to doskonale i stanowi wspaniały odpoczynek po ciężkich lekturach. I dla dorosłych, i dla nastolatków - porwie każdego! Polecam! 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Otwarte!

wtorek, 1 kwietnia 2014

PRZEDPREMIEROWO: 234. Dwie Marysie



Autor: Ewa Nowak
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2 kwietnia 2014
Liczba stron: 230


Dojrzewanie to czas trudny, z buszującymi, nieposkładanymi i szalejącymi hormonami, młodzieńczymi buntami, zmianami nastroju i huśtawkami emocjonalnymi. Niestety zła wiadomość brzmi brutalnie - każdy z nas, nieważne kim jest, gdzie się wychował i jak wygląda, musi przez to przejść. I nie ma drogi na skróty ani tylnego wyjścia - obawiam się, że to cię nie ominie. Lecz nie łam się i nie pogrążaj w rozpaczy - wszystko mija. Dojrzewanie też. A może nawet okaże się całkiem przyjemne? W końcu młodym jest się tylko raz w życiu.

Marysia Gwidosz, którą mogliśmy już poznać w książce Wszystko, tylko nie mięta ma już siedemnaście lat i coraz głębiej wchodzi w wiek dojrzewania, co niestety staje się utrapieniem dla jej rodziny, która nie może wręcz jej już poznać. Oliwy do ognia dolewa również fakt, iż wszędzie dookoła niej kwitnie miłość, szczęście, zakochanie, a na dodatek wszyscy naciskają na nią, kiedy znajdzie się u jej boku jakiś młodzieniec, który pokocha ją z wzajemnością. Nawet jej najlepsza przyjaciółka nagle znajduje miłość swojego życia - niestety nie taką, jaką Marysia by sobie dla niej wymarzyła. Dziewczyna jest rozgoryczona i zła na cały świat, czy wszystko może odmienić jedna przypadkowa fotografia, projekt z biologii i wizyta w niezwykłym domu na warszawskiej Białołęce? 

Tego, że Ewę Nowak uwielbiam, kocham i czytam namiętnie, powtarzać myślę nie muszę, bo wszyscy to już wiedzą. Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź jej najnowszej książki, aż podskoczyłam i odtańczyłam taniec radości, bo nie oszukujmy się - przeczytałabym absolutnie wszystko co pochodzi od jej pióra. Jednak tym razem moja radość była jeszcze większa, ponieważ ulubiona autorka postanowiła powrócić do rodziny z samych początków miętowej serii - Gwidoszów - których ja bardzo, bardzo polubiłam. Lecz czy powrót do starych dobrych bohaterów był przyjemny? Myślę, że tak, choć niestety, kilka zgrzytów również musiało się napatoczyć. 

Muszę przyznać, że gdybym nie znała poprzednich części, ciężko byłoby mi wejść dobrze w akcję. Ewa Nowak bardzo silnie nawiązuje do wcześniejszych tomów serii, pokazując też jak zmienili się bohaterowie na przestrzeni tych lat - ci co byli nastolatkami są już dorośli i mają dzieci, a ówczesne noworodki już mówią, chodzą do szkoły i nawet udzielają rad starszym. I to jest fajne, ciekawe i ja osobiście bardzo takie zabiegi lubię i cenię - może z pozoru pokazują nieubłagany upływ czasu, ale z drugiej strony pozwalają iść z ulubionymi postaciami w dalsze okresy ich literackiego życia.

I właśnie bohaterzy - niestety jestem zmuszona zgodzić się ze stwierdzeniem, że tym razem nie byli najlepszą stroną powieści. Nie tylko tytułowa Marysia - jej jestem w stanie wybaczyć niektóre bardzo dziwne, niezbyt przemyślane i dosyć głupie zachowania ze względu na to, że dobrze rozumiem stan w jakim się znajduje, sama przeżywam to samo. Lecz irytowali mnie zwłaszcza najstarsi Gwidoszowie - irracjonalne podchody, dziwne zagrywki, zachowania jakby sami jeszcze nie dorośli do roli rodziców. W małej dawce jest to nawet śmieszne, jednakże w nadmiarze mnie to zaczęło nieco zniesmaczać. Wszystko ratuje jednak Cela - cudowna, słodka, przeurocza dziewczynka. Jak dla mnie to ona wygrała tę książkę i skradła mi serce - z radością zabrałabym ją do swojego domu.

Gdyby nie to, że tę książkę dostałam od wydawcy, z pewnością jutro popędziłabym do księgarni i ją kupiła. I myślę, że nie żałowałabym zakupu, ponieważ mimo wszystko naprawdę dobrze spędziłam przy niej popołudnie, a po zakończeniu pragnęłam więcej. Ewa Nowak na całe szczęście nie straciła lekkiego języka, wplatanych historii z morałem, często naprawdę głębokim, przesłania i morału, tak ważnego dla dzisiejszej młodzieży. Dla fanów serii miętowej Dwie Marysie to lektura obowiązkowa, a tym, którzy jeszcze przygody z tą autorką nie zaczęli polecam sięgnąć po pierwsze tomy serii - z pewnością się Wam spodobają! Ja ze swojej strony, mimo wszystko, bardzo polecam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...