poniedziałek, 31 marca 2014

Książkowe piękności z marca

To jest stos, którego miało dzisiaj nie być, tylko miał być jakoś w bliżej nieokreślonej, ale bliskiej przyszłości. Dzisiaj miała być recenzja książki tak wspaniałej, że niepozwalającej mi na myślenie o niczym innym niż fabule, mianowicie Mrocznych umysłów. Jednak tak wyszło, że nauka (i fejsbuk) nie pozwalają mi czytać, więc recenzji dzisiaj nie będzie. 
Ale za to jest stos! Bo listonosz był <3


Na samej górze dwie piękności od Znaku: Małe cuda, które intrygują mnie tak bardzo, że już drżę z radości na myśl, że niedługo się za nie zabiorę i Małgorzata idzie na wojnę - w sumie sama nie wiem, dlaczego się na nią skusiłam, ale wydaje się obiecująca, a tematyka też taka jaką lubię. Następnie są Mroczne umysły od Otwartego - właśnie czytam i jedyne co mogę powiedzieć to wielkie awww <3 Wspaniałość! I znów perełka, bo moja najulubieńsza Ewa Nowak i jej najnowsza książka Dwie Marysie - przekocham wszystko co wychodzi spod pióra tej autorki, więc mam też zamiar pokochać i to. Najbardziej boli mnie, że jest taka krótka - czuję, że zbyt szybko się skończy. Dalej za nią Krwawy szlak - całkiem nie moje klimaty, ale to Egmont, a oni dobre książki wydają. Dlatego im ufam. Poniżej znajduje się Obłokobujanie - tak, to to maleństwo przywędrowało do mnie za sprawą Literatury.juventum. Zapowiada się przepięknie! I dochodzimy do Świateł września, książki którą kupiłam wieki, naprawdę lata świetlne temu i ciągle nie przeczytałam. Wstyd mi! Do koniecznego nadrobienia, w tym miesiącu obowiązkowo. Dziedzictwo pożyczyłam od mojego kochanego Gagatka, chociaż w sumie Wybrani byli tacy przeciętni trochę. Ale mam dużą ochotę poznać dalszy ciąg :3 I już ostatnie - Martwy punkt, czyli kryminał od Feerii. Nie oczekuję za dużo, ale mam nadzieję, że lektura będzie przyjemna. 

I jak - zacne, czyż nie? <3

sobota, 29 marca 2014

233. Kocham Nowy Jork



Autor: Isabelle Lafleche
Tytuł oryginału: J'adore New York
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 4 lipca 2013
Liczba stron: 336


Podnosisz wysoko kieliszek wina na znak toastu. Czujesz się jak zwycięzca i nim rzeczywiście jesteś. Lata ciężkiej, wręcz morderczej nauki i pracy w końcu się opłaciły - wspięłaś się na szczyt kariery, wyżej niż wszyscy inni i jesteś niepokonana. Uśmiechasz się zwycięsko i z rozrzewnieniem przypominasz sobie nieprzespane noce, hektolitry wypitej kawy, ogromny stres, brak snu, niemal zerowe kontakty z rodziną i przyjaciółmi. To już minęło - dziś liczy się tylko ten sukces, który udało ci się osiągnąć. 

Caterine zawsze była bardzo zdolna i pracowita, dlatego też szybko wspięła się na kolejne szczeble prawniczej kariery. Kiedy pewnego dnia dowiaduje się, że zostaje przeniesiona z Paryża do filii w Nowym Jorku jest przeszczęśliwa i od razu robi plany na przyszłość. Praca jednak okazuje się o wiele bardziej trudna, ciężka i wymagająca poświęceń niż jej się na początku wydawało. Jak poradzi sobie z przeszkodami na drodze i co przygotowało dla niej miasto, które podobno nigdy nie zasypia? 

Kocham Nowy Jork to książka która wcześniej wydawała mi się jako jedna z tych przy których będę mogła odpocząć od literatury wyższych lotów i zapomnieć na chwilę o swoim świecie. Jednak nie do końca się w tym sprawdziła - czytelnik zostaje nie tylko zasypany prawniczymi terminami i problemami, amerykańskimi nazwami francuskimi wtrąceniami i wyimaginowanymi problemami głównej bohaterki która przejmuje się błahostkami jak gdyby były końcem świata. I nawet dość interesująca fabuła nie zdołała uratować zwyczajnie nużącej akcji. Tak, męczyłam ją przez dwa tygodnie i wcale nie wracałam do niej z radością. 

I sytuacji nie uratowała nawet obiecująca bohaterka, która w gruncie rzeczy okazała się być okropnie męczącą i irytującą postacią, co prawda z przebłyskami bystrości i humoru, ale wciąż denerwującą. Nie przepadam za ludźmi robiącym wielki szum z powodu problemów bardzo małych lub takich, które mają na własne prywatne życzenie i nie chcą z tym nic zrobić. Caterine właśnie taka była. 

Ja się przy tej książce nie odprężyłam i nie odpoczęłam, co nie znaczy że jest zła - bywały w niej momenty bardziej dynamiczne, przy których czytało mi się ją naprawdę dobrze. Szkoda, że autorka dość nieumiejętnie je prowadziła, w wyniku czego ponownie wpadała w schematyczną nudę. Sądząc jednak po wielu pozytywnych recenzjach, niektórym może przypaść do gustu, więc sami zdecydujcie czy chcecie ją czytać. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Literackiemu!

piątek, 28 marca 2014

Marcowe linki miesiąca, których nie możesz przegapić

To naprawdę wielka radość (i satysfakcja też) witać Was już po raz trzeci z porcją linków wartych polecenia i przekazania dalej. Już po raz trzeci zebrało się ich sporo, ponownie było mi trudno je przeselekcjonować - każdy chciałby mieć swoje pięć minut! Zobaczcie w takim razie sami, co udało mi się wybrać - mam nadzieję, że lektura ich będzie udana, zwłaszcza na nadchodzący weekend :3

nature

1) Wcześniej jakoś na cykl Gosiarelli patrzyłam kątem oka, nie mogłam coś się do niego przekonać zbytnio, lecz muszę przyznać, że tym odcinkiem mnie kupiła - znakomity humor i znakomicie napisane, po prostu!

2) Wszyscy już wiemy o aferze jaką zrobiła pani Malanowska, wszyscy zapewne czytali już komentarze Jakuba Żulczyka i nie tylko jakie się na ten temat pojawiły, więc nie będę już do tego wracać. Chciałabym jednak przedstawić Wam artykuł, który ukazał się na Dzień Pisarza, a który dobrze to podsumowuje. 

3) Gagatek o wyzwaniach książkowych - a ja się z nią w pełni zgadzam i popieram. I nawet sama napisałabym coś podobnego, tylko że czasu mi chronicznie na to brak - dlatego tym bardziej cieszę się na rozsądny głos w tej sprawie. 

4) Co prawda zbliżamy się już do półmetku Wielkiego Postu, a do Wielkanocy coraz bliżej, to jednak chciałabym przedstawić Wam przegenialny i niesamowicie dobry tekst Muszkietera, który ukazał się w Środę Popielcową. Warto się nad nim naprawdę zastanowić.

5)  Po tak fatalnej książce jaką była Bezdomna, do Katarzyny Michalak uraz mam ogromny, dlatego z śmiechem przyjęłam relację z czytania na żywo Gry o Ferrin. Polecam, dla rozluźnienia atmosfery. 

6) Coś genialnego - streszczenia wielkich dzieł, których nikt nie ma czasu czytać, w obrazkowych skrótach myślowych - wszystko możecie zobaczyć tutaj. I przy okazji polecam również blog Darii, która wydaje się być osobą tak sympatyczną iż nie sposób jej nie polubić!

7) W marcu obchodziliśmy Dzień Kobiet, a z tej okazji książkowe mole przygotowały własną wersję rankingową - najpiękniejsze polskie pisarki. Zgadzacie się? 

8) Nie wiem, czy już to mówiłam, ale Sherlocka Holmesa uwielbiam ogromnie. I dlatego tak bardzo ucieszył mnie naprawdę świetny sherlockowy artykuł na ulubionej Literaturze Juventum

9) Blog Ani to jeden z moich najulubieńszych i jeden z tych, na których posty czekam z naprawdę ogromnym zniecierpliwieniem. Od niedawna można obejrzeć ją też w filmiku - jak wzmocnić pewność siebie. Bardzo polecam!

10) A będąc przy video - w końcu mamy videorecenzje książek w duecie! Zachęcam do obejrzenia tego co prezentują Jane i Anath - najnowszą możecie zobaczyć tutaj

11) Mówiąc Inaczej to dla mnie bezkonkurencyjnie najlepszy kanał na polskim youtubie, a od niedawna można przeczytać niezwykle ciekawy wywiad z autorką. Ciekawy nie tylko dlatego, że zdradza swoje sekrety tak udanego vloga, lecz również wywiązuje się interesująca wymiana zdań o naszej codziennej higienie słowa. Warto przeczytać. 

12) Test predyspozycji zawodowych - mi wyszło, że powinnam być filozofem, a Wam? 


Miłego weekendu! :*

PS Kto chce być dwusetnym lubiącym fanpejdż? :D

niedziela, 23 marca 2014

232. Ludzie 8. dnia. Autostopem do Matki Teresy



Autor: Krzysztof Pałys OP
Wydawnictwo: W drodze
Data wydania: 2012
Liczba stron: 256


Zasady są trzy: po pierwsze, jeśli jest droga, to musi coś po niej jechać. Po drugie, jeśli jedzie, to może cię podwieźć. I po trzecie, jeśli nikt nie chce się zatrzymać, to dobrze – dla ciebie przygotowany jest ktoś inny, musisz tylko na niego poczekać. Autostop – propozycja tak prosta, a dzisiaj już coraz rzadsza i odchodząca w zapomnienie. Czy tak wielu się jej boi? Może historia dwóch polskich księży, którzy wyruszyli autostopem do Matki Teresy, przekona Cię, jak wiele można zyskać, podróżując autostopem?

Dwóch krakowskich dominikanów – Krzysztof i Maciej – pewnego dnia bardzo zapragnęło odwiedzić miejsce, w którym urodziła się, mieszkała i zostawiła swój ślad jedna z największych świętych dwudziestego wieku – Matka Teresa. Tę niezwykłą drogę do serca Macedonii – Skopje – postanowili jednak przebyć autostopem, zdając się całkowicie na ludzi, których Bóg postawi na ich drodze. Całą tę podróż opisują właśnie w tym dzienniku, wspominając każdy dnień, każdego człowieka, dokumentując wspomnienia, kłopoty, dobre i złe chwile – strach, samotność, zagubienie, ale i radość, szczęście, bezbrzeżną wdzięczność. Czy ktoś jest ciekawy, jak minie im ta podróż, póki nie dotrą do celu? Co spotka ich na drodze i jak sobie poradzą z przeciwnościami losu? Czy zaufanie w stu procentach Stwórcy im się opłaci?
Może zacznę od tego, że czyta się wspaniale – niesamowicie lekko, z dużym zainteresowaniem i szybko. Historia dwójki krakowskich dominikanów naprawdę wciąga od pierwszych stron i nie pozwala się oderwać, ja z trudem odkładałam lekturę, bo tak byłam spragniona kolejnych rozdziałów. Czytając, uśmiechałam, a nawet śmiałam, kibicowałam głównym bohaterom, razem z nimi przeżywałam tę niezwykłą wędrówkę po Europie. I mogę Wam zagwarantować, że z Wami będzie podobnie!Autostop to najtańszy i najbardziej ekologiczny środek transportu – zaledwie wypełniasz pustą przestrzeń w samochodzie, który i tak pędziłby bez ciebie. Jeżdżąc autostopem, przeżywasz przygodę, jakiej nie jesteś w stanie kupić – poznajesz nowych ludzi, wchodzisz w ich życie, korzystasz z ich uprzejmości, dając również im chwilową przyjemność spotkania z całkiem nowym człowiekiem. Ja autostop uwielbiam – pół roku temu przejechałam nim niemal całą szerokość Polski, w tę i z powrotem, i uważam tę podróż za jedną z najlepszych przygód w moim życiu – na pewno nie zamieniłabym tej drogi na kilka godzin w ciasnym i dusznym autobusie czy też pociągu. Po książkę ojca Krzysztofa Pałysa sięgnęłam zachęcona ciepłymi opiniami bliskich mi osób i muszę powiedzieć, że ani trochę się nie zawiodłam – jest naprawdę świetna!
Choć to książka, którą napisali księża, myślę, że spodoba się i tym, którzy od kościoła na co dzień uciekają lub nie są do niego przekonani. Nie ma w niej bowiem moralizatorstwa, dydaktyzmu, nikogo się nie osądza – autorzy pokazują tylko swój punkt widzenia, opierając się wyłącznie na swoich przemyśleniach. Poza tym ciekawe jest to, że bardzo wielu kierowców, którzy ich wozili, to muzułmanie oraz ateiści, więc wywiązują się między nimi naprawdę niezwykle ciekawe dialogi, skłaniające również do przemyśleń. Zresztą z czystym sercem mogę powiedzieć, że „Ludzie 8. dnia” to jedna z najmądrzejszych i najbardziej refleksyjnych książek, jakie miałam okazję czytać – dlatego jeszcze goręcej ją polecam!
Jeśli będziesz miał okazję sięgnąć po „Ludzi 8. dnia”, to się nie wahaj – czytaj! Znajdzie tam coś dla siebie ten, który jest niezwykle wierzący, ale także i ten, który wierzy mniej, ponieważ książka jest cudownym świadectwem życia, wspaniałej podróży, znajduje się tam wiele naprawdę mądrych myśli do zapamiętania i wykorzystania w życiu. Polecam, polecam, polecam – naprawdę warto!

piątek, 21 marca 2014

znów przyszła wiosna!

Ostatnio mało mam czasu na czytanie, nie mówiąc już o pisaniu, na które nie mam czasu zupełnie, bo wszytko przelatuje mi jakoś między palcami. Ale to nieważne, bo nie o tym chciałam dzisiaj. Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy, piękny, niesamowity i otwierający coś cudownie pięknego - mamy pierwszy dzień wiosny!

A to znaczy, że wiosna jest już na świecie całkowicie legalnie. Więc nic tylko się nią cieszyć!


Gdy świeci słońce, ćwierkają ptaki, jest coraz cieplej i przywiewa całkiem ciepły i wiosenny wiatr, smucić się trudniej. Więc najprościej w ogóle nie zaprzątać sobie tym głowy i znowu się uśmiechnąć i znowu się roześmiać - uwierzcie mi, to takie piękne!  

Równie piękne jest wyjście na spacer, najlepiej z książką pod pachą, ale równie dobrze sprawdzi się bliska osoba, z którą można porozmawiać, pośmiać się i spędzić kilka(naście) dobrych chwil na świeżym powietrzu. Takie spacery można zamienić również na wspólne lub samotne bieganie - moc endorfin gwarantowana! Jeśli macie okazję wyjechać gdzieś - w góry, na łąkę, nad jezioro bądź morze lub do jakiegoś urokliwego miasta - to nawet się nie wahajcie! Zresztą z doświadczenia mogę powiedzieć, że wyjazdy im bardziej spontaniczne tym lepsze, więc nie musicie dużo planować - to co dobre przyjdzie samo!
(a gdy takiej okazji nie macie lub gdy czasu chronicznie brak, dobrze sprawdzi się nawet jednorazowe zamienienie zatłoczonego tramwaju czy też autobusu na rower bądź własne nogi)

Od Nowego Roku minęły już prawie trzy miesiące, a mogę się założyć, że przez ten czas noworoczne postanowienia nieco odeszły w las. Wiosna to nowy początek, nowy punkt zaczepienia i nowa motywacja by podjąć się ich ponownie! Przecież sami wiecie jak bardzo warto, a jedyne co musicie zrobić na początek to chcieć - niewiele prawda? 

Wiosna to idealny czas na zrobienie wiosennych porządków i rachunków - i wokół siebie i w środku. Najlepsza pora na zmiany, nawet najmniejsze, to właśnie ta pora i lepszego momentu już nie będzie. Przejdź przez wiosnę radosnym i lekkim krokiem, bo to najpiękniejsza pora roku! Nie mówcie nikomu, ale prawda jest taka, że to właśnie wiosną cuda są największe!

Uśmiechnijcie się - piękne dni nadchodzą! Wykorzystajmy je i niech ta wiosna będzie najradośniejszą jaką przeżyjecie! 

Enjoy! <3

wtorek, 18 marca 2014

PRZEDPREMIEROWO: 231. Tajny raport Millingtona

Tajny raport Millingtona


Autor: Martin ZeLenay
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 20 marca 2014
Liczba stron: 480


Śledzisz go już od chwili gdy pojawił się na lotnisku, ubrany elegancko jak nigdy, w czarnych okularach, wypastowanych butach i zaciętą miną. Ciężko go złapać - jeździ szybkimi samochodami, przemyka cicho, gubi się w tłumie i rozprasza, często znika, zmienia drogę. Ale nawet to nie jest w stanie cię zmylić - obserwujesz i wciąż masz zamiar obserwować każdy jego krok. Nic ci nie umknie, a wszystko zostanie rzetelnie udokumentowane.

Frank Shepard jest oficerem tajnej jednostki. Swoją pracę traktuje jak powietrze - coś co wypełnia mu każdą chwilę, każdą myśl i bez czego absolutnie nie może żyć. Odrzuca dla niej rodzinę, przyjemności, przyjaciół - bo to wszystko trzeba pielęgnować, a on nie ma na to czasu. Pewnego dnia wpada na trop międzynarodowej szajki terrorystów. Zagrożenie jest ogromne, niebezpieczeństwo jeszcze większe. Każde posunięcie jest niezwykle ważne i ma ogromne znaczenie w przyszłości, ponieważ wróg może wykorzystać wszystko. Frank musi wykorzystać całe swoje doświadczenie by zakończyć sprawę, tymczasem pada na nią jeszcze inne, całkowicie niespodziewane światło... Jak to się zakończy?

Współczesna literatura coraz częściej otwiera się na nowe, nieznane dotąd gatunki. Wyobraźnia ludzka nie ma granic, pomysły są wciąż niewyczerpane i choć pojawiło się już na rynku prawie wszystko, wciąż można znaleźć książki, które stanowią ewenement lub należą do mniejszości tak niewielkiej, że zamykającej się na dosłownie kilku tytułach. Taką właśnie książką jest Tajny raport Millingtona - to thriller polityczny.Gdy zobaczyłam jej zapowiedź od razu wiedziałam, że nie mogę w żadnym razie sobie jej odpuścić, choć na co dzień rzadko zdarza mi się sięgać po ten typ lektury. Czy opłacało się zaryzykować? Tak!

To książka zdecydowanie bardzo złożona, nietuzinkowa i oryginalna. Autor (a przy okazji warto wspomnieć to co znajduje się również na okładce - musiał pisać pod pseudonimem, gdyż ta treść jest tak bardzo ściśle chroniona) zajął się tematem dla wielu ludzi całkowicie obcym, z innego, bogatego i nieznanego, świata - chodzi tu o system antyterrorystyczny i obrony USA. Jednocześnie świetnie nam go przybliża, pokazując wszystkie jego zakamarki i w jak najprostszy sposób ukazując zasady jakie się nim rządzą. To świat trudny do zrozumienia, może nieco ciężki w odbiorze, lecz gdy choć trochę wejdzie się w akcję - maksymalnie wciągający. 

Tajny raport Millingtona czyta się szybko i co zadziwiające - bardzo lekko. Autor ma świetne pióro, więc czytelnik nie musi się męczyć z trudnym językiem, nużącą akcją czy też niezrozumiałą fabułą. Poza tym świetnie wplecione są wątki z życia prywatnego głównego bohatera, jego przyziemne kłopoty, które ukazują nam go jak człowieka takiego jak my, który również błądzi. Jest to zabieg tak świetny i tak sprytny, że jeszcze bardziej pozwala wczuć się w książkę, nie potrafiąc się od niej oderwać. 

Choć może nie każdemu przypadnie ona do gustu, to i tak bardzo ją Wam polecam. To lektura nietuzinkowa, inna niż wszystkie, ciekawa, wciągająca i pokazująca inny, nieco brutalny, męski, amerykański świat tajnych oficerów policji. Mnie porwała, więc mam nadzieję, że porwie i Was - polecam! 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Znak!

poniedziałek, 17 marca 2014

230. Rywalki


Autor: Kiera Cass 
Tytuł oryginału: Selection
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 5 lutego 2014
Liczba stron: 336

Która z nas, dziewczęta, nie marzyła o tym, by być piękną, uwodzicielską, bogatą księżniczką, która ma wszystko, czego zapragnie, rządzi krajem u boku swojego przystojnego męża, a poza tym musi jedynie ładnie wyglądać, bo służba spełni każdy jej kaprys? Zachwycają nas zapierające dech w piersiach kreacje, suknie aż do ziemi, błyszczące diademy i złote pantofelki, otwieramy szeroko oczy ze zdumienia, gdy widzimy ją wirującą na balu u boku księcia. Ale czy tych marzeń w rzeczywistości nie można spełnić?

America mieszka w królestwie Illei, gdzie ludzie dzielą się na klasy – od pierwszej do ósmej. Ona zaś ze swoją rodziną należy do Piątek – artystów, śpiewaków i malarzy, którzy nigdy nie zarabiali zbyt wiele, będąc na usługach ludzi znaczniejszych i bogatszych. Często głód zaglądał im w oczy, brakowało pieniędzy na choćby najdrobniejsze prezenty urodzinowe czy też gwiazdkowe, a święta zawsze wypadały skromnie. Pewnego dnia w całym państwie ogłaszane są Eliminacje – książę Maxon szuka żony i wybierze ją spośród wylosowanych z całego kraju trzydziestu pięciu kandydatek. America nie jest z początku przekonana do tego konkursu – kocha bowiem potajemnie innego mężczyznę i nie marzy o byciu żoną króla, ale ulega namowom i postanawia również zgłosić swoją kandydaturę. Jakie będzie jej zdziwienie, gdy okaże się, że została wybrana i trafi na zamek, gdzie będzie mogła rywalizować o koronę. Jak potoczą się jej dalsze losy i jak bardzo będzie musiała walczyć, by dopiąć swego?
Myślę, że tak. Choć to książka bardzo promowana, a cudowna okładka i bardzo interesujący opis tylko podkręcają ogromne zainteresowanie lekturą, co może potem, niestety, nieco rozczarować, to czyta się ją naprawdę  dobrze! Jest ciekawa i przyjemna w odbiorze.Nie ukrywajmy – „Rywalki” mają przecudną, delikatną i naprawdę cieszącą oko okładkę i ona była jednym z najważniejszych powodów, dla których chciałam tę książkę przeczytać. Drugim powodem była tematyka – no bo która z dziewcząt nie kocha księżniczek, która nie marzyła o nich w dzieciństwie? Ja marzyłam, więc księżniczki darzę ogromnym sentymentem i jeśli mam okazję do nich wrócić i jeszcze raz się zakochać, to po prostu to robię. I dlatego też, gdy nadarzyła się sposobność sięgnięcia po „Rywalki”, nie wahałam się ani chwili – zaczęłam czytać tuż po tym, jak dostałam je do rąk. Czy było warto?
A właściwie to „Rywalki” się pochłania. Fabuła wciąga – wręcz nie pozwala się oderwać, a wydarzenia, choć może nie pędzą, to ich przemyślana konstrukcja sprawia, że po zakończeniu jednego rozdziału od razu rozpoczynałam czytać następny. I na nic zdały się obietnice, że to już ten – na dzisiaj – ostatni. Trzeba przyznać, że Kiera Cass potrafi zainteresować czytelnika i porwać niejako w swój wykreowany świat – świat trzydziestu pięciu księżniczek, księżniczek jednego księcia i trudnej walki o koronę. Czytelnik wchodzi w te wydarzenia całym sercem – kibicując bohaterkom, jednych darząc uczuciem głębszym, a innym złorzecząc, z niecierpliwością wypatrując, jak akcja potoczy się dalej.
Nie da się nie zauważyć, jak wiele jest w „Rywalkach” podobieństw i nawiązań do „Igrzysk śmierci”, nieraz pojawia się – jak dla mnie – zbyt dużo sztucznego romantyzmu i banalności – ale poza tym stanowią genialną odskocznię od rzeczywistości, czytelnik świetnie się bawi, czytają, i zapomina na chwilę o swoich troskach. Po kolejną część książki z pewnością sięgnę, bo bardzo jestem ciekawa dalszych losów Americy. Tymczasem Wam „Rywalki” polecam – tylko nie nastawiajcie się na cuda, gdyż – jak pisałam – rozczarowanie może boleć. Lecz jako lekka, niezobowiązująca lektura z całą pewnością sprawdzi się znakomicie!
Za książkę dziękuję wydawnictwu Jaguar!

środa, 12 marca 2014

229. Bezdomna



Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 5 czerwca 2013
Liczba stron: 250


Wyrzuceni poza margines społeczeństwa. Zapomniani i coraz bardziej spychani na ostatnie miejsce. Każdy chciałby o nich zapomnieć, zamknąć oczy, kiedy obok nich przechodzi i udać, że nie widzi. Rzadko coś mówią, najczęściej patrzą się tępo przed siebie, czasami błagalnie zajrzą w czyjeś oczy. Lecz nikt nie zwraca na nich uwagi, każdy przechodzi obojętnie i udając, że bardzo mu się spieszy. Wyrzuca z głowy każdą choćby najmniejszą myśl współczucia, pragnie wrócić ponownie do swojego poukładanego życia. A może oni czekają właśnie na twoją pomocną dłoń?

Kinga Król kiedyś była szczęśliwą dziewczyną, mężatką, świetną architektką. Jednak demony przeszłości, źli ludzie, którzy stanęli na jej drodze, brak wsparcia, choroba i pech, który ją prześladował, sprawiły, że straciła wszystko, co miała i wylądowała na ulicy, dołączając do warszawskiej bezdomnej braci. W pewien wigilijny wieczór postanawia raz na zawsze zakończyć swoje życie, połykając garść tabletek i zapijając je najtańszym alkoholem. Przeszkadza jej w tym jednak… kot, którego w ostatniej chwili ratuje z opresji. A także młoda dziennikarka – Asia Reszka – która niespodziewanie pojawia się, wyrzucając śmieci. I właśnie ona postanawia zaprosić Kingę do siebie na kolację wigilijną – kolejną już, którą spędza sama jak palec. Lecz czy przyjaźń tak dwóch różnych kobiet może być możliwa? Kto w rezultacie ocali Kingę i jaka naprawdę jest jej historia?
Z Katarzyną Michalak miałam już do czynienia kilka razy i po przeczytaniu jej książek mogę powiedzieć, że pochłania się je bardzo szybko, ale nie jest to nic wybitnego. Czyta się szybko, całkiem przyjemnie, szkoda tylko, że przygniata czytelnika wylewający się lukier, przewidywalność, nierealność wielu sytuacji i przede wszystkim banalność do bólu. Mimo wszystko stanowią one lekturę dosyć satysfakcjonującą, choć męczącą. Postanowiłam dać jednak pani Michalak ostatnią szansę i sięgnąć po jej dwie niedawno napisane i bardzo reklamowane powieści - ”Bezdomną” oraz „Ogród Kamili”. Dziś o tej pierwszej – czy ktoś jest ciekawy?
Po przeczytaniu pierwszych pięćdziesięciu stron się załamałam, ponieważ już dawno nie czytałam nic tak okropnie słabego, a przede wszystkim beznadziejnie napisanego. Z czasem i zwiększającą się liczbą przeczytanych stron jest coraz lepiej, ale wciąż pozostaje język, przepełniony przekleństwami, urywkami zdań, miliardem wykrzykników, które wyprowadzają mnie z równowagi, a wszystko przedstawione tak, jakby było pisane na kolanie i na szybko. „Bezdomna” wydaje się być całkowicie niedopracowana, niesprawdzona i podana jakby na próbę – czy się przyjmie, czy nie. Ja nie wiem, co widzą w niej zachwycone czytelniczki, ponieważ osobiście odpychało mnie od niej podczas czytania zdecydowanie zbyt często.
Jestem w stanie docenić to, że autorka poruszyła tu dwa ważne tematy, często uznawane na niemal tabu i pomijane w literaturze. Chodzi o bezdomność, czyli warunki, w jakich przebywają tacy ludzie, zasady, jakimi się kierują, często ich tragiczne historie – jak kochana żona, dobra matka z dnia na dzień traci wszystko i ląduje na ulicy, gdzie musi radzić sobie zupełnie sama. Drugi, jak dla mnie o wiele ważniejszy, chyba nawet lepiej przedstawiony, jest wątek psychozy poporodowej (nie mylić z depresją). Mało osób wie o czymś takim (przyznam szczerze, że przed czytaniem również nie byłam uświadomiona), a myślę, że jest to choroba niebezpieczna, przez wielu bagatelizowana, przez co może dochodzić do tragedii. Autorka przestrzega przed nią, od razu pokazując jej opłakane skutki. Mimo wszystko i tak zostało to pokazane, moim zdaniem, w sposób zbyt dramatyczny, zbyt przerysowany i za bardzo czarno-biały, by przekonać tak w zupełności.
Nie polecam „Bezdomnej” – nie róbcie tego błędu co ja i trzymajcie się od niej z daleka. To książka rozczarowująca, przereklamowana i męcząca w odbiorze. Autorka miała ciekawy pomysł, ale za grosz talentu, by go przedstawić. To ogromna szkoda, ponieważ ta historia ma ogromny potencjał – szkoda, że tak zmarnowany.

Recenzja dla portalu Literatura.juventum!

wtorek, 4 marca 2014

ja nic nie muszę!

Kiedyś jeden z moich nauczycieli powiedział, że jest załamany faktem iż klasa z którą wybierał film do oglądania na wieczorek filmowy nie znała większości tytułów z klasyki, które on im wymieniał. Ów nauczyciel znał te filmy doskonale, oglądał wielokrotnie, znał tysiące nazwy tysiąca nagród jakie one dostały i nie mógł pojąć, że żyją ludzie, którzy tego nie kojarzą. Muszę się przyznać, że tytuły filmów jakie wymienił ja kojarzyłam jedynie ze słyszenia, jakiś recenzji, bądź jeśli były na podstawie książki - to z księgarskich półek. Lecz były takie o których usłyszałam pierwszy raz. I co, tylko dlatego, że ktoś twierdzi, że nie rozumie jak ja funkcjonuję jeśli nigdy ich nie oglądałam, że przecież tak nie wypada, mam spędzić resztę mojego życia na nadrabianiu zaległości?

☜Shopped Tattoos☞ | via Tumblr

Strasznie mnie irytują fanpejdże fejsbukowe, ale też przeróżne listy, wpisy, blogi z listami zatytułowanymi 1000 książek/filmów/klipów, które MUSISZ znać/pamiętać. Ja chciałabym zapytać: dlaczego? Czy co mi się stanie jeśli nie będę znawczynią filmów z tym czy innym aktorem, tego reżysera i z taką nagrodą? Tak samo jak wciskanie mi na siłę czegoś co kogoś zachwyciło i twierdzi, że mnie też musi. A może niekoniecznie?

Mam wrażenie, że gdzieś w tym wszystkim gubi się cała przyjemność z poznawania kultury. Przecież to kwestia nie tylko genialności dzieła, ale również gustu i wieku w jakim się go odbiera. Takim pierwszym z brzegu przykładem jest przewałkowany już we wszystkie strony temat lektur szkolnych: te książki naprawdę nie są złe, nie są nudne, a ich cały problem polega na tym, że uczniowie są zmuszani do ich czytania i często w okresie życia gdy niezbyt ich to porywa. Ja miałam to szczęście, że będąc dzieckiem już liznęłam dużą dawkę klasyki literatury - zaczynając od Kubusia Puchatka, przez W pustyni i w puszczy oraz Władcę Pierścieni mając cztery latka (serio! rodzice mi czytali - wszystkie swoje książki znałam na pamięć, a ciągle byłam głodna lektury :3), potem powoli poznając Montgomery, ukochaną Astrid Lindgren i Marka Twaina. Dzięki temu w szkole później nie miałam problemów by jeszcze raz ich przerobić. Pana Samochodzika, Sherlocka Holmesa, Wichrowe wzgórza czy też Terakowską i Musierowicz poznałam sama i autentycznie się w tym zakochałam - nie wiem czy byłoby tak samo gdybym została do tego zmuszona przez system edukacji. Za to mam uraz do Sienkiewicza przez toporne Quo vadis, przez które zresztą nie dałam rady przebrnąć (a właśnie moją ulubioną książką tego autora jest W pustyni i w puszczy - przypadek?) i myślę, że nie jestem sama - niewielu uczniów go toleruje. Tymczasem mój wujek, już dorosły, ostatnio namiętnie zaczytuje się w sienkiewiczowskiej Trylogii i nie może się od niej oderwać - a sięgnął po to zupełnie dobrowolnie, z czystej i zdrowej ciekawości.

Podobnie z kwestią gustu - to co spodoba się jednemu, niekoniecznie porwie kogoś innego. Śmieszne jest dla mnie oburzanie się, a nawet obrażanie na kogoś kto nie zna jego ulubionej książki czy filmu albo (o zgrozo!) nie ma ochoty ich poznawać. A także udawanie, że dlatego że to znam jestem od kogoś lepsza. Są osoby, które przeczytały w swoim życiu tysiące książek, są takie które oglądały setki filmów, inni znają ogromną ilość malarzy, obrazów, dzieł sztuki i w żaden sposób nie są ważniejsi ani lepsi od tych, którzy w tym czasie czytają jedną książkę rocznie, i to jeszcze taką, która wcale nie widnieje na listach do koniecznego poznania.

Między zachęcaniem a zmuszaniem jest bardzo cienka granica i jak dla mnie - zbyt często przekraczana. Coraz bardziej jestem przytłoczona tym, co koniecznie muszę znać, choć ani trochę mnie to nie interesuje - nie twierdzę, że jest to złe, myślę, że po prostu nie dla mnie. I nic się nie stanie jeśli poczeka - może ja również muszę dojrzeć do decyzji by się za to zabrać? Tym bardziej, że znam inne wartościowe rzeczy, którymi mogę się pochwalić - i tego chciałabym się trzymać!

Chciałabym więc Was zapytać - co o tym sądzicie? Czy zmuszanie kogokolwiek do poznawania kultury ma jakikolwiek sens? Czy poznawanie jej na siłę daje jakąkolwiek przyjemność?

sobota, 1 marca 2014

Podsumowanie lutego 2014

Tak, i tak oto witamy kolejny miesiąc - marzec! Jak co miesiąc muszę powtórzyć, że nie mam pojęcia kiedy zleciał, ale tym razem chętnie bym go jeszcze chwilkę przeciągnęła - ferie, dlaczego musicie się skończyć? Luty był miesiącem dziwnym, ale dość przyjemnym - zwłaszcza w ostatnich tygodniach, tych feriowych - tak bardzo wyczekiwanych, które minęły niespodziewanie za szybko i zupełnie inaczej niż się spodziewałam, ale to już inna historia. Marzec jednak witam w podskokach radości - czuję, że to będzie dobry czas, o tak. 

Zaś wracając jeszcze do miesiąca poprzedniego - pod względem czytelniczym nie mam sobie nic do zarzucenia. Udało mi się, rzutem na taśmę, przeczytać 11 pozycji, z czego większość była naprawdę, naprawdę dobra. Co prawda przypominając sobie luty 2013 gdy, nie wiem jakim cudem, wciągnęłam aż siedemnaście książek, mogę trochę mieć małe wyrzuty sumienia, ale widocznie tym razem tak miało być i już. A poza tym większość pozycji była dość gruba objętościowo - za to zacna! I warta poświęcenia większej ilości czasu. 

W lutym przeczytałam:
  1. Herman Koch Kolacja
  2. Krystyna Mirek Miłość z jasnego nieba
  3. Jennifer A. Nielsen Król Uciekinier
  4. C. J. Daugherty Wybrani
  5. Ania Golędzinowska Ocalona z piekła
  6. Carla Federico W krainie Ognistego Kwiatu
  7. Jodi Picoult Linia życia
  8. Leszek K. Talko Pitu i Kudłata w opałach
  9. Ewa Nowak Rezerwat niebieskich ptaków
  10. Malala Yousafzai, Christina Lamb To ja, Malala
  11. Arthur Conan Doyle Pies Baskerville'ów
I tradycyjnie, zostało mi jeszcze parę końcowomiesięcznych zaległości - ale są do nadrobienia na dniach!

A co oprócz tego mogliście przeczytać u mnie w lutym? 
  • pojawiła się w końcu nowa odsłona cyklu Rozmawiajmy - tym razem o tym skąd czerpać inspiracje. Jak dla mnie odcinek bardzo ciekawy i myślę, że dosyć motywujący - czasami do niego wracałam, by nabrać sił :3
  • napisałam skąd biorę czas na czytanie, bo to wbrew pozorom wcale nie jest takie oczywiste.
  • jest również lista najlepszych lutowych linków - ogromnie cieszy mnie Wasz pozytywny odzew na ich temat!
  • i to na co wszyscy czekali - czyli tym razem znów odwiedził mnie Pan Stos. I wyprzystojniał.

Podsumowując...

Ilość książek przeczytanych: 11
  • recenzeckie - 5
  • własne - 4
  • z biblioteki/pożyczone - 2
Ilość książek zrecenzowanych: 7

Najlepsza pozycja: Król Uciekinier i W krainie Ognistego Kwiatu 

Najgorsza pozycja: To ja, Malala (rozczarowanie roku po prostu.. szkoda.)

Polski autor miesiąca: Ania Golędzinowska

A w marcu...
...mam zamiar napisać o książkach mojego dzieciństwa
...jak również krótko o telewizji, a jak dam radę to może też o serialach (nie będzie to obfita lista)
...będzie przegląd mojej biblioteczki! Miał być w tym tygodniu, ale nie zdążyłam - teraz nastanie szkoła, więc wszystko mi się nieco opóźni, ale obiecuję, że się za nią zabiorę najszybciej jak się da!
...planuję również kolejną część o błędach językowych i poprawnej polszczyźnie

Tak więc jeszcze ostatnie uśmiechy i Was żegnam - miłego tygodnia oraz udanego marca! :3


PS Pamiętacie, że jutro o 21.10 włączamy TVP 2, bo Sherlock? :D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...