niedziela, 14 grudnia 2014

282. Wnuczka do orzechów





Autor: Małgorzata Musierowicz
Wydawnictwo: Akapit Press
Data wydania: 6 listopada 2014
Liczba stron: 296



Czasem pewne błędy popełniamy bardzo nieprzypadkowo, pewni ludzie stają na naszej drodze, bo tak ma być i wszystko to jest częścią wielkiego, pięknego i głębszego planu, który ma na celu ostatecznie bardzo nas uszczęśliwić. Czasem ciężko nam w to uwierzyć, ciężko jest zaufać, ale prawda jest taka, że przypadki istnieją tylko w gramatyce. W życiu wszystko zawsze ma jakiś cel, nawet jeśli na początku nie bardzo go widać. 

Mamy końcówkę lipca - wyjątkowo gorącą i parną. Ida Pałys po płomiennej awanturze ze swoim mężem i synem, wybiega z mieszkania i wyjeżdża z miasta by tę złość wybiegać. Niestety, nieszczęśliwie upada i zostaje nieco przygnieciona konarem drzewa. Tak zastaje ją Dorota Rumianek, która akurat przejeżdża obok i postanawia jej pomóc. Kobieta wdzięczna za pomoc, postanawia w wiejskim domu Doroty i jej dwójki babć, wynająć pokoik i odpocząć od gwarnego Poznania. Chwilę później zjawi się tam również Ignacy Grzegorz ze złamanym sercem i Józinek poszukujący w życiu tego co najważniejsze - miłości. Jaką odegrają rolę w tej historii?

Z jedną z moich ulubionych serii - Jeżycjadą już tak jest, że na kolejne części trzeba niestety trochę czasu i często jest to kilka dobrych lat. Wytrwali i oddani fani jednak czekają i nie marudzą, bo w międzyczasie można sobie serię odświeżyć kilka razy i przypomnieć sobie za co tak naprawdę się ją od lat uwielbia. Jednak kiedy już ten wytęskniony, świeży i niezaczytany tom trafia na ich półki, w głowach rodzą się pytania - czy podoła poprzednim częściom? czy znów otuli dobrocią i miłością, czy niestety tym razem będziemy musieli obejść się smakiem? czy podniesie, czy może znów obniży poziom? Ja też tak miałam. Spodziewałam się czegoś naprawdę średniego, a rozczarowałam się bardzo przyjemnie. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Wnuczka do orzechów to jedna z lepszych książek w tej serii. 

Ciągle jest troszkę naiwnie, przytulnie, przewidywalnie i generalnie od połowy można z czystym sumieniem odgadnąć zakończenie, lecz ma w sobie to coś, co nie pozwala odłożyć jej na później. Czyta się szybko, lekko i naprawdę z prawdziwą przyjemnością. Wplecione w fabułę życiowe mądrości nie są wcale tak moralizatorskie jak wcześniej się zdarzały, wiejskie tło zostało wykreowane naprawdę przyjemnie, a fabuła idealna do chwili odpoczynku i zatopienia się w czymś zabawnym i ciekawym.

Występują w tej książce dwaj bohaterzy przez których chyba każdy zgrzytał kiedyś z irytacji zębami, mianowicie Ignacy Grzegorz Stryba i Ignacy Borejko. I tu również zostałam mile zaskoczona - jak wcześniej naprawdę ich nie lubiłam, teraz wydali mi się tak uroczy i rozkoszni, że zawiązała się między nami nić porozumienia. Autorka wyszlifowała ich charaktery, dodała klimatu i stworzyła coś naprawdę interesującego. A poza tym w Wnuczce występuje mój ulubiony Józinek - i jak go można nie kochać, no jak?!

Bardzo się cieszę, że mogłam tę książkę przeczytać. Podobała mi się i to naprawdę bardzo - dlatego też mogę z czystym sumieniem ją polecić, zwłaszcza tym, którzy z Jeżycjadą dorastali i pokochali. Nie jest może tak rewelacyjna jak moje ulubione Opium w rosole albo Pulpecja, ale wciąż w znanych, borejkowych klimatach. Naprawdę warto przeczytać. 

9 komentarzy:

  1. Czytałam jedną czy dwie książki Musierowicz, ale raczej nie trafia w moje gusta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja właśnie jestem w trakcie czytania "Wnuczki..." i póki co bardzo mi się podoba! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś lubiłam jeżycjadę nawet bardzo, ale tych kilku najnowszych tomów już nie czytałam . Jestem ciekawa jak bym je odebrała teraz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi też się bardzo podobała, uwielbiam Jeżycjadę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeżycjada to seria, która chyba zawsze będzie mnie zachwycać. Już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam "Wnuczkę do orzechów":)

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi świetnie. Może kiedyś przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też uwielbiam "Opium w rosole" i "Pulpecję"! Najnowszą część mam już u siebie w domu - mam nadzieję, że między świętami będę mogła powrócić do rodziny Borejków :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja lubiłam Ignacego za czasów Kwiatu kalafiora etc, natomiast teraz stał się taki... despotyczny (jakkolwiek dziwnie brzmi to określenie dopasowane do niego) - wiesz o co chodzi, nie może znieść, jak ktoś go nie słucha, i tak dalej. ale książka jest niesamowita, kochana, cudowna, idealna, jej.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...