poniedziałek, 15 września 2014

266. Wracajmy do domu



Autor: Lisa Scottoline
Tytuł oryginału: Come home
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 8 lipca 2014
Liczba stron: 512


Czasem aż trudno znaleźć słowa by opisać wielkość Jej roli - nosiła Cię od czasu gdy byłeś jeszcze małą fasolką, urodziła w bólach, wykarmiła mlekiem z własnej piersi. A to był dopiero początek. Potem musiała Cię jeszcze wychować, żebyś stał się takim człowiekiem jakim jesteś. Miała na Twoje życie niesamowity wpływ, nieporównywalny z nikim innym.. I teraz dorastając chcesz o Niej zapomnieć?

Jill ma jedną córkę, którą bardzo kocha, narzeczonego, za którego oddałaby życie i układa sobie życie od nowa. Jest szczęśliwa - wszystko, czego pragnie, czyli rodzina, dom, zdrowie, rozwój, już ma i niczego więcej jej nie brakuje. Do czasu gdy pewnego dnia do jej domu puka zapłakana była pasierbica, która informuje ją, że jej ojciec, czyli były mąż Jill, nie żyje. A co najlepsze - jej zdaniem ktoś go zamordował. Kobieta sama nie wie, co ma o tym myśleć, ale już wkrótce zostanie wplątana w tę niebezpieczną zagadkę. Przy okazji jednak oddala i kłóci się ze swoją rodziną. Co będzie dla niej ważniejsze - pasierbice, które wciąż darzy ogromną miłością i które wciąż uważa za swoje córki czy dopiero co odbudowane szczęście? Jak rozwiąże się sprawa morderstwa? I czy można tu liczyć na szczęśliwe zakończenie?

Od kiedy tylko książki Lisy Scottoline pojawiły się na polskim rynku, ja bardzo, ale to bardzo chciałam w końcu przeczytać którąś z nich. I w końcu się udało - gdy tylko Wracajmy do domu trafiło na moją półkę, ja już planowałam sobie dzień, gdy będę mogła w spokoju się za nią zabrać. Przeczytałam i... jakoś mnie nie zachwyciła. 

Chyba spodziewałam się czegoś lepszego - czegoś co bardziej mnie porwie, zachwyci, wzruszy, postawi przed ważnymi pytaniami. Tymczasem autorka potraktowała to co najcenniejsze nieco po macoszemu, myślę, że mogła wycisnąć z tego o wiele więcej. Bo przyznać trzeba, że pomysł miała rewelacyjny i bardzo ciekawy - szkoda tylko, że nie do końca udało jej się przekazać to wszystko co chciała.

To nie jest książka w żadnym wypadku zła - są momenty naprawdę porywające, są sceny, przy których można się uśmiechnąć, nie dłuży się, a język jest bardzo lekki i przyjemny. Lecz nie jest to poza tym nic wybitnego, specjalnego, ani nic, co trzeba znać - a na taką książkę właśnie miałam nadzieję. 

To chyba nie był dobry początek przygody z prozą Scottoline - myślę, że jeszcze kiedyś dam jej szansę. Ale jeszcze nie teraz. Wam Wracając do domu mogę polecić, jeżeli macie ochotę na coś naprawdę lekkiego, a nie ogłupiającego. Na coś co porusza ważny temat, lecz nie każe angażować się zbytnio w fabułę i przeżywać jej całym sobą. Wtedy naprawdę ta książka może przypaść Wam do gustu.

7 komentarzy:

  1. Z chęcią ją przeczytam, właśnie ze względu na pomysł i przy okazji sama się przekonam czy mi się spodoba rozwinięcie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podoba okładka, ale treść nie zachwyca... Chyba ją sobie odpuszczę na razie i może kiedyś, w wolnej chwili, przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście, po pomyśle chętnie bym sięgnęła, ale skoro mówisz, że bez rewelacji, to póki co sobie odpuszczę :)

    http://faaantasyworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam tę książkę w planach. Przeczytaj kiedyś ' Nie odchodź" tej pisarki . Mnie się bardzo podobało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również czytałam "Nie odchodź" tej autorki u byłam zachwycona. Mam ochotę na inne jej książki, ale może tę sobie daruję...

      Usuń
  5. A mnie twórczość tej autorki bardzo ciekawi, strasznie chciałabym kiedyś przeczytać jej książki, mam nadzieję, że się to uda. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A miałam tak wielkie oczekiwania względem niej. No trudno. Muszę obniżyć poprzeczkę i poczekać jeszcze jakiś czas, nim w ogóle zacznę jej szukać na promocjach. ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...