poniedziałek, 7 lipca 2014

256. 19 razy Katherine




Autor: John Green
Tytuł oryginału: An Abundance of Katherines
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 4 czerwca 2014
Liczba stron: 300


Nerwowo przebierasz palcami i jeszcze raz sprawdzasz wyświetlacz telefonu - jednak dalej nic. Żadnego nieodebranego połączenia, żadnego przepraszającego esemesa, tłumaczącego jak bardzo się pomyliła. I jak bardzo chciałaby wrócić. Schodzisz na dół by upewnić się, że na pewno skrzynka na listy wieje pustką, a na domowy telefon stacjonarny nikt się nie dobijał. Zrezygnowany znowu wracasz do swojego pokoju - życie Porzuconego jest takie ciężkie.

Colin to cudowne dziecko - tak przynajmniej powtarza mu się od dzieciństwa, a nie da się przy tym ukryć jego niesamowitej inteligencji. Serce ma za to potłuczone na dziewiętnaście kawałków, a każdy z nich ma na imię Katherine - bo właśnie one porzucały go za każdym razem. Zwłaszcza po ostatnim rozstaniu, z olśniewającą i wspaniałą Katherine XIX, nie może się długo otrząsnąć. I wtedy do akcji wkracza jego najlepszy przyjaciel Hassan - nieco otyły i troszkę leniwy fan reality show Sędzia Judy - i zabiera go w podróż po Ameryce. Colin w międzyczasie będzie namiętnie tworzył anagramy i opracowywał Teoremat o zasadzie przewidywalności Katherine. Gdzie trafią i jakie przygody ich tam spotkają? 

Uwielbiam Johna Greena, bo to jeden z tych autorów, którzy potrafi z dość banalnego pomysłu na fabułę stworzyć książkę wyróżniającą się, genialną i nieprawdopodobnie wciągającą. To autor, który złamał mi serce podwójnie - najpierw przy Gwiazd naszych wina, a następnie przy Szukając Alaski - i sprawił, że pokochałam jego prozę. I dlatego, kiedy tylko usłyszałam o 19 razy Katherine, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. I to jak najszybciej. A przewracając jej ostatnią kartkę, chciałam to zrobić jeszcze raz. To jedna z tych książek, które nie powinny tak szybko się kończyć. 

Tak, pokochałam tę powieść! Przede wszystkim za jej cudowny język - niesamowicie lekki, niesamowicie ciekawy, inteligentny, spójny, szalenie przyjemny w odbiorze. Autor traktuje nastoletniego czytelnika jak równego sobie, tworząc żartobliwą fabułę, ale z morałem, który bardzo mocno trafia do serca, zwłaszcza dorastającego i kształtującego siebie. A na dodatek to wszystko bardzo mocno trzyma się razem i uzupełnia - zarówno te momenty, przy których płaczemy ze śmiechu, jak i te przy których znajdujemy w jednym zdaniu coś tak mądrego, że podkreślenie trzy razy ołówkiem czasami nie wystarcza.

Bohaterowie to tak mocny atut tej książki, że nie sposób o nich nie wspomnieć - zwłaszcza Colin, który ze swoim geniuszem, tworzeniem Teorematu, anagramami, powiedzonkami i stylem życia miał w sobie coś, co nie pozwalało mi go nie lubić. Podobnie jak jego najlepszego przyjaciela Hassana, z którym uzupełniali się tak wspaniale i prowadzili tak genialne dialogi, że brakuje mi słów, by je opisać. Poza tym wszystkie Katheriny, które przewijały się przez fabułę i wprowadzały brakujący żeński element, dopełniły perfekcyjnej całości. Każda postać coś wnosi, każda zwraca na coś uwagę, przykuwa do wartości, których nie wolno nam pominąć - i dlatego każda tak bardzo się wyróżnia. I jest w tym coś niesamowitego. 

Bardzo, bardzo, bardzo polecam 19 razy Katherine! Ta książka jest genialna, niesamowicie zabawna, a przy tym mądra i napisana z prawdziwym polotem. Uwielbiam ją! I mam nadzieję, że Wy też ją pokochacie - zdecydowanie jest tego warta!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!

20 komentarzy:

  1. Przyznam się szczerze, że troszkę mnie zaskoczyłaś swoją entuzjastyczną recenzją, bowiem zaledwie trzy dni temu czytałam dość negatywną opinię na jej temat i teraz mam dylemat, bo nie wiem, po której stronie leży racja :) Mimo to książkę akurat mam, więc prędzej czy później sama wyrobię sobie na jej temat własne zdanie. Chociaż nie ukrywam, że chciałabym też podobnie jak ty, opiewać nad nią w zachwycie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę w końcu zabrać się za powieści Greena! Zacznę chyba od "Gwiazd naszych wina", ale po tę również sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam chęć na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w trakcie czytania i bardzo mi się podoba :) Greena kocham za "Szukając Alaski" i "Papierowe miasta". "19 razy..." świetnie się czyta i już niedługo kończę, został mi tylko kawałek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. tak samo jak Gagatowi - nie wiem czy Ci wierzyć, bo wszyscy hejcą ;p ale przeczytam pewnie kiedyś, choć najpierw Alaska w kolejce ;>

    ps. ileeeee możnaaa :C

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie byłam pewna, co do tej książki Greena, ale po twojej recenzji na pewno po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę w końcu zabrać się za tego autora ; )

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczynam żałować, że nie kupiłam jej, tylko Papierowe miasta :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie też się bardzo podobała, nie wiem skąd te wszystkie negatywne recenzje. Jasne, Colin jest upierdliwy i przez 90% czasu jest wrzodem na tyłku, ale kurczę, kto z nas nie jest?! Strasznie podobało mi się to, że ta książka jest taka.. kujońska.

    OdpowiedzUsuń
  10. O tak, uwielbiam "19xK"!!! I tym razem John Green mnie nie zawiódł :) Collina i Hassana pokochałam, a zwłaszcza ich ciekawą, hmm, scenkę przed Collinem 2 i jego przyjaciółmi. Myślałam, że nie wytrzymam ze śmiechu ^^ Geniusz, po prost geniusz! Sam pomysł autora z dziewiętnastoma dziewczynami o imieniu Katherine, teorematem i wyjazdem... Cóż, nie mam nic do zarzucenia. Naprawdę nie rozumiem fali krytyki, jaka ostatnio oblała tę książkę. Jak dla mnie jest świetna, choć moją ulubienicą i tak pozostaje "Szukając Alaski".
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten autor rzeczywiście cieszy się ostatnio dużym powodzeniem. Ja do takich przelotnych sław podchodzę z rezerwą, ale mam ochotę na Gwiazd naszych wina - odrobina wzruszeń chyba mi nie zaszkodzi :) Jeśli przypadnie mi do gustu, zapewne i po historię Colina sięgnę z przyjemnością.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Póki co większość opinii jest raczej negatywnych, więc jestem zaskoczona, że tutaj widzę takie pozytywy :) Ale to dobrze - najwyraźniej książka ma szansę u potencjalnych nowych czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrze przeczytać pochlebną recenzję, bo póki co trafiałam tylko na zawiedzionych czytelników. W takim razie nie skreślam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurczę, muszę wreszcie wziąć się za jego książki : >

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam w planach przeczytać tą książkę ; )

    OdpowiedzUsuń
  16. Przede mną właśnie leży Alaska, przyniesiona z biblioteki. mam nadzieję, że będzie mi dane odkryć urok tego pisarza.

    OdpowiedzUsuń
  17. "19 razy Katherine" to moja ulubiona książka Greena zaraz po "Gwiazd naszych wina". Wprawdzie na równi z "Papierowymi miastami", ale jest na pewno lepsza od "Szukając Alaski". Wrócę do niej na pewno jeszcze nie raz :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja ciągle czytam na jej temat negatywne recenzje, więc mnie zaskoczyłaś:) Na pewno ją przeczytam, bo uwielbiam tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Książkę ostatnio skończyłam i niestety, moje odczucia są... zupełnie inne od twoich, ale cóż poradzić. Green najwyraźniej nie jest w typie Sherry. Już GNW mnie nie porwały, choć oczywiście mi się podobały, ale "19 razy Katherine"... po prostu znienawidziłam. Znienawidziłam do tego stopnia, że mam ochotę już nigdy nie sięgnąć po inne książki tego pisarza. :/ Niestety "Papierowe miasta" mnie niezmiernie ciekawią, więc pewnie moja głupia ciekawość wygra z rozumem. Znowu.
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  20. Jakoś nie mogę się do tej książki przekonać nie wiem dlaczego!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...