sobota, 7 czerwca 2014

o ekranizacji Gwiazd naszych wina słów kilka

Tej relacji miało tu nie być, ale życie układa się nieraz inaczej niżbyśmy chcieli, a niektóre nieskończoności są większe niż inne - i dlatego jest. Opowiem Wam w kilku słowach o moich pierwszych wrażeniach na temat jednej z najbardziej oczekiwanych ekranizacji w tym roku, kiedy na wielkim ekranie została pokazana jedna z moich ulubionych książek. I o wszystkich wrażeniach z nią związanych. 


Fabuły przytaczać już nie będę, ponieważ myślę, że wielkiej historii miłości chorej na raka tarczycy Hazel Grace i osiemnastoletniego Augustusa z protezą zamiast nogi wstyd nie znać po prostu. I jak ktoś jeszcze tego nie uczynił, niech pędem leci przeczytać książkę, którą jak dla mnie przed seansem trzeba znać - uwierzcie, to całkiem zmienia sens filmu, a wyłapywanie z ust bohaterów ulubionych fragmentów sprawia, że czujemy, że ta historia znaczy coś więcej niż aktorzy potrafią nam przekazać. Co jest bardzo, bardzo piękne. 

(nie mówiąc już o tym, że wychodząc z kina nie powiemy, że to całkiem niezła historia o chorych ludziach jak zdarzyło się pewnym nastolatkom stojącym koło mnie [*])


Ten film jest naprawdę niesamowicie piękny i niesamowicie dobrze nakręcony. Nie ma tu wulgarności, ani nie wypada to tanio lub słabo - mam wrażenie, że w całą produkcję zostało włożone mnóstwo serca i pracy, a to na dużym ekranie bardzo dobrze widać. Ne brakuje w nim dużej dawki zdrowego dobrego humoru, naprawdę rozśmieszającego publiczność (zwłaszcza w wersji Augustusa Watersa) i nie znalazłam ani jednej postaci, która w jakikolwiek sposób by mnie irytowała sobą. 

Nie wiem, czy znalazła by się druga aktorka, która tak pasowałaby do roli Hazel jak Shailene Woodley i aktor do roli Augustusa lepszy niż Ansel Elgort. Oboje wypadają niesamowicie autentycznie i prawdziwie, a w uczuciu, które ich łączy jest wszystko czego w miłości na ekranie oczekujemy: naturalność, lekkość, rozkoszna słodkość i ciepło. 


Choć ja na tym filmie nie płakałam (chyba przez zbyt duży deficyt szczęścia tego dnia), w całej sali pochlipywania były zbyt głośne by ich nie usłyszeć. Dlatego, dobrze Wam radzę - dobre towarzystwo i chusteczek do kina nie zapomnijcie. I idźcie na to - warto, warto, warto. Ja absolutnie nie żałuję. 

22 komentarze:

  1. Ojej, w takim razie ja też idę! Miałam sobie odpuścić kinowy wypad, planowała obejrzeć w domu, ale w tym momencie stwierdzam, że chyba wyjście do kina jest nieuniknione. I chusteczki koniecznie ze sobą zabiorę - książka rozbiła mnie emocjonalnie, więc prawdopodobnie z filmem będzie podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, ja myślę, że to jest jeden z tych filmów, które oglądane w domu nie dają tego samego co w kinie i warto ten jeden raz w bilet kinowy zainwestować, naprawdę!
      (tak szczerze mówiąc to ja bym poszła na niego jeszcze raz. i znowu do kina)

      Usuń
  2. Dzisiaj się wybieram, nie mogę się doczekać aż zobaczę! Lecz podejrzewam, że też nie będę płakała, no ale to się okaże ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja muszę w końcu wybrać się do księgarni po tę książkę, bo jeszcze nie miałam okazji się z nią zapoznać. Później na pewno obejrzę film :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam 1 czerwca na pokazie przedpremierowym i tak się cieszę, że miałam okazję obejrzeć film w kinie. W domu to nie to samo, a film jest niesamowicie dobry. Bardzo mi się podobał i pewnie wybiorę się na niego jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aż tak dobrze? To chyba jednak sobie pójdę... To jedyna książka przy której płakałam i będzie to prawdopodobnie jedyny film przy którym płakać będę. Ale najpierw - trzeba iść powtórzyć sobie wersję papierową, dobrze że kino, do którego mam najbliżej jest opóźnione. ;/ Jednak zawsze pozostaje Internet. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi się film baardzo podobał, świetny. Co do porównania z książka-genialne. Pewnie przez to, że przy kręceniu nadzorował sam John Green ;) Też nie płakałam na chwilę ale co chwilę słyszałam pochlipywanie :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja byłam pod wrażeniem ekranizacji

    OdpowiedzUsuń
  8. Zarówno film, jak i książka, nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chciałam iść, ale jeszcze nie miałam okazji czytać książki, a nie zamierzam najpierw poznawać ekranizacji. Zrobiłam ten błąd z "Złodziejką książek", nie powtórzę tego przy "Gwiazd naszych wina". ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Aj, już nie mogę się doczekać aż się wybiorę!

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę przeczytać książkę a później film ;)
    Pozdrawiam ciepło :*:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Książkę czytałam i ją uwielbiam całym sercem. Już od tygodni wyczekiwałam premiery. Dziś miał być mój szczęśliwy dzień. Miałam iść z przyjaciółką do kina, ale niestety obie się rozchorowałyśmy :( Muszę jeszcze z tydzień poczekać, a póki co ciągle klikam "replay" po obejrzeniu zwiastuna po raz milionowy. Poza tym ciągle czytam o "Gwiazd naszych wina" i moja tablica korkowa jest cała zapełniona cytatami :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Strasznie nie lubię ekranizacji książek. :( One powodują, że zamiast swoich wizji mam wizję książki KOGOŚ. W tym wypadku - reżysera i współpracowników. Uważam to za spory egoizm, że oni tam bezczelnie nakładają swój obraz powieści, na obraz czytelników, którzy książkami oddychają i żyją. :( Karygodne.
    I choć twoja opinia jest co najmniej zachęcająca... To... nie mam zamiaru iść do kina, choć nie mówię, że filmu nigdy nie oglądnę. Prawdopodobnie to zrobię, aby przynajmniej wiedzieć co skrytykować :D
    Nie ukrywam, ze zwiastuny były bardzo miłe i przyjemne... takie, że aż się chciało oglądnąć film, chociażby po to, żeby sobie umilić dzień. Myślę, że jeśli już oglądnę kiedyś GNW, to potraktuję film nie jako ekranizację, a jako... coś co z książki ma tylko imiona i wydarzenia. Bo wtedy jakby nie mam wyrzutów sumienia, że sobie psuję wyobraźnię ^^
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja kupiłam do kina wielką paczkę chusteczek i przydała się. Kilka razy mi jak i mojej przyjaciółce łzy poleciały, ale strasznie mnie denerwowało jak osoby w kinie zaczynały ryczeć i kilka razy było tylko słychać wielki płacz.

    OdpowiedzUsuń
  15. Narobiłaś mi jeszcze więcej ochoty! A ja mam tak daleko do kina. :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Na pewno obejrzę, choć nie jestem pewna, czy dam radę wybrać się do kina.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Muszę najpierw przeczytać książkę, ale później na pewno obejrzę film ; )

    OdpowiedzUsuń
  18. O tak. Przy tym filmie, albo się śmieje, albo płacze. A Augustus to po prostu najlepsza część tego filmu. Uwielbiam Ansela w roli Augustusa i też nie wyobrażam sobie innych aktorów jako głównych postaci. :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Oo nie, ja jeszcze nie przeczytałam książki, a tu już film! :< Kiedy tylko ją przeczytam, na pewno zobaczę też film :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Poszłabym na ten film :) Z książki raczej zrezygnuję.

    OdpowiedzUsuń
  21. Film należy do moich ulubionych, ale uwielbiam również soundtrack z tego filmu! Słucham go regularnie :) masz rację - wstyd nie znać tej historii :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...