środa, 7 maja 2014

Rozmawiamy: czy tylko ja jestem ciężkim przypadkiem?

Pozwólcie, że naświetle Wam tę sytuację: kilka dni temu zdarzyło mi się pójść na pocztę, po otrzymaniu awizo z reprymendą, by odebrać kilka paczek. Kilka okazało się jednak być kilkunastoma i to całkiem sporymi. Wracałam z nimi rowerem, wypchałam nimi koszyk tak bardzo, że tylko trochę brakowało do przeciążenia. I przez całą drogę nie mogłam przestać się do nich śmiać. Inny przykład? Siedząc ostatnio w szkole nagle ni z gruszki, ni z pietruszki bardzo zapragnęłam odwiedzić bibliotekę, żeby popatrzeć na książki za którymi tęsknię. Możecie mi wierzyć, że ostatnia lekcja tego dnia była istną męczarnią, gdy przebierałam z niecierpliwienia nogami. A kiedy weszłam, przecież nie mogłam wyjść bez niczego. I tak, całkiem przypadkowo, w moim domu znalazło się siedem książek, na których przeczytanie przecież czasu mam o wiele za mało.

I wtedy sobie pomyślałam, że jeśli książkoholizm to choroba, to ja jestem bardzo ciężkim przypadkiem. Na całe szczęście nie jestem w tym sama - i o tym będzie dzisiaj.

Untitled

Kiedy ja dostaję albo kupuję sobie nową książkę to najpierw ją przytulam - przytulona książka jest bardziej moja, niż ta nieprzytulona. Lubię ją dotykać, sprawdzić jakie ma strony, czcionkę, jak zaczynają się rozdziały i ile ma stron. Absolutnie uwielbiam patrzeć na moje książki ułożone na półkach - zarówno na te, które już są za mną, jak i na te, za które zabiorę się wkrótce. Godzinami mogłabym je układać, przekładać i oglądać!

A jak Natalia reaguje na nową lekturę? Przede wszystkim, jeśli kupuję w księgarni stacjonarnej, wybieram egzemplarz z samego spodu pokaźnych stosów, żeby mieć egzemplarz, który nie został przez dziesiątki osób przekartkowany, zagięty, przybrudzony. Albo jeszcze lepiej – proszę księgarza o książkę z magazynu, przez co czasem ludzie patrzą na mnie jak na wariatkę. No ale co zrobić, taki nawyk.(muszę przyznać, że to jest genialne! <3) Każdą nową książkę w mojej biblioteczce dokładnie oglądam z każdej strony, oczywiście wściekam się jeśli ma jakieś zagniecenia, czytam opis, wszystkie teksty na skrzydełkach okładki (przecież muszę wiedzieć, za co się zabieram), obowiązkowo sprawdzam liczbę stron i szacuję, ile czasu zajmie mi lektura. Oczywiście każda książka od razu dostaje też swoją zakładkę, nawet jeśli wiem, że sięgnę po nią dopiero za parę tygodni czy nawet miesięcy – tak na wszelki wypadek, żebym na przykład pakując ją rano w pośpiechu do torebki nie zapomniała o chociażby karteczce do oznaczenia strony.
I w przeciwieństwie do chyba większości miłośników literatury, nie wącham książki, nie kartkuję jej od razu, a już na pewno pod żadnym pozorem nie czytam ostatniego zdania. Pierwszego zresztą też. Do czasu rozpoczęcia lektury styl autora (o ile jakiś fragmencik nie znajduje się na okładce) pozostaje więc dla mnie zagadką.

Podobnie jak AniaJeżeli jest to jakaś książka, której nie chciałam, to raczej nie reaguję nazbyt entuzjastycznie. Niemniej jeżeli jest to pozycja oczekiwana bądź dgy sama ją kupuję - wtedy jest już inaczej. Nie ma się co dziwić, że czasami wyrwie mi się pisk radości albo, że zacznę biegać po całym domu z nowym cudeńkiem w rękach. Naturalnie po tym, jak już całe osiedle dowie się, że dostałam nową książkę, mogę ją spokojnie przekartkować, pooglądać i powąchać (nowe książki tak wspaniale pachną *^*)

(chyba mogę już się przyznać, że mi też zdarza się tańczyć z książką. ale to tylko w wymarzonych i wyczekiwanych przypadkach)




Śmieszy mnie strasznie to, że kiedyś myślałam, że tylko ja mam przy każdej książce takie konkretne, odruchowe nawyki, które zawsze robię, ponieważ nigdy nie mogę się przed tym powstrzymać. Mogę tu między innymi zaliczyć patrzenie ile książka ma stron i obliczanie sobie kiedy będę w połowie (zawsze mnie to wtedy bardzo cieszy :3) albo na przykład gdy tylko zaczynam czytać od razu robię się głodna i muszę sobie coś zjeść. I bardzo, bardzo lubię czytać w moim łóżku lub w pociągu. I w sumie nie będę się już bardziej rozpisywać, bo jak teraz o tym myślę, to jednak jest to temat na kolejny raz. Tymczasem posłuchajcie Emci:

Hmm, z reguły czytam na leżąco albo na wpół leżąco i prawie zawsze zanim sięgnę po książkę, szykuję sobie coś do jedzenia. Z zasady nie zaginam też rogów; jeśli znajdę coś ciekawego, zaznaczam tylko ołówkiem. I często gadam sama do siebie (to znaczy niby do bohatera, ale wiesz) czytając, a jak czytam coś mega to zdarza mi się nawet krzyczeć na głos, i to musi wyglądać dziwnie od boku. 

I jeszcze Natalii, bo ona tak ładnie pisze:
Nie jestem pewna, czy można to nazwać nawykiem, ale na pewno jestem konsekwentna jeśli chodzi o czytanie wielu książek naraz. To znaczy, zazwyczaj są to dwie, czyli papierowa + ebook, czasem więcej, ale jedna z aktualnie czytanych pozycji musi koniecznie być w wersji elektronicznej, żebym mogła zabrać ją ze sobą wszędzie, nawet jeśli moja torba jest aktualnie wypchana po brzegi. Wiele osób się temu dziwi, ale mnie ten książkowy multitasking wydaje się już zupełnie normalny.:) Nawet dziwnie się czuję, jeśli nie mam akurat rozpoczętych co najmniej dwóch powieści. I od razu po zaczęciu książki ustawiam jej status „teraz czytam” na LC i Goodreads. Poza tym, zawsze po skończeniu książki niezwłocznie zabieram się za kolejną. Nie wiem, chyba czuję taką jakby potrzebę natychmiastowego przeskoczenia do innego powieściowego świata.

Czy to nie jest przeurocze, tak bardzo kochane i tak dobrze nam znane? 

Untitled

Ostatnia kwestia jest najciekawsza, ponieważ jestem pewna, że przy czytaniu kolejnych wypowiedzi będziecie uśmiechać się tak szeroko jak ja. To najpiękniejsze historie - o tym jak pokochały czytanie <3

AniaBa dum tsss! A jakoś tak. No, dobra, tak na serio, to zaczęłam czytać, gdy nie byłam zbyt zadowolona z czegokolwiek, co mnie otacza. Kilka rzeczy (no dobra, prawie wszystko) mi sie waliło, więc postanowiłam czytać zamiast skupiać na tym myśli. Była to moja ucieczka od rzeczywistości. Nadal nią zresztą jest. Czytam również dla rozrywki, to po prostu moje hobby. Uwielbiam poznawać losy bohaterów, których nieraz bardziej lubię od ludzi znanych naprawdę. Co jeszcze... czytam, żeby nie być samotną, żeby się bawić, no i również żeby się rozwijać. Od dawna marzę, by w końcu napisać coś własnego, a bez wiedzy, znajomości języka i sprawności w kreowaniu świata przedstawionego z pewnością byłabym skazana na natychmiastową porażkę. No, ale dobrze, dobrze, tyle tu powypisywałam, a tak naprawdę lubię czytać tak po prostu. Bo pozwala mi się to oderwać od szarej (no a niekiedy kolorowej) codzienności i stanowi chwilę wytchnienia.

EmaCiężko powiedzieć, bo rodzice czytali mi odkąd pamiętam, więc kiedy nauczyłam się sama, to miałam to już we krwi. A tak poza tym to jestem introwertykiem, wolę spędzać czas sama niż w grupie, a książka to najlepszy sposób spędzania takiego czasu. Jeśli mam dosyć rzeczywistości, to jest to też idealna możliwość ucieczki, ale zależy jak na to patrzeć, bo spotkałam się z cytatem, że to nie jest ucieczka tylko właśnie jeszcze głębsze zanurzanie się w życie. I mam chyba w sobie coś z psychologa, bo koocham zagłębiać się w czyjąś osobowość, a czytanie też to umożliwia. I w ogóle uczy życia, bo potem wiem jak się zachować w jakiejś sytuacji, bo bohater X zrobił tak a tak i wyszło mu to na dobre. No i dzięki czytaniu mogę spędzać godziny śmiejąc się, a jeśli mam nastrój na coś smutnego - płacząc i przeżywam miliony żyć dzięki temu i jeszcze poznaję przy tym najlepszych ludzi pod słońcem, i jak tego nie kochać? ♥

A ja? Ja chyba się z tym już urodziłam, bo w każdych moich najdalszych wspomnieniach te książki się wciąż przewijają. Przyjmijmy więc tę wersję <3

How will I ever choose?

I ostatnie słowa Natalii...

Na pewno jest to przyjemna forma spędzania wolnego czasu, i takie oderwanie od rzeczywistości, które czasem jest zwyczajnie potrzebne. Zwłaszcza po wyczerpującym dniu zdarza mi się marzyć jedynie o zapaleniu ulubionych świeczek i zagłębieniu się w lekturze, bo rzadko kiedy coś innego wydaje mi się bardziej relaksujące niż czytanie. Nie mówię jednak, że to kocham, ale na pewno kiedy już się przeczyta jakąś świetną powieść, to nie da się, no po prostu nie można nie sięgnąć po kolejną. To uzależnia. I to w taki pozytywny sposób, polecam każdemu.^^

...uświadamiają mi, że jednak w tym ciężkim przypadku książkoholizmu nie jestem sama. To piękne! 

A dziś dziękuję:


Jesteście świetne <3
A jak tam jest z tym w Was?

27 komentarzy:

  1. Klub Anonimowych Książkoholików ;). Kiedy oficjalne zapisy? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam jednym tchem i również cieszę się, że nie jestem sama, ale już miałam tę świadomośc wcześniej! :P Ja jeszcze niedawno nie lubiłam czytac i nie umiałam znaleźć czasu na to, aby czytać. Ale teraz? Uważam, że nadal jestem w fazie rozwoju, gdyż robię czasem przerwy, musze "złapać oddech" i nie czytam setek książek na rok, jak niektórzy, ale mimo wszystko uważam się za książkoholiczkę. Kocham przebywać w miejscach, gdzie jest dużo książek! Jeżeli chodzi o księgarnie to czuje się tam PRAWIE jak w domu, gdyż zazwyczaj przeszkadza mi szmer dużej ilości ludzi i brak ciepłej herbatki. Ale tak naprawdę, mogłabym godzinami tylko patrzeć na ksiązki i naprawdę już dałoby mi to tyle szczęścia! Po za tym również mam tę przypadłośc, że swoje własne zbiory ogladam, przekładam, układam, wącham, myślę jak je ulożyć itd itd itd i sprawia mi to ogromną przyjemność. Przed przeczytaniam MACAM moją zdobycz i czasami nawet, gdy wiem ze nie mam dużo czasu aby poczytać, to ta faza samego rozpoczęcia lektury jest dłuższa niż faza samego czytania. Tak wiem, to dziwne, ale wszyscy tu jak widac jesteśmy dziwakami i rozumiemy się nawzajem, więc nie ma co doszukiwac się jakiś odstępstw od normy, tylko po prostu dac się ponieść temu wszystkiemu i cieszyć się, że nie jesteśmy sami! Nawet nie umiem tego wszystkiego ogarnąc i spisać w słowa, jeszcze tyle mogłabym pisać i pisać i pisać...

    Pozdrawiam wszystkich dziwaków książkoholików! :D
    subiektywniee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkoholizm to najpiękniejsza choroba na świecie i jej się nie powinno leczyć, a wręcz przeciwnie, osoby, które na to "cierpią", powinny dostawać jakąś kasę na kupno nowości wydawniczych! c;

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham czytać i mogłabym to robić całymi dniami i nocami. Marzy mi się coś napisać lub pracować w wydawnictwie, więc dzięki książką mam jako taki plan na przyszłość. Poza tym nic nie pozwala mi się uspokoić i odstresować skuteczniej od papierowych przyjaciół.
    Książkoholikiem jest chyba każdy bloger książkowy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny post, miałaś genialny pomysł! :D
    + feel like a fejm :')

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja czytam odkąd pamiętam. Zawsze śmieszyła mnie mina taty jak przynosiłam ze szkolnej biblioteki masę książek (dla dzieci, bo to była jeszcze podstawówka), siadałam na łóżku i zaczynałam czytać. Tak powolutku nakręcałam się coraz bardziej. W sumie ja sama siebie nigdy nie brałam za osobę która czyta wile do momentu kiedy ostatnio znalazłam książkę, którą dostałam w nagrodę za ilość przeczytanych książek. Jaka była moja radość gdy zobaczyłam, że w drugiej klasie podstawówki w ciągu roku szkolnego przeczytałam 86 książek :D Szkoda, że teraz nie mam tak wiele czasu na czytanie jak kiedyś :)
    Aczkolwiek, śmiało mogę się nazwać książkoholikiem. Nową książkę wącham, kartkuję, sprawdzam strony. Dosłownie poznaję każdy milimetr jej powierzchni. :)
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytanie, układanie, wąchanie książek i kupowanie/wypożyczanie kolejnych, chociaż cała masa czeka na swoją kolej - skąd ja to znam <3 Ksiażkoholizm to cudowna choroba, kompletnie nad nią nie ubolewam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. O borze szumiący *hiperwentyluje* mogę się podpisać pod każdą z wypowiedzi. Uwielbiam wąchać nowe książki. Stare w sumie też. Zaraz po otrzymaniu i w trakcie lektury. Jeśli wybieram jeden egzemplarz z wielu, to jestem w stanie przejrzeć cały stos tej samej książki, byle tylko znaleźć tą z dobrze sklejonym grzbietem/stronami. Mam prawie obsesję na temat dobrego klejenia, bo nie lubię, jak mi się książka ,,rozpada" w rękach. Też czytam taśmowo, bez przerwy. Nie mówiąc o tym, że spokojnie czytam sobie dwie - trzy książki prawie jednocześnie (prawie, bo jak odłożę jedną to biorę drugą, a nie, że leżą obok siebie otwarte i patrzę na nie jednocześnie xD)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny tekst, uśmiechałam się przy niemal każdej wypowiedzi. My, czytelniczki, jesteśmy tak bardzo podobne. Kochamy swoje książki i mamy dziwactwa, które osobom postronnym wydają się dziwne (ja mam nawyk wąchania nowej książki i ku uciesze wszystkich robię to publiccznie :)), ale należymy do świata niedostępnego dla zwykłych śmiertelników. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Siedzę uchachana (nie wiem, czy jest takie słowo, albo czy ja je dobrze napisałam, ale pasuje idealnie). Mogłabym się podpisać pod większością odpowiedzi rękami i nogami. :) No ale co się dziwić: my, nałogowi czytelnicy, jesteśmy jak jedna wielka rodzina. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham czytać i cieszę sie jak małe dziecko z każdej nowiutkiej książka na moje półce. Mogłabym czytać dniami i nocami! Niestety przeszkadza mi w tym szkoła, moje kochane seriale oraz potrzebny sen ahahah

    OdpowiedzUsuń
  12. Takich przypadków jest na szczęście sporo, więc towarzystwo mamy zapewnione. Uwielbiam moje książki, ale dążę do tego by moja biblioteczka była tylko moja, to znaczy aby były w niej książki, które kocham, do których wracam, by nie była to zbieranina pozycji, które mi się nie podobały, nie zrobiły wrażenia, po prostu nie stały się moimi książkami. Dlatego raz do roku robię porządki i część książek (choć z każdym rokiem coraz mniej) oddaję do biblioteki - niech ktoś inny skorzysta, może się zachwyci, a ja lubię się dzielić:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Genialny pomysł, post wyszedł świetny!
    Muszę przyznać, że sama również zachowuję się czasem, jak to zostało wymienione w poście :p Ale bez tego byłoby nudno, prawda?
    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie też ciężko. Ostatnio w bibliotece jestem co tydzień, co dzień przeglądam oferty książek, które kuszą. I mimo, że powinnam się uczyć, bo to już końcówka.. nie mogę, bo albo czytam albo marzę o książce... eh

    Pozdrawiam
    przygody-mola-ksiazkowego.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak się czyta takie teksty to aż miło się robi na sercu wiedząc, że nie jest się osamotnionym w takich kwestiach :) Czekam na więcej, bo przy herbatce czyta się to wprost z uśmiechem na ustach :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No podpisuję się pod wszystkim, oczywiście! Czytanie jest równie absorbujące, co istotne, a kiedy już na dobre wkroczy w czyjeś życie, za nic w świecie nie chcemy się go pozbyć. I czytamy wszędzie {narażając się na wzrok wścibskich kelnerek w restauracji}.
    Jedynie w kwestii czytania paru książek naraz jestem kompletnie nieobeznana, oprócz przygodnego wieczoru z lekturą, kiedy to zmuszona byłam na chwilę opuścić świat wówczas czytanej książki na rzecz Zemsty, nie próbowałam i raczej nie zamierzam póki co smakować zapoznawania się z kilkoma powieściami jednocześnie. Jakaż to by była zdrada względem owych książek. Ale nigdy nie mów nigdy, szczególnie w przypadku osoby tak zmiennej jak ja.
    A jako przykład tejże zmienności można chociażby podać wcześniejszą niechęć do czytelnictwa, do którego jeszcze dwa lata temu musiałam się zmuszać. Młoda i głupia byłam, cóż poradzić. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Trzeba przyznać, że jeszcze jakiś czas temu zachowywałam się dokładnie tak, jak Ty - każda książka była skarbem, wyczekiwanym z niecierpliwością itd. Kiedy jednak człowiek wchodzi w ten etap życia, gdy zaczyna się praca, dom, codzienne obowiązki, to wiele rzeczy już tak nie cieszy, niestety. Nierzadko przytłacza mnie "dorosła" codzienność, więc czasem nie mam ochoty przytulać nowej książki, którą właśnie odebrałam z poczty lub kupiłam, po prostu odkładam ją na półkę "na lepszy czas". Nie zmienia to jednak faktu, że mam jedno zboczenie, którego chyba nigdy się nie pozbędę - każdą książkę okładam w foliową okładkę :) Kupuję do tego celu zwykłą folię do kwiatów i po prostu muszę mieć każdy egzemplarz zapakowany, bo inaczej mi się wydaje, że okładka jest zniszczona (nawet, jeśli książki nie ruszałam). Efektem tego zboczenia jest moja niechęć do pożyczania książek innym ludziom - kiedyś jedna koleżanka pożyczyła ode mnie Igrzyska Śmierci i oddała z lekko nadbrudzonym grzbietem. Nie mogłam na tę książkę patrzeć, więc ostatecznie pozbyłam się go i kupiłam sobie nową trylogię - teraz jest w stanie idealnym i nikomu jej nie dam :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja się dziś złapałem na tym, że z ogłoszeń, zamiast "Potrzebujesz pożyczki?", czytam "Potrzebujesz książki?" ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak pięknie napisane! <3 Książkoholizm jest najwspanialszą chorobą, jaką znam i gdyby była ona przedstawiona jako miłość w "Delirium", to uciekłabym do lasu, żeby tylko się z niej nie wyleczyć. Uwielbiam książki, a dziwne nawyki powiązane z nimi są nie tyle, że złe, ale nawet wręcz przeciwnie - wskazane! :D Myślę, że każdy czytelnik ma swój własny nawyk, o którym może sobie nawet nie zdawać sprawy :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    natala-czyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Zachowuję się identycznie w księgarni :D wybieram zawsze ten egzemplarz z samego spodu :D Poza tym wielbię swoje książki, układam, dotykam, czytam sto razy napisy na okładce :) wariactwo totalne ;D nieuleczalne ;D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. To takie piękne, że są ludzie, którzy kochają książki i czytanie;) Ale niektóre zachowania podpadają raczej pod bibliofilstwo/bibliomanię niż książkoholizm:P

    OdpowiedzUsuń
  22. Po przeczytaniu tego tekstu jeszcze bardziej doceniam możliwość obcowania w blogosferze z osobami o podobnych przypadłościach :)

    OdpowiedzUsuń
  23. świetny felieton, będę wpadać częściej na twojego bloga :) a co do moich małych książkowych dziwactw, to część wypisałam tutaj: http://miedzysklejonymikartkami.blogspot.com/2014/05/jakim-jestem-czytelnikiem-na-5000.html A taka historia z wczoraj: kupiłam w empiku książkę, niosę są w siateczkę i nagle zaczynam tulić... To nie jest normalne.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...