niedziela, 27 kwietnia 2014

o polskich uprzedzeniach i prawdziwych perełkach

o polskich autorach pisano już dużo.
wiele padło już opinii, wiele różnych zdań, kłótni. Organizowane są już nawet specjalne wyzwania, happeningi i grupy, by do polskiej twórczości zachęcić i nakłonić. Jak dla mnie niestety niewiele one wnoszą i dają, lecz to pomińmy milczeniem, przecież nie zawsze trzeba wszystko osądzać. (a może się mylę? jeśli tak, to wyprowadźcie mnie proszę z błędu)

Ponieważ problem tkwi gdzie indziej. Problem w tym, że Polacy polskich autorów boją się czytać. Rodacy nie ufają twórczości swoich rodaków.

flowers


Kiedyś bardzo dziwiłam się, gdy ktoś mi mówił lub pisał, że nie lubi polskiej twórczości, że ją omija i gdy ma wybór, zawsze bierze zagraniczną powieść. Oburzałam się - przecież Polacy też potrafią dobrze pisać, przecież nie ma przekładu, więc jakoś czytelnikowi bliżej do wizji autora i w ogóle jak można tak oceniać - czy polskie czy zagraniczne.
Tymczasem minęło trochę czasu i sama złapałam się na tym, że widzę ciekawą zapowiedź, jestem zaintrygowana, po czym widzę polskie nazwisko autora i jakoś nagle mi przechodzi ekscytacja. I sama racjonalnie nie potrafię wytłumaczyć sobie dlaczego.

Mam wrażenie, że era dobrych polskich powieści już przeminęła i to co wychodzi dzisiaj, w niewielkim procencie (a można by nawet rzecz, że w promilu) będzie czytane i polecane za dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści lat. I choć wśród polskich autorów wielu jest naprawdę dobrych, ciekawych, z lekkim, przyjemnym piórem, to wciąż zachwycają za mało by porwać polskich wymagających czytelników. Wciąż im czegoś brakuje, wciąż brak iskry.

I można powiedzieć, że to wina również czytelników, którzy skreślają ich już na starcie, tylko, że jak dla mnie polscy autorzy nie chcą sięgać wyżej niż poza ustalony schemat, bezpieczne, łatwe wybory, które są w porządku, dopóki nie ma ich zatrzęsienia. A z rynku już wylewają się powieści dla kobiet, gdzie w każdej jest szczęśliwe zakończenie, ogródek za miastem i przystojny książę pojawiający się w odpowiednim momencie by przywrócić życiu sens, wywiady-rzeki, które nic nie wnoszą i nic nie zmieniają, a także książkowe zapychacze, które są na dobrą sprawę o niczym.
Brakuje mi świeżości na polskim rynku czytelniczym, zdecydowanie. Brakuje autora, który będzie tworzył coś naprawdę kultowego i niepowtarzalnego, coś, z czego będziemy mogli być dumni nie tylko w ojczyźnie, lecz również za granicą. 

Trzymam się jednak zasady, że dobra książka obroni się sama, dlatego chciałabym przedstawić Wam czwórkę moich ulubionych krajowych autorów, którzy towarzyszą mi ogromnie długo, bardzo ich lubię i piszą książki, na które naprawdę czekam i które biorę w ciemno. Może jeszcze ich znacie, a wtedy wiedzcie - wiele tracicie!

Pierwsza będzie Ewa Nowak - myślę, że stali czytelnicy mojego bloga już wiedzą, że uwielbiam ją miłością  nieskończoną od pierwszej strony. Poznałyśmy się już bardzo dawno temu, mogę powiedzieć, że właśnie jej proza wciągnęła mnie w świat powieści młodzieżowych, traktujących bardzo serio o aktualnych problemach, troskach moich rówieśników i również po części moich. Poza tym pokazała m twórczość Jacka Kaczmarskiego - na początku te kaczmarskie wstawki pojawiające się naprawdę często i regularnie ignorowałam, ale ciężko je już ignorować za każdym razem, zwłaszcza gdy jej książki uwielbia się i czyta tak często jak ja. Nie mogę jeszcze powiedzieć, żebym się do twórczości tego genialnego muzyka tak do końca przekonała, ale coraz bardziej odkrywam jej piękno i mądrość jaką niesie. 
Książki Ewy Nowak są mądre, zabawne i naprawdę dla każdego w każdym wieku. Ja każdą przeczytałam kilkakrotnie i mogłabym czytać jeszcze wiele razy - to jest niezniszczalna proza, za którą tęsknić zaczyna się już po zamknięciu ostatniej strony.
(moje recenzje jej książek możecie przeczytać tutaj)

Drugą taką bardzo ulubioną autorką jest Małgorzata Musierowicz. Wydaje mi się, że Jeżycjadę kojarzą wszyscy - choćby ze szkoły, bo wiem, że niektóre tomy pojawiały się jako lektury (mi niestety nie było to dane. Ale w sumie jak się nad tym zastanawiam to może i dobrze). Mi przygody Borejków towarzyszyły przez wiele lat i mam do nich sentyment ogromny, dzięki nim torem przyczynowo skutkowym powstał również ten blog, poznałam za ich pośrednictwem wspaniałych ludzi. Niby takie krótkie, a zawierające wszystko to, co dobre, mądre i ciekawe książki zawierać powinny, a przy tym pełne ciepła i miłości bijącej z kartek. Jak dla mnie po prostu wstyd ich nie znać!
(moje recenzje jej książek możecie przeczytać tutaj)

Kolejna autorka będzie już bardziej współczesna - mam tu na myśli Małgorzatę Gutowską-Adamczyk. Autorka, która zamiast pióra ma różdżkę, ponieważ czaruje słowem pisanym, przenosząc czytelnika nie tylko kilka wieków wstecz, do pięknej, bogatej i pełnej tajemnic Polski za czasów szlachty, lecz również wędruje po całej Europie. Jej książki to najczystsza przyjemność czytelnicza, a pochłaniając je ma się wrażenie jak gdybyś płynął przez ocean słów i wyobraźni. Ja czytając je mam wrażenie naprawdę rzetelnego dopracowania, zadbania o każde najmniejsze szczegóły, wypieszczenia i wypolerowania do doskonałości. Niesamowite przeżycia literackie przy lekturze, których się nie zapomina!
(moje recenzje jej książek możecie przeczytać tutaj)

Ten ranking zajmie postać już męska, ale zdecydowanie niezwykła - ksiądz Jan Twardowski. Jeden z bardzo niewielu poetów, którego twórczość jest piękna, głęboka i zrozumiała dla mnie całkowicie. On potrafił napisać wszystko to, czego ja nie potrafię wypowiedzieć i czuję się z nim tak mentalnie związana, serio. Oprócz tego wiele Jego genialnych opowiadań, kazań i historyjek dla dzieci, które czytałam kiedyś, a dziś wielokrotnie do nich wracam. Postać przegenialna, która zostawiła po sobie ogromny spadek literacki - warto z niego skorzystać. 
Jedyne czego żałuję to to, że nie mam na półce i nie przeczytałam jeszcze Jego biografii - czuję, że muszę koniecznie ją mieć (i gdyby ktoś chciał sprawić mi taki prezent to nie będę protestować :3).

Oczywiście to nie wszyscy. Myślę, że warto tu jeszcze wymienić Dorotę Terakowską, Zbigniewa Nienackiego, Agatę Mańczyk, Olgę Rudnicką, Krystynę Mirek, Annę Ficner-Ogonowską i pewnie wiele innych, którzy ujęli mnie niejednokrotnie, choć może nie wystarczająco by zagrzać miejsce w sercu. Co nie znaczy, że nie warto ich poznać - bo warto, bardzo warto. 

A teraz Wy - jacy są Wasi ulubieni polscy autorzy? 

22 komentarze:

  1. Hmmm.... wydaje mi się, że za łatwo oceniasz. Może się mylę, ale od kilku tygodni nie przeczytałam ani jednej zagranicznej powieści - same polskie. I owszem, znaczna większość z nich jest powielaniem pomysłów innych albo autorowi brakuje lekkości. Znaczną rolę odgrywają w tym wydawnictwa, które też, zamiast pomóc debiutującym autorom, publikują ich powieści niemal bez korekty, co wiadomo jak wpływa na jej odbiór. Książka z błędami, nieważne jak dobra, zawsze będzie odtrącana. I nie ma znaczenia, że historia jest dobra. Drugą kwestią jest promocja. Oprócz Fabryki Słów i Egmonta, jakie wydawnictwo ogłasza premierę nowej polskiej książki? Tylko nieliczne i w dodatku tylko historii napisanych przez autorów, których książki się sprzedają.
    I wydaje mi się, że aby tak... no, rygorystycznie oceniać, trzeba poznać nieco książki napisane przez debiutantów oraz te, napisane przez autorów znanych. Można w nich dojrzeć powtarzalność. Bo już wszystko zostało opisane. Ciężko jest wymyślić coś nowego. A historia firmowana zagranicznym nazwiskiem oznacza, że ktoś ją już docenił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja kiedyś czytałam naprawdę dużo książek polskich i wciąż je czytam, a dodatkowo czytam również zagraniczne i coraz częściej mam okazję sięgnąć po starsze lektury i różnicę naprawdę widzę.
      I jak dla mnie to nie jest tylko powielaniem pomysłów i brakiem korekty czy też polotu, lecz aż ;)

      Usuń
  2. A mi się po prostu wydaje, że troszkę to wszystko stereotypem trąci. Boimy się czytać polskich autorów? Bzdura. Może jest troszkę racji w tych wszystkich artykułach gazetowych, które swego czasu grzmiały, że Polsce brakuje literatury środka. I fakt, zapychamy to całkiem udanie literaturą środka innych krajów, z których niektóre książki dla nas wydają się niszowe, inne idealnie wpasowywują się w tę lukę. Może dlatego jest takie wrażenie.
    Jednak cały czas przecież mamy owego Stasiuka, Tokarczuk, Dehnela. Prężnie rozwijają nam się reportaże. Wyskakuje po raz kolejny ktoś nowy, czyli ostatnio (jak dla mnie, bo ja nie śledzę tego kompletnie) Twardoch. Słowem, ta najwyższa półka ma się dobrze. A najniższa? Tyle już tego jest, że się boje po to wszystko sięgać. Jednak tam również pani Ficner-Ogonowska (btw, ostatnio niestety jestem co do niej na nie...) dobrze sobie radzi, pobijając te empikowe rankingi wraz z Ewą Chodakowską i innymi biografiami :p Poziom jak to poziom, wiele do życzenia pozostawia, jednak trudno powiedzieć, żeby ktokolwiek bał się to kupować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może źle to ujęłam - bardziej nie ufamy polskim autorom. Przynajmniej ja przestałam im ufać. (mam tu na myśli współczesnych twórców)
      Chodzi o to, że kiedyś gdy widziałam polską książkę i zagraniczną to albo nie miało dla mnie to znaczenia, albo bardziej kierowałam się ku właśnie polskiemu tytułowi. Dzisiaj, po przeczytaniu tylu bardzo średnich pozycji wydawanych masowo, wolę sięgnąć po zagraniczny tytuł, który też jest bardziej sprawdzony, bo skoro wydali go i przetłumaczyli u nas, to w swojej ojczyźnie musiał osiągnąć jakiś sukces. Choćby promocyjny.
      Po prostu polska literatura zaczyna mnie tak męczyć - nudna jest. Zwłaszcza gdy porównuje się ją z tą literaturą, która schodziła z półek dziesięć czy piętnaście lat temu.

      Usuń
  3. Terakowska, Tokarczuk, Twardowski, poetka Teresa Ferenc...
    Z historyków literatury: Jan Tomkowski, Maria Janion
    I starsi: Prus, Lem...

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że ktoś, kto raz "naciął się" na polską prozę, tak od razu nie zrezygnuje. Chyba, że faktyczni trafi na pozycję poniżej oczekiwań. Mimo wszystko dla mnie polscy pisarze są równie wartościowi (a może i bardziej) pod względem dorobku literackiego, co pisarze prozy zagranicznej. Bardzo się cieszę, że wymieniasz dwie autorki, na których się wręcz wychowałam - Panią Nowak i Panią Musierowicz. Tą drugą kocham za Jeżycjadę miłością bezgraniczną. Z kolei do miętowej serii Pani Ewy mogłabym wracać bez zastanowienia. Jeśli chodzi o Panią Gutowską-Adamczyk - mam na półce dwie jej książki, jednak jeszcze żadnej nie czytałam. Mam nadzieję, że podczas tych długich, pomaturalnych wakacji uda mi się to zmienić. Powieści Pani Terakowskiej to lata mojego gimnazjum, które dzięki niej wspominam bardzo miłe. Prócz tych pisarek wymieniłabym jeszcze mojego ukochanego Prusa i mistrza powieści historycznej Sienkiewicza. :) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kilka razy nacięłam się właśnie na powieściach polskich autorów, jak to ładnie koleżanka wyżej określiła. Nigdy jednak nie poddawałam się i jeśli czas oraz możliwości pozwalały - sięgałam ciągle po coś nowego. Obecnie mam na poczcie dwa ebooki właśnie polskich autorów i z chęcią przeczytam je po skończonych maturach. Kto wie, może bardzo pozytywnie się zaskoczę? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja chyba nie mam ulubionego polskiego autora...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czemu, ale do mnie jakoś polskie książki nie przemawiają, a bardzo chciałabym to zmienić. Jak to powiedziałaś- "Wciąż im czegoś brakuje, wciąż brak iskry." Mam nadzieję, że może niedługo pojawi się jakiś polski pisarz/ pisarka, która przekona mnie do naszych książek :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie nie jest najważniejsze, kto jest autorem, ale czy zainteresuje mnie fabuła książki (ewentualnie okładka czy inne tego typu). Nie mam jakiegoś uprzedzenia do polskich pisarzy, choć, niestety, jedne z najgorszych książek, jakie w życiu czytałam to pozycje Polaków ;/ Jednak jest także kilka polskich książek, którymi byłam naprawdę zachwycona - nie uogólniajmy. Zauważyłam też, że polskie powieści są naprawdę słabo rozreklamowane i tak naprawdę przeciętny Polak z współczesnych autorów kojarzy pewnie Grocholę, może jeszcze z jedną osobę. I myślę, że właśnie tu tkwi problem, wydawcy w ogóle nie pomagają w rozpowszechnianiu polskich książek. O debiutantach się prawie nie słyszy...
    Z tych co wymieniłaś najbardziej cenię Musierowicz, Gutowską-Adamczyk kiedyś czytałam z jedną książkę - bez zachwytu, pani Nowak jeszcze nie znam, a o ks. Twardowskim się nie wypowiem, bo znam tylko kilka wierszy. U mnie w ogóle ciężko mówić o ulubionych autorach, bo rzadko sięgam po książki ze względu na tego, kto ją napisał, nawet jeśli lubię ich poprzednie dzieła. Liczy się fabuła. Bardzo podoba mi się saga o wiedźminie pana Sapkowskiego, ostatnio zachwycił mnie także Cejrowski i nieżyjący już Kapuściński. Tak sobie przeglądam i widzę, że czytałam jeszcze dwie książki pana Michała Wójcika - naprawdę dobre, choć nie jest to znany autor. Przewinęli się Pilipiuk, Grocholska, Pierelotkin, ale to raczej były takie lekkie, pojedyncze książki. Z tego co widzę, to nie jest u mnie tak źle, polskich autorów jest może mniej niż zagranicznych, ale nie można też mówić, że nie czytam ich w ogóle. Czy Polakom brakuje polotu? Cóż, rzeczywiście dawno nie natrafiłam na żadną ciekawą polską nowość, wszystko co wymieniłam, to książki (i pisarze), którzy mają już dobrych parę lat. Ale można to też tłumaczyć faktem, że ja tak naprawdę rzadko czytam nowości, więc może nie powinnam się pod tym kątem wypowiadać.
    Podsumowując: Polakom szanse chętnie daję i nie mam zamiaru tego zmieniać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wbrew pozorom, jest wielu polskich autorów, którzy naprawdę dobrze piszą i których warto polecić. Trzeba się tylko przebić przez pewną ilość gorszych powieści, zanim natrafi się na prawdziwe perełki;)
    Ulubieni, a przynajmniej tacy, których doceniam, to np. Joanna Chmielewska, Małgorzata Musierowicz, Stefan Darda, Bartłomiej Rychter.

    OdpowiedzUsuń
  10. nieee. Polscy autorzy to jednak nie nie nie. (oprócz kochanej pani Małgosi i drugiej Małgosi!! ♥ btw mam Kalamburkę:D) co innego poeci, tu się zdecydowanie mamy czym pochwalić i w czym wybierać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem czemu, ale często nie umiem zaufać polskim autorom. Czytanie ich książek zawsze odkładam sobie na później. Kilka lat temu przeczytałam kilka polskich młodzieżówek i większość z nich była raczej "pusta", więc od wtedy szczególnie niechętnie sięgam po rodzimych autorów. Chociaż mam kilka swoich ukochanych. Oczywiście Małgorzata Musierowicz nie ma sobie równych <3 Uwielbiam Jeżycjadę całym serduszkiem :) Nowak też jest genialna. Wczoraj skończyłam czytać jej "Bransoletkę" - przecudowna, jedna z najlepszych pozycji tego roku. Kocham też "Środek kapusty", który w podstawówce przeczytałam chyba z pięć razy. I niedługo nadrabiam całą miętową serię <3
    Gutowskiej-Adamczyk nic jeszcze nie przeczytałam, ale koniecznie muszę <3
    A ksiądz Twardowskich moim mistrzem <3 Lubię też Miszczuk, ale tylko lubię. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja bardzo często sięgam po polskich autorów. Wypatruję nowych książek Witkowskiego i Pilisa.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety nie mam ulubionych polskich autorów. Mam nieprzyjemne doświadczenia z ich utworami oraz przede wszystkim z zachowaniami osób raczej przez nich zatrudnionych do "nawracania" niedobrych recenzentów na ich twórczość. Masz rację - na polskim rynku wydawniczym brakuje świeżości. Mam również wrażenie, że polscy autorzy nie mają pojęcia o modnych teraz powieściach. Niedawno polski rynek wydawniczy zalała fala romansów paranormalnych o schematycznej budowie, podczas gdy zagraniczne zaczęły wychodzić w... 2004-2005 roku. Yeah

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj! Wpadłam na Twojego bloga przypadkiem, ale już widzę, że dłużej tu zadomowię. Masz bardzo ładny desing bloga. Zostałam obserwatorem. Zapraszam do siebie. Chciałąbym abyś ty oceniła moojego bloga jaki jest, co muszę zmienić. Przyjmę krytykę, chciałabym znać Twoje zdanie, bo widzę, że masz większe doświadczenie. Pozdrawiam! Jeśli możesz go ocenić to zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wiem czemu, ale kiedyś niezbyt często sięgałam po polskich autorów. Mało z nich znałam, a jeszcze mniej potrafiło mnie zadowolić. Przełomowym momentem w moim życiu okazało się przeczytanie przeze mnie "Sagi o wiedźminie" Andrzeja Sapkowskiego, do którego zachęciła mnie moja polonistka. Od tamtej pory coraz częściej sięgam po "nasze" książki i bardzo się z tego cieszę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Polska fantastyka stoi na światowym poziomie, albo i wyżej. Piekara, Kossakowska, Pilipiuk, to twórcy, których bez wahania mogę polecać. No, może ten ostatni trochę mniej - ja go uwielbiam, ale jest dość kontrowersyjny. Mamy świetnych pisarzy, po których można spokojnie sięgać i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Chyba że skreśli rodzimą literaturę już na początku, co w sumie nie dziwiłoby po tym, czym nas w szkołach katują.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie czytam dużo polskich autorów (rzeczywiście, zawsze znajdzie się coś od zagranicznego autora...), ale do moich mistrzów należy Rafał Kosik. Uwielbiam jego humor w serii Felix net i Nika <3 no i ostatnio zaczęłam się przekonywać do Anety Jadowskiej - Dora Wilk kupiła mnie już pierwszym tomem ^^

    OdpowiedzUsuń
  18. Trafne spostrzeżenie. Przyznam się szczerze, że choć sięgam, to zawsze niechętnie po polskie książki, a tylko nieliczni potrafią mnie pozytywnie zaskoczyć - Ewa Nowak, Małgorzata Musierowicz, Anna Onichimowska, Rafał Kosik... cóż - lista jest krótka. Niestety... ZA TO UWIELBIAM WIESŁAWĘ SZYMBORSKĄ I JEJ WIERSZE:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja polecam Joannę Chmielewską - niesamowite kryminały z czasów PRLu i współczesne :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja wprost uwielbiam polskich autorów. Gustuję w fantastyce i po prostu kocham wszystko co wychodzi spod pióra pana Pilipiuka, Ćwieka czy Ziemiańskiego :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...