wtorek, 4 marca 2014

ja nic nie muszę!

Kiedyś jeden z moich nauczycieli powiedział, że jest załamany faktem iż klasa z którą wybierał film do oglądania na wieczorek filmowy nie znała większości tytułów z klasyki, które on im wymieniał. Ów nauczyciel znał te filmy doskonale, oglądał wielokrotnie, znał tysiące nazwy tysiąca nagród jakie one dostały i nie mógł pojąć, że żyją ludzie, którzy tego nie kojarzą. Muszę się przyznać, że tytuły filmów jakie wymienił ja kojarzyłam jedynie ze słyszenia, jakiś recenzji, bądź jeśli były na podstawie książki - to z księgarskich półek. Lecz były takie o których usłyszałam pierwszy raz. I co, tylko dlatego, że ktoś twierdzi, że nie rozumie jak ja funkcjonuję jeśli nigdy ich nie oglądałam, że przecież tak nie wypada, mam spędzić resztę mojego życia na nadrabianiu zaległości?

☜Shopped Tattoos☞ | via Tumblr

Strasznie mnie irytują fanpejdże fejsbukowe, ale też przeróżne listy, wpisy, blogi z listami zatytułowanymi 1000 książek/filmów/klipów, które MUSISZ znać/pamiętać. Ja chciałabym zapytać: dlaczego? Czy co mi się stanie jeśli nie będę znawczynią filmów z tym czy innym aktorem, tego reżysera i z taką nagrodą? Tak samo jak wciskanie mi na siłę czegoś co kogoś zachwyciło i twierdzi, że mnie też musi. A może niekoniecznie?

Mam wrażenie, że gdzieś w tym wszystkim gubi się cała przyjemność z poznawania kultury. Przecież to kwestia nie tylko genialności dzieła, ale również gustu i wieku w jakim się go odbiera. Takim pierwszym z brzegu przykładem jest przewałkowany już we wszystkie strony temat lektur szkolnych: te książki naprawdę nie są złe, nie są nudne, a ich cały problem polega na tym, że uczniowie są zmuszani do ich czytania i często w okresie życia gdy niezbyt ich to porywa. Ja miałam to szczęście, że będąc dzieckiem już liznęłam dużą dawkę klasyki literatury - zaczynając od Kubusia Puchatka, przez W pustyni i w puszczy oraz Władcę Pierścieni mając cztery latka (serio! rodzice mi czytali - wszystkie swoje książki znałam na pamięć, a ciągle byłam głodna lektury :3), potem powoli poznając Montgomery, ukochaną Astrid Lindgren i Marka Twaina. Dzięki temu w szkole później nie miałam problemów by jeszcze raz ich przerobić. Pana Samochodzika, Sherlocka Holmesa, Wichrowe wzgórza czy też Terakowską i Musierowicz poznałam sama i autentycznie się w tym zakochałam - nie wiem czy byłoby tak samo gdybym została do tego zmuszona przez system edukacji. Za to mam uraz do Sienkiewicza przez toporne Quo vadis, przez które zresztą nie dałam rady przebrnąć (a właśnie moją ulubioną książką tego autora jest W pustyni i w puszczy - przypadek?) i myślę, że nie jestem sama - niewielu uczniów go toleruje. Tymczasem mój wujek, już dorosły, ostatnio namiętnie zaczytuje się w sienkiewiczowskiej Trylogii i nie może się od niej oderwać - a sięgnął po to zupełnie dobrowolnie, z czystej i zdrowej ciekawości.

Podobnie z kwestią gustu - to co spodoba się jednemu, niekoniecznie porwie kogoś innego. Śmieszne jest dla mnie oburzanie się, a nawet obrażanie na kogoś kto nie zna jego ulubionej książki czy filmu albo (o zgrozo!) nie ma ochoty ich poznawać. A także udawanie, że dlatego że to znam jestem od kogoś lepsza. Są osoby, które przeczytały w swoim życiu tysiące książek, są takie które oglądały setki filmów, inni znają ogromną ilość malarzy, obrazów, dzieł sztuki i w żaden sposób nie są ważniejsi ani lepsi od tych, którzy w tym czasie czytają jedną książkę rocznie, i to jeszcze taką, która wcale nie widnieje na listach do koniecznego poznania.

Między zachęcaniem a zmuszaniem jest bardzo cienka granica i jak dla mnie - zbyt często przekraczana. Coraz bardziej jestem przytłoczona tym, co koniecznie muszę znać, choć ani trochę mnie to nie interesuje - nie twierdzę, że jest to złe, myślę, że po prostu nie dla mnie. I nic się nie stanie jeśli poczeka - może ja również muszę dojrzeć do decyzji by się za to zabrać? Tym bardziej, że znam inne wartościowe rzeczy, którymi mogę się pochwalić - i tego chciałabym się trzymać!

Chciałabym więc Was zapytać - co o tym sądzicie? Czy zmuszanie kogokolwiek do poznawania kultury ma jakikolwiek sens? Czy poznawanie jej na siłę daje jakąkolwiek przyjemność?

27 komentarzy:

  1. Zmuszanie na siłę nigdy nie da dobrego efektu... każdy lubi coś innego i to jest dobre, gdybyśmy byli tacy sami było by nudno... jest tzw klasyka filmu, książek itp, ale jeśli ktoś nie chce tego znać, nie narzucajmy się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie. Ja uważam, że czytam to co chcę, to co do mnie pasuje. Zaczynam czytać, nie spodoba mi się - okej. Ale w momencie, kiedy ktoś mnie zmusza do przeczytania czegokolwiek, to mój mózg już robi swoje - podświadomie zaczynam nienawidzić tej książki i wiem, że mi się nie spodoba
    Rzeczywiście, czasem jest tak, że ktoś coś czytał/oglądał, opowie mi o tym, jest zdziwiony, że ja nie widziałam i w jakiś sposób mnie zachęci. I ja być może rzeczywiście przez własną ciekawość po to sięgnę i się zakocham (tak np. przez koleżanki i "Zmierzch" zaczęłam interesować się fantastyką - serio) ale jeżeli słyszę "musisz to przeczytać, bo jak nie, to znaczy że jesteś głąb", to przepraszam bardzo, ale czytania czegokolwiek mi się odechciewa.
    A czytaniu tych znienawidzonych lektur nie wspominając.
    A czego dowiedziałam się na studiach - szkoła zabija kreatywność. Dzieci w przedszkolu są w 98% kreatywne i twórcze - na swój wiek, oczywiście. Z każdym kolejnym rokiem ten procent się zmniejsza - bo dzieci trafiają do szkoły. Nie mogą myśleć po swojemu. Muszą wykuć się konkretnych rzeczy na pamięć i umieć podpasować się pod nauczyciela i klucz (matura - o zgrozo!).
    Więc wychodzę z założenia, że po szkole niczego się nie osiągnie. Nie możesz już myśleć po swojemu, nie będziesz twórcą. Einstein przecież został wyrzucony ze szkoły i uznany za, przepraszam za wyrażenie, głąba. Przypadek? - nie sądzę
    Dobra, bo się oburzyłam i trochę odbiegłam od tematu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie muszę pójść na studia żeby stwierdzić, że tej kreatywności i wyobraźni mam coraz mniej - widzę to na swoim przykładzie. Moje całe dzieciństwo było oparte na wymyślonym świecie - dziś już niewiele z niego zostało...

      Usuń
  3. Ja uważam że pewien kanon lektur, filmów, utworów itp należy poznać.Nie mówię, że trzeba znać każdy film Jarmuscha, czy książkę Kraszewskiego, ale choć nieco zapoznać się z ich twórczością, choćby po to żeby sprawdzić, czy mają nam coś do zaoferowania, czy może poprzestaniemy na krótkim spotkaniu. Chodzi o zapoznanie, a nie zmuszanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moim zdaniem nie - warto ich poznać, to prawda, ale nie należy. Inna sprawa też jest taka, że dla każdego kanon może być czymś innym i z innymi pozycjami, więc ciężko poznać wszystkie te pozycje.

      Usuń
    2. Ja się częściowo z Honorata zgodzę. Nie chodzi o zmuszanie do poznania czegoś, poza tym każdy dojrzewa do poznania tej czy innej książki, filmu itp. w innym momencie życia. Ale powinno się mieć jakąś elementarną wiedzę o istnieniu pewnych książek, filmów, reżyserów, tak jak wiemy wszyscy kim był Leonardo da Vinci, tak każdy powinien orientować się o czym jest Trylogia Sienkiewicza.

      Usuń
    3. No dokładnie Magda. Karolka to nie chodzi o to co Ty uznajesz za kanon, ale co powszechnie jest za niego uznawane. I nie musisz znać wszystkich pozycji, ale wiedzieć chociaż kto jest kim i co stworzył. Ja rozumiem, że obcenie młodzież idzie na łatwiznę i woli Zmierzch przeczytać niż po Dostojewskiego sięgnąć, bo "wszyscy" mówią, że to bardziej wymagająca lektura, ale cechą człowieka inteligentnego jest ciekawośc i mądre jednostki będą chociaż próbowały zapoznać się z tym co trudniejsze, ale także często bardzo interesujące i wartościowe.

      Usuń
  4. Zgadzam się co do lektur. Myślę, że przynajmniej połowa z tych książek byłaby dla nas o wiele ciekawsza gdybyśmy sami się na nie zdecydowali - w momencie, w którym ktoś byłby gotowy na taką książkę, a nie do niej zmuszony. Myślę, że niektóre lektury nie powinny być omawiane już w gimnazjum, bo nie są odpowiednie dla ludzi w tym wieku. Ja wolałabym omówić na przykład Romeo i Julię teraz w liceum a nie w pierwszej gimnazjum. Już wtedy polubiłam tą książkę, ale teraz mogła bym wynieść z niej więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poznawanie kultury ma sens, choć bardzo często na początku nie możemy tego zauważyć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację, zmuszanie nie daje żadnych efektów, a wręcz przeciwnie, tylko zniechęca do poznania danego tytułu. Ostatnio pamiętam jak nauczyciel mówił nam, że koniecznie musimy przeczytać Buszujący w zbożu, a potem najlepiej obejrzeć ekranizację. Raz, nie jest to lektura, więc wątpię, aby cała klasa na hura się rzuciła do czytania, dwa, gdyby tylko wspomniał o tej książce, to pewnie niektóre osoby z ciekawości chociażby przeczytały, o czym ta powieść jest.
    Lubię Sienkiewicza i lubię Żeromskiego i wiem, że jestem wyjątkiem w szkole z mojego rocznika. I nie piszę tego tak o, bo sprawdziłam, kiedy robiłam ankietę do pracy maturalnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja miałam "Buszującego..." jako lekturę ;)) I przeczytałam, ale do końcówki brakowało mi już sił, więc porzuciłam. I stwierdzam, że książka owszem, jest ciekawa... ale zdecydowanie nie dla każdego. I jak dla mnie zdecydowanie nie do omawiania w szkole, a już z pewnością nie w gimnazjum.

      Usuń
  7. Mnie też to denerwuje. Często filmy, książki czy płyty promowane są przez hasło "musisz to zobaczyć"/"musisz to przeczytać". Dlaczego? Każdy ma prawo do własnego wyboru... a co do nauczycieli - lubią się wymądrzać. Lubią narzucać uczniom swoje poglądy, przekonania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie tylko nauczyciele tak robią, ale oni mają tę przewagę, że uczniowie im wierzą i ich słuchają - w pewnym sensie są też jakimiś wzorcami, choć dziś i tak bardzo chwiejnymi. Mnie strasznie irytuje w nich to że mają takie spojrzenie na świat tylko przez pryzmat tego czego uczą - wszystkie inne nauki ich nie obchodzą..

      Usuń
  8. Ze mną było tak jak opisujesz. W czasie obowiązkowej edukacji nie ruszałam lektur. Byłam stałą bywalczynią biblioteki, ale lektur nie tykałam, ponieważ "musiałam" (leciałam na streszczeniach i filmach). Za to teraz, po kilku latach zaczynam sięgać po wybrane dzieła z polskiej i światowej literatury i niektórymi jestem zachwycona. Myślę, że do wielu książek musiałam dojrzeć. A Sienkiewicz... wrrrr..... nie znoszę:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie potrafię się nie uśmiechać gdy ostatnio na blogach tak wiele pozytywnych i entuzjastycznych recenzji książek sióstr Bronte, a zwłaszcza "Wichrowych wzgórz", które do łatwych lektur nie należą. Mogę się założyć o wszystko, że gdyby ta książka dołączyła do kanonu, zostałaby znienawidzona z miejsca... To jest przykre, smutne, ale daje też do myślenia.

      Usuń
  9. Ok, Ty nic nie musisz. Ja muszę, bo redoksy na mnie krzyczą, że ich nie umiem, "Wesele" każe mi się czytać i chciałabym napisać ładny, zgrabny, wyczerpujący komentarzyk, ale cóż, MUSZĘ. Tak tytułem wstępu.
    I właśnie niestety jest tak, że czasami coś trzeba. Chcę umieć chemię, muszę się uczyć, chcę pójść pobiegać, muszę ruszyć się, odkleić się od krzesła, włożyć buty i wyjść z domu. Serio, nie da się tego zastąpić słowem "chcę", bo mi się, kurczę, nie chcę wkładać butów, ja chcę biegać. Ok, filozofuję. Ale tak samo jest z literaturą, filmami, ogólnie z kulturą i całą resztą. Bo naprawdę chciałabym mieć jakieś pojęcie, jakąś wiedzę ogólną, muszę więc jakoś tę wiedzę zdobywać. I sądzę, że powinnam, każdy powinien. Każdy powinien wiedzieć coś o Mickiewiczu, Sienkiewiczu, Słowackim, mieć jakiekolwiek podstawy. Nie trzeba namiętnie czytać poematów Mickiewicza, można mówić nawet, że z niego żaden patriota, ale niech nikt nie mówi, że ma to wszystko gdzieś, bo nie lubi, nie interesuje się, będzie czytał to, co chce, kanonu nie ma. Kanon jest i sądzę, że jest mus znania kanonu. Nie trzeba wszystkiego czytać, bo przecież nie da się przeczytać wszystkiego naraz, nabieramy wiedzy przez całe życie, ale przynajmniej kojarzyć. Bo wstyd.
    I było mi ostatnio głupio, gdy koleżanka (druga LO!) zapytała mnie, co napisał Sienkiewicz. Ona nie wiem, bo "ona nie czyta takich książek" (Ależ kto jej każe czytać! Niech tylko kojarzy). A kolega zdziwił się, że czytam Tolkiena, bo on o takim nie słyszał. To już jest chyba ignorancja, a ignorancji raczej nie da się pochwalać. Niewiedza jest ok, zawsze można się dowiedzieć, obojętnie kiedy, ale zamykanie się na jakieś informacje? Nie interesuje mnie to, nie czytam, co mnie to obchodzi, niech sobie będzie ogłaszane jako minimum, ja i tak mam gdzieś? Nie lubię tego.
    Owszem, Sherlockowi można wybaczyć tego, że nie wie, jak wygląda Układ Słoneczny. My jednak nie magazynujemy Bardzo Użytecznych Informacji o Morderstwach, więc wiedza o Układzie Słonecznym powinna nam się zmieścić. Tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko że w tym co napisałam nie chodzi mi zupełnie o wiedzę szkolną, bo z tym wiadomo - nie ma co dyskutować, trzeba umieć i już, a Sienkiewicz, Tolkien i Układ Słoneczny wchodzą w skład wiadomości, które mam obowiązek przyswoić na lekcjach. Chodzi mi o wszelką kulturę, którą ktoś mi wciąż wciska twierdząc, że MUSZĘ ją znać, kiedy mnie to nie interesuje, nie porywa i nie czuję się gotowa, żeby ją przyswajać. Nie jestem ignorantką, nie jestem niedouczona - pasjonuje mnie coś innego i irytuje okropnie nachalne nawoływanie do tego by być taka jak wszyscy.

      Usuń
    2. Ale piszesz o zmuszaniu do lektur - to jest właśnie wiedza szkolna. Owszem, Ty sięgnęłabyś po te książki, obojętnie w jakim wieku, ale byś sięgnęła. Koleżanka X. i kolega Y. już nie. Większość nie, naprawdę. Co byłoby więc, gdyby przymusu nie było? Gdyby nikt nie mówił, że to i tamto trzeba przeczytać, trzeba obejrzeć, bo jest wartościowe, przetrwało pokolenia itp.?
      A co do tego nauczyciela: był załamany, dziwił się - miał prawo. Bo dla niego jest oczywiste, że takie filmy się zna. Co nie oznacza, że rzeczywiście trzeba je znać. Warto się jednak zainteresować.

      Usuń
    3. Kinga popieram, też tak uważam.A TY Karolka sama sobie odpowiedz czy aby na pewno nie bedziesz ignorantką nie wiedząc kim byli mistrzowie holenderscy czy Gustaw Holoubek. Jeśli z brakiem podstawowej wiedzy będziesz się dobrze czuła to Twoja sprawa, ale wiedz że są ludzie którzy mają inne zdanie na ten temat i przez pryzmat takich braków odpowiednio Cię ocenią.

      Usuń
  10. Już nie chodzi o zmuszanie. Tylko.... ciekawe niby kiedy mamy te filmy oglądać, skoro nauczyciele cały czas dowalają kartkówkami, sprawdzianami, pracami domowymi, wypracowaniami, testami, pytaniem i innym pierdołami. Sam może i nauczyciel ma czas. W końcu nie musi robić tego wszystkiego. Ale w tym momencie niech nie będzie śmieszny i niech nie prawi o tym, że jak my możemy nie znać tego czy tamtego filmu. Zaś co do lektur... lektur wcale złych nie mamy, niektóre są naprawdę godne przeczytania i plakietka "stary,zapyziały rupieć-to nudne" jest czasami naprawdę niesłusznie przyczepiana do takiej czy innej książki. Oczywiście- nie mówię tu o Krzyżakach czy Ogniem i mieczem, którego akurat... ładnie mówiąc nie lubię, ale znam ludzi, którzy przeczytali te książki i pięć razy i nadal im się nie znudziły. Kwestia gusta. Jednak apeluję! Nie skreślajmy szkolnych lektur, one również są ciekawe!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przecież wiele tych książek figuruje u niejednego jako ulubione, dostały nagrody, są doceniane i przekazywane przez pokolenia. Myślę, że problem polega w tym "zmuszaniu" - zwłaszcza, że zwykle skutkuje to tym, że nastolatek któremu ktoś coś każe... robi zupełnie na odwrót. Taki wiek.. i tyle traci.

      Usuń
  11. Ja się nigdy do niczego nie zmuszam. Czytam, oglądam i robię to, na co tylko ja mam ochotę. Strasznie nie lubię zmuszania kogoś do robienia czegoś. Co to ma na celu? Skoro ktoś nie chce, to nie chce. I nie należy w niego pewnych rzeczy wmuszać. Dla mnie to logiczne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie zmuszam się do czytania tego, czego czytać nie mam ochoty, ale zdarza mi się mieć wyrzuty sumienia, że nie znam tego czy tamtego "dzieła".
    A listy 1000 książek, które... bardzo lubię i traktuję jako ciekawostkę, a nie wyznacznik tego, co koniecznie muszę przerobić.

    OdpowiedzUsuń
  13. Myślę, że nie chodzi o to, że koniecznie TRZEBA coś obejrzeć czy przeczytać, ale warto byłoby po prostu wiedzieć, że takie dzieła istnieją. Kiedyś napisałam recenzję biografii Zbigniewa Cybulskiego i bardzo zdziwiło mnie to, że ludzie w komentarzach pisali, że nie wiedzą kim on był. Nie wymagam od nikogo oglądania filmów z tym aktorem i kochania go, nie czuję się też lepsza mając o nim pewną wiedzę. Ale wydaje mi się, że człowiek w miarę inteligentny powinien mieć jakąś wiedzę ogólną. I tutaj w pełni popieram Kingę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja tam listy lubię, ale nie oglądam ani nie czytam wszystkiego co na nich. Bardzo fajny post. Może zrodzi się ciekawa dyskusja ?

    OdpowiedzUsuń
  15. Coraz częściej popularność jakiegoś autora staje się tak duża, że presja otoczenia wpływa tak bardzo na ciebie, iż sięgasz po książkę, nawet jeśli nie masz na to do końca ochoty. Po prostu ten szok u innych "jak możesz nie znać tej książki?" sprawia, że czujesz, że musisz to przeczytać, więc czytasz masowo popularyzowaną książkę, choć najchętniej byś tego nie zrobiła. To niesamowicie irytujące, ale tak się dzieje.
    www.szept-stron.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeżeli ktoś mnie zmusza do przeczytania jakiejkolwiek książki to zazwyczaj mi się ona nie podoba. Tak bynajmniej mam z lekturami szkolnymi. Kocham czytać, ale zawsze, naprawdę zawsze lektury czytam na ostatnią chwilę (chociaż czasami zdarza mi się nawet jej nie przeczytanie). Jestem osobą, która nie lubi, jeżeli ktoś jej mówi co ma robić. W takiej właśnie sytuacji robię zazwyczaj na złość i tego nie robię.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...