sobota, 18 stycznia 2014

218. Pollyanna dorasta



Autor: Eleanor H. Porter
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 9 listopada 2013
Liczba stron: 326


Uśmiech na twarzy to coś tak pięknego, niezwykłego, a tak często niedocenianego i zapomnianego. Gubimy się w swoim smutku, lubimy narzekać, marudzić, rzucać oszczerstwami i wciąż powtarzać w jakich beznadziejnych czasach żyjemy. Gdzie podziała się nasza radość z każdego dnia, zadowolenie z nawet najmniejszych rzeczy, ale sprawiających, że dzień jest choć odrobinę lepszy? Czy nie lepiej by się nam żyło gdybyśmy zaczęli ich szukać?

Pollyanna po tragicznym wypadku powoli staje na nogi, lecz wcześniej musi spędzić trochę czasu w sanatorium.Tam oczywiście zaraża wszystkich swoją radością z życia, pogodą ducha i uczy każdego kogo spotka "gry w zadowolenie". Dzięki temu w tym smutnym miejscu jaśnieje słońce, a ludzie przez jej obecność nieprawdopodobnie zmieniają swoje myślenie. Zachwycona jest tym zwłaszcza jedna pielęgniarka - Della Wetherby - która wpada na pomysł, aby zaaplikować dawkę Pollyanny również swojej siostrze Ruth, kobiecie chorej z tęsknoty za zaginionym siostrzeńcem. A że wszystko idealnie się składa, ponieważ ciocia Polly wyjeżdża za granicę z mężem i nie ma z kim zostawić dziewczynki, Pollyanna trafia do Bostonu. Co ją tam spotka?

Pollyanna to jedna z tych niezapomnianych lektur mojego dzieciństwa i dorastania, do których mam sentyment ogromny. Książka, która przywra wiarę w ludzi, ogromny uśmiech, która wpływa na czytelnika, każe mu się cieszyć z tego co ma, uczy na nowo szukać piękna w świecie. I pierwsza część tego cyklu była właśnie taka, jednym słowem - cudowna. Za to druga, za którą miałam przyjemność sięgnąć niedawno... już trochę się popsuła. 

Pierwsza połowa tej książki to kontynuacja poprzedniej - genialna Pollyanna wciąż bawi, zachwyca i dzieli się swoją radością, a poza tym szerzy swoją grę w zadowolenie na całe otoczenie. Poznajemy nowych bohaterów, a ze starami spotykamy się znów przeżywając przygody i troski. Lecz nagle w połowie książki autorka przeskakuje sześć lat, kiedy nasza bohaterka jest już dorosła. A wtedy jej cały dziecięcy czar gdzieś się ulatnia, znika. Pojawia się zgorzkniałość, trochę smutku, melancholii, oprócz tego wkraczamy w okres poważnych decyzji, więc rodzi się pierwsza miłość, a przy tym autorka nieudolnie wprowadziła bardzo słaby wątek trójkącika miłosnego. Kiepsko moim zdaniem to nieco wyszło i zakończyło się jakoś... zbyt słodko, można by rzecz - z kilogramową ilością spływającego lukru.

Myślę jednak, że drugą część Pollyanny warto przeczytać - choćby dla tej pierwszej jej połowy. Mimo wszystko, wspaniały styl jakim operuje Eleanor H. Porter pozostał, nie zmienił się również jej lekki, przystosowany do każdego czytelnika, język. Czyta się dobrze, naprawdę dobrze. Szkoda tylko, że w pewnym momencie coś zaczyna w niej zgrzytać... Bardzo szkoda. Jeśli jednak pierwsza część Was zauroczyła - sięgajcie po drugą! To lektura, która przywołuje na twarzy uśmiech w wersji maksymalnej, a takich uśmiechów nam w dzisiejszym świecie potrzeba. 

9 komentarzy:

  1. Też mnie obie części w dzieciństwie zauroczyły :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Pollyannę prawie tak samo jak Anię ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie czytałam tej książki w dzieciństwie, ani pierwszej części. Może kiedyś nadrobię straty :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam nawet pierwszej części! Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do tych książek, a teraz jakoś nie mam zamiaru poznawać ich treść :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam obie części, ale jakoś tej drugiej nie mogę sobie zbytnio przypomnieć. Może ją wyparłam przez te zgrzyty, o których piszesz, kto wie? Mam ją w swoich zbiorach, więc wypada odświeżyć pamięć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsza część mnie zaintrygowała, więc myślę, że na tą też się skuszę, mimo tych mankamentów... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałem, a że to klasyka to wręcz muszę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W dzieciństwie czytałam pierwszą część. Nawet nie wiedziałam, że ta książka powstała, na chwilę obecną nie jestem fanką tej odmiany literatury, więc raczej sobie daruję, ale może kiedyś najdzie mnie na jakieś wspominki i sięgnę po nią? Kto wie? ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...