czwartek, 31 października 2013

Październikowy stos

Jak szybko minął ten październik, prawda? Choć mi na początku strasznie się dłużył, to jednak już jego końcówka, a właściwie druga połowa umknęła niesamowicie szybko. Lecz o tym jak wypadł będziemy zastanawiać się w sobotę, przy okazji podsumowania, za to dzisiaj... dzisiaj będzie stos!


Ten stos miał być mały. Naprawdę. Lecz niestety - jest duży. Wielki. Ogromny. Taki, że musiałam podzielić go na dwa mniejsze żeby się nie zawalił. Ale do rzeczy!
Prawy stos jest całkowicie prezentowo-konkursowy. W tym miesiącu wypadły moje urodziny i od rodziców dostałam Szatę oraz Wielkiego rybaka (podobno dwie perełki, jednak ich lekturę zostawiam sobie na razie na jakiś dłuższe wolne dni - najbliżej chyba Boże Narodzenie, bo wtedy będę mogła na spokojnie się za nie zabrać). Ukochany Gagatek przysłał mi z przesłodką dedykacją Szczeniaka, ukochana Fufu podarowała mi Atlas chmur (aww, już się nie mogę doczekać lektury *.*), a ukochany Trisulek Dotyk Gwen Frost. A na samym końcu widzimy Pierwszy grób po prawej, który udało mi się wygrać w konkursie urodzinowym u Maskarady :3

I lewy stos, ten już jest recenzjny. Na samej górze jest Masz szlaban na zawsze, do recenzji dla DużeKa, którą już zaczęłam i na razie zapowiada się nieźle. Potem ukochana Ewa Nowak i Mój Adam (Open Gate nie zawiodło!) - wyczekiwana lektura, której już się nie mogę doczekać *.* Trzy pozycje od Świętego Wojciecha - Modlitwa nieznajomej, Był sobie książę... i Suknia ślubna - szykują się bardzo fajne i mądre powieści obyczajowe, które mam nadzieję umilą mi czas :3 I trzy ostatnie będę miała przyjemność recenzować dla literatury.juventum, a są to Bling Ring, Szczęściara i Na psa urok :3 

Powiem tyle - lektury już nie mogę się doczekać! Zwłaszcza, że jutro zaczynamy listopad, a wraz z listopadem nadchodzą smutne jesienne dni, które staram się zabijać dobrą muzyką, przygotowaniem sobie czegoś pysznego do zjedzenia lub właśnie jakąś optymistyczną powieścią :3 Myślę, że te mnie nie zawiodą!

Enjoy! :*

środa, 23 października 2013

Papierowy Azyl ma dwa latka!


Tak, to właśnie dwa lata temu założyłam bloga. I do dnia dzisiejszego z większym lub mniejszym zapałem, chęciami, pomysłami i determinacją do prowadzę. Przez te dwa lata tak wiele się wydarzyło, tyle pięknych dni i chwil zdążyło u mnie zagościć, że patrząc z perspektywy czasu jestem z siebie naprawdę dumna. Bo ten blog to moja taka prawdziwa, najprawdziwsza duma!

Myślę jednak, że czas podziękować tym, dzięki którym tak daleko zaszłam i dla których wciąż to wszystko tworzę. Tak, to właśnie o Was mówię Kochani Czytelnicy! Tym, którzy zaglądnęli tu tylko raz, dwa, tym, którzy zostawili u mnie jakiś swój ślad, tym, którzy ukrycie mnie śledzą, a najbardziej tym, którzy od początku wiernie przy mnie są - chciałabym podziękować z całego serca. Dajecie mi siłę i radość z tworzenia, dzięki Wam i Waszym radom, sugestiom, opiniom wciąż się rozwijam i staram się być coraz lepsza. A kiedy widzę Wasz przecudne blogi to odzywa się we mnie zazdrosny głosik, który mówi mi, że mój blog też ma być taki wspaniały! I dlatego wciąż tutaj coś tworzę :3

Przez te dwa lata miałam okazję poznać ludzi, których po prostu pokochałam od pierwszej rozmowy, którzy potrafią umilić mi każdy dzień. Dzięki nim się uśmiecham, razem z nimi się zachwycam i smucę - to po prostu osoby najwspanialsze na świecie i drugich takich nie ma! Poznanie Was było jednym z najlepszych rzeczy w moim życiu! <3 Julia, Abigail, CassielJulka Kinga, Ania, MeryEmiRafał i wszyscy Ci, których nie wymieniłam. A najbardziej dziękuję moim trzem najukochańszym - Tris, Fufu i Gagatkowi - ahh, tak Was kocham <3 Jesteście najlepsi!

Karolka i Tris, które nigdy nie dorosną <3
Prze ostatnie dwa lata tyyyyle się zdarzyło, że aż ciężko to wszystko wymienić, ale nie można nie wspomnieć o tym, że udało mi się być na Targach Książki w Katowicach (relacja), spotkałam się twarzą w twarz z najukochańszymi blogerkami, powiększyłam znacznie swoją biblioteczkę (tutaj Wam się nią chwalę - teraz tych książek jest znacznie więcej! ;3), rozpoczęłam cykl Moje niedzielne gadanie, w którym od czasu do czasu coś mi się uda zawrzeć, ponarzekałam, pochwaliłam, nauczyłam się lepiej pisać i więcej czytam, a przede wszystkim blog daje mi poczucie, że tworzę coś niepowtarzalnego i jednego w swoim rodzaju - niesamowite! <3

Jeszcze raz z całego serca - DZIĘKUJĘ! Dzięki Wam tutaj jestem - zostańcie ze mną jeszcze następne dwa lata, a może i więcej! :3 

A ponieważ razem z tym dwuleciem zbiegła się dwusetna recenzja i sto fanów na fanpejdżu i za niedługo - 50 000 wyświetleń bloga - organizuję konkurs :3 Więcej informacji na dniach! :3

Enjoy! :*

wtorek, 22 października 2013

203. W imię miłości

W imię miłości - Katarzyna Michalak


Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 15 sierpnia 2013
Liczba stron: 280


O miłości napisano już tak wiele – tyle wierszy, poematów, powieści, opowiadań. Przedstawiano ją już w tak różnej formie, że ciężko tu już być oryginalnym, jak i ciężko czytelnikowi nie znaleźć czegoś dla siebie – ma tak ogromny wybór. Bo miłość niejedno ma imię i tak wiele historii życiowych potrafi napisać i poplątać, że zwykłemu śmiertelnikowi czasami aż nie mieści się to w głowie. A autor to właśnie taki człowiek, który te wszystkie historie potrafi w morzu codzienności wyłowić i ułożyć w słowa. I zachwycić czytelnika.

Pewnego słonecznego czerwcowego dnia na dworcu w małej wiosce Koniecdroga z jedynego pociągu w ciągu dnia wysiadła mała dziewczynka – Ania Kraska. Przyjechała ona do swojego dziadka Edwarda Jabłonowskiego, którego wcześniej nigdy nie widziała i nie kontaktowała się z nim, ponieważ jej śmiertelnie chora mama właśnie umiera w hospicjum i biedne, choć bardzo dzielne dziecko nie ma się gdzie podziać. Po drodze spotyka nowego przyjaciela – bezdomnego Neda Starskiego - który pragnie się zatrudnić na Jabłoniowym Wzgórzu, więc razem zmierzają w nowe, nieznane miejsce pełni obaw i z trudnymi wspomnieniami. Co czeka ich za drzwiami tego miejsca? Czy Edward będzie potrafił przyjąć niechcianą wnuczkę?

Mam problem z tą autorką. To już trzecia książka Katarzyny Michalak, którą przeczytałam i po raz trzeci to samo – cudowny, lekki język, świetny pomysł, fajna fabuła, niezwykły klimat, ale jednocześnie… tyle słodkości, lepkości, kiczu i nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności w liczbie tak ogromnej, że ciężko w to uwierzyć. A mimo to – pochłonęłam ją w jeden dzień, spragniona każdej kolejnej strony.

Bo trzeba przyznać, że Michalak czyta się niesamowicie dobrze. Ma już wprawiony, ciekawy i bardzo lekki i plastyczny styl pisania, który łatwo się chłonie i przyswaja. Strony lecą niesamowicie szybko i zanim się obejrzymy – już ostatnie rozdziały. A w międzyczasie autorka potrafi nie raz złapać za serce, delikatnie wzruszyć, sprawić, że czytelnik automatycznie pochyla się nad losem bohaterów i razem z nimi przeżywa każdą radość, każdy smutek, każde burzliwe wspomnienie z przeszłości. Bo bohaterowie to kolejna mocna strona tej powieści - są dopracowani i świetnie wykreowani. Każdy z nich ma swoją historię, swój indywidualny charakter, swoje wady i zalety. I choć ci pozytywni są moim zdaniem zbyt wyidealizowani, a ci negatywni trochę przesadzeni w swojej złości, to jednak miło się czytało ich przygody. To po prostu dobra książka.

Chyba jednak nie zgodziłabym się z tym, co wydawnictwo oferuje na okładce, że podobno to druga Ania z Zielonego Wzgórza. Owszem – zarys powieści, wątek osieroconej dziewczynki i jej nowego domu mamy podobny i pewnie fanki Ani westchną sobie do ulubionej powieści, ale tak naprawdę między powieścią Michalak i Montgomery jest wielka przepaść i nawet nie ma co porównywać, bo to dwie osobne, całkiem różne historie – za to obie dobre, wciągające i przywołujące miłe wspomnienia.


Bo ja W imię miłości będę wspominać bardzo miło – spędziłam przy niej kilka bardzo miłych chwil i kiedy przymknęłam oko na tę wylewającą się miejscami słodycz, to okazało się, że powieść niesamowicie wciąga i porywa. Na nadchodzące jesienne popołudnio-wieczory wręcz będzie idealna, zwłaszcza jak ogarnie nas jesienna chandra – może choć na chwilę ją przegna. Ja, w gruncie rzeczy, W imię miłości naprawdę polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Literackiemu!

niedziela, 20 października 2013

202. Współczesny savoir - vivre dla nastolatków

Współczesny savoir-vivre dla nastolatków - Marcin Przewoźniak


Autorzy: Joanna Jabłczyńska, Marcin Przewoźniak
Wydawnictwo: Publicat
Data wydania: 21 marca 2012
Liczba stron: 127


Uroczysty obiad, wytrawna kolacja czy też zwykłe spotkanie w gronie rodzinnym. Wycieczka szkolna, wyjście do teatru, kina, na koncert. Randka z miłością swojego życia lub impreza ze znajomymi. Dobre maniery – potrzebne każdemu szanującemu się człowiekowi, znane od wieków, szanowane i przestrzegane przez ludzi, którzy chcą sobą wiele reprezentować. Lecz czy dzisiaj, w dwudziestym pierwszym wieku, ktoś jeszcze zwraca na nie uwagę? Okazuje się, że tak!

Współczesny savoir – vivre dla nastolatków to książka przyjemna, niedługa, a powinna być lekturą obowiązkową co najmniej połowy młodzieży w naszym kraju. Joanna Jabłczyńska i Marcin Przewoźniak napisali przewodnik po zwyczajach i obyczajach, a także o tym jak zachowuje się człowiek z kulturą i klasą. Podzielili go na siedem rozdziałów z najważniejszymi aspektami takimi jak zachowanie przy stole, w miejscach publicznych, przedstawianie się, przychodzenie w gości i urządzanie przyjęć, a także o tym jak obchodzić się z telefonem, telewizorem, psem przy ludziach i jak przy tym wszystkim wyjść jak człowiek. Oczywiście to nie wszystko – jest tego o wiele, wiele więcej i naprawdę każdy znajdzie tu coś dla siebie. I przekona się, czy naprawdę savoir – vivre jest mu znany i czy na pewno zawsze stara się go stosować…

Autorzy piszą językiem bardzo przystępnym, młodzieżowym, traktują czytelnika jak równego sobie i nie patrzą na niego z góry, ale jednocześnie nie próbują się zniżać do poziomu nastolatków i udawać, że wciąż mają szesnaście lat i dlatego będą używać młodzieżowego slangu. Uniknęli tego, co mnie osobiście często w książkach dla młodzieży bardzo drażni, a tutaj mile się zaskoczyłam. Zwłaszcza, że mamy tu ogromną wiedzę z kultury, którą czasami naprawdę trudno zapamiętać, o czym przekonał się każdy kto choć raz popełnił kulturalną gafę. Lecz kiedy mamy podane to w sposób żartobliwy, z ilustracjami i scenkami z codzienności,  tak jak zrobione to w tej książce zostało, naprawdę jakoś o wiele łatwiej wchodzi i porządkuje się to w głowie.

I to właśnie forma estetyczna jest naprawdę wielkim plusem tego wydania. Nie ma co ukrywać – książek o savoir – vivrze napisano wiele, ale nie każda ma tak dobrej jakości fotografie, zaznaczone fragmenty, idealnej wielkości czcionkę i ciekawe dopiski, a także humor i wdzięk, który posiada ta publikacja. Estetyka jaka w niej panuje aż cieszy oko i na pewno dzięki niej o wiele lepiej się to czyta – wszystko w niej jest na swoim miejscu.

Myślę, że dla człowieka, który chłonie i lubi kulturę, savoir – vivre to naprawdę coś, co powinien znać. Z Joanną Jabłczyńską i Marcinem Przewoźnikiem możemy poznać go w sposób przystępny, prosty, a przy okazji bardzo wyczerpujący i naprawdę we wszystkich możliwych dziedzinach. Dla młodzieży, nawet dla tej, która od książek raczej stroni, to będzie nie lada gratka, jak i niezła lekcja w naprawdę dobrym stylu. Polecam!

Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!


czwartek, 17 października 2013

201. Droga do marzeń

Droga do marzeń - Krystyna Mirek


Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 9 października 2013
Liczba stron: 304


Pieniądze – podobno szczęścia nie dają… dopóki nie pójdziesz na zakupy. Wtedy nie ma zmiłuj – kiedy do twojej szafy czy torebki ląduje nowa wymarzona rzecz, uśmiech jakby sam wykwita na twarzy. I przecież dzięki nim można tyle załatwić – zwłaszcza, kiedy kasy ma się sporo, bo kto podskoczy najbogatszemu człowiekowi w mieście? Lecz czasami w natłoku tego szczęścia przybywających banknotów i monet, gubimy to co najważniejsze – miłość, zainteresowanie drugą osobą, samodzielność czy też spełnienie…

Konstancja ma wszystko – bogatego tatusia, przyjaciół, pieniądze, każdą rzecz, którą sobie wymarzy. Co z tego, że z rodzicami każdego dnia nawet się nie mija w ich ogromnym domu, skoro dzięki ich bogactwie codziennie może iść na takie ekskluzywne przyjęcie, o jakim tylko marzy? I pewnego popołudnia to wszystko nagle się wali – wielkie oszustwo, policja, ojciec w więzieniu, matka ucieka nie wiadomo gdzie z wszystkimi oszczędnościami,  a Konstancja nie ma gdzie się podziać i co włożyć do ust. Na całe szczęście na dworcu kolejowym spotyka pewną osobę, która chwilowo jej pomoże. Lecz czy dziewczyna będzie potrafiła odnaleźć się w nowej sytuacji, kiedy nagle nie ma zupełnie nic i czy wyciągnie z tego coś… dobrego?

Życie i blogowanie każdego dnia uczy mnie, że nie warto oceniać autorów po jednym nieudanym debiucie. Przykładem może być właśnie Krystyna Mirek – kiedy blisko rok temu przeczytałam jej Polowanie na motyle, skreśliłam ją od razu – wyjątkowo jej się ta książka nie udała. Lecz gdy w tym roku poznałam jej kolejną powieść – Pojedynek uczuć – okazało się, że autorka jak najbardziej się zrehabilitowała i napisała książkę, którą czyta się z uśmiechem na twarzy i której nie ma ochoty się kończyć. Dlatego też od Drogi do marzeń oczekiwałam wiele – a przynajmniej tyle by była choć w połowie tak dobra jak Pojedynek. I wiecie co? Okazała się jeszcze lepsza! Mogę oficjalnie powiedzieć, że dołączyła do grona moich ulubionych powieści!

Pokochałam styl pisania Krystyny Mirek – pisze tak lekko, plastycznie i prosto, że ciężko się oderwać. Jej pióro jest niezwykle dojrzałe, ale też potrafi zażartować czy wyrazić emocje swoich bohaterów. Wie o czym pisze i potrafi tak dobrać słowa i tak świetnie bawić się prozą, że czyta się naprawdę wspaniale. Ja połknęłam Drogę do marzeń w jeden dzień, bo żal mi było odkładać i zostawiać na później – takie dobre książki nie zawsze mogą się szybko powtórzyć.

Może faktycznie głównej bohaterce troszkę dużo się w tej książce poszczęściło, ale mimo wszystko nie ma tutaj słodkości, kiczu i zaginania rzeczywistości w piękną, prostą i przyjemną, co jest ostatnio tendencją polskich autorów, a czego tak bardzo nie lubię. Autorka pokazuje, że aby coś osiągnąć najpierw trzeba się napracować, i to sporo. I nic nie przychodzi łatwo. Nie każdy dzisiaj zdaje sobie z tego sprawę, a w tej książce morał jest tak pięknie przedstawiony, że myślę iż niejeden się nad nim zastanowi. Oprócz wspaniałej rozrywki, relaksu i oderwania się na chwilę od rzeczywistości i zajęcia się problemami bohaterów, książka pani Krystyny Mirek czegoś uczy – a wydaje mi się, że ta lekcja jest ważna. I warto ją poznać.

Myślę, że już wiecie, jak bardzo spodobała mi się Droga do marzeń i jak bardzo jestem zadowolona z lektury. Polecam ją wszystkim kobietkom i dziewczynom, które szukają lektury lekkiej, ale i mądrej oraz wciągającej – uwierzcie mi, że się nie zawiedziecie, a ta pozycja wręcz idealnie spełnia te warunki! Takie dobre powieści Krystyny Mirek mogłabym czytać codziennie, bo idealnie trafiają w mój gust i do mojego serca.  Już nie mogę doczekać się, jaka będzie jej kolejna książka – liczę na to, że równie dobra!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria!

wtorek, 15 października 2013

200. Pollyanna

Pollyanna - Eleanor Hodgeman Porter


Autor: Eleanor H. Porter
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 25 września 2013
Liczba stron: 268


Szczęście to uczucie tak ulotne i nietrwałe, że aż ciężko je zdefiniować i opisać. Jedno jest pewne – to uczucie, którego podświadomie pragniemy, którego oczekujemy i którego zawsze chcemy mieć coraz więcej i w jeszcze bardziej pełniejszej formie. I jeszcze jedno – dla każdego człowieka szczęście ma inną barwę i inną postać. A ponieważ tu, na ziemi, swoje szczęście osiągnęli nieliczni, narzekamy i marudzimy, nie potrafimy dostrzec tych najmniejszych, a najpiękniejszych drobiazgów, które połączone w jedną całość tworzą prawdziwy uśmiech i zadowolenie na twarzy i w sercu człowieka.

Kiedy umiera ojciec Pollyanny, dziewczynka nie ma gdzie się podziać, dlatego trafia pod skrzydła chłodnej i despotycznej ciotki, której wcześniej w ogóle nie znała. Na całe szczęście jest dzieckiem rezolutnym, mądrym i optymistycznym, więc od razu zyskuje sobie przyjaciół w nowym miejscu. Z braku dzieci w swojej okolicy, zaprzyjaźnia się z dorosłymi, zaczynając uczyć ich grać w grę, której nauczył ją jej świętej pamięci tatuś – grę w zadowolenie. Polega ona na znajdowaniu dobrych stron w nawet najgorszej sytuacji i wkrótce znajduje rzesze fanów, a uśmiech wesołej dziewczynki staje się lekarstwem na całe zło. Lecz czy zdoła przekonać do siebie także i oziębłą ciotkę?

Klasyka – stara, dobra i nie do zastąpienia. Warto czasami po nią sięgnąć i przypomnieć sobie lektury, który zachwycały już babcie, ciocie i mamy, nie tylko nasze, ale także dziewcząt i chłopców na całym świecie. Pollyanna należy właśnie do tej kategorii – wydana dokładnie sto lat temu zdążyła zachwycić tysiące młodych czytelniczek, które z prostej powieści Eleanor H. Porter czerpały zapał, siłę i inspirację młodej bohaterki. Ja również już kiedyś uległam czarowi Pollyanny i po latach powróciłam do niej ponownie, by zakomunikować, że… ta powieść nic a nic nie straciła na wartości!

Pierwsze słowa, które cisną się na usta po przeczytaniu Pollyanny to określenia mówiące o tym jaka jest niesamowicie optymistyczna i dająca do myślenia. Znacie może jakieś dziecko, które marzy o nowej lalce, a cieszy się z otrzymanych kul ortopedycznych, bo… nie musi z nich korzystać? Dziecko, które widząc na ulicy zmartwionego człowieka, zaraz do niego podchodzi pokazując mu jaka piękna jest pogoda? Na kartach tej powieści możecie ją poznać i zobaczyć jak wpływa na ludzi jej dobre serce i szczere intencje. A może wpłynie również na Ciebie? To niesamowita i nietuzinkowa bohaterka, która oczarowuje czytelnika swoją dobrocią i prostotą serca, pokazując mu najważniejsze wartości. To jedna z tych bohaterek, które na długo zapadają w sercach. 

Genialnie się to czyta – styl autorki jest niesamowicie lekki i prosty, a treść tak optymistyczna i pozytywnie nastawiająca do życia (i jednocześnie jeszcze nieskomplikowana i klarowna), że czytając uśmiechamy się do kartek i nie wiadomo kiedy połykamy ją jednym tchem, prosząc o kolejną dawkę. Ogromnie mnie cieszy, że wydawnictwo Egmont postanowiło ją wznowić, bo po raz kolejny pokazało, że wie, w co inwestować. Miejmy nadzieję, że druga część przygód Pollyanny wyjdzie równie szybko, bo przecież każdy kto już ją poznał wie, że jest na co czekać!


Sięgnijcie po Pollyannę – uwierzcie mi, że to po prostu trzeba przeczytać! To klasyk, w którym przez ostatni wiek zaczytywało się tak wiele młodych dziewcząt, że w dzisiejszych czasach trzeba ponownie dorastającym i tym nieco starszym kobietkom włożyć egzemplarz niezwykłej powieści Eleanor H. Porter do ręki. Gwarantuję uśmiech, radość i szczęście na twarzy czytającego, bo to jest po prostu jedna z tych pozycji, która przywraca wiarę w ludzi. Przeczytajcie koniecznie!

piątek, 11 października 2013

199. Tajemny dziennik Marii Antoniny

Tajemny dziennik Marii Antoniny - Carolly Erickson


Autor: Carolly Erickson
Tytuł oryginalny: To the Scaffold: The Life of Marie Antoinette
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: wrzesień 2010
Liczba stron: 325


Pantofelki uroczo stukoczą przy każdym kroku gdy przechadzasz się długimi korytarzami Wersalu. To takie miłe uczucie – wiesz, że jesteś tu najważniejsza i to właśnie ciebie, zaraz po królu, wszyscy muszą słuchać. Przechodząc koło grupki pokojówek uśmiechasz się do nich szczerze, a one odpowiadają ci takim samym uprzejmym uśmiechem. Próbujesz zdusić w sobie myśl, że pewnie zaraz za twoimi plecami będą cię obmawiać i śmiać się z ciebie, bo przecież takimi ludźmi jak one nie warto się przejmować. Jeszcze raz poprawiasz swoją fryzurę i zerkasz do lusterka – tak, zdecydowanie to ty jesteś tutaj najważniejsza.

Maria Antonina – austriacka arcyksiężniczka - przyjechała do Francji poślubić swojego przyszłego męża – Ludwika Augusta - w wieku zaledwie czternastu lat. Przed tym wydarzeniem prawie w ogóle się nie spotkali – to małżeństwo było konieczne ze względu na ład w Europie i nikt nie pytał się ich o zdanie. Oboje byli jeszcze dziećmi i nie mieli pojęcia o rządzeniu, a do tego jeszcze młoda królowa tęskniła za rodziną i jakąś bratnią duszą.  Pokochała jednak piękne stroje, brylanty, diamenty i biżuterię, tak że wkrótce rozeszła się o niej opinia jako o kobiecie bardzo rozrzutnej. Paryżanie nie pokochali nowej władczyni – po mieście chodziły głosy, że ich okrada, że jej dzieci nie pochodzą z prawego łoża, że mają różnych ojców. Ale czy ktoś z nas wie jak to było naprawdę?

A teraz wyobraź sobie, że możesz poznać całą prawdę o Marii Antoninie. Przez całe swoje życie pisała ona dziennik i opisywała w nim swój każdy dzień. A Ty możesz do niego zajrzeć, z bliska przyjrzeć się życiu młodej francuskiej królowej. Wystarczy otworzyć tylko to, co przygotowała dla Ciebie Caroly Erickson.

Tak, ta książka to fikcja, ale fikcja, która jest mocno oparta na autentycznych wydarzeniach, ogromnej wiedzy i zainteresowaniem autorki Marią Antoniną oraz na faktach z książek i albumów historycznych, dokładnie przestudiowanych przez Caroly Erickson przed napisaniem tej powieści. Bo to jest powieść i czyta się ją jak powieść, mimo, że większość tych wydarzeń i postaci można znaleźć w podręcznikach szkolnych i usłyszeć o nich na lekcjach. Autorka niesamowicie wprowadza czytelnika do świata Wersalu i oczarowuje go tak, że od historii ciężko się oderwać.

Styl pisania Erickson jest naprawdę świetny – plastyczny, zrozumiały, lekki i przyjemny w odbiorze. Dzięki pamiętnikarskiemu językowi i zachowaniu wszystkich reguł rządzących pamiętnikiem, z życia królowej, możemy poznać wszystkie najdrobniejsze szczegóły, a o większych wydarzeniach usłyszeć od poszewki i od samego początku. Śledzimy jej życie, jej codzienne dni, obowiązki i w końcu zżywamy się z nią jak z siostrą.

„Tajemny dziennik Marii Antoniny” polecam zwłaszcza tym, którzy za historią może niekoniecznie przepadają – okres panowania Ludwika XVI i rewolucja francuska są tu tak świetnie i prosto przedstawione, że od razu zapadną wam w pamięć i umilą naukę. Polecam również tym, których Maria Antonina intryguje  - nie zawiedziecie się!

Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!

środa, 9 października 2013

PREMIEROWO: 198. Gra w kłamstwa

Gra w kłamstwa - Sara Shepard


Autor: Sara Shepard
Tytuł oryginalny: The Lying Game
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 9 października 2013
Liczba stron: 290


Kłamstwo – jedni potrafią wypowiadać je bez mrugnięcia okiem, u innych każde nieprawdziwe słowo będzie widać jak na dłoni. I może właśnie ci drudzy mają szczęście, bo jak pamiętamy – kłamstwo ma krótkie nogi i czy chcemy czy nie – wcześniej czy później wyjdzie na jaw. I choć to na pewno do najprzyjemniejszych uczuć nie należy, gdy okazuje się, że bliskiej osobie wciąż w twarz mówiłeś nieprawdziwe rzeczy, to jednak ludzie kłamią. A plaga kłamstwa coraz bardziej szerzy się na świecie…

Sutton pewnego dnia budzi się w nieswojej wannie, w nieswoim domu i nie wie co się z nią stało. Dopiero po chwili uświadamia sobie, że jest całkiem przeźroczysta i po prostu… nie żywa. I wtedy właśnie do łazienki wchodzi dziewczyna wręcz identyczna jak ona – Emma, jej zaginiona siostra bliźniaczka. Obie nie wiedziały o swoim istnieniu, obie przebywają u rodzin zastępczych – jednak gdy Sutton miała wszystko co chciała, tak Emma trafiała na ludzi, którym była całkiem niepotrzebna. W splocie nieprzewidywanych wydarzeń nagle Emma znajduje się u Sutton i musi zająć jej rolę, a przy okazji rozwiązać bardzo powikłaną zagadkę jej śmierci… Czy jej się uda?

Każdy kto śledzi nowości wydawnicze lub blogi literackie, a zwłaszcza te dla młodzieży, Sarę Sherpard na pewno kojarzy. W Polsce dotąd wydano dwanaście książek z serii o niegrzecznych kłamczuchach  - Pretty Little Liars – a wciąż są plany na kolejne części. Popularności przyniosło jej na pewno też to, że jej na podstawie jej książek powstały seriale, które pokochały miliony nastolatek. Nic więc dziwnego, że polskie wydanie Gry w kłamstwa zrobiło tyle szumu na rynku wydawniczym i tak bardzo było wyczekiwane wśród wiernych czytelniczek autorki. Lecz czy Sara Shepard jest w stanie powtórzyć swój sukces?

Okazuje się, że tak! Gra w kłamstwa to powieść, która otwiera cykl całkiem inny niż poprzedni – myślę, że bardziej tajemniczy, nieco bardziej dojrzały i bardziej zawiły, a przez to – dopracowany. Tak przynajmniej można wywnioskować po przeczytaniu pierwszego tomu, który jest zaledwie wstępem do historii, która będzie się rozgrywać w następnych częściach – historii, która na pewno porwie niejednego.

Widać, że to nie jest debiutująca autorka, bo pisze już w sposób bardziej świadomy i dobrze wie jak zmylić i wprowadzić w ślepy zaułek, a także jak nieźle przestraszyć Czytelnika i w jaki sposób dostarczyć mu silnych wrażeń. Gra w kłamstwa to książka bardzo bezpośrednia, ale przy tym niesamowicie wciągająca – czyta się ją po prostu błyskawicznie, ponieważ ciężko się od niej oderwać. Kiedy już wciągnie Cię w swój świat – nie spoczniesz, póki nie przeczytasz ostatniej strony!

Gra w kłamstwa otwiera nowy, bardzo ciekawy i intrygujący cykl i jest jednocześnie powieścią, którą czyta się świetnie, szybko i z wypiekami na twarzy. Myślę, że żadna nastolatka (i nie tylko!) szukająca lekkiej, ale z ciekawą i zawiłą fabułą powieści na jeden-dwa wieczory się nie zawiedzie, i myślę, że nie tylko ja po tej lekturze już nie mogę doczekać się… kolejnego tomu!


Polecam!

Recenzja dla portalu literatura.juventum.pl!

sobota, 5 października 2013

197. Alibi na szczęście

Alibi na szczęście - Anna Ficner-Ogonowska


Autor: Anna Ficner-Ogonowska
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 628
Data wydania: 28 maja 2012


Zachód słońca nad polskim morzem – czy dla zakochanej duszy jest coś piękniejszego? To takie proste, codzienne zjawisko, a w jaki zachwyt potrafi wprawić niewinnego człowieka. Jak natura bez żadnych słów może zachwycić i zamknąć usta największym gadułom w swojej codziennej prostocie. I to za nic – zachody słońca są zupełnie darmowe i dostępne dla każdego – trzeba je tylko umieć zobaczyć i znaleźć czas by się przy nich na moment zatrzymać…

Hania Lerska to młoda polonistka z burzliwą przeszłością. Jej bratnią duszą jest Dominika – najlepsza przyjaciółka, którą traktuje jak prawdziwą siostrę. I choć bardzo się od siebie różnią, świetnie się uzupełniają. Żyje z dnia na dzień, próbując zapomnieć o raniących wydarzeniach z przeszłości. Kiedy jednak na jej drodze staje Mikołaj, wszystko się zmienia. Musi na nowo przewartościować swoje życie i odkryć co w nim jest dla niej najważniejsze, a poza tym na nowo nauczyć się kochać. Okazuje się bowiem, że miłość nie zna granic i zapuka do jej dzwi kiedy zupełnie nie będzie się tego spodziewała…

Ciężko mi napisać coś mądrego o Alibi na szczęście, ponieważ to lektura tak niesamowita, przepełniona tak pięknymi emocjami, że nie sposób ubrać je w słowa i przelać na papier. To książka, która potrząsa duszą, przy której wszystko wychodzi na zewnątrz, a pojawia się miejsce na najpiękniejsze myśli i uczucia. Ja sięgałam po tę powieść i jak już w nią wsiąkłam – nie potrafiłam jej tak po prostu odłożyć. Obiecując sobie, że tylko „jeszcze jeden rozdział” siedziałam z nią do późnych nocnych godzin, by następnego dnia obudzić się niewyspaną, lecz zapominając o wszystkim nie mogłam doczekać się kiedy znów do niej wrócę…

Anna Ficner-Ogonowska pisze w sposób bardzo prosty, ale przy tym niemożliwie piękny. Jej prozę czyta się jak najpiękniejszą poezję – lekko, cudownie i niesamowicie szybko. Alibi na szczęście to niezła cegiełka – liczy sobie ponad sześćset stron, a pochłania się ją w mig – tak bardzo nie można się od niej oderwać.

Główne bohaterki tej powieści to osoby dorosłe i dojrzałe – odpocząć można od buntujących się czternasto-, szesnasto- czy dwudziestolatek, które nie zawsze wiedzą czego tak naprawdę chcą. Hania, Dominika, Mikołaj, Przemek, pani Irenka i cała reszta postaci, które wciąż się na kartach tej książki pojawiają to osoby, które tęsknią i pragną prawdziwej miłości – niej tej sztucznej, wykreowanej przez amerykańskie filmy, lecz tej z głębi ludzkiego serca. Każdy z tych bohaterów jest wykreowany i przedstawiony w tak trafiony i świetny sposób, że nie sposób ich nie polubić – ja nie znalazłam tu ani jednej postaci do której nie zapałałam sympatią od samego początku.

Autorka tworzy tu niepowtarzalny klimat – rodzinne ciepło, tajemnice, codzienne radości i smutki, zakochanie od pierwszego wejrzenia, miłość unosząca się w powietrzu – czy może być coś piękniejszego? To powieść, którą można karmić duszę w smutne dni – nadaje się do tego wyśmienicie, bo oczyszcza ją ze smutku, zniechęcenia, a wlewa nowe siły by walczyć o najważniejsze i najpiękniejsze rzeczy i uczucia w życiu.


Polecam Wam powieść Anny Ficner-Ogonowskiej z całego serca – każda kobieta, która szuka pięknych i niebanalnych historii po prostu musi ją przeczytać, a na pewno się nie zawiedzie. Idealna na letnie popołudnia jak i na te zimowo-jesienne, by rozgrzewać nasze myśli i serca. W moim sercu zawsze będzie zajmować szczególne serce, ponieważ to jest po prostu pozycja wyjątkowa!

środa, 2 października 2013

Podsumowanie września



Hej,

czy to już naprawdę październik? Czy już naprawdę jeden miesiąc mniej do wakacji? Szczerze mówiąc to cieszę się niezmiernie, ponieważ jak już niedawno wspominałam - wrzesień ciągnął mi się i ciągnął i skończyć się nie mógł. Wraz z początkiem chłodnych dni dopadła mnie czytelnicze zniechęcenie i jesienna chandra i cały świat pogrążył się na chwilę w szaroburym smutku. Za to październik przedstawia się o wiele bardziej optymistycznie - i urodzinki bliżej, i miłe mi wydarzenia zbliżają się wielkimi krokami :3

Wracając jednak do września to nie mogę jednak rzec, że był on aż taki bardzo zły, dlatego, że miał kilka światełek w tunelu - odwiedziłam na dwa dni moje ukochane Tatry i naładowałam się dobrą energią od mega pozytywnych ludzi, poza tym oczywiście pojechałam na Targi Książki do Katowic, gdzie spędziłam dwa dni z najukochańszymi blogerkami na świecie (i jednym blogerem, of course^^)! I przy okazji przeczytałam aż 9 książek - wynik bardzo przyzwoity, czyż nie?


We wrześniu przeczytałam:
  1. Ewa Nowak Bransoletka
  2. Silvia Avallone Stal
  3. Lucy Maud Montgomery Błękitny zamek
  4. Ernest Hemingway Stary człowiek i morze
  5. Sophie McKenzie Zawrót głowy
  6. Eve Edwards Alchemia miłości
  7. Carolly Erickson Tajemny dziennik Marii Antoniny
  8. Michelle Paver Bogowie i wojownicy
  9. Anna Ficner-Ogonowska Alibi na szczęście
Wiem, że większość niezrecenzowana, ale to wszystko jest do nadrobienia w październiku - na dniach Was recenzjami zaległymi poczęstuję i zaproszę do lektury, bo większość z nich to książki naprawdę zacne. Recenzowany nie będzie jedynie Hemingway - po omówieniu tej książki w szkole i napisaniu na jej temat kilkanaście przeróżnych rozprawek, listów i charakterystyk nie mam siły więcej do niego wracać xd 


Podsumowując...

Ilość książek przeczytanych: 9
  • recenzeckie - 6
  • własne - 1
  • z biblioteki/pożyczone - 2
Ilość książek zrecenzowanych: 4
Najlepsza pozycja: myślę, że stawiać będę przede wszystkim na Alibi na szczęście, Bransoletkę, Błękitny zamek i Alchemię miłości - w tych książkach się po prostu zakochałam! <3
Najgorsza pozycja: Zawrót głowy
Polski autor miesiąca: oczywiście Ewa Nowak i Anna Ficner-Ogonowska!

A w październiku...
...czytam, czytam, czytam! i nadrabiam zaległości :3
...Papierowy Azyl kończy dwa latka, więc... może jakiś konkurs? Zobaczymy^^

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...