piątek, 31 maja 2013

Stos na czerwiec

Witajcie,

jak tam Wasz długi weekend? Mój zaczął się nieco deszczowo, ale dzisiaj wyszło już piękne słońce <3 Mam nadzieję, że ta pogoda utrzyma się przez sobotę i niedzielę ^^ No, ale nie o tym chciałam. Jak się pewnie domyśliliście, mam wam do pokazania stosik z książkami, które przyszły do mnie w maju. Szczerze mówiąc miałam nadzieję, że będzie ich malutko i tak było do dzisiaj, kiedy przyszła pani listonosz uginająca się od paczek :P Także podziwiajcie:


Od góry:
  • Małgorzata Musierowicz Kwiat kalafiora (z wymiany) - zbieram Jeżycjadę :D Czytałam ją wiele razy, ale chcę mieć swój własny egzemplarz.
  • Laura Whitcomb Światła pochylenie (j.w.) - skusiłam się na nią po przeczytaniu pięknych cytatów i recenzji Cassiel :*
  • Lucy Maud Montgomery Ania na uniwersytecie (j.w.) - również czytana mnóstwo razy, ale to jedna z moich ulubionych części, a nie miałam jej na półce :P Już się nie mogę doczekać kiedy przeczytam ją kolejny raz <3
  • Hanna Cygler Tryb warunkowy (od księgarni dobreksiazki.pl) - również pod wpływem Cassiel xd No musiałam ją mieć!
  • Carla Montero Szmaragdowa tablica (j.w.) - wybrana pod wpływem chwili. Niedawno pojawiły się już mniej przychylne recenzje na jej temat, ale przekonam się sama.
  • Anne Cassidy Gorzkie urodziny i Z tęsknoty za Judy (od Stentor) - niewielkie objętościowo, ale mam nadzieję, że będą też przyjemne w czytaniu :D
  • Małgorzata Goluda Szkoła czasu (od A-G-W.info) - bardzo króciutka, więc sięgam po nią już niedługo.
  • Sere Prince Halverson Druga strona szczęścia (j.w.) - kocham takie historie!
  • Marta Osa Owce, barany i gminne szykany (j.w.) - myślałam, że to osobna historia, a okazała się drugą częścią cyklu xd Ale raczej się połapię w tej historii ^^
  • Jodi Picoult, Samantha van Leer Z innej bajki (od Juventum.pl) - perełka <3 Strasznie się z niej cieszę i już nie mogę doczekać kiedy po nią sięgnę!
  • Eva Weaver Lalki z getta (j.w.) - kocham takie klimaty, więc liczę na udaną i mocną lekturę.
  • Ida Pierdelotkin Ala Betka (j.w.) - czytałam ją już kiedyś, bardzo dawno temu, teraz niedawno została wznowiona, więc cieszę się, że będę mogła do niej wrócić :3
  • Anne Plichota, Cendrine Wolf Oksa Pollock. Przeklęte więzy (od Czarnej Owcy) - taa, czwarta część cyklu, a ja nie czytałam wcześniejszych. Spróbuję jednak, zwłaszcza, że widziałam na początku przypomnienie o czym były poprzednie tomy :3
  • Anders de la Motte [buzz] (j.w.) - pierwsza część była świetna, mam nadzieję, że druga jej dorówna ;3
  • Oliver Potzsch Córka kata (od Esprit) - nie byłam do niej na początku do niej przekonana, ale po tylu pozytywnych recenzjach postanowiłam dać jej szansę ;))
  • Aubrey Flegg Skrzydła nad Delft (j.w.) - od kiedy tylko zobaczyłam ją po raz pierwszy chciałam ją mieć, mam nadzieję, że się nie zawiodę!
Uff, koniec.
Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że... to nie wszystko xd  Czekam jeszcze na kilka pojedynczych egzemplarzy, ostatnio mi się poszczęściło i wygrałam dwa konkursy, a do tego jeszcze mam ogromne zaległości z poprzednich miesięcy. Nie mam pojęcia jak i kiedy to wszystko przeczytam, ale najważniejsze jest to, że naprawdę to kocham, więc nie jest to nic przykrego :3 Jutro zaczynamy czerwiec, mam nadzieję, że czytelniczo będzie baaardzo udany, bo szkoła się kończy i upragnione wakacje (już za miesiąc o tej porze będzie wolne - wierzycie w to? bo ja nie xd), ale o tym jeszcze jutro - w podsumowaniu :3

Miłego weekendu! :*

czwartek, 30 maja 2013

173. Władczyni rzek

Władczyni rzek - Philippa Gregory


Autor: Philippa Gregory
Tytuł oryginalny: The Lady of the Rivers
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 30 maja 2012
Liczba stron: 544


Podnosisz delikatnie swą długą suknię by wejść po marmurowych schodach. Gdzieś na górze, w bogato zdobionej komnacie czeka na ciebie twój przyszły mąż – ślub za kilka godzin, a ty dopiero teraz będziesz miała okazję go poznać. Serce bije ci jak oszalałe, ale starasz się opanować oddech. Musisz się rozluźnić i odstresować – w końcu wkrótce będziesz mogła nazywać się królową angielską.

Jakobina Luksemburska, choć ma dopiero siedemnaście lat, staje przed faktem dokonanym – jej rodzice oddali jej rękę księciu Bedfordu i wkrótce za niego wyjdzie. Z racji, że nie ma w tej kwestii nic do gadania, ślub się odbywa, jednak w noc poślubną dowiaduje się, że książę poślubił ją jedynie po to by mogła przepowiedzieć mu przyszłość, plotki głoszą bowiem, iż jest samą córką wodnej bogini – Meluzyny. Książę osobiście zapoznaje ją z tajnikami magii i alchemii, lecz niestety szybko musi pożegnać się z tym światem. Po jego śmierci jednak Jakobina znajduje swoją prawdziwą miłość – Ryszarda Woodville i bez niczyjej zgody wychodzi za niego za mąż. Jak dalej potoczą się ich losy?

Generalnie nie przepadam za książkami historycznymi – nudzą mnie po prostu i nie ciekawią. Dlatego też powieści Philippy Gregory na samym początku omijałam szerokim łukiem – jakoś mnie do nich nie ciągnęło. Jednakże kiedy zaczęły pojawiać się na ich temat bardzo pozytywne, zachwalające i pełne podziwu recenzję, pomyślałam, że coś musi być na rzeczy. Warto spróbować i się przekonać, skoro tyle osób uznaje ją za jedną z ulubionych, to coś przecież musi w niej być! I rzeczywiście sięgnęłam, choć tej magii i wspaniałości raczej nie poczułam.

Trzeba przyznać, że autorka przedstawia wydarzenia historyczne bardzo dokładnie, rzetelnie i oddając prawdziwy klimat tych czasów,  ale jednocześnie nie traci lekkości pióra. Narracja pierwszoosoba z punktu widzenia Jakobiny, czyli głównej bohaterki sprawia, że jeszcze głębiej możemy poznać wszystkie aspekty i jej myśli. Lekcje historii w taki sposób jak przedstawia to Gregory byłyby dla uczniów prawdziwą gratką – można bowiem wczuć się w fabułę i jednocześnie chłonąć historyczne fakty oraz daty. Choć wydarzenia opisywane w Władczyni rzek są w większości autentyczne to jednak mam wrażenie, że autorka włożyła w nie tak wiele serca i pracy jakby pisała swoją własną powieść. Dzięki temu czyta się przyjemnie i w niektórych momentach nawet potrafi nieźle wciągnąć!

Mimo wszystko w pewnych rozdziałach mi się ta lektura ogromnie dłużyła i nie wracałam już do niej z takim uśmiechem. Im bliżej końca lektury, zwłaszcza po przekroczeniu połowy treści, Władczyni rzek niezmiernie się ciągnie i opowiada o rzeczach niezbyt istotnych lub wciąż o tym samym, a wtedy zaczyna irytować i główna bohaterka, która ciągle rodzi kolejne dzieci, i jednostajna fabuła, i brak jakiekolwiek akcji. I choć potem nieco to mija to i tak jestem nieco zawiedziona – spodziewałam się czegoś lepszego.


Władczynię rzek mogę polecić z pewnością tym, którzy za prozą Philippy Gregory przepadają, jak i tym, którzy naprawdę lubią literaturę historyczną – odnajdą one w tej powieści prawdziwą gratkę i myślę, że przypadnie im ona do gustu. Natomiast reszta niech zdecyduje sama – jeśli czujecie się na siłach by poznać zapomnianą historię Jakobiny Luksemburskiej – to proszę bardzo. Jak dla mnie nie jest to jednak książka, którą koniecznie trzeba przeczytać…

sobota, 25 maja 2013

172. Szaleństwa panny Ewy


Post bierze udział w konkursie organizowanym przez CupoNation.pl oraz kreatywa.net.

Szaleństwa panny Ewy - Kornel Makuszyński


Autor: Kornel Makuszyński
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 2005
Liczba stron: 262


Są takie książki, które mimo, że przeczytane kilka, kilkanaście lat temu, to jednak wciąż siedzą w nas, a ich wspomnienie przywołuje wszystkie emocje, które czuliśmy przy ich pierwszym, drugim i każdym kolejnym czytaniu. Otwierasz je na losowej stronie i uśmiechasz się do kartek przypominając sobie ze wzruszeniem ulubione sceny. Takie pozycje stawiasz na honorowym miejscu, do nich właśnie wracasz z tęsknotą i radością.

Ulubionych książek mam wiele – te tytuły nawet ciężko zliczyć. Chwile, które z nimi spędziłam zawsze będę uznawać za niezwykle, niezapomniane i niesamowite. Każda z tych książek inaczej na mnie oddziałała, zostawiła po sobie inny ślad i dlatego mogłabym opowiadać o nich godzinami. Gdy jednak patrzę na swoją półkę i mam wskazać tą jedną najukochańszą, zaraz myślę o Szaleństwach panny Ewy, lekturze, która miała być średnia, a trafiła w sam środek mojego serca i pokochałam ją miłością bezgraniczną.

Kiedy ukochany ojczulek Ewci musi wyjechać do Chin, by tam zmagać się z cholerą, jej świat krótko mówiąc się zawala. Umieszczona u cichych, smutnych i wrogo nastawionych sąsiadów z niemal umierającą córką, nie potrafi się zaaklimatyzować ani zadomowić, przez co jej wesołe życie pokrywa się smutkiem i jednostajnością. Jednak pewnego pięknego poranka, po kolejnej awanturze, ucieka przez okno i trafia przez przypadek pod skrzydła biednego malarza i jego matki, u których zatrzymuje się do powrotu taty. Przez ten czas nieźle narozrabia i wpakuje się w tarapaty, ale uczyni też wiele pięknych i dobrych rzeczy. Jakie będzie miała przygody?

Szaleństwa panny Ewy to książka niezwykła, nietuzinkowa i niezapomniana. Czyta się ją dosłownie jednym tchem, ponieważ ciężko się od niej oderwać – tak bardzo porywa i wciąga.  Choć skierowana do młodzieży, to jednak niejeden dorosły się w niej odnajdzie – zwłaszcza, że będzie przypominać mu jego młodzieńcze czasy – lata czterdzieste dwudziestego wieku. A młodzi? Będą mieli okazję poznać swoją rówieśniczkę, która bez telefonu, komputera i Internetu zjednywała sobie serca ludzi uśmiechem i złotym sercem.

Ta powieść sprawia, że czytelnik uśmiecha się całą gębą, śmieje się w głos, ale również wyciąga z lektury coś więcej niż poczucie nie zmarnowanego czasu – pokazuje jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa bycie szczerym, dobrym, radosnym i pełnym zapału. Główna bohaterka – Ewcia – to osoba, która nie musiała niczego udawać, ona otwierała przed ludźmi swoje serce, pochylała się nad ich nieszczęściem i choćby miała stracić, stanąć na głowie czy też wejść do jaskini smoka to zrobiła wszystko, żeby komuś pomóc i ulżyć mu. Niesamowite świadectwo jakie pokazuje swoim zachowaniem trafi do niejednego czytelnika.

Choć książka Makuszyńskiego jest bardzo wyidealizowana i miejscami przekolorowana, a także zbyt słodka i naiwna, to jednak czyta się ją z prawdziwą przyjemnością. Potrafi oderwać od szarej rzeczywistości, poprawić humor i odjąć lat. W bardzo prosty, a jednak dobitny sposób pokazuje czym jest posiadanie złotego serca i prawdziwego, zdrowego dobrego humoru i jak nie utracić dziecięcej, bezinteresownej radości nawet w dorosłym wieku. I dlatego warto po nią sięgnąć. I dlatego polecam ją z całego serca.

171. Projekt matka. Niepowieść


Projekt Matka. Niepowieść - Małgorzata Łukowiak


Autor: Małgorzata Łukowiak
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 19 grudnia 2012
Liczba stron: 384


Nowy człowiek w życiu każdej kobiety to wielka zmiana – musi wcielić się w zupełnie nową rolę, nie zawsze wdzięczną, miłą i przyjemną – rolę matki. Lecz choć może czasami wydaje się, że ją to przerasta, że nie da rady, nie pociągnie dłużej, że pragnie o wszystkim zapomnieć, zapaść w sen i obudzić się jako całkowicie wolna singielka, to jednak uśmiech swojego potomka, jego pierwsze kroki, słowa, zabawy czy też rysunki, a przede wszystkim jego prosta, bezinteresowna i do bólu prawdziwa miłość potrafi wynagrodzić każdy trud.

Projekt matka to pamiętnik z okresu ciąży i macierzyństwa jednej popularnej polskiej blogerki – Małgorzaty Łukowiak, prowadzącej blog o życiu i dzieciach właśnie – zimno, chętnie czytany przez polskie internautki. Otóż autorka postanowiła pewnego dnia, że pragnie zostać mamą i zaczęła wprowadzać  ten plan w życie. Dziewięć miesięcy później na świecie pojawił się Nowy Człowiek, który sprawił, że jej życie stanęło na głowie, ale to nie koniec, bo zaraz po nim pojawiła się również Erna i Silny. Jak poradzić sobie w tej matczynej rzeczywistości?

Choć do mojego projektu matka jeszcze daleka droga, to bardzo lubię o dzieciach słuchać i czytać, ponieważ uważam, że to najpiękniejsze i najcudowniejsze istoty na ziemi. Dlatego też kiedy tylko usłyszałam o nowej książce Małgorzaty Łukowiak od razu zapragnęłam ją mieć i jak najszybciej przeczytać. Spodziewałam się czegoś naprawdę ciekawego, lekkiego i po prostu godnego uwagi, coś co z czystym sercem polecę. Niestety, nie do końca to wyszło.

Język jakim posługuje się autorka jest niesamowicie wyszukany, przekombinowany i trudny w zrozumieniu. Miałam problemy z określeniem czy to co ona pisze to prawda, żart, sarkazm czy ironia, nie mówiąc już o skomplikowanych określeniach i zwrotach. Przez to czytanie Projektu matka niesamowicie się dłuży i ciągnie, a choć książka nie jest objętościowo długa, ja męczyłam ją jakiś miesiąc, jak nie dłużej. Nie da się tego połknąć w jeden wieczór, nie da się czytać z wypiekami na twarzy. Momentami przypomina to bardzo suchy reportaż, tyle, że niezbyt szczegółowy i bardzo pogmatwany.

Na okładce wydawnictwo gwarantuje, że jest to powieść dla każdego – otóż nie – nie zgadzam się z tym. Te osoby, które jeszcze styczności z macierzyństwem nie miały, otrzymają niezbyt ciekawą dawkę przerażającej przyszłości z dzieckiem, przy której nie da się zaznać spokoju, a kłopoty ciągle zwalają się na głowę (co z tego, że same się o nie prosimy…), a młode matki nie przeczytają tu nic odkrywczego – to wszystko przecież same doświadczają na własnej skórze. Może jedynie ciekawskie i lubiące podglądanie cudzego życia osoby znajdą tu coś dla siebie, bowiem jest tego tu pod dostatkiem.

Ciężko mi powiedzieć czy polecam tę książkę, ponieważ ja drugi raz bym po nią nie sięgnęła – wolę spożytkować ten czas na coś bardziej odkrywczego i oryginalnego. To po prostu zwykłe zapiski młodej mamy, a blogów o podobnej tematyce w sieci znajdziemy naprawdę mnóstwo – czy nie lepiej zajrzeć właśnie do nich? Ta książka nie jest zła, jest po prostu nudna. Sami zdecydujcie, czy chcecie tracić na nią czas.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

czwartek, 23 maja 2013

170. Ballada o ciotce Matyldzie




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 13 marca 2013
Liczba stron: 291


Nasze życie jest tak skonstruowane, że ktoś musi najpierw umrzeć, aby zrobić miejsce dla drugiego, nowo narodzonego człowieka. Wszyscy się na tym świecie nie zmieścimy i na każdego przyjdzie kiedyś czas by się pożegnać. I choć często w ogóle się z tym nie zgadzamy, protestujemy i błagamy, to takie są fakty – nikt nie będzie żył wiecznie.

Ciotka Matylda była dla Joanny wszystkim – przyjaciółką, powierniczką, przybraną matką, która zastępowała jej zmarłych rodziców. Dziewczyna zawsze mogła na niej polegać, a zwłaszcza na radach, które jej udzielała. Tak więc nic dziwnego, że kiedy ciotka postanawia umrzeć, Joanka nie jest zadowolona, los sprawił jednak, ze tego samego dnia na świecie pojawia się jej dziecko. A ciotka nawet po swojej śmierci będzie się nią opiekować w postaci dwóch osiłków o gołębim sercu – Olusia i Przemcia, którzy będą służyć jej pomocą oraz pomogą na nowo ułożyć sobie życie. A jakie jeszcze niespodzianki na nią czekają?

Ballada o ciotce Matyldzie kusiła mnie już od dnia kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy – ujęła delikatną, ciekawą okładką, interesującym opisem i polskim nazwiskiem – choć Magdalenę Witkiewicz poznałam już kiedyś, nie zachwyciła mnie ona, lecz zapragnęłam dać jej jeszcze jedną szansę. Wkrótce potem pojawiły się bardzo pozytywne recenzje dotyczące tej pozycji, a ja już nie mogłam się doczekać kiedy po nią w końcu sięgnę. Pewnego dnia postanowiłam, że nie będę dłużej z nią zwlekać, bo moja ciekawość już i tak za bardzo wystawiona została na próbę, gdy ta powieść zerkała na mnie z półki. Zaczęłam czytać… i zanim się nie obejrzałam już był koniec.

Tak, Balladę o ciotce Matyldzie czyta się bardzo szybko. Wystarczy jedno wolne popołudnie, wieczór i już po lekturze. Autorka posługuje się niezwykle lekkim i prostym językiem, z żartobliwymi wstawkami, dołączone są także listy Joanki, a czcionka jest dosyć szeroka. Jak ktoś kiedyś świetnie to ujął – ta książka czyta się sama. Nie pozwala delektować się słowami, treścią, bo strony lecą wręcz ekspresowo, przewracamy je mechanicznie i zbytnio nie zastanawiamy się na tym co na nich jest.

Muszę jednak przyznać, że autorka miała na swoją powieść pomysł świetny – nie raz mnie w niej zaskoczyła i to bardzo pozytywnie. Potrafi wciągnąć czytelnika w swój świat, który wykreowała dla swoich bohaterów, zająć go ich troskami, problemami, a także radościami, więc powraca się do niej z radością. Każda postać tu występująca ma swój charakterek wyróżniający ją na tle innych, każda w jakiś sposób jest interesująca i warta uwagi. Myślę również, że to pozycja bardzo dopracowana i przemyślana – nie ma zbędnych wątków czy zbyt długiego lania wody o niczym.

Choć obawiam się, że szybko o niej zapomnę to naprawdę, przy dziele Magdaleny Witkiewicz spędziłam czas niezwykle miło. Spodziewałam się, że trochę bardziej mnie zachwyci, ale nie jest wcale tak źle – dla relaksu, osłodzenia sobie dnia, przy złym humorze warto po nią sięgnąć. Tylko nie wymagajcie od niej zbyt wiele – to jedna z tych książek, których nie trzeba koniecznie przeczytać…

Za książkę dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia!

poniedziałek, 20 maja 2013

169. Legenda. Wybraniec


Legenda. Wybraniec - Marie Lu


Autor: Marie Lu
Tytuł oryginalny: Prodigy
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 5 marca 2013
Liczba stron: 358


Zostawiasz wszystko co kochałaś, ceniłaś, porzucasz pieniądze, wygodę, względy i uciekasz. Jak najdalej. Nieważne, że jest zimno, nieważne, że boli, nieważne, że oczy same zamykają ci się ze zmęczenia. Podążasz długim i zimnym podziemnym korytarzem, który się nie kończy, licząc w duchu na to, że jak wydostaniesz się na powierzchnię zobaczysz wolność. A to największa cena, o jaką walczysz.

Nagle na całą Republikę spada informacja, że Elektor nie żyje i na jego miejscu zasiada syn – Anden. Gdy państwo pogrąża się w chaosie, June i Day postanawiają przyłączyć się do Patriotów, a tam otrzymują misję – nowy, młody Elektor musi zostać zabity, inaczej kraj nigdy nie będzie wolny. Oboje zgadzają się na to, mimo, że to sprzeczne z ich przekonaniami, lecz Day za cenę uwolnienia brata jest gotów się tego podjąć. Jednak w czasie gdy June szpieguje nowego Przywódcę, na jaw wychodzą rzeczy, które sprawiają, że zmienia zdanie i pragnie ocalić życie Andena. Czy uda jej się przekonać do tego Patriotów? Jak wpłynie to na jej relację z Dayem?

Zabicie człowieka, który stoi na czele całego systemu, wydaje się niewielką ceną w zamian za wywołanie rewolucji, nie sądzisz?

Pierwszą część cyklu Legenda wręcz pochłonęłam – uważam, że to jedna z najlepszych dystopii dla młodzieży jaką miałam okazję czytać. Do drugiego tomu podchodziłam z ogromnym entuzjazmem, ponieważ słyszałam, że jest jeszcze lepszy. I niestety muszę powiedzieć, że nieco się zawiodłam, bo albo ja miałam za duże oczekiwania, albo to autorce skończyły się świeże pomysły i oryginalność…

W Rebeliancie June i Day dopiero się poznawali, odkrywali, i właśnie wtedy najbardziej ich polubiłam – byli tam niezwykle naturalni, dowcipni, inteligentni. W Wybrańcu zaś coś pękło, nie stykło, ponieważ nagle swoim zachowaniem strasznie zaczęli mnie irytować. Stali się bardzo marudni, zdziadziali, drażniący i dziecinni. Poza tym pojawia się chyba najgorsza rzecz jaka w książkach młodzieżowych robi furorę – trójkącik miłosny. Zazdrość, chęć odwetu, złość i mnóstwo pustych zdań o tym jak bardzo on ją kocha, a ona jego, ale nie mogą być razem. To już przerabialiśmy nie raz, miałam nadzieję, że Marie Lu uda się tego uniknąć.

Przecież gardzę Republiką, prawda? Chcę, by upadła, no nie? Sęk w ty, że dopiero teraz widzę pewną różnicę – nienawidzę praw, które rządzą Republiką, ale sam kraj kocham. Kocham tych ludzi. Nie robię tego dla Elektora. Robię to dla nich.

Lecz na całe szczęście akcja dalej trzyma w napięciu, a książka niesamowicie wciąga. Czyta się ją bardzo szybko i bardzo lekko – gdyby nie takie małe zgrzyty jak główni bohaterowie i relacja między nimi, byłoby naprawdę świetnie i wręcz idealnie. Autorce nie można zarzucić braku pomysłowości w wykreowaniu świata przedstawionego i fabuły, która choć może do najoryginalniejszych nie należy, to jednak ma w sobie coś nowego i świeżego.

Nie zgadzam się w zupełności z zasadą, że drugi tom zawsze jest gorszy, ale tu niestety to się sprawdza. Na pewno sięgnę jednak po trzecią część, który prawdopodobnie wyjdzie już po wakacjach, ponieważ zakończenie pozostawia wiele pytań i jestem ogromnie ciekawa jak ta historia się dalej potoczy i jak autorka ją zakończy. A wszystkich, którzy zapoznali się już z Rebeliantem zachęcam do lektury Wybrańca, bo mimo wszystko nie jest taki zły, choć pozostawia niewielki niesmak.

7/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa!

czwartek, 16 maja 2013

168. Rok w poziomce


Rok w Poziomce - Katarzyna Michalak


Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: listopad 2010
Liczba stron: 365


Każdy człowiek ma marzenie, zwykle nawet niejedno. Marzymy o pięknym domu, księciu z bajki, pieniądzach, rodzinie, bezpieczeństwie. Lecz ludzie dzielą się tu na dwie kategorie – na tych, którzy jedynie marzą i bujają w obłokach, ale nie wychodzą poza to – dochodzą do wniosku, że ich życie i tak nigdy się nie odmieni, tym samym przegrywają już na starcie. A druga grupa to ci, którzy bezustannie pną się do góry za spełnieniem najskrytszych snów i nie przegapią żadnej okazji by wyjść obronną ręką. Tam właśnie zalicza się Ewa Złotowska.

Kiedy Ewa zobaczyła po raz pierwszy Poziomkę – czyli biały urokliwy domek za Warszawą, niemal odcięty od świata – od razu się w nim zakochała i zapragnęła jak najszybciej posiąść. Niestety, dostanie kredytu w banku przy jej warunkach nie jest takie proste, udaje się więc do swojej ostatniej deski ratunku – przyjaciela ze studiów – Andrzeja, w którym po cichu się podkochuje. On jednak zamiast pożyczki proponuje jej coś innego – jeśli założy razem z nim wydawnictwo i wyda bestseller, nie będzie musiała spłacać długu. Kobieta nie ma wyjścia i przystaje na te warunki.  Czy podoła zadaniu?

Jeżeli naprawdę czegoś pragniesz tak bardzo, że aż boli - cały wszechświat pochyli się nad tobą, by spełnić twoje marzenie.


Katarzyna Michalak swoimi książkami podbiła serca polskich kobiet – znają ją niemal wszyscy czytelnicy, a i w Internecie zawsze jest o niej głośno. Napisała już kilka serii – każda z nich jest inna, wyjątkowa, ale każda trafia prosto do serca, wzrusza, bawi i pociesza kolejne pokolenia. Rok w poziomce to nie było moje pierwsze spotkanie z tą poczytną autorką – miałam okazję czytać również jej Sklepik z niespodzianką. Bogusia, lecz było to tak dawno temu, że pamiętam jedynie, że przypadł mi do gustu. A jak wypadł pierwszy tom poziomkowej serii?

Muszę przyznać, że autorka stworzyła powieść bardzo ciepłą, rodzinną, zabawną, z klimatem i urokiem. Podczas lektury czytelnik nie raz się uśmiechnie czytając opisy wspomnień, krajobrazu, przygód bohaterów. Nie zaprzeczam, że pod koniec może mu umknąć jakaś łezka, z wzruszenia pochlipie nad miłością i romantycznością postaci. Język jest niezwykle lekki, więc czyta się błyskawicznie, zwłaszcza wtedy gdy akcja nieco nabierze tempa. Ja również miło spędziłam przy tej lekturze czas, choć nie obyło się bez małych zgrzytów.

(...) mam los w swoich rękach, w moich rękach jest reszta mojego życia, jakkolwiek bym w to wątpiła, do mnie należy wybór, do mnie decyzje, moje będą błędy i radości. Obym dostała powtórną szansę na ich podjęcie i ich popełnienie…

Zacznę może od głównej bohaterki – Ewy, która swoją głupotą i infantylnością rozbrajała mnie całkowicie. Pomysły na jakie wpadała, we współczesnym świecie nie doszłyby do skutku z pewnością (typu obklejenie Pałacu Kultury reklamami o książce ), a nie mówiąc już o pokładach pieniędzy jakie ciągle wydawała, choć upierała się przy tym, że nie ma ich za wiele. Poza tym tyle szczęśliwych zbiegów okoliczności jakie wokół niej powstawały nie brzmiało wcale wiarygodnie, a słodkość, idealność aż się z Roku w poziomce wylewała.

Rok w poziomce to z jednej strony to lektura ciepła, przyjemna, bardzo lekka, a z drugiej słodka, nieco mdła i wyidealizowana. Zalicza się do gatunku literatury dla kucharek, które szybko się czyta i szybko się o nich zapomina. Ja Katarzynie Michalak z pewnością dam jeszcze kiedyś szansę, ale niekoniecznie w poziomkowej serii – mam nadzieję, że jej poważniejsze książki są już lepsze. Komu polecę Rok w poziomce? Na pewno panią, które szukają ciekawej i niewymagającej lektury, a także tym, którzy chcą się przy czytaniu odprężyć i wyluzować. Jeśli bowiem przymknie się oko na pewne kwestie, dzieło Kasi Michalak nie jest już takie tragiczne jak się wydawało.

7/10

wtorek, 14 maja 2013

167. Maximum Ride: Żegnaj Szkoło - na zawsze


Maximum Ride: Żegnaj, szkoło - na zawsze - James Patterson


Autor: James Patterson
Tytuł oryginalnyMaximum Ride: School's Out-Forever
Wydawnictwo: Hatette
Data wydania: 25 marca 2013
Liczba stron: 302


Rozkładasz skrzydła, odbijasz się od ziemi i wzbijasz się w powietrze. Pod stopami świat coraz bardziej zaczyna się kurczyć, odgłosy miejskiego życia milkną, a po chwili słyszysz już zaledwie szum wiatru. Wydaje się, że nic już nie ma znaczenia, że kilkanaście metrów nad ziemią możesz uciec od wszystkiego. Ale to nie jest takie proste – nie jesteś sama. Pod opieką masz szóstkę małych hybryd, gonią was Likwidatorzy, a bezwzględne fartuchy z laboratorium chcą was złapać w klatkę. Kiedy to się skończy?

Max, Kieł, Iggy, Kuks, Gazik i Angela to szóstka dzieci-ptaków, którzy nie mają nikogo poza sobą. Muszą sobie poradzić w świecie sami, ale dzięki temu, że mają siebie to nie jest takie straszne. Po przygodach opisanych w pierwszej części zaczyna się nimi interesować FBI, lekarze, policja i tym sposobem trafiają do domu Anne, która pragnie się nimi zaopiekować. W końcu nie muszą się martwić o miejsce do spania, jedzenie, ciepło, choć czujność Max nie zostaje uśpiona – ciągle czuwa, gotowa rozgryźć każdą pułapkę i wypatrującą okropnych Likwidatorów. Niestety, muszą również pójść do prawdziwej szkoły, a tam czeka na nich wiele kłopotów. Kto naprawdę jest tu dobry, a kto zły?

Pierwszą część serii Maximum Ride czytałam niedawno i naprawdę bardzo przypadła mi do gustu – nietuzinkowa, oryginalna, ciekawa, wciągająca i wprost idealna dla młodzieży. Po kolejny tom sięgałam z nadzieją, że autor nie zaprzepaścił potencjału jaki otrzymał i że mnie nie zawiedzie. I udało się – Żegnaj Szkoło – na zawsze dorównuje poprzedniczce!

Główni bohaterowie tej serii ujęli mnie swoją prostotą, humorem i radością, a także bardzo ciepłą i rodzinną atmosferą jaka wokół nich się wytwarza. Czytając ich przygody uśmiechałam się sama do siebie, a czasami śmiałam się głośno z ich myśli, powiedzonek i pomysłów na jakie wpadali. Nie można im zarzucić z pewnością, że są infantylni i dziecinni, ponieważ zawsze zachowują się adekwatnie do sytuacji, ale też potrafią rozluźnić w naturalny sposób atmosferę. To takie postacie, z którymi każdy chętnie by się zaprzyjaźnił.

Wspomniałam już o dobrym i zdrowym humorze panującym w tej książce, ale warto powiedzieć też coś o bardzo lekkim, plastycznym języku jakim jest napisana i przystępnym stylu autora, idealnie skierowanym dla młodzieży. Czyta się bardzo szybko i miło – sprawę ułatwiają również króciutkie rozdziały – dosłownie jedno-, w porywach dwustronowe, które dla nastolatków rzadko sięgających po powieści, szybko się nużących przy książkach, będzie wspaniałą propozycją.

Przy serii Maximum Ride można odetchnąć od miłosnych trójkątów, uniesień, zakochanych i kłócących się par, a dać się ponieść w wir przygody. Na leniwe popołudnie, odstresowanie i wolną chwilkę jest idealna. Drugi to nie tylko dogonił pierwszy, ale jest nawet nieco od niego lepszy – bardziej wciągający i głębszy. Polecam serdecznie – mam nadzieję, że wy również się nie zawiedziecie!

8/10
Recenzja dla portalu Juventum.pl

czwartek, 9 maja 2013

166. Legenda. Rebeliant




Autor: Marie Lu
Tytuł oryginalny: Legend
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 15 października 2012
Liczba stron: 300


Niby sektor wydaje się dość duży, ale gdy przez dłuższy czas musisz lawirować między jego ulicami kilkanaście razy dziennie by zmylić wrogów, znasz go jak własną kieszeń. Życie na ulicy nie jest wcale takie straszne jak się wydaje – jesz to co uda ci się ukraść na straganach z żywnością, śpisz w opuszczonych szopach, garażach i na dachach domów, a wolne chwile wypełniasz oglądaniem ulicznych walk. I co z tego, że jesteś jednym z najbardziej poszukiwanym zbiegów? Oni nigdy cię nie znajdą.

Republika to państwo zbudowane na terenach Ameryki, które dąży do całkowitej kontroli nad społeczeństwem. Uwikłane jest w wiele konfliktów zbrojnych ze swoimi sąsiadami i przez to ciągle musi mieć sprawną armię i ochronę. June to dziewczyna pochodząca z jednych z najbogatszych dzielnic, z elitarnej rodziny, nazywana cudownym dzieckiem, ponieważ Próbę w wieku dziesięciu lat przeszła bezbłędnie. Oddana bez reszty swojej ojczyźnie walczy w wojsku i pracuje z najważniejszymi osobami w rządzie. Day jest jej zupełnym przeciwieństwem – wychowany w biednej rodzinie, oblał Próbę i nie dostał żadnych szans na lepszą przyszłość, więc utrzymuje się z drobnych przestępstw, przez co staje się najbardziej poszukiwanym obywatelem Republiki. Pewnego dnia zostaje zabity brat June, a wszystkie podejrzenia spadają na Daya. Dziewczyna jest rządna zemsty i pragnie schwytać zabójcę, lecz kiedy go poznaje, już nic nie jest takie oczywiste. Co zajdzie między June a Dayem? Czy to na pewno on jest sprawcą śmierci?

Obiecuję ci - twoje życie odtąd należy do mnie.

Przyznam szczerze, że raczej rzadko sięgam po dystopie. Znam tylko te najbardziej popularne – Igrzyska śmierci, Delirium czy GONE. Zanim zaczęłam czytać Rebelianta nie słyszałam o nim zbyt wiele pochlebnych opinii – uznawany był raczej za książkę średnią. Jakież było więc moje zdziwienie kiedy zaczęłam czytać i… wciągnęłam się maksymalnie, wręcz nie mogłam się oderwać! Ta książka mnie porwała!

Historia June i Daya jest napisana narracją pierwszoosobową, ale na zmianę – z punktu widzenia jej i jego. Ogólnie nie przepadam za takim zabiegiem, tu muszę powiedzieć, że tu wyszedł dość zgrabnie i bez ponownego powtarzania wątków oraz zdarzeń, choć nie ukrywam, że wolałabym, żeby narracja była normalna. Mimo wszystko dzięki temu mogliśmy bliżej poznać bohaterów, a choć ich kreacja nie zachwyca, to jednak przedstawiają się niezwykle interesująco. Zarówno on jak i ona mają coś w sobie, co przyciąga i intryguje czytelnika, tak, że chce dalej poznawać ich historię. Liczę na to, że w kolejnych tomach (a z tego co słyszałam będą jeszcze dwa!) ich obraz będzie coraz wyraźniejszy, a emocje jakie między nimi grają coraz bardziej wyraziste.

Każdy dzień oznacza nowe dwadzieścia cztery godziny. Z każdym kolejnym dniem wszystko na nowo staje się możliwe. Obojętnie, czy żyjesz, czy giniesz, możesz mieć tylko jeden dzień naraz.

Rebeliant to jedna z tych powieści, które naprawdę wciągają czytelnika. Gdy akcja coraz bardziej zaczyna się rozkręcać, wręcz nie można się od nich oderwać. Marie Lu stosuje niezwykle lekki, przystępny i plastyczny język, idealnie przystosowany dla młodzieży, do której szczególnie skierowana jest ta książka. Jestem przekonana, że warto ją im podsunąć – zwłaszcza dlatego, że zwraca uwagę na istotne sprawy takie jak rodzina, przyjaźń, poświęcenie, lojalność, odwaga, męstwo. Wyłania się z niej ważny morał, który porusza czytelnika.

- Zostanę z tobą na zawsze, mała. Chyba, że będziesz miała mnie serdecznie dosyć.

Pierwsza część trylogii Legenda to jedna z najlepszych dystopii młodzieżowych jakie udało mi się przeczytać. Jestem z lektury naprawdę zadowolona i już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po kolejny tom – cieszę się, że czeka cierpliwie na półce. Wam ogromnie ją polecam – naprawdę warto przeczytać, nie zawiedziecie się!

8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa!

poniedziałek, 6 maja 2013

PRZEDPREMIEROWO: 165. Saga księżycowa. Scarlet


Saga księżycowa. Scarlet - Marissa Meyer


Autor: Marissa Meyer
Tytuł oryginalny: Scarlet 
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 8 maja 2013
Liczba stron: 495


Za górami za lasami żyła sobie mała, urocza dziewczynka w czerwonym płaszczyku, na którą wszyscy wołali Czerwony Kapturek. Pewnego dnia dowiedziała się, że jej babcia jest bardzo chora i musi zanieść jej w wiklinowym koszyku jedzenie i lekarstwa. Niestety, droga prowadzi przez las, a tam wiadomo – jest niebezpiecznie. Kapturek spotyka Wilka, który wykorzystuje jej dobre serce, biegnie do babci i ją zjada, a potem się za nią podaje. Wszystko oczywiście kończy się dobrze i szczęśliwie, bo Myśliwy czuwał i w porę wkroczył do akcji. Wszyscy znamy tę bajkę, prawda?

Po tym kiedy Cinder zostaje wrzucona do więzienia, za wszelką cenę próbuje się z niego wydostać. W końcu udaje jej się wymknąć z niego dzięki nieoczekiwanej i przypadkowej pomocy jednego więźnia – Thorna. Wkrótce razem z nim stają się najbardziej poszukiwanymi zbiegami na planecie, ponieważ królowa Levana żąda by jak najprędzej ją schwytano – inaczej wybuchnie wojna. Czy Cinder uda się uniknąć konsekwencji? Gdzie będzie szukać schronienia?
Jednocześnie poznajemy również Scarlet - mieszka ona na farmie i żyje jej się bardzo szczęśliwie do czasu gdy okazuje się, że jej ukochana babcia została schwytana, nie wiadomo przez kogo i nigdzie nie można jej nigdzie znaleźć. Dziewczyna nie waha się ani chwili i od razu wyrusza na poszukiwania, a towarzyszyć jej będzie Wilk – chłopak z wieloma tajemnicami, sekretami i niezgłębioną przyszłością. Czy uda im się osiągnąć cel? I jak losy Scarlet połączą się z losami Cinder?

Pierwszą część sagi księżycowej czytałam już jakiś czas temu, ale mimo to świetnie pamiętam zarys fabuły dzięki oryginalnemu i niebanalnemu nawiązaniu do znanej baśni, świetnym wykreowaniu świata przedstawionego, w którym mają miejsca wszystkie wydarzenia i wciągającemu językowi. Mimo wszystko pojawiły się w tej książce maleńkie zgrzyty, które troszkę zepsuły mi lektury, dlatego też do drugiej części podchodziłam z sceptyzmem. I na całe szczęście się pomyliłam, bowiem Scarlet jest książką niezwykle porywającą, dopracowaną i o wiele lepszą niż poprzedniczka!

Tym razem mamy nawiązanie do kolejnej baśni – Czerwonego Kapturka. Myślę, że chyba każdy ją zna i dzięki temu może lepiej odebrać Scarlet. Marissa Meyer nie jednak na łatwiznę i tak naprawdę baśniowe są jedynie imiona bohaterów i luźny szkielet fabuły, ale tak naprawdę to znaczna większość powieści to wyobraźnia autorki, która ma naprawdę genialne i bardzo świeże pomysły. Nie ma tu żadnej przewidywalności, autorka autentycznie zaskakuje czytelnika oraz dostarcza dużą porcję wrażeń i emocji.

Jeśli skupimy się na głównych bohaterkach, czyli Cinder i Scarlet, to muszę powiedzieć, że jak ta pierwsza od samego początku - pierwszego tomu - nieszczególnie mnie przekonuje i jakoś nie zapałałam do niej większą sympatią, tak tę drugą pokochałam. Naprawdę, ta dziewczyna o ognistych włosach i ognistym temperamencie oraz bardzo ciepłym, dobrym sercu zdobyła mnie. Emanuje dobrem, ciepłem i nie jest obojętna na krzywdę innych, a także nie zostawia bliskich jej osów w potrzebie. Ma priorytety do których dąży. Najbardziej czekałam właśnie na te rozdziały gdzie była przedstawiana jej historia, jej przeżycia, jej problemy. Autorce jej kreacja wyszła naprawdę świetnie – oby więcej takich bohaterek!

Marissa Meyer już w swoim debiucie – Cinder – pokazała, że ma potencjał, świetne pomysły i potrafi stworzyć coś nowego i ciekawego. W drugim tomie, który jest według mnie o wiele lepszy od poprzedniczki udowodniła, że potencjału nie zmarnowała i że nadal potrafi stworzyć coś świetnego, wciągającego i idealnego dla młodzieży. Ja oba tomy, a szczególnie drugi polecam z całego serca – naprawdę warto przeczytać!

8,5/10

sobota, 4 maja 2013

Podsumowanie kwietnia

Witajcie!

Majówka powoli się kończy - była szara i deszczowa, nie mniej jednak lepsze to niż chodzenie do szkoły :3 Czasu na czytanie zbyt wiele nie miałam (a jak już go znalazłam to byłam taka padnięta, że nie miałam siły czytać), więc dopiero dziś spędzam cały ranek z nosem w książce. Nie o tym jednak dziś - od czterech dni mamy już maj, a podsumowania kwietnia jeszcze nie było! Nadrabiam więc zaległości.

Ogromnie się cieszę, że kwiecień już za mną, bo ten miesiąc strasznie mnie zmęczył. Pogoda ciągle się zmieniała, żadna książka nie mogła mnie wciągnąć, na głowie mnóstwo rzeczy i jeszcze do tego szkolny stres. Pomimo to udało mi się skończyć 11 pozycji (a oprócz tego parę zaczęłam, lecz nie jestem nawet na ich setnej stronie, więc się nie liczą - wątpię, żebym skończyła je w najbliższym czasie, bo jak je widzę to mi się od razu odechciewa czytać, ale może kiedyś przez nie przebrnę :P).

W kwietniu przeczytałam:

  1. Tamara Webber Tak blisko
  2. Helga Weissowa Dziennik Helgi
  3. Richard Paul Evans Michael Vey. Więzień celi 25
  4. James Patterson Maximum Ride. Eksperyment "Anioł"
  5. Beata Pawlikowska W dżungli podświadomości
  6. Mark Twain Przygody Tomka Sawyera
  7. Rachel Joyce Niezwykła wędrówka Harolda Fry
  8. Nikołaj Nikulin Sołdat
  9. Anders de la Motte [geim]
  10. Joanna Jabłczyńska, Marcin Przewoźniak Współczesny savoir-vivre dla nastolatków
  11. Szymon Hołownia, Marcin Prokop Bóg, kasa i rock'n'roll
Tak, z wyniku jestem całkiem zadowolona, choć mam nadzieję, że maj będzie lepszy. W kwietniu miałam zamiar zabrać się za pozycje z własnej półki, co niestety nie wypaliło zupełnie (chociaż jedną zaczęłam.. i na tym się niestety skończyło xd). W maju również będzie z tym problem, spróbuję zmierzyć się z tym jeszcze w czerwcu i oczywiście na wakacjach :3

A liczbowo kwiecień przedstawia się tak:

Ilość książek przeczytanych: 11
Ilość książek zrecenzowanych: 10
W tym egzemplarzy recenzenckich: 9
Najlepsza pozycja: ciężko było mi wybrać, ponieważ takiej naprawdę świetnej nie było, ale najbardziej poruszyła mnie lektura W dżungli podświadomości, a najbardziej wciągnęło Michael Vey. Więzień celi 25. Niech więc będą tu obie :3
Najgorsza pozycja: yyy, chyba żadna nie była aż tak kiepska. 
Polski autor miesiąca: Beata Pawlikowska bez dwóch zdań :3

A w maju...
...chciałabym przeczytać minimum 12 książek
...spędzić więcej czasu na świeżym powietrzu
...dołączyć do wyzwania Gosiarelli, które moim zdaniem jest genialne - więcej tutaj
...zrobić na blogu porządek z zakładkami i etykietami

Miłego weekendu! :*

piątek, 3 maja 2013

164. Bóg, kasa i rock'n'roll


Bóg, kasa i rock


Autorzy: Szymon Hołownia, Marcin Prokop
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 14 listopada 2011
Liczba stron: 336


Każdego dnia rozmawiamy, prowadzimy dialogi i tak porozumiewamy się z innymi ludźmi. Każdy z nas ma coś do powiedzenia i każdy ma prawo głosu. Lecz czy zastanawiamy się czasem o czym tak naprawdę są nasze rozmowy? Czy przypadkiem nie tracimy czasu na gadanie o niczym, lanie wody, powtarzanie wciąż tych samych rzeczy, plotkowanie? A może specjalnie i celowo unikamy trudnych i niewygodnych tematów…?

Szymon Hołownia i Marcin Prokop to dwaj przyjaciele, znani nam z mediów, a zwłaszcza z telewizji. Występowali razem m.in. w Mam talent!, gdzie można było zobaczyć ich żartobliwe potyczki słowne. Teraz skupiają się na czymś głębszym. Ten pierwszy to zagorzały katolik, który pragnie nieść ludziom prawdę o Ewangelii, zgłębiać tajemnice religii i odkrywać ją wciąż na nowo, a drugi to agnostyk, nie do końca jest przekonany o prawdziwości wiary, wpływie Boga na ludzi i postawa gorliwych chrześcijan go zadziwia – nie rozumie jej. Postanawiają skonfrontować swoje zdania w rozmowie o religii i kulturze. Obaj mają ciekawe spojrzenia, argumenty, obaj potrafią przedstawić swoje stanowiska bardzo przekonująco. Czy będą potrafili się dogadać?

(...) nie wszyscy ludzie myślą tak jak my. Nie wszyscy mają w sobie wypielęgnowaną wrażliwość i subtelną głębię przekonań. Są ludzie, którzy na przykład lubią, jak im ktoś fałszuje do ucha albo krzyczy na kazaniu. To do nich trafia. To ich rusza.

Szczerze powiem, że wywiady-rzeka to całkiem nie moja bajka – raczej dotąd takich unikałam. Po przeczytaniu jednak tej elektryzującej rozmowy Hołowni z Prokopem zmieniam zdanie  - to było niesamowicie dobre! Ja chcę jeszcze, więcej, szerzej! Ta książka otwiera oczy na wiele spraw, skłania do myślenia i pozwala się uśmiechnąć, a przy tym czyta się ją z prawdziwą przyjemnością!

Obaj panowie poruszają w swoich rozmowach takie tematy jak Kościół, modlitwa, pieniądze, sława, objawienia, zakon i wiele innych. Wnioski do jakich dochodzą są bardzo ciekawe, świeże, mądre i naprawdę warte uwagi, ponieważ są trafne i dają do myślenia. Jednocześnie nie ma tu takiego pompatycznego moralizowania, nauczania czy też narzucania swojego zdania i swoich racji. Autorzy są na tym samym poziomie, to znaczy że nie ma lepszego i gorszego, ważniejszego i mniej ważnego – wręcz przeciwnie – nawzajem szanują swoje poglądy.

Jeżeli chcesz się dowiedzieć czegoś o sobie i o świecie, to - paradoksalnie - powinieneś iść nie do miasta, ale na pustynię. Kiedy człowiek skonfrontuje się z pustką, dokładnie widzi co ma w środku...

Język w tej książce jest bardzo lekki i ciekawy – kiedy zaczyna być coraz ciekawiej, a wnioski coraz jaśniejsze i odważniejsze, czytelnik naprawdę się wciąga i nie ma ochoty przerwać lektury. Na początku może rzeczywiście czyta się dość opornie, może dlatego też, że poruszany jest temat Kościoła w Polsce i ogólnie na świecie oraz trandenstencji Boga, a to wiadomo – temat ciężki i temat-rzeka, który się nie kończy. Lecz potem, gdy tematy są coraz lżejsze, a i rozdziały nieco krótsze lektura idzie ekspresowo i naprawdę świetnie.

Człowiek, który w swoich oczach jest jedynym punktem odniesienia dla calego wszechświata, jest kosmicznym głupkiem...

Myślę, że nie tylko chrześcijanin będzie zadowolony z tej książki, ale również agnostyk i ateista nie zamkną jej zniesmaczeni, ponieważ nie ma tu wpajania nawzajem sobie swoich przekonań, lecz żywa dyskusja, tocząca się wciąż rozmowa, z której naprawdę można wiele wynieść. Katolik pozna stanowisko niewierzącego i odwrotnie – a to chyba w dzisiejszym świecie naprawdę ważne, żebyśmy potrafili się dogadać i zrozumieć innych. Dlatego też – gorąco polecam!

9/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...