wtorek, 30 kwietnia 2013

Majówkowy stos

Witajcie,
dzisiaj chciałabym przedstawić Wam mój stos, który uzbierał się przez miesiąc. Jestem z niego bardzo zadowolona, chociaż nie mam pojęcia kiedy uda mi się to wszystko przeczytać! Nie przedłużając jednak, zobaczcie sami:


Po lewej od góry:
  • Robert Muchamore CHERUB. Republika (audiobook) - wygrana w konkursie. Nie wiem co mam za bardzo z tym zrobić, bo nie mam go jak wysłuchać, a też z drugiej strony niezbyt przepadam za taką formą. Także jeśli ktoś chciałby się ze mną wymienić za niego to jestem jak najbardziej na tak, audiobook jest zapakowany jeszcze fabrycznie w folię, więc nadaje się również jako prezent, zwłaszcza dla chłopca :)
  • Robert Muchamore CHERUB. Anioł Stróż - od DużegoKa. Przeczytałam dopiero pierwszą część tej serii, to jest tom czternasty, ale już go zaczęłam i nie mam problemów z wciągnięciem się ^^
  • Jennifer Echols Uratuj mnie - jw. Kolejna niespodziewajka, wydaje się być przyjemna.
  • Merissa Mayer Saga księżycowa. Scarlet - od Open Gate. Pierwsza część była niezła, mam nadzieję że druga trzyma poziom.
  • Marie Lu Legenda. Rebeliant i Legenda. Wybraniec - od Zielonej Sowy. Niezbyt wiem czego się po nich spodziewać, ale zmierzę się z nimi i sama przekonam.
  • Agatha Christie Rendez-vous ze śmiercią - od Publicatu. Kolejne dzieło mojej najulubieńszej Królowej Kryminału!
  • Caroline Erickson Tajemny dziennik Marii Antoniny - jw. Intrygująca postać historyczna i bardzo zachęcające recenzje - liczę na miłą lekturę.
  • Philippa Gregory Władczyni rzek - jw. Normalnie od powieści historycznych uciekam jak najdalej, ale skoro wszyscy tę Gregory wychwalają to musi coś w niej być!
  • Joanna Jabłczyńska, Marcin Przewoźniak Współczesny savoir-vivre dla nastolatków - jw. Już przeczytana i jestem naprawdę zadowolona :3
Po prawej od góry:
  • Katarzyna Michalak Rok w poziomce - z biblioteki. Zaczęłam i jest... całkiem nieźle ;)
  • James Patterson Maximum Ride. Żegnaj Szkoło - na zawsze; Ratowanie świata i inne sporty ekstremalne; Ostatnie ostrzeżenie - globalne ocieplenie - od Juventum.pl. Kolejne trzy tomy dobrze zapowiadającej się trylogii.
  • Walter R. Brooks Prosiaczek Fryderyk i dzięcioły - od AIM Media. Kubusia Puchatka kocham, zobaczymy jak będzie z tym.
  • Peter Heller Gwiazdozbiór psa - jw. Nie czytałam jeszcze żadnej bardzo pozytywnej recenzji na jej temat, mam nadzieję, że bardzo tragicznie z nią nie będzie.
  • Lisa See Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz - z półki. Trzymam ją już bardzo długo u siebie i w maju planuję w końcu się za nią wziąć!
  • Andromeda Romano-Lax Noce w Piemoncie - od Naszej Księgarni. Zapowiada się bardzo ciekawie :3
  • Deborah Rodriguez Kawiarenka w Kabulu - jw. Już kiedy przeczytałam o niej w zapowiedziach wiedziałam, że muszę ją mieć i bardzo się cieszę z faktu, iż niedługo się za nią zabiorę!
  • Magdalena Witkiewicz Ballada o ciotce Matyldzie - jw. Szczypta polskiej prozy obyczajowej - to lubię!
  • Pola Pane Arisjański fiolet. Cisza - od autorki. Krążą o niej tak różne recenzje, że jestem strasznie ciekawa jak ja ją odbiorę!
I jak - wpadło Wam coś w oko?

Jutro wyjeżdżam na parę dni w góry i przez ten czas będę nieobecna na blogach. Zaległości nadrobię w sobotę lub niedzielę i wtedy też wstawię podsumowanie kwietnia :3 A, i jeszcze zalegam z paroma recenzjami z poprzednich stosów, też powinny niedługo się ukazać!

Miłej majówki! :*

niedziela, 28 kwietnia 2013

163. [geim]


[geim] - Anders de la Motte


Autor: Anders de la Motte
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 19 września 2012
Liczba stron: 406


Każdy człowiek codziennie podejmuje jakieś decyzje – na tym polega nasze życie. Zawsze mamy jakiś wybór i dokonujemy go niezmiennie – zwykle taki, który wydaje nam się słuszny. Nie raz zdarzyło się, że trzeba było postawić wszystko na jedną kartę i pójść za ciosem – czy byłeś wtedy na to gotowy? Czy może dałeś się ponieść presji społeczeństwa, która nie zawsze była zgodna z twoim sumieniem?

Henrik Pettersson, czyli w skrócie HP, to inteligentny, choć bardzo leniwy, próżny i bez ambicji facet, który sam jeszcze nie wie co chce w życiu robić. Jego przeszłość nie maluje się kolorowo – kłopoty w domu, z rodzicami, z prawem, częste wizyty na policji i rewizje. Pewnego dnia znajduje telefon komórkowy i zostaje wciągnięty w Grę w Alternatywną Rzeczywistość, która polega na wykonywaniu zadań, zdobywaniu punktów i wyrazów uznania biernych obserwatorów, którzy będą śledzić jego wyniki. HP z każdą kolejną misją czuje się w tym środowisku coraz lepiej, aż do feralnego zdarzenia, które zmieni jego życie. Jaki będzie finał?

Nic, czego doświadczyłeś, nie było prawdziwe. Wszystko jest tylko grą, aplikacją w telefonie, w której rzeczywistość przeplata się z iluzją w taki sposób, że prawie nie sposób wytyczyć granicy między nimi.

Ostatnimi czasy w literaturze zwiedzam coraz to nowe zakątki świata – Czechy, Anglia, Rosja, a teraz Szwecja. Nie powiem – lubię to, że mogę dzięki książkom poznawać coraz to nowe środowiska. [geim] generalnie zaskoczył mnie już od samego początku – sprawił bowiem, że oderwałam się dzięki niemu od wszystkich trosk dnia codziennego i dałam się porwać ciekawej akcji i fabule. Niestety, pojawiło się również kilka zgrzytów, które popsuły mi lekturę…

Zacznę może od tych dobrych stron – pomysł bowiem na tę powieść jest naprawdę świetny, oryginalny oraz genialnie wykreowany i zaplanowany. Autor potrafił naprawdę zaciekawić i porwać czytelnika w swój świat, który przedstawia jako brutalny i nieczuły, ale jednocześnie bardzo kuszący i warty poznania. Gra w Alternatywną Rzeczywistość to coś nowego i ciekawego, a dzięki temu, że dopracowana jest w najmniejszym szczególe, nie nudzi. Anders de la Motte nie podstawia nam wszystkiego na tacy, lecz powoli wprowadza w akcję, a szczegóły owiane są słodką tajemnicą, która nie od razu wychodzi na raz. Dzięki temu, że chcemy się jej dowiedzieć, od powieści nie można się oderwać.

- Czemu zawdzięczam ten zaszczyt, młody padawanie? - spytał i przesadnym gestem wskazał na pomieszczenie. - Mój mały sklep jest zaszczycony twoimi odwiedzinami.

[geim] czyta się naprawdę ekspresowo – ciągle coś się dzieje i nie ma ani chwili przerwy. Byłam zaskoczona tym jak szybko idzie mi jej lektura – dopiero co się obejrzałam, a już był koniec. Nie ma tu zbędnych opisów czy zdarzeń – wszystko świetnie ze sobą współgra i pokrywa się. Ta książka sprawia, że zapomina się o całym świecie i wręcz nie można się od niej oderwać – wciąga niemiłosiernie.

Niestety, pojawiło się też kilka minusów, prze które nie mogę powiedzieć, że jest to książka idealna i zaliczyć ją do moich ulubionych. Myślę, że największym i najważniejszym zarzutem będzie język jakim jest napisana – kompletna porażka. Autor ma koszmarny styl – jakość jego prozy nie powala. Zdrobnienia, wulgaryzmy, niekonsekwentność w tym co pisze i niepotrzebne zupełnie angielskie wstawki z języka żargonowego, zwykle nie przetłumaczone na język polski. Choć książka nieprawdopodobnie mnie wciągała to zaraz miałam ochotę z obrzydzeniem zakończyć jej lekturę, bo po prostu nie dało się w pewnych momentach czytać.

Druga minus na jaki pragnę zwrócić uwagę to główny bohater – Henrik. W przeróżnych książkach, które udało mi się w życiu poznać poznałam wiele postaci i zdarzyło się kilka takich, których nie darzyłam sympatią, jednak żaden z nich nie odrzucał mnie od siebie jak właśnie on. Jestem w stanie zrozumieć, że jego wstrętna, irytująca, wkurzająca osoba miała na celu specjalnie wbić coś czytelnikowi do głowy, ale chyba są jakieś granice. A Anders de la Motte je przekroczył. A może to ja jestem taka za wrażliwa? Nie wiem, jednak HP nie przekonał mnie do siebie zupełnie.

Podsumowując, muszę jednak powiedzieć, że to jedna z najlepszych powieści jakie udało mi się w tym miesiącu przeczytać i dzięki niej wciągnęłam się w literacki świat bez reszty, przypomniałam sobie o tym jak wspaniale jest połykać książki i uwierzcie mi, nie chcę tego zapomnieć. Dlatego też choć [geim] nie jest pozycją idealną to jednak wartą uwagi i ja z pewnością po kolejną część sięgnę – ba! – nie mogę się już tego doczekać! Mimo wszystko polecam.

8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca!

środa, 24 kwietnia 2013

162. Sołdat


Sołdat - Nikołaj Nikulin


Autor: Nikołaj Nikulin
Wydawnictwo: PWN
Data wydania: 23 stycznia 2013
Liczba stron: 320


Mundur, który ma na sobie coraz bardziej pokrywa się brudem i pyłem, ciało klei się z powodu braku higieny, pojawiają się wszy, ale to chyba jego najmniejsze zmartwienia. Każdy dzień może przynieść śmierć, chorobę, nieuleczalne rany odniesione na polu bitwy. Głód towarzyszy mu niemal codziennie, jedna miarka zupy nie starcza przecież na cały dzień. Wszędzie sieje się zło i nienawiść – widok zwłok to już powszedniość – spotyka się z tym wszędzie. Kiedy ten koszmar się skończy?


Sołdat to autentyczne wspomnienia autora z czasów, kiedy był żołnierzem Armii Czerwonej w latach trwania drugiej wojny światowej. Z racji tego, że wstąpił do wojska jako młody chłopak udało mu się przeżyć i spisać wspomnienia, które przybliżą współczesnemu społeczeństwu realia życia rosyjskiego żołnierza, który walczył za swoją ojczyznę. Okazuje się bowiem, że ma on więcej do powiedzenia niż się wydawało – potrafi pokazać walkę i przetrwanie w tym czasie z innej strony.

Literatura wojenna to w większości Holocaust i właśnie z nim spotykałam się najczęściej. Wspomnienia żydowskich, polskich, czeskich dzieci i dorosłych są ciekawe, jednak po jakimś czasie zaczynają nużyć. Warto wtedy sięgnąć po coś z całkiem innej beczki. Kiedy w moje ręce wpadł Sołdat nie wiedziałam czego mam się po nim spodziewać. Okazało się, że ta książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie i pokazała całkiem inny wymiar człowieczeństwa.

Sołdat bowiem to nie tylko zapis opisów walk, natarć, zwycięstw i porażek, ale również pojawiają się tu elementy codziennego życia. Nikołaj Nikulin przedstawia zwykły powszedni dzień żołnierza, opisuje często zabawne sytuacje jak się się zdarzały, ludzi jakich spotykał, zachowania oficerów, plutonowych i strażników. Nie omija również problemów, z którymi musiał się zmierzyć – głód, strach, przerażenie, pustka nie były mu obce, a opisuje je bez ogródek, w sposób bardzo prosty i żywy. Dzięki temu jego wspomnienia są bardzo ludzkie, nabierają większego wymiaru lecz jednocześnie każdy człowiek może zrozumieć żołnierzy i bliżej poznać ich życie.

Jest to zapis autentycznych wspomnień, więc język nie jest lekki, a wręcz przeciwnie – miejscami nawet nieco przytłaczający i ciężki w dłuższej lekturze. Mimo to książka nie traci na tym, ponieważ skłania do refleksji, zastanowienia. Myślę, że ciężko by było przeczytać ją w jeden wieczór, popołudnie, ją trzeba prześledzić, zrozumieć i przyjąć. Choć czasami niektóre wątki odpychają, nie można nie stwierdzić, że dzięki temu jest bardzo wartościowa i pouczająca.

Bardzo się cieszę, że miałam okazję przeczytać Sołdata. Wcześniej o Armii Czerwonej wiedziałam niewiele, a ten autor potrafił przybliżyć mi jej losy, a właściwie losy żołnierza tam służącego w sposób bardzo ciekawy i przystępny. Wątki przedstawione w tej książce czasem przerażają, szokują, a czasem wywołują uśmiech. Uważam, że każdy, kto pasjonuje się historią, zwłaszcza historią Rosji i armii powinien obowiązkowo sięgnąć po tę lekturę – nie zawiedzie się! A tym, którymi kieruje jedynie ciekawość również polecam – myślę, że każdy bez względu na pochodzenie i płeć (choć nie zaprzeczam, że panowie raczej bardziej się tu odnajdą) znajdzie tu coś co go urzeknie i coś z czytania wyniesie. To jedna z tych pozycji, które warto znać.

7/10
Recenzja dla księgarni bestsellery.net!

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

161. Niezwykła wędrówka Harolda Fry




Autor: Rachel Joyce
Tytuł oryginalny: The Unlikely Pilgrimage Of Harold Fry
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 21 marca 2013
Liczba stron: 336


Każda człowiek musi przemierzyć w swoim życiu jakąś drogę i tak już jest, że niektórzy mają łatwiejszą, a niektórzy trudniejszą. Czasem ktoś postanawia nie trzymać się wyznaczonych szlaków i iść na skróty, ale potem okazuje się, że niekoniecznie mu się to opłacało. Inny postanawia nie ogłosić swoją wędrówkę całemu światu i iść przy fanfarach i oklaskach, lecz dopiero za jakiś czas zda sobie sprawę, że to co najważniejsze jest ciche i niezauważalne. Na szlaku spotykamy różnych ludzi, wielu z nich oferuje nam swoją pomoc. Prawdziwą sztuką jest ją przyjąć.

Harold Fry to starszy człowiek na emeryturze, który mieszka razem z żoną w niewielkim domu i wiedzie normalne życie, choć jego małżeństwo nie do końca jest szczęśliwe. Pewnego dnia przychodzi do niego list, w którym jego była koleżanka z pracy - Queenie, która niegdyś zrobiła dla niego coś pięknego, przekazuje mu wiadomość, że ma raka i niedługo umrze. Poruszony mężczyzna pisze odpowiedź, jednak gdy idzie wysłać telegram dochodzi do niego że to za mało i musi coś zrobić by uratować Queenie. Postanawia wyruszyć do niej pieszo. Po drodze spotyka przeróżnych ludzi i ma okazję uporządkować swoje życie. Czy dotrze do celu?

Jestem zwykłym facetem, przechodniem. Nie jestem kimś, kto wyróżnia się w tłumie. I nikomu nie sprawiam kłopotów. Kiedy mówię ludziom o tym, co robię, wydają się mnie rozumieć. Patrzą na swoje życie i chcą, by mi się udało. Tak samo jak, pragną by Queenie żyła.

Przepis na dobrą powieść ostatniego czasu? Jeden z bohaterów (najlepiej wielka miłość głównej postaci albo inna równie ważna dla niej osoba) musi mieć raka, koniecznie nieuleczalnego, ciężkiego i złośliwego, a autor musi czytelnika wzruszyć, najlepiej tak, by wylał morze łez. Oczywiście zakończyć się musi śmiercią i jakimś adekwatnym cytatem, najlepiej o sensie życia, tak by pozostawić odbiorcę z ciężkim sercem i rzucić na kolana ze łzami w oczach. O tak, takie pozycje sprzedają się ostatnio najlepiej i coraz bardziej zasypują księgarnię. Czy Niezwykła wędrówka Harolda Fry to nie jest coś w tym rodzaju właśnie?

Otóż okazuje się, że właśnie nie! Rachel Joyce napisała coś absolutnie oryginalnego, niebanalnego i ciekawego – coś co autentycznie zaskakuje i autentycznie porusza. Znajdziemy tu niesamowite ciepło, klimat i urok, poczujemy rodzinne ciepło i dobro emanujące z tej książki. I choć czasami główny bohater mnie irytował, choć zdarzały się nieco nużące momenty to zaraz zostawały przegonione i zastąpione przez piękne i wzruszające.

Tu nie chodzi o lekarstwa i wszystkie te rzeczy. Musi pan wierzyć, że tej osobie może się poprawić. Jest tak wiele rzeczy w ludzkim umyśle, których nie rozumiemy. Ale wie pan, jeżeli ma pan wiarę, może pan zrobić wszystko.

Niesamowite w tej książce jest to, że gdy już zbliżałam się do końca lektury byłam przekonana, że zakończenie jakie mam w głowie, zaraz przeczytam i że ta powieść jest całkowicie przewidywalna i tym samym niezbyt wyróżnia się spośród całej masy innych podobnej treści. Tymczasem autorka zupełnie mnie zaskoczyła, wbiła w fotel i przyznaję, że to jedne z najpiękniejszych zakończeń jakie kiedykolwiek czytałam.

Główny bohater to taka postać, która z jednej strony mnie zachwyciła swoją postawą, zachowaniem, osobowością, ciepłem, a z drugiej trochę irytowała, choć nie tak bardzo, żebym porzuciła lekturę. Myślę, że młodych czytelników ten odważny starszy człowiek, który miał tyle nadziei i wiary, żeby przejść przez całą długość Anglii dla jednej osoby chorej na raka, porzucając wszystko i bez wcześniejszego przygotowania, może wiele nauczyć. Przede wszystkim odwagi, męstwa i przyznania się do własnych błędów – chyba niewiele osób w dzisiejszym świecie to potrafi.

Świat składa się z ludzi, którzy robią krok za krokiem, a życie może wydawać się zwyczajne tylko dlatego, że ktoś tak robił przez długi czas.

Gdyby nie to piękne zakończenie, które mnie ujęło i gdyby nie ten morał, który wypływa z książki, z pewnością oceniłabym ją niżej, ponieważ poza ciekawym pomysłem i lekkim piórem nie jest specjalnie wyróżniającą się wśród innych. Podwyższam jednak moją ocenę, ponieważ uważam, że jest to pozycja, którą naprawdę warto znać, warto przeczytać i warto w swoim sercu przemyśleć.

9/10
Recenzja dla portalu Juventum.pl!

niedziela, 21 kwietnia 2013

160. Przygody Tomka Sawyera


Przygody Tomka Sawyera - Mark Twain


Autor: Mark Twain
Tytuł oryginalny: The Adventures of Tom Sawyer
Wydawnictwo: Skrzat
Data wydania: 2006
Liczba stron: 304


Leżysz na łące, a w ustach trzymasz słomkę. Trawa przyjemnie łaskocze twoje bose stopy, a słońce delikatnie ogrzewa twoje ręce i nogi. Kiedy masz dwanaście lat, a twoim największym utrapieniem jest jak wykręcić się od nieprzyjemnych i nudnych obowiązków albo jak nie pójść do szkoły, życie wydaje się piękne. Czas spędzony na zabawach w piratów, rozbójników i Robin Hooda, zero kłopotów, zero zmartwień. Lecz czy na pewno?

Tomek nie był wzorem cnót chłopięcych. Owszem, znał taki wzór, ale szczerze nim pogardzał. 

Tomek Sawyer to młody chłopak zamieszkujący w pewnym amerykańskim miasteczku. Nie jest bogaty, mądry i doskonały – wręcz przeciwnie – uwielbiam psocić i często sprawia kłopoty cioci Poli, która go wychowuje. Nie potrafi wysiedzieć w jednym miejscu, ciągle go nosi i ma masę nowych pomysłów, dlatego też ciągle wpada w tarapaty i musi ponosić konsekwencje swoich czynów. Lecz na wszystko ma pomysł i można powiedzieć, że zawsze sobie jakoś potrafi poradzić – nie byłby sobą, gdyby choć nie spróbował. Razem ze swoim przyjacielem Huckiem Finnem będzie szukał skarbu, zakocha się w córce sędziego – Becky i zostanie prawdziwym piratem. Jak to się potoczy?

Przychodzi taki czas, kiedy każda książka – nawet ta wyczekiwana i wychwalana pod niebiosa, zawodzi. Bierzesz coś do ręki, czytasz kilka stron i dochodzisz do wniosku, że nie wiesz o czym dzieje się akcja. Snujesz się jak duch po domu, nie masz co ze sobą zrobić. Chciałabyś poczytać, ale co poradzisz, że nic nie potrafi cię wciągnąć. Wtedy właśnie sprawdzają się klasyki – lektury dobrze znane, wielokrotnie pochłaniane, choć ostatni raz już dawno temu. A warto je sobie odświeżyć kiedy nachodzi nas chandra i zniechęcenie – zaspokajają czytelniczy głód, poprawiają nastrój i uśmiech po nich murowany!

Tomek stwierdził, że świat właściwie wcale nie jest taki zły. Sam o tym nie wiedząc, odkrył wielkie prawo działań ludzkich, a mianowicie: jeżeli chcemy obudzić w mężczyźnie lub chłopaku pragnienie jakiejś rzeczy, powinniśmy ją przedstawić jako trudną do zdobycia.

Do Przygód Tomka Sawyera długo nie mogłam się przekonać – wydawało mi się, że to książka tylko dla chłopców, nie przeznaczona dla dziewczynek. Zwłaszcza, że w tym okresie zaczytywałam się w młodzieżówkach, a klasyka literatury to była dla mnie Ania z Zielonego Wzgórza, Mała księżniczka czy Pierścień i róża. Nie, dzieło Marka Twaina nie było moją szkolną lekturą – sięgnęłam po nie z nudów, akurat nie miałam nic pod ręką. Przeczytałam i się zachwyciłam. A potem przeczytałam po raz kolejny, a za jakiś czas ponownie. I muszę przyznać, że za każdym razem bawiłam się równie dobrze i za każdym razem odnajdywałam w niej coś nowego, świeżego i ciekawego.

Mark Twain napisał książkę, która przypomina błogi czas dzieciństwa, ale jednocześnie pokazuje, że nawet ono nie jest kolorowe. Przygody młodych bohaterów zachwycają, zaciekawiają i poruszają Czytelnika. Przy czytaniu każdego rozdziału świetnie się bawiłam, ponieważ każda przygoda Tomka i jego przyjaciół oraz krewnych jest napisana w sposób przystępny, lekki i plastyczny, okraszona szczerymi komentarzami autora. I choć może ta powieść jest nieco przerysowana to z pewnością wciąga – przynajmniej tych, którzy nie są zmuszani do jej przeczytania (ahh, te lektury szkolne…).

Warto zwrócić również uwagę na to, że płynie z niej przesłanie dla Czytelnika. Przypomina o tym jak ważna jest uczciwość, prawdomówność, lojalność, szczerość, o tym, że nie zawsze warto się złościć i że z życia trzeba czerpać pełnymi garściami, niekoniecznie spędzając cały dzień przed ekranem komputera. Zresztą najlepiej się o tym przekonacie kiedy po nią sięgnięcie i spomiędzy wersów będziecie mogli wyciągnąć to, co w niej najważniejsze.

Przygody Tomka Sawyera to nie tylko klasyka, którą warto znać, ale również kawał świetnej literatury nie tylko dla dzieci i młodzieży. Potrafi przegonić największe smutki, pociesza, pozwala zapomnieć o własnych troskach i wciągnąć się w wir wydarzeń. Polecam z całego serca!

9/10

piątek, 19 kwietnia 2013

Top10 - pisarze, z którymi chcielibyśmy wybrać się na kawę (#2)


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.




Plik:Emilybronte.jpg
1. Emily Bronte
Za wspaniałe Wichrowe wzgórza! Chciałabym ją zapytać o pomysł na powieść, skąd czerpała inspirację, jak wyobraża sobie swoich bohaterów i jak ich wykreowała.. I przede wszystkim dlaczego napisała tylko jedną książkę!

2. Agata Mańczyk
Uwielbiam książki dla młodzieży tej pani! Są inteligentnie napisane, mądre, zabawne, nierzadko z morałem.. Strasznie chciałabym z nią porozmawiać, pożartować i popytać o kilka szczegółów z jej powieści :3

3. Cornelia Funke
Czytając Atramentowe serce, z miejsca się zakochałam w tej autorce i jej pomysłach. Potwierdziło się to przy genialnym Królu złodziei. Gdyby nie to, że jest Niemką (ahh, ten niemiecki! Nigdy się go nie nauczę xd) to w każdej chwili mogłabym przyjechać na spotkanie z nią! 

4. Agatha Christie
Królowa Kryminału, której chyba nie trzeba przedstawiać. W tym roku mam zamiar przeczytać większość jej twórczości (a napisała całą masę książek... za mną już trzy! :3) i gdyby żyła z pewnością chciałabym z nią porozmawiać. Wydaje się być osobą niezwykle sympatyczną, ciekawą i inteligentną.

5. Ewa Nowak
Seria miętowa od lat należy do moich ulubionych. Ewa Nowak jest jak dla mnie w czołówce najlepszych polskich autorów i dlatego ogromnie chciałabym się z nią spotkać!

6. ks. Jan Twardowski
Jak dla mnie to jeden z najpiękniejszych poetów współczesnych. Jego poezja, zwłaszcza ta skierowana dla dzieci (Zeszyt w kratkę <3) porusza najczulsze struny serca i trafia w samo sedno. Takich właśnie kapłanów i poetów potrzebujemy w świecie. Bardzo żałuję, że nie miałam okazji nigdy poznać księdza Twardowskiego...!

7. Clive Staples Lewis
Kolejny z Inspiratorów - uwielbiam go za Narnię, za Zaskoczonego radością, a wkrótce mam zamiar zabrać się za kolejne z jego dzieł. Lewis potrafi mnie poruszyć, skłonić do refleksji i zaciekawić swoim światem. Gdybym go spotkała to na pewno miałabym do niego masę pytań! 

8. Małgorzata Musierowicz
Kolejna z ulubionych autorek, zwłaszcza tych polskich. W Jeżycjadzie w swoim czasie się zaczytywałam (kilka z najulubieńszych części czytałam nawet kilka razy :3) i mam nadzieję, że kiedyś czas i los pozwoli, bym się z panią Musierowicz zobaczyła, bo bardzo chciałabym z nią porozmawiać!

9. Roald Dahl
Nie wiem czy wiecie, ale strasznie lubię czytać książki tego pana, jak dla mnie jego pomysły, wyobraźnia i ilustracje to jest mistrzostwo świata! Gdybym była z nim na kawie na pewno mielibyśmy o czym rozmawiać! *.*

10. Mark Twain
Ostatni, ale nie najgorszy - wręcz przeciwnie! Mark Twain to kolejna osoba, która mnie inspiruje i zadziwia - uwielbiam jego powieści, uwielbiam jego cytaty, uwielbiam jego złote myśli. To jeden z ludzi najczęściej cytowanych, który ma coś do powiedzenia na każdy temat. Rozmowa z nim, wypita kawa to jedno z moich marzeń, szkoda, że całkiem niemożliwych do spełnienia...

Tak, to tyle ^^ Wybaczcie moje nieogarnięcie, zaniedbanie, ale nie mam ostatnio ani chęci, ani czasu, ani humoru na nic. Powrócę pełną parą mam nadzieję z początkiem maja i zasypię Was recenzjami - teraz czytam po prostu rekordową ilość książek na raz :3

Miłego weekendu! :*

środa, 17 kwietnia 2013

159. W dżungli podświadomości




Autor: Beata Pawlikowska
Wydawnictwo: G+J
Data wydania: 6 marca 2013
Liczba stron: 358


Co to jest tak naprawdę ta podświadomość? Posiada ją każdy z nas i bez niej nie moglibyśmy żyć – ona nam mówi, że zanim przejdziemy przez jezdnię to musimy zobaczyć czy nic nie jedzie, odrywa naszą rękę kiedy dotkniemy czegoś gorącego, wywołuje uśmiech i łzy. Lecz ma też wady – zapamiętuje nasze przyzwyczajenia i nie chce od nich odchodzić, bo wtedy traci bezpieczeństwo i kontrolę – dlatego sięgamy po kolejną czekoladkę, choć dbamy o linię, nie chce nam się wstawać rano z łóżka, włączamy komputer czy też telewizor, choć dzisiaj mieliśmy sobie odpuścić… Jak więc z nią walczyć?

Beata Pawlikowska daje nam na to odpowiedź. Nie miała łatwego życia – kilka lat spędziła jako nastolatka samotnie w Londynie i tam bez ograniczeń balowała, jest ofiarą gwałtu, przeszła przez kilkanaście nieszczęśliwych związków. Taka osoba jak ona powinna się załamać, bo każdy kto nie miał szczęśliwej przeszłości wie jak ciężko się od niej oderwać. Jednak ona potrafi się podnieść, powiedzieć sobie w pewnym momencie „DOŚĆ” i zacząć od nowa, od nowa być szczęśliwym człowiekiem. A swoimi doświadczeniami i radami pragnie podzielić się z innymi, żeby każdy mógł na tym choć trochę skorzystać.

Ja jestem tą książką autentycznie OCZAROWANA. Nie znałam wcześniejszych dzieł Pawlikowskiej, przeczytałam zaledwie jedną, inną pobieżnie przejrzałam. Lecz jeśli każda jej pozycja będzie taka fenomenalna i trafiająca w sedno jak ta, to kupię ją w ciemno.

Autorka porusza temat podświadomości, na który większość ludzi nawet nie zwraca uwagi. Potrafi przedstawić ten problem, zainteresować, poruszyć czytelnika i pomóc mu go pokonać. Bo nie oszukujmy się – chyba każdy z nas się z tym boryka, że robi coś przeciw swojemu zdrowemu rozsądkowi, ma w głowie głos, którego nie potrafi pokonać, nie potrafi mu się sprzeciwić, za sprawą tego głosu u wielu ludzi pojawiają się także myśli, że jestem najgorszy, nie powinno mnie tu być i porównywanie się do innych. Beata Pawlikowska nie jest kwalifikowanym psychologiem, terapeutą ani lekarzem, ona bazuje na własnych doświadczeniach i na tym co przeżyła. W barwny, ciekawy i można powiedzieć, że wręcz elektryzujący sposób przekazuje to czytelnikom i namawia ich do zmiany.

Żółte kartki, niemal jakby wyrwane ze szkolnego notesu, okraszone zabawnymi małymi rysunkami, które nastawiają bardzo pozytywnie stały się już symbolem Pawlikowskiej i królują na jej fejsbukowym profilu. Tutaj również je spotykamy, pojawiają się co jakiś czas przedstawiając główne myśli rozdziału. Pełnią dość istotną rolę – sprawiają, że nie jest to nudny wykład, wprowadzają uśmiech, radość, dodają sił, a przy okazji zwracają uwagę czytelnika na najważniejsze rzeczy. Zdecydowanie rzucają się w oczy i taka jest też ich rola, bez nich nie byłoby to samo.

Strasznie mnie cieszy wiadomość, że W dżungli podświadomości to dopiero pierwsza część cyklu i już niedługo wyjdą kolejne, które dalej podejmą problem. Liczę na to, że będą równie dobre, bo tą pozycją autorka udowodniła, że ma ogromny potencjał, talent i nie może go zmarnować. Ta książka pozwoliła mi spojrzeć na życie z innej perspektywy, pokazała sens, cel i wywołała wiele uśmiechu.  Wrócę do niej z pewnością nie raz, ponieważ jest fenomenalna, nietuzinkowa i genialna. Dzięki niej pokochałam Pawlikowską i  dlatego polecam ją i jej fanom (których myślę nie trzeba zachęcać) i antyfanom i tym niezdecydowanym. Naprawdę warto.

9/10 
Recenzja dla księgarni bestsellery.net!

niedziela, 14 kwietnia 2013

158. Maximum Ride. Eksperyment "Anioł"




Autor: James Patterson
Tytuł oryginałuMaximum Ride: The Angel Experiment
Wydawnictwo: Hatette
Data wydania: 25 marca 2013
Liczba stron: 334


Naukowcy z całego świata co jakiś czas publikują i oddają dla większej publiczności swoje dzieła, projekty, pomysły i nowe wynalazki. Szokują społeczeństwo i pokazują jak daleko zaszła już nauka – człowiek potrafi już tak wiele rzeczy wymyślić by ułatwić sobie życie! Lecz nie wszystkie eksperymenty się udają i nie wszystkie można odwrócić. I czasem zdarza się tak, że powstaje coś, co zamiast dawać radość będzie krzywdzić…

Max, Kieł, Iggy, Kuks, Gazownik i Angela – szóstka dzieci-ptaków, które nie mają nikogo poza sobą. Mieszkają razem w miejscu gdzie nikt, a zwłaszcza Likwidatorzy, czyli ludzie-wilki, którzy chcą ich zniszczyć, ich nie znajdzie. Są przypadkowym eksperymentem szalonych naukowców – mają skrzydła, niektóre z nich potrafią czytać w myślach czy widzieć w ciemności. Nie chodzą do szkoły, nie mają rodziców, obowiązków, zajęć. Pewnego dnia jednak muszą opuścić schronienie by ratować się od łap okrutnych Likwidatorów i trafiają do dużego miasta. Tam czeka na nich wiele zagrożeń – czy dadzą radę się im przeciw wstawić i pokonać zło?

Cudownie było znów rozłożyć skrzydła, załomotać nimi mocno, stać się kimś o wiele szybszym, sprawniejszym i fajniejszym niż na ziemi.

Jeśli ktoś by mnie zapytał dzisiaj jaką książkę poleciłabym przeciętnemu nastolatkowi, który jest ciekawy świata, rządny przygód i lubi nutkę fantastyki w lekturach, to odpowiedziałabym z pewnością, że pierwszą część serii Maximum Ride. To książka, która idealnie ilustruje to czego oczekuję po dobrej książce dla młodzieży – wciągająca, lekka, z humorem i ciekawie napisana. Już dawno przy żadnej powieści nie bawiłam się tak dobrze!

Bardzo podoba mi się pomysł jaki został wykorzystany – życie zmutowanych genetycznie dzieci. Warto zwrócić uwagę jak świetnie wykreowany jest ich świat, przedstawione ich codzienne życie, problemy i troski. Mimo wszystko wypływa z tego ważny w dzisiejszym świecie morał o tym, że należy szanować każde ludzkie życie, jak ważne jest dobro, przyjaźń, lojalność wobec każdego oraz, że nie ma istot lepszych i gorszych – każdy tak samo zasługuje na szacunek. Cieszę się, że nie ma tu wątku miłosnego – na rynku książek przepełnionych miłością, trójkątami miłosnymi jest tak wiele, że ciężko już wyłapać takie perełki, które nie będą skupione wokół tego motywu i gdzie będzie pokazane coś więcej.

-I co teraz, do cholerrry? - warknęłam do Kła. Spojrzał na mnie w zadumie. Podsunął mi torebkę. - Orzeszka?

Szóstka głównych bohaterów to wspaniałe, sympatyczne, zabawne i inteligentne istoty, których nie da się nie polubić i trochę żałuję, że autor nie skupił się na lepszym ich wykreowaniu i nakreśleniu. Tak naprawdę lepiej poznajemy jedynie Max, która jest narratorką wydarzeń i głową ich paczki oraz nieco na początku Angelę, lecz tak naprawdę wydarzenia nie pozwalają na głębsze i bliższe ich poznanie. Za to mamy ciągle rozwijającą się akcję, pędzące wydarzenia i przygody dzieci-ptaków, które są na pierwszym miejscu w tej książce.

Żyjesz z kimś na co dzień, myślisz, ze go znasz a on ci raptem odpala taka bombę.

Bardzo się cieszę, że wydawnictwo Hatette zdecydowało się wznowić serię Maximum Ride, ponieważ na pewno przypadnie do gustu niejednemu nastolatkowi, a i starsi będą się przy niej dobrze bawić. Eksperyment „Anioł” zaskakuje, odpręża, rozbawia Czytelnika i zdecydowanie jest godny polecania. Ja już nie mogę doczekać się przeczytania kolejnej części, a Was zachęcam do sięgnięcia po pierwszą!

8/10
Recenzja dla portalu Juventum.pl!

piątek, 12 kwietnia 2013

157. PREMIEROWO: Michael Vey. Więzień celi 25


Michael Vey. Więzień celi nr 25 - Richard Paul Evans


Autor: Richard Paul Evans
Tytuł oryginalnyMichael Vey: The Prisoner of Cell 25
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 12 kwietnia 2013
Liczba stron: 400


W gimnazjum generalnie nie można się wyróżniać. Każdy, kto jest inny lub wyznaje inne poglądy niż tłum nie będzie lubiany i szanowany. Zacznie się pokazywanie palcami, obgadywanie, zawistne spojrzenia i bardzo często samotność. Trzeba mieć dużo odwagi aby się przełamać i nie dać się stłamsić tłumowi, który narzuca zasady. Czasami jednak nie mamy innego wyjścia…

Michael Vey jest nastolatkiem z zespołem Tourette’a, czyli, że często wykonuje nieświadomie i niezależnie od siebie różne tiki na twarzy jak np. gwałtowne mruganie. Przez to, jak również przez małą sylwetkę nie ma w szkole przyjaciół poza Ostinem – genialnym chłopcem z nadwagą. Michael posiada jednak jeszcze jeden dar – potrafi elektryzować i wystrzeliwać z dłoni elektryczne impulsy  dużej mocy, niestety nikt poza jego matką i Ostinem o tym nie wie. Pewnego dnia jednak w złości elektryzuję dwóch łobuzów, którzy chcą go pogrążyć i zauważa to czirliderka – Taylor. Ona również ma dar i nie potrafi sobie z nim poradzić. Wkrótce oboje wpadną w kłopoty, bo ktoś uporczywie ich szuka i chce złapać – czy uda im się go pokonać?

O Richardzie Evansie słyszałam już sporo dobrego, choć nie przeczytałam jeszcze żadnej jego książki. W Polsce jest znany ze swoich powieści dla dorosłych wydawanych przez wydawnictwo Znak i z tego co wiem, dorobił się już wielu fanów. Tym razem jednak postanowił napisać coś dla młodzieży i po przeczytaniu Michaela Veya. Więźnia celi 25 jestem przekonana, że wielbicieli zbierze dwa razy więcej! Co tu dużo mówić – ta książka jest po prostu genialna!

Książek dla młodzieży na rynku wydawniczym mamy ogrom, ta wśród nich wyróżnia się na pewno tym, że miłość i zakochanie dwojga młodych ludzi nie gra najważniejszej roli, właściwie wcale go tu nie ma. Możemy odsapnąć od ckliwych i słodkich opisów, wyznać i złamanych serc, a autor zwraca naszą uwagę na tak ważne wartości jak przede wszystkim przyjaźń, lojalność, braterstwo i uczucie łączące syna i matkę. Ta pozycja zdecydowanie wiele wnosi do życia młodego czytelnika.

Michael Vey to książka, w której nieustannie coś się dzieje. Ja wręcz nie mogłam się oderwać ode lektury i absorbowała wszystkie moje myśli. Miałam ochotę pochłaniać ją w każdej wolnej chwili i jednocześnie ją sobie dawkować, aby jak najdłużej móc cieszyć się świetnym, lekkim językiem, genialnymi bohaterami, wspaniałą akcją i zapierającymi dech w piersiach przygodami.

Warto zwrócić uwagę również na bohaterów, którzy są świetnie wykreowani. Każdy z nich jest inny, niepowtarzalny, a jednocześnie ma wspaniale nakreślony swój portret psychologiczny. Michaela Veya, który skradł moje serce, Taylor i Ostina pokochałam już od pierwszej strony – uwierzcie mi – nie da się ich nie lubić! Są bardzo sympatyczni, zabawni, mili i dzięki nim ta książka ma niesamowity urok i klimat, tak, że każdą kolejną stronę czyta się z przyjemnością.

Zakończenie jest otwarte, a wiele wątków jeszcze nie zakończonych, więc liczę na to, że druga część ukaże się jak najszybciej. Ta jest cudowna, wspaniała i jestem w niej zakochana, ponieważ pochłaniałam ją z wypiekami na twarzy. Po jej skończeniu czułam jednak jakiś niedosyt i nie mogę doczekać się kolejnego tomu!

Polecam gorąco!

9,5/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów!

wtorek, 9 kwietnia 2013

156. Dziennik Helgi




Autor: Helga Weissowa
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 20 marca 2013
Liczba stron: 253


Lata, kiedy na całym świecie toczyła się okrutna i bezwzględna druga wojna światowa były dla każdego zwykłego człowieka bardzo trudne. Lecz dla Żydów, których dyskryminowano, prześladowano i zamierzano zgładzić tym bardziej – nawet ciężko sobie dzisiaj wyobrazić co niektórzy z nich musieli przeżyć. Zwłaszcza ci, którzy nie do końca jeszcze rozumieli o co w tym chodzi – dzieci. To im zabrano spokojne dzieciństwo, dorastanie, radość i zabawę.

Helga to jeszcze mała dziewczynka. Zaczyna pisać swój dziennik w wieku ośmiu lat, mamy wtedy rok 1938. Z racji tego, że wychowuje się w żydowskiej rodzinie, kiedy wojska Hitlera opanowują jej ojczyznę – Czechosłowację, jej tato traci pracę, nie może już uczyć się w publicznej szkole, a wkrótce potem muszą opuścić dom i udać się do obozu w Terezinie. Razem z matką próbuje dostosować się do nowych warunków, ale są one niezwykle trudne i ciężkie. Trzy lata później muszą rozstać się z ojcem – jest on przewieziony do Auschwitz, a one dołączają do niego kilka miesięcy potem. Czy kiedykolwiek jej życie się ułoży?

Najgorzej jest nam, Żydom. Na nas wszystko można zwalić. To wszystko przez nas, wszystkiemu jesteśmy winni, chociaż nic złego nie zrobiliśmy. Nic nie możemy poradzić na to, że jesteśmy Żydami, ani na nic innego.

Literatura obozowa, wojenna to książki przejmujące, ważne i potrzebne dzisiejszemu społeczeństwu. Niewiele osób zdaje sobie sprawę jakie piekło musieli przeżywać ci, którzy niczym oprócz swojego pochodzenia nie zawinili. Byli tacy sami jak my, a ich życie diametralnie się różniło od naszego. I dlatego warto dać na chwilę głos Heldze Weissowej i posłuchać co taka mała dziewczynka jak ona ma nam do powiedzenia.

Dziennik Helgi jest pisany przez dziecko – ciężko tam doszukiwać się pięknego stylu czy języka. Został przepisany z oryginału, czyli, że tak samo jak został napisany, tak też możemy go czytać. Dzięki temu zyskuje na swojej autentyczności, a do tego zaskakuje ciekawymi spostrzeżeniami i celnymi uwagami. Dziewczynka ma cały czas otwarte oczy na wszystko co widzi i zapisuje to w pamiętniku. Możemy zobaczyć jak szybko musiała dorosnąć i zaopiekować się swoją mamą, zacząć pracować, kłócić się o jedzenie. Przekazuje też Czytelnikom wszystkie emocje jakie jej towarzyszyły – strach, samotność, okrutny ból, bezsilność, żal, ale też satysfakcję i radość. Warto w tym miejscu dodać, że jej dziennik przetrwał tylko dlatego, że oddała go wujowi, który zamurował go w ścianie – inaczej na pewno zostałby zniszczony.

W Terezinie przebywało wielu artystów i mimo nieludzkich warunków życie kulturalne było bogate. Odbywały się wieczory literackie, koncerty, sztuki teatralne i wykłady. Więźniowie, także dzieci, ogromnie się nimi interesowali odnajdując w nich źródło nadziei i siły.

Z racji tego, że zapiski Helgi były często krótkie, nie zawsze szczegółowe, rzadko kiedy miały datę i poukładane są w dzienniku chronologicznie, choć „na oko”, to wydawnictwo na końcu książki postanowiło umieścić wywiad z dorosłą już autorką. Dzięki niemu poznajemy dokładniejsze zwierzenia, także poznajemy sylwetki jej rodziców i przyjaciół oraz to co działo się po zakończeniu wojny i jej powrocie do kraju. Helga Weiss dzięki temu przedstawia się jako naprawdę ciepła, mądra i sympatyczna osoba, której trudno nie polubić.

Choć Dziennika Anne Frank nie znam i nie mogę go porównać do tej pozycji, to jestem przekonana, że Dziennik Helgi trafi w gusta niejednego fana tej tematyki i nie tylko. To książka bardzo ciekawa, poruszająca, na swój sposób wciągająca. Przeraża pokazując realia tamtych czasów i warunki w jakich musieli żyć ludzie. Zdecydowanie to lektura bardzo wartościowa, którą warto przeczytać i poznać.

9/10
Za książkę dziękuję agencji AIM Media!

sobota, 6 kwietnia 2013

Sobotni stos dla Gagatka

Hej ;3
Nazbierało mi się trochę książek i chyba pora na to, żeby umieścić stosik. Następny już na pewno będzie pod koniec miesiąca, muszę zacząć to praktykować, bo nigdy nie wiem kiedy go umieścić xd Ale to nic - teraz podziwiajcie co niedawno do mnie przyszło! :3


Od dołu:
  • Anne Bronte Lokatorka Z Wildfell Hall - od wydawnictwa MG
  • Małgorzata Łukowiak Projekt matka - od wydawnictwa Świat Książki
  • Virginia C. Andrews Kto wiatr sieje - od wydawnictwa Świat Książki
  • Nikołaj Nikulin Sołdat - do recenzji dla księgarni Bestsellery.net
  • Beata Pawlikowska W dżungli podświadomości - do recenzji dla księgarni Bestsellery.net
  • Renata Adwent Rok, który wszystko zmienił - od wydawnictwa Feeria
  • Richard Paul Evans Michael Vey. Więzień celi 25 - od wydawnictwa Fabryka Słów
  • James Patterson Maximum Ride. Eksperyment "Anioł" - do recenzji dla Juventum.pl
  • Sophia Bennet Look - od Open Gate
  • Dariusz Rekosz Pocztówka z Toronto - od Open Gate
  • John Green Gwiazd naszych wina - od kochanej Cas :*
  • Margaret Diloway Sztuka uprawiania róż z kolcami - od wydawnictwa M
  • Anna Drzewiecka Ciotki - od wydawnictwa M
  • Richard Evans Obiecaj mi - z wymiany z Mery :*
  • Richard Evans Szukając Noel - z wymiany z Mery :*
To tyle ;)) Jeszcze teraz muszę zrecenzować dużo zaległych książek z poprzednich stosów, bo już je przeczytałam, ale nie miałam weny żeby coś napisać. A zaraz potem będzie recenzja W dżungli podświadomości, bo właśnie kończę tę książkę :D

I jeszcze dedykacja dla mojego najukochańszego Gagatka, który jest wspaniały, mogę z nią o wszystkim porozmawiać, cały czas się przy niej śmieje i jest cudowna, bo ciągle mnie wspiera i pociesza <3 I dlatego jest najlepsza na świecie, o!

A jakbyście mieli przypadkiem dzisiaj troszkę więcej czasu to zapraszam do zerknięcia tutaj - nie pożałujecie! :3

Miłej soboty! :*

piątek, 5 kwietnia 2013

155. Jedna niezwykła rzecz




Autor: Chitra Banerjee Divakaruni
Tytuł oryginalny: One Amazing Thing
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 5 marca 2013
Liczba stron: 220


Każdy człowiek umierając powinien mieć wrażenie, że jednak coś w tym jego życiu się wydarzyło, że nie przeżył go w mgnieniu oka, że nie miał życia bez przerwy naznaczonego beznamiętnym i nudnym spokojem. I że zrobił coś dobrego, że pomógł temu kto tej pomocy potrzebował, pokochał tego, który pragnął miłości i zaopiekował się tym, który sam nie mógł się sobą zająć. I że to jego życie było piękną lekcją i piękną przygodą.

W pewnym mieście w Stanach Zjednoczonych dziewięć całkiem różnych osób, nie znających się w większości wcześniej i nie mających ze sobą nic wspólnego, czeka na transport do Indii – punkowa nastolatka o trudnym charakterze, starsze małżeństwo nie potrafiące znaleźć wspólnego języka, babcia z chińskimi korzeniami, były amerykański żołnierz, studentka poszukująca własnej drogi życia, młody muzułmanin i dwoje zakochanych w sobie pracowników ambasady. Każdy z nich jest inny i każdy przeżył coś innego. Czekanie przerywa im trzęsienie ziemi, które zamyka ich w jednym pomieszczeniu bez żadnego wyjścia. Sytuacja staje się jeszcze gorsza kiedy okazuje się, że małym strumieniem napływa woda z rur, która zaczyna ich zalewać, a zapasy jedzenia i picia nie są wcale takie duże. Wtedy właśnie młoda studentka proponuje żeby każdy opowiedział jedną niezwykłą rzecz jaka mu się w życiu zdarzyła. Jakie będą te historie?

Kiedy tylko przeczytałam w zapowiedziach opis tej książki od razu wiedziałam, że będzie to coś ciekawego i coś co warto przeczytać. Wiele po niej oczekiwałam i na całe szczęście nie zawiodłam się – książka nie jest długa, nie jest męcząca, ale naprawdę porywająca i ciekawa. Czytało mi się ją tak przyjemnie chyba przede wszystkim dlatego, że ma w sobie coś oryginalnego, coś co wybija ją nad wiele bardzo podobnych treściowo do siebie pozycji, których zalew mamy na rynku.

 W trakcie czytania okazało się, że Jedna niezwykła rzecz jest przesiąknięta kulturą indyjską i jej religią – islamem. Nie jest to jednak wprowadzone nachalnie, lecz bardzo naturalnie – widać, że autorka wie o czym pisze. Muzułmanami są niemal wszyscy bohaterowie, a nawet jeśli nie to życie ich związało z tą wiarą. Z racji tego, że często czytelnik może poznać ich myśli możemy trochę poznać tą kulturę, zwyczaje i ich wyznawców.

Nigdy jeszcze nie spotkałam się z takim pomysłem na powieść jak tu, ale muszę przyznać, że jest naprawdę świetny. Wśród tragedii trzęsienia ziemi, zamieszania, paniki, kłamstwa każdy może obnażyć nieco siebie i opowiedzieć coś co jeszcze nikomu nigdy nie powiedział, co leży mu na sercu. Naprawdę fajnie wyszło to autorce, otwiera ona czytelnikowi oczy na dziewięć różnych historii i dziewięć różnych światów.

Zakończenie nieco mnie zawiodło, ale i tak przy tej książce świetnie spędziłam czas i jeszcze nie raz do niej wrócę. Jest naprawdę świetna, z pewnością niebanalna, napisana lekkim językiem, który wciąga, pozwala poznać inną kulturę i religię. Porusza ważne tematy na które nie możemy milczeć i dlatego naprawdę warto ją poznać. Polecam!

8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka!

środa, 3 kwietnia 2013

Za co kocham blogosferę?


51501030_large
Witajcie znowu ^^

Wczoraj rzeczywiście, może troszkę mnie poniosło. Ale może to i dobrze? Dzisiaj już ochłonęłam, więc tak jak obiecałam uraczę Was czymś o wiele weselszym – chciałabym napisać za co uwielbiam blogować, dlaczego jeszcze tu jestem i dawno nie uciekłam (w końcu tyyyyle rzeczy mi nie pasuje… xd) i po prostu chciałabym żebyście się choć raz przy czytaniu tych moich zapisków uśmiechnęli.

Od czego tu by zacząć? Od stosików? Ahh, nie ukrywajmy – wszyscy je kochamy. I nie ukrywajmy – dzięki nim rosną statystyki, ponieważ oglądanie nabytków książkowych, nawet nie swoich, przynosi molom czytelniczym ogromną radość. Najlepiej jeśli te stosy są ogromne, wielkie, wspaniałe, niech uginają się pod nimi półki. Takie ogląda się z niekłamaną uciechą i taką małą nutką zazdrości – kto by nie chciał choć jednej pozycji (ja najczęściej to wzięłabym wszystko xd). Poza tym posty stosikowe to także świetna okazja by napomknąć co u nas słychać, jakie mamy plany, a także czytelnik bloga może zobaczyć czy w naszym pokoju panuje porządek czy też nie do końca ;) Ja osobiście lubię także przy stosikach zobaczyć jak dana książka wygląda wizualnie – jak prezentuje się objętościowo, jaki ma grzbiet i jak potencjalnie będzie wyglądać na półce.

Przez blogowanie poznałam tyle fantastycznych ludzi, że aż ciężko mi ich wszystkich wymienić. Niesamowita mieszanka charakterów i osobowości, wieku, płci oraz to co nas łączy – miłość do literatury sprawia, że niemal każdy będzie mógł odnaleźć swoją bratnią duszę. Ja ze swojej strony mogę dodać, że właśnie dzięki tym znajomościom, godzinach przegadanych z Najlepszymi, wspaniałych wspomnieniach, bardziej się otworzyłam. Mogę je zapytać o wszystko, razem z nimi się pośmiać, posmucić, wymienić się najnowszymi wieściami, pożartować, poplotkować i nie tylko – zwłaszcza z Gagatkiem, który jest tak samo pokręcony jak ja i chyba nie ma tematu na który byśmy nie gadały. A poza tym wiem, że one tak samo jak ja mają bzika na punkcie książek, przesiadują z nimi całe dnie i gdyby mogły to wykupiłyby niemal całą księgarnię na miejscu. Tych spontanicznych dyskusji o przewadze cudownych książek nie da się powtórzyć kiedy ktoś po prostu nie czyta i nie prowadzi własnego bloga.

Osobiście uwielbiam najbardziej z wszystkich te recenzje, gdzie jest jakaś ekspresja, zachwyt. Kiedy autorka jest tak książką zachwycona (bądź wręcz przeciwnie – czasami te negatywne recenzje są równie dobre), że aż się nie może wysłowić, że aż gubi słowa i nie znajduje już więcej pochwalnych opisów, żeby zachęcić czytelnika, bo on po prostu musi tę książkę przeczytać żeby zrozumieć. To niesamowite jakie przez te słowa płyną emocje, jaka radość i podekscytowanie. I najwspanialsze jest to, że potem sięgam po daną książkę (mimo, że wcześniej o niej nie słyszałam) i czuję dokładnie to samo.

Każdy blog tworzy ktoś inny i dlatego wspaniałe jest to, że mamy aż tak ogromny wybór. Możemy przebierać między gatunkami, rodzajami i autorami. A każdy blog pokazuje też osobowość jego autora, możemy poznać jego zainteresowania, pasje, czy lubi kolory krzykliwe, czy też raczej stonowane. Naszymi blogami, choć może trochę czasami nieświadomie wyrażamy siebie, to namacalna cząstka każdego z nas!

Choć niektóre komentarze czasami zniechęcają, niektóre irytują, to są takie, które od razu wywołują uśmiech na twarzy. Kiedy ktoś nas pochwali, zachęci do dyskusji, zwróci uwagę na ciekawą rzecz. Ile ja świetnych rzeczy dowiedziałam się przez komentarze! Ile nowych tytułów poznałam! I dowiedziałam się, że nie tylko ja uwielbiam tę książkę, okazuje się, że jest nas więcej. I każdy taki komentarz dodaje dobrego humoru, siły i podwaja zapał.

Już może skończę. Wystarczy. Przecież każdy z nas dobrze wie za co kocha blogowanie – wszyscy jesteśmy jego częścią. Ja już chyba tak wsiąkłam w ten świat, że nie byłabym w stanie się z niego uwolnić – to uzależnia. Każdemu życzę takiej przygody jak prowadzenie bloga – to jedna z najlepszych rzeczy jaka przytrafiła mi się w życiu!

A Wy? Za co kochacie blogosferę?

PS I uwierzcie, ja naprawdę nie napisałam tych dwóch tekstów żeby kogoś zdołować, obrazić ani tym bardziej żeby nabić sobie statystyk (skąd w ogóle taki pomysł? oO). Po prostu chcę napisać na moim własnym blogu to co leży mi na sercu – to wszystko. I nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać, bo każdy jest inny. I dlatego świat jest taki piękny! <3

PS2 I to już koniec tych prywat :P Obiecuję, że następny post to będzie już recenzja! 

wtorek, 2 kwietnia 2013

Co mnie denerwuje i irytuje w blogosferze?


Witajcie :D

Obiecałam post o tym co mnie drażni i irytuje w blogosferze i oto on. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że też nie jestem bez wad, nie powinnam się wymądrzać, ale chciałabym zabrać również głos w tej kwestii. Może komuś wyjdzie to na dobre? A jeśli nie to przynajmniej sobie pomarudzę ;)

Przede wszystkim szablon. Rozumiem, że każdy ma inny gust i każdemu podoba się coś innego, no ale litości – pstrokate, całkowicie niepodobierane do siebie kolory, cała masa bannerów i zapychaczy na bocznych szpaltach do tego dziwna czcionka naprawdę Wam się podoba? Jeśli wchodzi się codziennie na takie blogi naprawdę można dostać oczopląsu i bólu głowy, nie mówiąc już o tym, że każdy taki „dodatek” w stylu muzyczki, stu tysięcy bannerków, opisów, kilkanaście list blogrollów bardzo spowolnia wczytywanie się strony i co tu dużo mówić - irytuje. Wracając jeszcze do muzyki – jeśli jest z boku to jeszcze mogę ją przeżyć, ale nie raz się już spotkałam z tym, że była umieszczona na dole i jeśli przeglądam bloga z mojego netbooka, a rozdzielczość strony jest duża to nie mogę jej przesunąć w prawo żeby przeczytać cały tekst. Poza tym zwróćcie uwagę na to, że może nie każdy ma ochotę słuchać takiej samej muzyki jak Wy, nawet jeśli nie wiem jak Wam się podoba.

Przejdźmy dalej – nazwa bloga. Kiedy zakładamy blog to wybieramy jego tytuł, który będzie widnieć w linku. Niektórzy nie mają pomysłu i ja to rozumiem, nie każdy musi być mistrzem od razu, a taka nazwa to wcale nie jest prosta sprawa, ale niektórzy taki pomysł posiadają i wymyślają coś całkiem swojego oryginalnego i ciekawego, coś czym się potem będą podpisywać. To powiedzcie mi DLACZEGO potem w nazwie bloga, która będzie potem w naszych blogrollach, wstawiają cytat? Wybaczcie, ale tych pięknych cytatów mądrych ludzi wcale nie ma tak wiele, i jeśli mam pięć albo dziesięć takich samych, a tytuł posta nic ciekawego mi nie mówi to w niego nie wchodzę, chociaż gdybym wiedziała, że to napisała ta blogerka, której blog lubię to pewnie bym weszła. Zwróćcie na to uwagę, błagam. I nie zastanówcie się kiedy kolejny raz wybierzecie cytat Szymborskiej, że czytanie to najlepsza zabawa jaką ludzkość wymyśliła albo że pokój bez książek jest jak ciało bez duszy. Już nawet recenzje książek albo moje czytanie jest lepsze.

Jeśli już komentujecie jakiś post to litości, sprawdźcie wcześniej o czym on jest. Przyznaję, że też nie zawsze czytam wszystkie recenzje blogów na które wchodzę, bo to faktycznie zajmuje dużo czasu kiedy tych recenzji jest wiele, ale wtedy nie komentuję. Naprawdę nikt nie będzie miał Wam tego za złe, a komentarze w stylu suchego przeczytam albo nie przeczytam czasami są naprawdę nie na miejscu. Zwłaszcza jeśli ktoś napracował się przy pisaniu posta. I nie musicie przy każdym komentarzu mnie pozdrawiać, choć to miłe, ale czytane po raz dziesiąty zaczyna irytować. Wystarczy raz. Wiele osób o tym już mówi, wielu zwraca na to uwagę w tekście nad okienkiem komentarza a jednak mimo to takie komentarze się pojawiają. Już nawet nie mam za złe tego, że umieszczacie adres swojego bloga, bo wiadomo, że każdy musi się jakoś zareklamować, ale uwierzcie, że mądry, inteligentny i konstruktywny komentarz to najlepsza reklama. I chyba już o weryfikacji obrazkowej nie muszę wspominać?

A wracając do postów to tak, wiem, że to wasz blog i możecie sobie na nim pisać co wam się żywnie podoba, ale wstawianie postów z informacją że właśnie posprzątaliście mieszkanie, upiekłyście jakieś ciasto i za co się teraz zabieracie albo tylko o tym, że nawiązałyście nową współpracę jest nieco nie na miejscu. Od tego mamy fejsbuka, forum, zawsze możecie założyć sobie pingera albo innego, całkiem prywatnego bloga, ale uwierzcie, że niewiele osób, które są nastawione na czytanie waszych recenzji, od czasu do czasu stosików czy zapowiedzi to jakoś szczególnie obchodzi. I nie musimy znać każdego momentu z Waszego życia - skupcie się na recenzjach. I właśnie – dlaczego odnoszę takie wrażenie, że niektórzy tak się starają je pisać najlepiej, że aż za bardzo. Wystawianiem nieszczerych, czasami aż wręcz przekopiowanych od kogoś opinii z pewnością nie jest okej. Ani wystawianie laurek wydawnictwu tylko dlatego, że dostało się tę książkę „za darmo” (chociaż ja się z tym określeniem nie za bardzo zgadzam, w końcu napisanie recenzji to wcale nie jest taki pikuś, zabiera czas i energię, więc nie za darmo ;)).

Pisząc recenzję naprawdę nie musicie dawać dziesięciu wykrzykników ani znaków zapytania. Jeden całkowicie wystarczy i wygląda sto razy bardziej estetycznie. Cytaty z książki są przydatne, często najbardziej zachęcają do lektury, ale jak dla mnie recenzję upstrzoną zagranicznymi okładkami czyta się o wiele ciężej, bo często wzrok ucieka. I najważniejsze – czcionka! Czy pisanie New York Timesem, Arialem albo Georgią jest jakieś, nie wiem – dziwne, złe? Te czcionki czyta się najlepiej i nie używajcie innych, jakiś bardziej wymyślnych, albo takich w stylu Courier New, bo nie dość, że wygląda to tragicznie to jeszcze tragicznie się czyta. I przed wstawieniem posta przeczytajcie go sobie w miarę możliwości głośno, sprawdźcie błędy ortograficzne i stylistyczne, sięgnijcie od czasu do czasu po słownik poprawnej polszczyzny, synonimów czy języka polskiego jeśli macie z tym problem. To naprawdę nie jest żaden wstyd.

I jeszcze (już ostatnia!) dość delikatna sprawa – ostatnio odnoszę wrażenie, że blogerki stają się  w stosunku do siebie, a zwłaszcza w stosunku to mniej znanych, dopiero raczkujących w blogowaniu koleżanek bardzo obcesowe, chłodne, czasami wręcz chamskie. Nie będę teraz wymieniać kto, bo to nie ma sensu i to nie jest na to miejsce, ale pomyślcie nad tym zanim umieścicie jakiś niezbyt miły komentarz.

Mam nadzieję, że mnie teraz za ten post nie zjecie ;) To tylko moje zdanie i macie prawo się z nim nie zgadzać i oczywiście gdybym wybierała blogi pod tymi kategoriami to zostałaby mi maleńka garstka. Najważniejsze jest to co piszecie i żebyście robiły to z sercem.
Czekam na Wasze komentarze i zapraszam do dyskusji!

PS Zapraszam jeszcze na dzisiejszą poranną recenzję :D

154. Gwiazd naszych wina


Gwiazd naszych wina - John Green


Autor: John Green
Tytuł oryginalnyThe Fault in Our Stars
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 6 lutego 2013
Liczba stron: 314


Dawniej ludzie wpatrywali się w gwiazdy poszukując w nich odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Wierzyli że w konstelacjach ułożonych przez Stwórcę na niebie jest zapisany cel i sens ich życia. Gwiazdy są zagadką, tajemnicą, szeptem, ukrytym pięknem. A ty? Kiedy ostatnio patrzyłeś w gwiazdy? Czy w ogóle zauważasz ich ciszą obecność?

Hazel choruje na raka tarczycy z przerzutem do płuc i tylko dzięki rozwiniętej medycynie i cudownych kuracjach jakie musi przechodzić w szpitalach, żyje. Każdego dnia taszczy ze sobą zbiornik z tlenem, który pomaga jej oddychać i tak naprawdę każdy jej dzień jest podobny do poprzedniego. Pewnego dnia jednak poznaje na grupie wsparcia Augustusa – chłopaka, który zmieni jej życie.  Dzięki niemu dziewczyna uwierzy w siebie i w swoje możliwości. Jak zakończy się ta historia?

- Czujesz się lepiej?
- Nie – wymamrotał Isaac, ciężko oddychając.
- Tak to jest z bólem – odpowiedział Augustus, a potem spojrzał na mnie. – Domaga się, byśmy go odczuwali


Co tak naprawdę młodzi ludzie wiedzą o chorobie, umieraniu, szpitalnych maratonach? Zapatrzeni w ekrany komputerów, telewizorów, zmęczeni szkołą i codziennymi obowiązkami nie znają tej okrutnej strony życia, kiedy każdy dzień jest policzony. Wielu z nich sądzi, że na takie choroby nowotworowe zapadają tylko ludzie starzy i niedołężni, w późnym wieku. I że ich na pewno to nie dotknie, ani tym bardziej nie może to dotknąć nikogo z ich rodziny czy znajomych. John Green chciał to zmienić. I mu się to udało. Ta książka jest moim odkryciem roku.

Po takiej lekturze spodziewamy się, że będzie ciężka, trudna do zrozumienia i z wieloma podtekstami, metaforami. Tymczasem Gwiazd naszych wina napisana jest językiem niezwykle lekkim, ciekawym, plastycznym i bardzo prostym, wręcz przystosowanym dla młodzieży. Wywołuje całą gamę przeróżnych emocji, a także pozwala spojrzeć na swoje życie z nieco innej strony. Czyta się ją z prawdziwą przyjemnością, z uśmiechem na twarzy, a w pewnych momentach pojawiają się też nieodłączne łzy wzruszenia. Pochłaniając tę książkę trzeba zaopatrzyć się w duże opakowanie chusteczek!

A mimo to martwiłam się. Lubiłam być żywym człowiekiem. I chciałam nim pozostać. Martwienie się to kolejny efekt uboczny umierania.

Bohaterowie są wspaniale wykreowani. Okazuje się, że poza tym, że chorują na nieuleczalne choroby nie różnią się od dzisiejszych nastolatków niczym – tak samo uwielbiają pizzę, oglądają Amerika Next Top Model, czytają książki, grają w gry komputerowe, śmieją się z tych samych żartów, mają pasje, zainteresowania, chcą być kochani i dostrzegani. Nie wywołują litości u czytelnika, a wręcz przeciwnie – jego ogromną sympatię, radość, uśmiech. Dzięki temu, że jest zastosowana pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia Hazel możemy poznać jej życie i zobaczyć, że tacy ludzie nie są z kosmosu i wokół nas jest ich naprawdę wiele, wystarczy tylko otworzyć oczy.

- Świat – zauważył – nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń.

To książka bardzo mądra, ciepła, wzruszająca, miejscami zabawna. To książka do której chce się wracać. Ja ją uwielbiam i mam ochotę sięgnąć po nią ponownie, ponieważ wiem, że za każdym razem gdy to zrobię zachwyci mnie w niej coś innego. Każdemu dorastającemu młodemu człowiekowi z całego serca ją polecam – jest genialna! Musicie ją przeczytać, tej historii po prostu nie wypada nie znać!

10/10

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Poświąteczne podsumowanie marca

Hej Miśki! :3

Jak tam święta? Ja uwielbiam ten czas i szkoda, że to już koniec tego rodzinnego świętowania. Na szczęście do szkoły dopiero pojutrze, więc został jeden dzień odpoczynku na czytanie <3
A wracając do sedna tego posta czyli podsumowania - zdaje sobie sprawę, że blogosfera została właśnie podsumowaniami zalana, wszyscy się żalą jak mało przeczytali i zasłaniają się szkołą, egzaminami, pracą, świętami, a cała reszta ich pociesza (:P), ale co mi tam, nie chcę być gorsza, o! ^^

Marzec zaczął się średnio, straciłam jakiś zapał po lutowym maratonie (17 pozycji! <3 Do teraz jestem z siebie dumna :3), lecz w końcówce na całe szczęście wpadłam w taki trans, że czytałam strasznie dużo i to wypełniało prawie cały mój wolny czas, aż się sama siebie przestraszyłam xd Dlatego też wynik nie jest wcale taki zły, tak naprawdę jestem z niego baaardzo zadowolona! A przede wszystkim w marcu dołączyłam do zespołu redagującego portal dla młodzieży Juventum.pl co dodało mi sił, ponieważ ekipa, atmosfera jest świetna. Aż sama sobie zazdroszczę że mogę go tworzyć xd

W marcu przeczytałam:
  1. Katarzyna Bosacka, Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska Czy wiesz co jesz? Poradnik konsumenta
  2. Mats Strandberg, Sara B. Elfgren Krąg
  3. Olga Rudnicka Natalii 5
  4. Rebecca Wells Boskie sekrety siostrzanego stowarzyszenia Ya-Ya
  5. Tove Jansson Uczciwa oszustka
  6. Tricia Rayburn Syrena
  7. Zbigniew Nienacki Pan Samochodzik i templariusze
  8. Bruno Ferrero Skowronek i żółwie
  9. Ewa Nowak Dane wrażliwe
  10. Magdalena Witkiewicz Opowieść niewiernej
  11. Dariusz Rekosz Pocztówka z Toronto
  12. John Green Gwiazd naszych wina
  13. Agatha Christie Zerwane zaręczyny
  14. Sophia Bennet Look
  15. Chitra Banerjee Divakaruni Jedna niezwykła rzecz
Nie po kolei, wybaczcie :P
Jak widzicie książek przeczytanych piętnaście, zrecenzowanych nieco mniej, ale wszystko nadrobię :D A jak przyjdą do mnie wszystkie przesyłki na które czekam w tym tygodniu to na następny weekend będzie stos ^^

W liczbach przedstawia się tak:

Ilość książek przeczytanych: 15
Ilość książek zrecenzowanych: 14
W tym egzemplarzy recenzenckich: 12
Najlepsza pozycja: John Green Gwiazd naszych wina
Najgorsza pozycja: nie ma żadnej <3
Polski autor miesiąca: będzie ich dwóch - Zbigniew Nienacki i Olga Rudnicka

A w kwietniu...
...zacznę w końcu czytać książki z własnej półki
...napiszę o tym co denerwuje mnie w blogosferze, jestem aktualnie na etapie opracowywania tego tekstu ^^
...napiszę zaległe recenzje
...wezmę się do nauki (tak, Prima Aprilis xd)
...i niedługo wstawię stosik :3

Korzystając z okazji zapraszam Was na portal gdzie młodzież może wyrażać swoje zdanie. Znajdziecie tu artykuły na każdy temat - książek, filmów, polityki, podróży, najróżniejsze kultury całego świata, poezja, muzyka i wiele, wiele innych. Zaglądajcie i komentujcie! Wchodźcie na JUVENTUM! To my tworzymy przyszłość!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...