czwartek, 31 stycznia 2013

Stos styczniowy

Witajcie ;*
Z wstawieniem tego stosu zwlekam już ponad tydzień, ponieważ wciąż brakuje mi książek od Grupy Wydawniczej Publicat. No cóż, tak czasami bywa, a ponieważ miał być to stosik styczniowy, a styczeń niestety dzisiaj się kończy, wstawiam go bez tych czterech książek. Jeśli dojdą (mam taką nadzieję, że jak najszybciej) to zdjęcie umieszczę na fanpejdżu. :)

Co tutaj mamy?


Po lewej stronie od góry stos zaczynają książki nierecenzyjne, których jest zdecydowanie mniej niż zwykle. 1. Agata Kołakowska "Siódmy rok" - z Włóczykijki, niedawno przyszła i bardzo poprawiła mi humor!
2. William Wharton "Wieści" - z domowej biblioteczki
3. Marek Wałkuski "Wałkowanie Ameryki" - wygrana u Pauli, dziękuję bardzo :*
4. Damian Dibben "Strażnicy historii. Nadciąga burza" - prezent jeszcze świąteczny, już raz zabierałam się za tę książkę, lecz nie wyszło, spróbuję jeszcze raz ;)
5. Charlotte Bronte "Jane Eyre" - z biblioteki, niestety nie mogłam się powstrzymać ;)

Dalsza część to egzemplarze recenzyjne:
6. Charlotte Bronte "Shirley" - od MG, jestem w trakcie lektury i naprawdę baaardzo mi się podoba. Myślę, że recenzja będzie już niebawem.
7. Heinz-Lothar Worm "Maria" - od Promic
8. Lidia Witek "Wybór Marty" - j.w., za namową Oli ;*

Po prawej stronie również recenzyjne:
9. Virginia C. Andrews "A jeśli ciernie..." - od Świata Książki, kolejny tom genialnego cyklu, już nie mogę doczekać się lektury
10. Nora Roberts "Błękitny dym" - j.w., pora poznać prozę tej Pani ;)
11. Anja Snellman "Bogowie na balkonie" - j.w.
12. Katie Parla "Spacerem po Rzymie" - od G+J, nie mogłam sobie tego odmówić, bo kocham Rzym <3
13. Beata Pawlikowska "Planeta dobrych myśli" - j.w., coś bardzo pozytywnego
14. Justyna Minc, Paulina Pilch "Gdzie diabeł nie może...Dziewczyńska podróż dookoła świata. Z Warszawy lądem na Bali" - od Feerii, tytuł jest przedługi, ale książka już przeczytana i naprawdę świetna <3
15. Kimberley Freeman "Wzgórze dzikich kwiatów" - od Naszej Księgarni, nie musiałam czytać recenzji, żeby wiedzieć, że ta książka będzie świetna. Właśnie czytam ;)
16. Gabriela Gargaś "W plątaninie uczuć" - od Feerii
17. Ewa Nowak "Drugi" - od Open Gate, już przeczytana (w jeden dzień) i zrecenzowana 
18. Jennifer A. Nielsen "Fałszywy książę" - j.w., również już zrecenzowana i jeśli czytaliście moją opinię, to wiecie, że jestem tą książką zachwycona <3

To tyle ;) Sporo się tego nazbierało przez styczeń, nie powiem. W najbliższym czasie będzie zaległa recenzja "Spoko! To tylko rodzinka" oraz "Dziewczyńska podróż...". A potem zapewne "Shirley", bo mimo ponad sześciuset stron czyta mi się ją bardzo szybko. 

Miłego dnia i końca tygodnia! :*

PS Jeśli ktoś też ma teraz ferie tak jak ja i bardzo się nudzi, niech śmiało do mnie pisze na GG lub LC ^^ Wszystko w zakładce u góry :D

poniedziałek, 28 stycznia 2013

127. Gorączka 1




Autor: Dee Shulman
Tytuł: Gorączka 1
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 432


Na początku czujesz jedynie silny ból głowy. Potem zaczynają ci drżeć nogi, ręce i nagle całe ciało ulega silnym drgawką. Masz zawroty głowy, a twoja czaszka tak bardzo ci ciąży. Nie potrafisz stanąć na nogi, chwiejesz się i upadasz na ziemię. Budzisz się już w szpitalu. Nikt nie wie co ci jest, bo tej dziwnej choroby po prostu nie da się zdefiniować. I nagle.. jesteś zdrowa. Nie, to nie czary.

Ewa od dziecka miała pod górkę. Wyróżniała się spośród swoich rówieśników tym, że ma niezwykłą pamięć do liczb i to bardzo ją absorbowało, więc na zwykłe, przyziemne zabawy z innymi dziećmi brakowało czasu. Kiedy dorasta już nie potrafi naprawić tego błędu i znaleźć przyjaciół, dlatego też wychowuje się samotnie. Gdy zostaje wyrzucona z kolejnej szkoły, trafia na ekskluzywną placówkę dla naprawdę wybitnych uczniów. Wkrótce przesyła tam podanie i dostaje się do St. Magdalene. Pewnego dnia po skończonych zajęciach z mikroskopem zostaje dłużej w sali całkiem sama i atakuje ją przedziwny wirus. Przez niego choruje na niezwykłą chorobę, która zwala ją z nóg, dosłownie. Kiedy wraca do życia, w szkole pojawia się nowy uczeń – Seth Leontis, który twierdzi, że jest ona jego ukochaną Liwią. Niespodziewanie, Ewa nagle zaczyna również coś do niego czuć, nie podejrzewając, że jest on rzymskim gladiatorem i pochodzi z 152 roku n.e.… Jak to się skończy?

„Czas płynie zbyt wolno dla tych, którzy czekają, Zbyt śpiesznie dla tych, którzy się lękają, Zbyt opieszale dla pogrążonych w żałobie, Zbyt wartko dla tych, którzy świętują, Ale dla tych, którzy kochają, czas jest wiecznością.”

Na temat Gorączki 1 powstało naprawdę wiele negatywnych recenzji i opinii. Spodziewałam się kiepskiej lektury, która jedynie znudzi i rozczaruje, zamiast zaciekawić. Kiedy zaczęłam jednak czytać, stało się coś dziwnego – wciągnęłam się! I to bardzo. Nie mogłam się uwolnić od tej książki i chociaż zgadzam się, ma kilka mankamentów, mnie zaczarowała i porwała.

Autorka używa barwnego, plastycznego języka. Zdarza jej się popełniać małe stylistyczne błędy, ale jest to do wybaczenia, patrząc na to, że Gorączka 1 to jej pierwsza książka dla młodzieży. Podoba mi się jej styl pisania, ponieważ potrafi zaciekawić czytelnika, tak, że chce jeszcze. Powieść ma ponad czterysta stron, a czyta się naprawdę w tempie błyskawicznym, właśnie dzięki płynnej narracji i ciekawej fabule.

„Biegnę, ale nie rozumiem gdzie jestem ani od kogo uciekam...”

Pomysł, tak jak zresztą w każdej z książek z serii wydawnictwa Egmont Poza czasem, jest po prostu świetny. Przemieszczanie się z areny gladiatorów do gwarnego Londynu nie sprawia problemu w czytaniu, wręcz przeciwnie – bardzo urozmaica lekturę. Jest dużo humoru i wdzięku, a postacie wykreowaną są bardzo sympatycznie.

Tak, zgadzam, wkradło się trochę banalności, a wątek miłosny zdaje się być nieco przereklamowany i przewidywalny. Ale mimo wszystko, uważam, że Gorączkę 1 warto poznać i jest godna polecenia. To bardzo wciągająca, pełna nadziei, przyjaźni, miłości powieść dla każdej nastolatki. Nie jest idealna, ale dla chwili miłego relaksu warto przeczytać.

7/10
Za książkę dziękuję portalowi DużeKa!

niedziela, 27 stycznia 2013

The Versatile Blogger

Z racji tego, że zaczęły mi się ferie, a do tego złapałam okropne katarzysko, więc smarkam i kicham i kaszlę na kilometr, bardzo mi się nudzi ^^ Nie mogę czytać, bo przez katar łzy napływają mi do oczu, a to okropnie mi przeszkadza. Mam nadzieję, że wyzdrowieję jak najszybciej, a na razie... wezmę udział w zabawie do której zaprosiła mnie Fufu (dziękuję! :*)


ZASADY: 
Każdy nominowany Blogger powinien: 
- podziękować każdemu nominującemu Bloggerowi u niego na blogu, 
- pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie na blogu, 
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie, 
- nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują, 
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów

To coś o mnie :
1. Gram na gitarze. Nauczyłam się sama, pewnego dnia doszłam do wniosku, że to niemożliwe, żeby mój młodszy brat umiał opanować tę sztukę, a ja nie. Zaczęłam ćwiczyć i po tygodniu mogłam zagrać płynnie pierwszą piosenkę :) Gitara jest instrumentem naprawdę prostym i zachęcam wszystkich niezdecydowanych do podjęcia samemu czy też z kimś nauki, bo satysfakcja jest ogromna. 

2.  Każdą część cyklu Ania z Zielonego Wzgórza przeczytałam średnio siedem razy.

3. Jestem obecnie zapisana do pięciu bibliotek, z których nieregularnie wypożyczam co jakiś czas książki. Kiedyś tylko stamtąd miałam dostęp do powieści rozmaitych i zdarzało się, że wypożyczałam nawet do 30  (!) książek miesięcznie.

4. Wszystkie części Władcy Pierścieni, Hobbita i W pustyni i w puszczy poznałam w wieku ok. 5 lat.

5. Uwielbiam Whitney Houston i Beatelsów i tego najczęściej słucham. Poza tym to muzyki bardzo rozmaitej i różnorodnej ;)

6. Nigdy nie chciałam mieć zwierzątka domowego, nieważne czy psa, kota, świnki morskiej czy chomika. Jakoś posiadanie takiego kudłatego potwora, którym trzeba się opiekować, wychodzić na dwór, zajmować, niezbyt mi się uśmiecha. Wiem, że to dziwne i niespotykane, ale na zwierzątka lubię patrzeć jedynie u innych i na zdjęciach ^^

7. Mam dużą rodzinę, dużą klasę, chodzę do dużej szkoły, a mimo to uwielbiam ciszę i samotność (od czasu do czasu). Ciągłe bycie wśród ludzi i hałas mnie rozpraszają i  denerwują. Poza tym nie lubię głośnych, krzyczących osób, bo jestem nieśmiała ;)

Chętnie dowiem się czegoś o CassielOli123 i Abigail, ale mam nadzieję, że oszczędzicie mi informowania w komentarzach ;3 I każdy kto miałby ochotę, również jest przeze mnie zaproszony! :D

sobota, 26 stycznia 2013

126. Opowiem ci o wolności




Autor: Wacław Holewiński
Tytuł: "Opowiem ci o wolności"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 470


W historii naszego kraju były takie lata, których nie wspominamy dobrze. Polska pod zaborami, I i II wojna światowa… Uczymy się o tym w szkole, obchodzimy święta narodowe, może kiedyś nasz dziadziuś czy babcia opowiadali nam o tym – lecz czy naprawdę wiemy jak żyli wtedy ludzie? Czy może znamy tylko suche fakty…?

Kiedy w 1939 roku wybuchła druga wojna światowa, Maria Nachtman i Walentyna Stemkowska były niewinnymi i naiwnymi dziewczynkami, które dopiero wkraczały w dorosły świat. Dalsze lata nauczyły je, że nie można się poddawać i trzeba walczyć do końca. Obie marzyły o medycynie, dlatego wstępują do Narodowych Sił Zbrojnych, gdzie stają się „Agatą” i „Platerówką”. Konspirują i walczą za ojczyznę, a to doprowadza do tego, że obie są wtrącone do więzienia. Czy zdołają się z niego wydostać?

Nie pierwszy raz mówię, że okres wojen, a zwłaszcza walczących rodaków niesamowicie mnie interesuje. Uwielbiam czytać powieści o tej tematyce, wspomnienia, pamiętniki. Zwłaszcza jestem godna podziwu dla dzieci i młodzieży, która musiała porzucić w tym okresie wszystkie marzenia i plany na dorosłe życie, bo musieli pomóc dorosłym walczyć o Polskę. Dlatego też tak bardzo się ucieszyłam, że mogłam przeczytać książkę „Opowiedz mi o wolności”, ponieważ przyniosła wiele niezapomnianych wrażeń.

„Nie było żadnych wątpliwości i dylematów. Z jednej konspiracji przeszła do drugiej i to było dla niej naturalne. Jeden okupant zastąpił drugiego. Tyle że wiedziała iż trzeba się jaszcze bardziej zakonspirować, że ścigać ją będą nie tylko obcy ale i swoi”

Książka jest podzielona na dwie części – historię, którą opowiada Maria i historię, którą opowiada Wala. Mimo, że życie splotło te dwie opowieści razem, to każda miała inne początki, inne warunki i inne życie, choć w jednej sprawie walczyły. Jest mnóstwo emocji, strachu, współczucia, nadziei i miłości. I nie tylko, ponieważ każda strona to inne przeżycia, kolejne dni, które przynoszą nowe wiadomości…

Warto wspomnieć, że Maria i Walentyna naprawdę żyły. To nie jest fikcja autora, one naprawdę walczyły w państwie podziemnym, konspirowały. Jedynie do ich historii autor musiał użyć wyobraźni, ponieważ ze źródeł z których korzystał przy tworzeniu powieści nie mógł znaleźć wszystkiego. Napisał więc powieść opartą na faktach, napisaną niezwykle zgrabnie i ciekawie, tak, że nie można się od książki oderwać.

"Polska jest w nas. To nie ci, którzy rządzą."

Co mogę jeszcze rzec? Ja choć czytałam tę książkę długo to i tak zaliczę ją do najlepszych lektur. Niezwykle poruszająca, prawdziwa i szczera powieść o tym, czego nie mówi się na lekcji. Warto po nią sięgnąć, ponieważ jest niezwykłą lekcją historii i miłości, a także patriotyzmu. Myślę, że każdy odnajdzie w niej drugie dno.

Polecam!

8/10
Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka!

czwartek, 24 stycznia 2013

125. Zakład o miłość




Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Tytuł: Zakład o miłość
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: listopad 2011
Liczba stron: 246


Czasami jedna chwila wystarczy, żeby nasze życie się zmieniło, jeden wieczór, dzień, żeby zmieniło swój bieg o 180 stopni. Czasami nawet nie zauważamy tej chwili i przegapiamy ją, a ona przecież w przyszłości tak wiele będzie dla nas znaczyć. Czy nie byłoby łatwiej, gdybyśmy wiedzieli o tym co szykuje nam los o wiele wcześniej? Lecz czy wtedy moglibyśmy się na to lepiej przygotować…?

Sylwia to bardzo cicha, nieśmiała dziewczyna. Zawsze robi to o co proszą ją inni, często nawet nie pytając ją o zdanie. Kończy szkołę poleconą przez rodzinę, zdaje na studia wybrane przez rodziców, a potem kontynuuje rodzinny biznes w galerii sztuki. Nawet narzeczony, za którego ma wyjść już za dwa tygodnie nie był do końca jej wyborem – po prostu spełniał wszystkie warunki rodziców. Za to Aleks, zwany Cichym jest jej całkowitym przeciwieństwem – bogaty, wpływowy, ma tysiące znajomych i zawsze robi to na co ma ochotę. I pewnego wieczoru w klubie, kiedy widzi śliczną Sylwię zakłada się z kolegami, że dzięki niemu i pod jego urokiem ona odwoła swój ślub. A on przecież nigdy nie przegrywa – szkoda tylko, że w swoich planach nie uwzględnił, że może naprawdę się w niej zakochać…

„Na tym polega życie. Jego zawiłości, narastające trudności, piętrzące się problemy...Zakręty losu, które wciągają nas w swoje meandry, bawiąc się nami, sprawiając, że czasami szalejemy, a innym razem gubimy się we własnych odczuciach...to wszystko sprawia, że życie jest takie piękne. Takie dziwne. Pełne niespodzianek.”


O Agnieszce Lingas-Łoniewskiej słyszałam tak wiele skrajnych opinii, że musiałam się przekonać co w niej jest. Bo jak to – jedni się nią zachwycają, a inni obrzucają błotem? Dlaczego wciąż jest na językach i recenzjach tak wielu blogerów? Moją ciekawską naturę mogłam zaspokoić kiedy pewnego dnia łut szczęścia sprawił, że „Zakład o miłość” znalazł się w moim domu - i niestety musiałam gorzko się rozczarować…

„Nie można się uleczyć z takiej miłości. Trzeba ją przyjąć, pielęgnować i nie szukać antidotum. Takie uczucie jest na całe życie.”

Ta powieść jest tak przesłodzona, wyidealizowana, że gorzej już być chyba nie może. Zwłaszcza, że wydawnictwo na okładce obiecuje, że będzie to piękna historia, która wzrusza – przeprasza bardzo, ale mnie nie wzruszyła. Wręcz przeciwnie – zmuszałam się, żeby czytać ją dalej, bo chciałam dać Lingas-Łoniewskiej jeszcze jedną szansę – może w końcu zachwyci i porwie. I dostarczy tego co obiecuje na okładce… Nie dostarczyła.

To co najbardziej mnie irytowało to moralizatorstwo. Para głównych bohaterów przedstawiona była jako ludzie zagubieni, którzy wciąż szukają swojej drogi, a jeszcze na dodatek się zakochali. Ale litości, czy ciągle musiały z ich ust padać takie puste frazesy, których nie powstydziłby się Coehlo? Utrudniają czytanie, skłaniają wręcz o rzuceniem książką o ścianę z rozpaczy, że ktoś wydał taki gniot.

Nie będę tak bardzo znęcać się już nad bohaterami, zwłaszcza głównymi, którzy jak dla mnie są jedną wielką porażką, powiem może jeszcze, że nigdy nie chciałabym spotkać takiej osoby jak chociażby Sylwia. Rozumiem, że ktoś jest nieśmiały, ale to co autorka z nią zrobiła błaga o litość. Tylko ciotka Eugenia zdobyła moją sympatię i była bohaterką dla której brnęłam dalej w lekturę. Reszta jest jedną wielką porażką.

„Nigdy nie wiemy, co się czai za rogiem, za zakrętem. To chyba sprawia, że życie jest takie wspaniałe i ekscytujące.”

Owszem, styl autorki jest całkiem przyjemny, język kuleje, ale czyta się w miarę lekko, lecz banalność, przewidywalność jaka tutaj jest oraz postacie, które wołają o pomstę do nieba moim zdaniem są nie do wybaczenia i uprzykrzają lekturę. Ja osobiście nie polecam i wątpię, żebym sięgnęła jeszcze po jakąś książkę tej pani…

4/10

wtorek, 22 stycznia 2013

PRZEDPREMIEROWO: 124. Fałszywy książe




Autor: Jennifer A. Nielsen
Tytuł: "Fałszywy książę"
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 23 stycznia 2013
Liczba stron: 389


Każdy dom posiada swoje tajemnice, o których wiedzą tylko ci, którzy w nim mieszkają. Również zamek, mimo, że jest miejscem zamieszkania najważniejszej osoby w państwie – króla – rządzi się swoimi prawami. Są w nim ukryte tajemnice o których nie śniło się nawet najbliższym doradcom władcy. Wiedzą o nich ci, którzy potrafią cicho i niepostrzeżenie szukać wśród tego, co dla innych nieistotne. Kto? Dzieci oczywiście!

Sage to sierota, mieszka w sierocińcu i utrzymuje się z drobnych kradzieży. Pewnego dnia spotyka arystokratę Connera, który wykupuje go i razem z innymi trzema chłopcami zawozi do swojej posiadłości. Okazuje się, że ich państwo – Corythę – niedługo ogarnie wojna domowa i żeby temu zapobiec na tronie królewskim musi usiąść książę. Connerowi zależy, aby spośród Saga, Tobiasa, Rodena i Latamera wybrać tego jednego, który będzie mógł udać odnalezionego królewicza i przejąć władzę. Jednak w trakcie nauki zostają wyjawione pewne tajemnice i okazuje się, że sytuacja nie jest tak oczywista na jaką wygląda… Jak to się zakończy? Kto zostanie wybrany na księcia i pojedzie na zamek?

Zamek, książęta, rycerze i tajemnica to jest właśnie to, co uwielbiam. Boleję nad tym, że coraz rzadziej mamy ten motyw przedstawiany w literaturze, bo moim zdaniem przyciąga to czytelników. Po „Fałszywego księcia” sięgnęłam z nieukrywaną przyjemnością, jednak nie sądziłam, że ta książka mnie zachwyci. Nie spodziewałam się, że nie będę mogła się od niej oderwać…

Wydarzenia na początku biegną w spokojnym tempie, lecz zaraz akcja niespodziewanie przyspiesza i już nie ma czasu na zastanawianie się. Ja tę lekturę po prostu chłonęłam, nie mogłam się od niej oderwać. Autorka pisze tak niesamowicie zgrabnie, lekko i przystępnie, że z wielkim żalem przewróciłam ostatnią kartkę. Nie ma tu lania wody i gadania o niczym, a każda strona niesie nowe zagadki i nowe odpowiedzi. Czytelnik w pewnym momencie jest w błędzie – nie ma pojęcia, którego głosu w swojej głowie posłuchać..

Bohaterowie są wykreowani tak, jak najbardziej lubię, czyli są wyraziści, ciekawi i przebiegli. Niektórzy mają ostry język, niektórzy mocną głowę, a jeszcze inni wpadają na takie pomysły, że nie sposób przewidzieć co tez nowego wpadnie im do głowy. Zdecydowanie króluje tu Sage, którego pokochałam od pierwszej strony za szczerość, ciekawość świata, odwagę i bijącą od niego serdeczność. Jeśli w każdej książce byliby tacy bohaterowie jak tu, to czytelnictwo z pewnością by wzrosło.

Wydawnictwo Egmont wypuszcza ostatnio na rynek czytelniczy wiele wspaniałych lektur i rozpoczyna kolejne serie, a ja jestem w stanie przysiąc, że ta jest dotąd najlepszą jaką czytałam z ich oferty. Mam ogromną nadzieję, że w Polsce wyjdą kolejne tomy, ponieważ z pewnością jest tego warta. Niesamowicie wciąga, porywa w swój świat i nie pozwala wrócić.
Polecam gorąco!

9,5/10

niedziela, 20 stycznia 2013

Moje niedzielne gadanie - przyjaźń między blogerami

 Witajcie w kolejną niedzielę! :D

Dzisiaj będzie.. wyjątkowo, ponieważ temat jest wyjątkowy. Mianowicie nie do końca o książkach, niezbyt o kulturze czy świecie, a o sprawie bardziej przyziemnej - o przyjaźnie między blogerami książkowymi i to na podstawie własnych doświadczeń. Piszę to, ponieważ uważam, że to ważna kwestia i warto się tym podzielić (zwłaszcza z tak wspaniałymi Czytelnikami!). Myślę, że będzie to ciekawe, nie zanudzicie się i nie zaśniecie w trakcie, a ja już dolewam Wam herbatki :))

Jak to się zaczęło? Jej, to było tak dawno temu, że aż trudno mi było przypomnieć sobie i cofnąć się taki kawał czasu. Ale udało się i doszłam do początków. Otóż około lutego/marca 2011 roku napisałam na LubimyCzytać do Oli123. Wysłałam do niej wiadomość, ponieważ już od jakiegoś czasu śledziłam jej blog i bardzo mi się podobał, poza tym była w tym samym wieku co ja i miała podobne zainteresowania. Wymieniałyśmy ze sobą wiadomości przez dłuższy okres czasu, zadając sobie pytania. Pamiętam do dziś z jakim zniecierpliwieniem czekałam na nowe odpowiedzi Oli ;) Potem ten kontakt niestety się urwał, a od jakiegoś roku (?) piszemy regularnie. Mimo, że od naszych miejsc zamieszkania dzieli nas cała praktycznie Polska i szczerze mówiąc w najbliższym czasie raczej się nie zobaczymy (chociaż, kto wie..? ;*) to uwielbiam dzielić się z Olą moim dniem, rozmawiać o niczym, śmiać się. To naprawdę strasznie pozytywna osoba, która zawsze wie jak poprawić mi humor. Ah, no i nie gada ciągle o jedzeniu!

Na LubimyCzytać poznałam też Ffer (zwaną również FuFu <3), która miała do mnie jakieś pytanie. Nie piszę z nią tak często jak z innymi, ale ona potrafi rozśmieszyć mnie do łez i zawsze znajdujemy wspólny temat. Mamy bardzo podobne gusta czytelnicze, a w dzieciństwie czytałyśmy niemal te same powieści (Poliksena i prosiaczek! <3). Fufuś jest naprawdę kochaną i uroczą osóbką :D

Feralnej soboty dziewiętnastego maja napisały do mnie dwie blogerki - Cassiel i Tris. Tak, od tego czasu już nie zaznałam spokoju xd A tak na serio to Tris nie jest normalna, ciągle gada o kisielu i kostce rubika (ja też nie wiem co ona z nią ma), ale jest najsłodsza na świecie, najwięcej gada i ma najfajniejszych kolegów <3 Haha, żart :D No i bardzo ją kocham!
A Cassiel? Też ukochana, ma najfajniejsze teksty, pisze najfajniejsze recenzje i ma najfajniejsze książki! <3 I jest uroczo mądra! :*
Myślę, że dzięki Cas i Tris bardziej otworzyłam się na innych, dostrzegłam ważne rzeczy i dużo zmieniłam. I tak, nauczyłam się wielu nowych słów (masochostka! <3)!

I tak kolejne blogerki do mnie pisały, że mogłabym wymieniać latami. Każda z nich to inna osobowość, inny charakterek, każda to inna rozmowa, inne wspomnienia. Abigail i jej zdrobnienia, Monika i jej dziwactwa, Mery i ulubione autorki, Angela i muzyka, Ania i książki... Mimo, że najbardziej jestem przywiązana do tych, które są ze mną w grupie na fb to nie tylko one skradły moje serce - każda zostawiła jakiś ślad. Dziękuję Wam! Jesteście wspaniałe! <3

Chciałabym Was zachęcić, abyście nie bali się pisać do blogerek/blogerów, którzy wydają się Wam ciekawi. Nic nie stracicie, a okazać się może że będzie to Wasz najlepszy pocieszyciel, rozśmieszacz i powiernik. Piszcie śmiało - kto lepiej Was zrozumie niż drugi mól książkowy?
A jeśli po tym tekście chcielibyście porozmawiać ze mną to na górze w zakładce Współpraca/Kontakt są moje namiary :D Zapraszam!

Miłej niedzieli i tygodnia! ^^

sobota, 19 stycznia 2013

123. Drugi


Drugi - Ewa Nowak


Autor: Ewa Nowak
Tytuł: "Drugi"
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: styczeń 2013
Liczba stron: 290


Nastolatek nie ma łatwego życia. Musi poradzić sobie z obowiązkami szkolnymi, domowymi, musi dbać o znajomych, o swoją pozycję w szkole, musi się dobrze uczyć i dobrze wyglądać, a do tego jeszcze te szalejące hormony... Tak, nastolatkom problemów nie brakuje, jak zresztą każdemu. A jednak te nastoletnie problemy są opisywane w książkach o wiele częściej…

Hadrian Chabros i Arek Szybalski to kuzyni, lecz różnią się od siebie bardzo. Ten pierwszy jest bardzo przystojny, otwarcie podkochuje się w nim niemal cała żeńska część szkoły, bogaty, ma niezwykłą urodę wręcz stworzoną do fotografowania, ale jemu to nie wystarcza. Pragnie zrozumienia i prawdziwej miłości – nie takiej sztucznej i udawanej. Z kolei jego brat cioteczny stracił cztery lata temu matkę i wychowuje się z ojcem i starszym bratem – Emilem. Bardzo się jąka i przez to stał się nieśmiały i skryty. Zakochał się w Idze, lecz boi się odrzucenia. Nie potrafi się przemóc… Jak to się zakończy?

Ewa Nowak to jedna z tych pisarek, których książki czytam odruchowo, bez zbędnego zastanowienia po nie sięgam, bo wiem, że się nie zawiodę. Uwielbiam jej styl pisania, uwielbiam jej pomysły, uwielbiam jak w każdej książce potrafi mnie zaskoczyć. Jej książki mogłabym czytać codziennie, a i tak by mi się nie znudziły. Dlatego nie bałam się kolejny raz przeczytać Drugiego i cieszę się, że to zrobiłam.

Autorka wprowadza do swojej książki wiele wątków, nawet nie wiem czy wszystkie je tu wypisze. Mianowicie jest nieszczęśliwie zakochany, jąkający się Arek, Hadrian, który walczy z obojętnością w swoim domu, Iga, która nie potrafi poradzić sobie w nowym środowisku, Emil i jego narzeczona, którzy planują ślub, Adam, który niedawno stracił  żonę, Zbyszek, który kandydatuje na posła i ciągle wymyśla nowe strategie, Kicia, która zrobi wszystko dla swojej najlepszej przyjaciółki… Pojawia się tu tak wiele różnych zachować i jest tu tak wiele psychologii, że każdy odnajdzie coś dla siebie. Bo postacie, z jakimi mamy do czynienia w Drugim żyją obok nas, może nawet my nimi jesteśmy tylko nie zdajemy sobie sprawy? Każdy bohater jest genialnie i bardzo ciekawie wykreowany i niemal każdy ma w książce swoje „pięć minut”.

Powieści młodzieżowe mamy na polskim rynku różne, ale te, które pisze Ewa Nowak cechuje to, że z każdej płynie jakiś morał. I czytać może je każdy – i nastolatek i dorosły, ponieważ nie są ogłupiające. To co przedstawia nam autorka spotykamy na co dzień, tylko nie zauważamy pewnych rzeczy, a także nie widzimy, że każdy strach, każdą wadę można pokonać, trzeba tylko chcieć. W niezwykły sposób udowadnia młodzieży co w życiu jest najważniejsze i na co warto postawić… A przy tym bawi, cieszy i nie każe długo czekać na swoją kolejną powieść.

Polecam Drugiego z całego serca – ja pochłonęłam tę powieść w jedno popołudnie i mam ochotę na jeszcze więcej. Do tego jeszcze pojawiły się w serii miętowej nowe okładki – świeże, dopasowane do siebie kolory, ciekawe opisy – jeszcze bardziej zachęcają do lektury. I pięknie wyglądają na półce!

Polecam!

9/10
-------------------

PS Tak, tę książkę recenzowałam już kiedyś. Postanowiłam zrobić to jednak ponownie, ponieważ mam do niej duży sentyment i ogromnie lubię tę autorkę. Moją wcześniejszą recenzję możecie przeczytać TUTAJ :)

piątek, 18 stycznia 2013

122. Rozdroża




Autor: William Paul Young
Tytuł: "Rozdroża"
Wydawnictwo: Nowa Proza
Data wydania: 28 listopada 2012
Liczba stron: 308


Każdy człowiek w swoim życiu popełnia błędy, każdy doświadcza nieszczęść, każdy popełnia błędy. Lecz to działa również w drugą stronę – każdy może swój błąd naprawić i każdy ma prawo dostać drugą szansę. Mimo wszystko są osoby, które tę kolejną szansę tracą, niszczą, nie szanują jej. A przecież słowo „przepraszam” nie jest takie trudne do wymówienia…

Anthony Spencer jest bogatym, wpływowym biznesmenem  W swoim życiu zaliczył wiele porażek, zostawił dwukrotnie żonę, okłamał brata, jego córka go nienawidzi. Zresztą nie tylko ona – ma on wiele wrogów, dlatego nikomu nie ufa. Pewnego dnia po alkoholu bardzo mocno uderza się w głowę i traci przytomność. Trafia do szpitala na OIOM i zapada w śpiączkę. Budzi się w surrealistycznym świecie, gdzie poznaje Jezusa, Babkę i nawet swoje Ego. Musi przejść długą podróż w głąb siebie, aby naprawić najważniejsze sprawy i zrozumieć co jest w jego życiu najważniejsze. A kto mu w tym pomoże?

Pierwszą powieść tego autora – Chatę – czytałam niemal rok temu. Mimo to świetnie pamiętam jak bardzo ona mi się podobała i jaką ogromną naukę niosła. Historia Mackenziego, który stracił córkę w porzuconej chacie, urzeka i zachwyca. Kiedy dowiedziałam się, że autor wydaje kolejną powieść ogromnie się ucieszyłam i już nie mogłam doczekać się kolejnego spotkania z nim. Okazało się jednak, że będzie to odrębna, całkiem inna fabularnie niż poprzednia książka, choć łączy je kilka elementów. A jak wypada?

Znakomicie! Rozdroża podobały mi się jeszcze bardziej niż Chata, nawet nie spodziewałam się, że tak mnie wciągną. William Paul Young znów nie zawodzi i wymyśla taką historię, która potrząśnie światem odbiorcy. Kolejny raz spotykam genialnie skonstruowaną fabułę i historię opisaną w sposób bardzo lekki. Jego pióro ma niesamowitą właściwość, mianowicie nie pozwala oderwać się od powieści. W ten sposób pochłaniamy Rozdroża jednym tchem.

William Paul Young zdaje sobie sprawę, że zwykle mówienie o Stwórcy w znanych nam z życia codziennego formułkach nie trafia do wszystkich. Jeśli chce się być zauważonym to trzeba uderzyć mocno i celnie, dlatego też postacie w książkach tego autora są wyjątkowe. Jezus do którego zwracają się po prostu Jack, który chodzi w koszuli i dżinsach i Babka, która mimo iż jest samym Duchem Świętym gotuje najlepszy gulasz na świecie i nic nie oczekuje w zamian. Czy to nie dziwne? Czy to nie kłóci się z naszą wizją Trójcy Świętej? Tak. Ale o to właśnie chodziło autorowi.

Rozdroża to powieść dla każdego chrześcijanina, a także dla każdej zagubionej owieczki, która nie potrafi uporządkować swoje życia. Myślę, że warto się z nią zapoznać, bo czyta się świetnie, a przesłanie, które niesie zostaje na długo. Polecam, z całego serca!

9,5/10

- Wierzysz, że człowiek po prostu umiera i koniec pieśni. Czy twoja wiara sprawia, że taka jest prawda?
- Jasne! Według mnie to jest prawdziwe - odpalił Tony.
- Nie spytałem, czy według ciebie to jest prawdziwe. Najwyraźniej tak, ja jednak spytałem, czy to prawda.
Tony spuścił wzrok, rozmyślając.
- Nie łapię. Co za różnica? Jeśli jest prawdziwe, to nie jest prawdą?
- Ani trochę, Tony! I żeby jeszcze bardziej zagmatwać sprawę, coś może być prawdziwe, lecz naprawdę wcale nie istnieć, podczas gdy prawda pozostaje niezależna od tego, co jest prawdziwe albo postrzegane jako prawdziwe.

czwartek, 17 stycznia 2013

121. Akademia księżniczek




Autor: Shannon Hale
Tytuł: "Akademia księżniczek"
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2008
Liczba stron: 234


Zdrowe ciało, krzepkie mięśnie, szeroki uśmiech. Skóra opalona, a organizm zahartowany. Wesoły, pomocny, bezinteresowny, szlachetny. Tak właśnie przedstawia się przeciętny mieszkaniec Góry Eskel. We krwi ma linder – kamień wydobywany w kamieniołomach każdego dnia, aby sprzedać go potem kupcom lub wymienić na jedzenie. Tylko Miri się różni.. Tylko Miri nie wydobywa lindera…

Góra Eskel to wyżyna położona w państwie Danlandia. Jest znana z wydobywania lideru – niezwykle mocnego i wytrzymałego kamienia. Tam właśnie mieszka czternastoletnia Miri z ojcem i siostrą. Mimo, że jest kochana przez rodzinę, jej tato nie pozwala jej wydobywać razem z innymi mieszkańcami cennego kamienia, a ona nie rozumie dlaczego. Pewnego dnia na Górze pojawiają się posłańcy króla z nizin, którzy ogłaszają, że kapłani wyczytali w gwiazdach iż jedna z mieszkanek Góry Eskel będzie przyszłą żoną księcia. Tak więc, wszystkie dziewczęta w wieku od dwunastu do siedemnastu lat muszą udać się do Akademii gdzie będą szkolone jak być prawdziwą księżniczką, godną swojego stanowiska. Miri nawet nie spodziewa się jak trudno będzie przystosować się do nowych warunków, pojąć całą potrzebną wiedzę i opanować tęsknotę za domem. Która z dziewcząt zostanie żoną księcia Stefana? I czy Miri odnajdzie swoją miłość?

Myślę, że każda dziewczynka chciała kiedyś być księżniczką. To marzenie, takie nierealne i trudne do spełnienia, było naszym największym pragnieniem. Dlatego też historie o królewnach i innych pięknych mieszkankach zamku są zawsze tak chętnie czytane. Akademia księżniczek Shannon Hale to trochę inna historia, mniej ckliwa, mniej przewidywalna, a z duży morałem i pełna ciepła. Przyznam, że czytałam ją już kolejny raz, ponieważ po prostu ja tę książkę uwielbiam i nigdy mi się nie znudzi. Tym razem znów nie zawiodła.

Autorka ma niezwykle lekkie pióro i ogromną wyobraźnię. Czaruje czytelnika, który nie może oprzeć się kolejnym stronom. Książkę czyta się z niesłabnącym uśmiechem i entuzjazmem, właściwie ją pochłaniając. Język jest bardzo plastyczny, prosty, zrozumiały i sprawia, że historia staje się niezwykle wciągająca. Właściwie to sam pomysł na fabułę moim zdaniem jest genialny, oryginalny i świetnie wykorzystany – w stu procentach. W Akademii księżniczek otrzymałam wszystko czego oczekiwałam, a nawet więcej.

Postacie są zarysowane wprost cudownie. Miri, główna bohaterka to dziewczyna, która przede wszystkim potrafi się sprzeciwić złu, niesprawiedliwości, pogardzie i właśnie za to ją podziwiam – że mimo wszystko zawsze stawia na dobro i tego też uczy czytelnika. Nie boi się głośno mówić o prawdzie i choć z natury jest nieśmiała i skryta, a do tego bardzo niska, to stara się przezwyciężyć swoje słabości. Jej koleżanki, rodzina, nauczyciele to cały wachlarz charakterów – poczynając od złych, chciwych, po dobrych i szlachetnych. Każda z nich jest genialnie wykreowana.

Akademia księżniczek Shannon Hale to lektura, którą od lat zaliczam do moich ulubionych. Ogromnie się cieszę, że mogłam przeczytać ją po raz kolejny i ponownie przeżyć przygodę wraz z Miri. Mam nadzieję, że spodoba się ona także każdej i każdemu z Was, ponieważ to niesamowita powieść. Aż ciężko ująć to w słowa – po prostu trzeba ją przeczytać!

10/10

poniedziałek, 14 stycznia 2013

120. Aktorki. Spotkania




Autor: Łukasz Maciejewski
Tytuł: "Aktorki. Spotkania"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: listopad 2012
Liczba stron: 672


Ostatnie światła na widowni już gasną, kurtyna powoli unosi się do góry. Na scenę wkraczają  aktorzy i spektakl się rozpoczyna. Tylko od nich zależy czy zachwyci on widzów, czy też zawiedzie, tylko oni mogą sprawić, że wrócą tu ponownie, aby zobaczyć ich kolejny raz. Jednak, tak jak w życiu, również w teatrze, królowa jest tylko jedna. To ona kieruje tym przedstawieniem, to ona jest najważniejsza. Tylko która tym razem?

Aktorki to dwadzieścia wywiadów z aktorkami, które są największymi symbolami polskiego kina i teatru – Niną Andrycz, Ewą Błaszczyk, Małgorzatą Braunek, Teresą Budzisz-Krzyżanowską, Stanisławą Celińską, Ewą Dałkowską, Anną Dymną, Krystyną Feldman, Aliną Janowską, Barbarą Krafftówną, Zofią Kucówną, Ireną Kwiatkowską, Martą Lipińską, Anną Nehrebecką, Anną Polony, Anną Romantowską, Danutą Stenką, Danutą Szlafarską, Beatą Tyszkiewicz i Ewą Wiśniewską. Rozmowy toczą się nie tylko na temat ich pracy – początków, odgrywanych ról, ale także skupiają się w dużym stopniu na życiu prywatnym – marzeniach, planach, rodzinie. Łukasz Maciejewski zadaje inteligentne pytania i otrzymuje inteligentne, pełne gracji odpowiedzi.

Szczerze mówiąc, nie przepadam za oglądaniem filmów, nie bywam też często w teatrze, a mimo to, tę książkę czytałam z najwyższą przyjemnością. Dlaczego? Ponieważ fascynują mnie ludzie, którzy coś w życiu już osiągnęli i chcą się tym podzielić ze światem, ludzie, którzy mają nam, młodszemu pokoleniu coś mądrego do powiedzenia. Chętnie słucham i czytam historię tych, którzy wiedzą coś o czasach kiedy mnie nie było, mają pasję, przeżycia z nią związane i potrafią to zgrabnie przekazać innym, aby nie zostało to zapomniane. Ta książka była też dla mnie niezwykłą lekcją – patriotyzmu, pokory, cierpliwości, odwagi…

Wcześniej nie znałam Łukasza Maciejewskiego, nigdy o nim nie słyszałam,  a teraz jestem naprawdę pełna szacunku dla jego osoby. Napisanie takiej książki, zebranie tych wszystkich rozmów, spotkań, pogawędek przy herbacie, kosztowało naprawdę mnóstwo czasu, dobrej woli, upartości i ogromnej cierpliwości. Ponad to, autor zadaje bardzo ciekawe, mądre pytania, nie leje wody, nie gada o niczym, o nieistotnych rzeczach. Potrafi wydobyć z każdej aktorki to co najważniejsze i najcenniejsze oraz widać, że kino, teatr to jego prawdziwa pasja, ponieważ wypowiada się o tym tak luźnie i ciekawie, cytując najważniejszych recenzentów filmowych, reżyserów, krytyków, że nie można zarzucić mu nieszczerości, niewiedzy czy też kłamliwości. Naprawdę podziwiam go za to co zrobił.

Każda aktorka to całkiem inna osobność, inna historia. Każda ma do powiedzenia coś innego. W każdej jednak rozmowie jest ta magnetyczność i wszechobecne, ogarniające czytelnika klimatyczne ciepło, które nie pozwala odłożyć lektury. Wkrada się też dużo dobrego humoru i dystansu do siebie, anegdot czy też ciekawych historii. Czyta się naprawdę wspaniale, mimo prawie siedmiuset stron połknęłam Aktorki w kilka dni.

Czy polecam? Oczywiście. To świetny prezent dla każdego maniaka i wielbiciela kina i teatru, młodego i starego, to nie robi różnicy. Ja chętnie zapoznałam się z historiami tych aktorek, które kojarzyłam i poznałam całkiem nowe, które teraz są mi o wiele bliższe. Myślę, że nie raz jeszcze wrócę do tej lektury, a Wam polecam ją bardzo!

9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

niedziela, 13 stycznia 2013

Moje niedzielne gadanie - wywiad ze mną

Hej! :3
Stęskniliście się? Bo ja bardzo! <3 I cieszę się, że znowu będę mogła dla was coś naskrobać, chociaż tym razem to będzie mały staroć. A mianowicie wywiad ze mną, który przeprowadziła redakcja DużeKa już jakiś czas temu, jednakże nie był on tutaj publikowany. Nieczęsto mówię o sobie, jak wspominałam już wczoraj, nie biorę udziału raczej w popularnych łańcuszkach i mam nadzieję, że będziecie mogli dowiedzieć się o mnie coś więcej. Pozostaje mi życzyć miłej lektury ^^

PS Herbatki? :D

Jak zaczęłaś swoją przygodę z blogowaniem?
Od dziecka lubię czytać książki. Kiedy rok temu w marcu czytałam "Jeżycjadę" autorstwa Małgorzaty Musierowicz, weszłam na stronę internetową autorki. W Księdze Gości tej strony jest wielu zapalonych czytelników i kiedyś dzięki nim trafiłam na stronę Lubimy Czytać. Tam weszłam na bloga jednej z użytkowniczek i tak mi się to spodobało, że pod koniec maja 2011 założyłam własnego bloga. Szło mi jednak dość kiepsko i już w lipcu zrezygnowałam. W październiku jednak zatęskniłam za blogowym światkiem i założyłam Papierowy Azyl. Jestem w nim do dziś :)

Skąd pomysł na nazwę bloga: "Papierowy Azyl"? 
To nie do końca moja autorska nazwa, ponieważ z pomocą przyszła mi moja znajoma. Nie chciałam mieć bloga jak sto innych zatytułowanych "Recenzje książek" lub z cytatem w tytule, chciałam mieć coś swojego. Na początku razem wymyśliłyśmy Książkowy Azyl i Papierowe Imperium, ale ja po namyśle postanowiłam je połączyć i Papierowy Azyl według mnie jest najlepszym pomysłem :)

Dużo czytasz, o czym można przekonać się na twoim blogu. Jaką ostatnio czytałaś książkę godną polecenia? 
Większość książek, które czytam jest ciekawe, ale książka, która ostatnio mnie nie tylko ujęła swoją treścią, stylem pisania autorki i genialnym pomysłem, ale wręcz wbiła w fotel i powaliła to "Igrzyska śmierci" autorstwa Suzanne Colins".

Traktujesz bloga jako wyrażenie siebie, szansę na poznanie nowych ludzi, a może jako pretekst do udoskonalania się?
Bloga traktuję jako odskocznię od szarej rzeczywistości. Dzięki niemu mam coś, czego brakuje wielu ludziom - miejsce gdzie nikt nie ocenia mnie za to jak wygląd czy jaki mam charakter, ale za to kim jestem i co potrafię sobą zaprezentować. To super uczucie. Do tego poznaję mnóstwo ciekawych osób o takich samych zainteresowaniach jak ja.

Można by stworzyć powiedzenie: "Pokaż jakiego masz bloga, a powiem ci kim jesteś". Myślisz, że mogłoby tyczyć się też ciebie? Twoja strona jest raczej przytulna, kolorowa, z precyzyjnie skonstruowanym modelem...
Mój blog nie do końca jest taki jak ja, ale jest dokładnie taki jak w moim odczuciu powinien być mój blog. Jest ciepły i przyjazny, ponieważ każdy, kto tu zawita jest odbierany przeze mnie ciepło. Chcę, żeby to miejsce kojarzyło się innym miło. Dominują w nim pastelowe, kolorowe barwy, ponieważ na świecie jest tyle szarości, że czasami dla kolorów brakuje już miejsca. Sama nie lubię blogów chaotycznych i niechlujnych, a mój raczej taki nie jest. Jest dokładnie taki, na jaki ja sama chciałabym 
wchodzić.

Nie chodzi o to, aby robić antyreklamę, ale czytałaś kiedyś książkę, która ani trochę nie przypadła ci do gustu?
Rzadko czytam takie książki, ponieważ nie ma książek beznadziejnych - każdy musi znaleźć coś dla siebie i każdy ma inne gusta. Ale książka, która absolutnie nie przypadła mi o gustu to "Jessica" autorstwa Rosie Rushton.

Oceniasz książkę po okładce? Masz tak czasami, że widzisz ciekawe "opakowanie" i masz ochotę, przeczytać jej zawartość?
Tak. Mam tak nawet bardzo często i z reguły taka książka mi się podoba również z treści. Uwielbiam śliczne, magnetyczne okładki! Często miewam również przypadki kiedy książka w okładce w ogóle nie zachęcającej jest naprawdę dobra.

Czytasz zawsze przed lekturą krótkie wprowadzenie do wydarzeń opisanych w książce?
Jeśli kupuję książkę to raczej tak, choć często kieruję wzrok najpierw na okładki, ale w bibliotece często wybieram książki z półek nie patrząc na opis - jedynie na tytuł i okładkę. Dopiero w domu czytam o czym będzie lektura i sprawia mi to radość, zwłaszcza jeśli pozycja okazuje się być świetną lekturą ;)

Z pytań czysto technicznych: uważasz, że blogger to najlepsza platforma dla potencjalnych blogerów?
Zdecydowanie tak. Na Onecie blogi są nieczytelne, a ponieważ na blogspocie jest większość blogów czytelniczych utrudnione jest komentowanie na bloxie czy wordpressie.

Dzięki za wywiad!
Ja również dziękuję :)

-----------------------------------------------

Jeśli chcecie dowiedzieć się o mnie więcej to zapraszam na fejsbuka, czasem coś tam skrobnę ^^ I tak, na tych zdjęciach jestem ja, wiem, że nie wyszłam, ale co tam xd :D

Miłego i udanego tygodnia! :*
A wszystkim, którym zaczęły się ferie zazdroszczę strasznie *.*

sobota, 12 stycznia 2013

Mój ulubiony pisarz

Futbolowa na swoim blogu napisała o swoim osobistym ulubionym pisarzu - Harukim Murakamim. Raczej nie należę do osób, które wypełniają łańcuszki, odpowiadają na pytania itp., więc na początku nie przyjęłam pałeczki, żeby napisać o swoim ulubionym autorze. Ale wtedy uświadomiłam sobie, że przecież jest pisarka, autorka, która sprawia, że przenoszę się za ocean, do słonecznej Kanady i zapominam o całym świecie...


Początek...
Kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką, to moja ciocia, która uczęszczała wtedy do gimnazjum, opowiadała mi historię Jane z Lantern Hill. To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Montgomery, a kilka lat później Mama podsunęła mi Anię z Zielonego Wzgórza, którą pokochałam najbardziej, podobnie jak kolejne części. Nie ma drugiej książki, którą czytałabym tyle razy co właśnie Anię i nie jestem w stanie określić, która część tego cyklu podobała mi się najbardziej, bo wszystkie mają w sobie niezwykłą magię i choć główna bohaterka w każdej z części się zmienia, dorośleje, to mimo wszystko to dalej ta sama ukochana Ania. Potem zapisałam się do biblioteki, gdzie wypożyczyłam Błękitny zamek i Dzban ciotki Becky (które bardzo przypadły mi do gustu!), a potem serię o Pat. Do Emilki przekonałam się najpóźniej, jakoś nie na początku myślałam, że do mnie nie trafi, a trafiła - i to w same serce!


Czytałam...
Nie wiem, czy wszystkie książki tu wymienię, ale się postaram (niestety, żadnej z nich nie zrecenzowałam, choć przymierzam się do tego, ale o tym innym razem ;)). Będą to:
  • Ania z Zielonego Wzgórza, Ania z Avonlea, Ania na uniwersytecie, Ania z Szumiących Topoli, Wymarzony dom Ani, Ania ze Złotego Brzegu, Dolina Tęczy i Rilla ze Złotego Brzegu
  • Jane z Lantern Hill
  • Błękitny zamek
  • Dzban ciotki Becky
  • Historynka, Złocista droga
  • Klimeny ze Starego Sadu
  • Pat ze Srebrnego Gaju, Pani na Srebrnym Gaju
  • Emilka z Księżycowego Nowiu, Emilka dojrzewa, Emilka na falach życia
  • Opowieści z Avonlea, Pożegnanie z Avonlea
  • Zapach wiatru, Okruchy światła, Spotkania po latach, W stronę miłości, Biała magia (zbiory opowiadań)
Nie przeczytałam jedynie książki Czarodziejski świat Marigold, sama nie wiem dlaczego, chyba nie było okazji, może kiedyś jeszcze to nadrobię? Na pewno taka chwila nadejdzie. Wkrótce także chciałabym się zapoznać z prequelem Ani napisanym przez Bugde Wilson Droga do Zielonego Wzgórza oraz z autobiografią autorki.

Cenię ją za...
Prozę Montgomery cenię za ciepło, które bije z każdej książki, za dobroć, radość, którą przekazuje czytelnikom. Za to, że pokazuje przez swoje bohaterki, że marzenia warto spełniać i czasami trzeba pochylić się nad drugim człowiekiem, aby odnaleźć w nim samego siebie. Za to, że mimo iż stworzyła tyle różnych postaci to każda z nich jest inna, niepowtarzalna. Za to, że z każdej jej książki mogę coś wynieść. Za to, że nie boi się pisać o tym co myśli i łamać stereotypy. Za to, że przy czytaniu jej książek zapominam o całym świecie. 
A najbardziej cenię ją za to, że choć żyła w czasach niełatwych i miała życie pełne zawirowań to nie bała się wydać książek, które mogły pokochać dziewczęta (i chłopcy także) na całym świecie. 

Lucy Maud Montgomery jako dziesięcioletnia dziewczynka. Urocza, nieprawdaż?

Największe marzenie...
Lucy Maud Montgomery nie żyje od prawie siedemdziesięciu jeden lat, więc niestety nigdy już jej nie spotkam. Lecz po pierwsze marzę o tym, aby odwiedzić Wyspę Księcia Edwarda i zwiedzić te wszystkie miejsca w których przebywały moje ukochane bohaterki, po drugie przeczytać Anię... w oryginale po angielsku, a po trzecie marzę o tym, abym jeszcze kiedyś mogła podsunąć swoim dzieciom którąś z książek ukochanej autorki i aby pokochały ją tak mocno jak ja, bo nie ma drugiej takiej bohaterki, która wkradła się w moje serce tak głęboko jak ta.
 
Na podstawie historii Ani powstało nawet anime!

Nowym czytelnikom...
Jeśli ktoś jeszcze naprawdę nigdy nie czytał ani jednej książki tej pani (jest ktoś taki?!) to polecam na początek serię o Ani, potem o Emilce lub Pat. Oprócz tego oczywiście inne powieści takie jak Błękitny zamek czy Dzban ciotki Becky, a w szczególności zbiory opowiadań, które są bardzo lekkie, niedługie i przyjemne. 

Ulubione cytaty z książek Montgomery...

Pamiętaj, że wszystko można zacząć od nowa. Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów. (Ania z Zielonego Wzgórza)

Jeśli potrafisz spędzić z kimś pół godziny w zupełnym milczeniu i nie czuć przy tym wcale skrępowania, ty i osoba ta możecie zostać przyjaciółmi. (Błękitny zamek)

Nigdy nie jest się biednym, jeśli ma się coś do kochania. (Ania z Szumiących Topoli)

Być może wielkie uczucie nie wkracza w nasze życie w blasku i glorii jak rycerz na koniu; być może wkrada się cichutko, jak stary przyjaciel; być może rozwija się w pozornej monotonii, by nagły błysk olśnienia ujawnił rytm i ukrytą muzykę. Być może miłość rozwija się naturalnie z pięknej przyjaźni, jak herbaciana róża z zielonego pąka. (Ania z Avonlea)

...a ten jest najlepszy i zdecydowanie się z nim zgadzam! Popatrzcie:

Największym szczęściem jest kichnąć, kiedy się ma ochotę. (Błękitny zamek)