piątek, 13 grudnia 2013

wciąż jestem - czyli co się u mnie dzieje

Jestem, a jednak mnie nie ma. Gdzieś mi ten czas, te krótkie dni uciekają, grudzień miał być taki piękny, a ja czuję, że w nim trwam, ale go nie przeżywam. Że nie żyję tak naprawdę, bo wciąż się spieszę i za czymś gonię. Za czym? Za czasem? Ot, paradoks.

Spending winter alone..

Trochę mam małe wyrzuty sumienia - bo jak to, już niemal połowa grudnia minęła, a ja przez ten czas przeczytałam zaledwie jedną książkę? Poza tym kilka zaczęłam, ale jakoś żadna mi się nie klei - co się ze mną dzieje? Czy kiedyś w tym samym czasie nie miałam już pochłoniętych kilka? Racja, nie czytam na czas, na liczbę, z nikim się nie ścigam i wciąż sobie przypominam, że to ma być tylko i wyłącznie moja przyjemność, ale jednak gdzieś w głębi duszy pytania i wyrzuty sumienia się pojawiają. Mogę jednak już rzec, że ta książkowa niemoc się kończy - pewnego dnia poczułam, kiedy wróciłam ze szkoły, że jak zaraz czegoś ciekawego nie przeczytam, jak zaraz nie zanurzę się w lekturze, to wybuchnę - sięgnęłam czym prędzej po Podróż do miasta świateł. Różę z Wolskich. A jak już zaczęłam - nie mogłam się oderwać! Ah, co to za piękna, głęboka książka! Już ją kończę, a na weekend znów zacznę coś ciekawego - w końcu będzie wolny, bez żadnych obowiązków, latania, wyjeżdżania, załatwiania i uczenia się (chociaż nie, do podręczników jednak będę musiała zajrzeć..).

Czy u Was też pojawiają się takie zimowe smutałki? Mimo, że czas ucieka mi przez palce i coraz mniej jestem w stanie zrobić, a kiedy słońce zachodzi to już na nic nie mam ani siły ani ochoty, to jednak coraz więcej czasu przeznaczam na rozmyślanie, bujanie się w fotelu, biernie słuchając muzyki. Tęsknię za tymi, którzy powinni być blisko. Za tą osobą, która powinna nie w tej chwili bez słów przytulić. Ta pogoda, obowiązki, aura za oknem i uciekające chwile (oraz wyrzuty - a może tracę właśnie najlepsze godziny mojego życia?) sprawiają, że jedyne na co mam ochotę to zakopać się pod kołdrą i obudzić się na wiosnę, kiedy będzie już tak blisko wakacji. Dlaczego musi to tak długo trwać? Dlaczego zima zawsze się dłuży, a lato mgnie niepostrzeżenie? Czy jeszcze doczekamy się wiosny? - czasami wydaje się być tak daleko!

A jednak jest gdzieś iskierka radości. Jedna chwila, która sprawia, że jednak wieczorem pojawia się uśmiech. Kiedy budzę się rano i widzę na telefonie sms-a z drugiego końca Polski - jak cudownie, że cię poznałam! Kiedy przypominam sobie ostatni weekend - pełen takiej dziecięcej radości, uśmiechu, rozmów i wspaniałych ludzi. Kiedy wieczorem ktoś mi wyśle coś na dobranoc (kochana J.!), a potem zażyczy pięknego dnia (czy on automatycznie nie staje się wtedy piękniejszy?). Kiedy zobaczę na ulicy drugiego człowieka z tak niezwykłym poświęceniem pomagającemu drugiej osobie, gdy uśmiechnie się do mnie przypadkowy spacerowicz. Kiedy widzę młodą osobę wciągniętą w książkę Kinga, która wręcz zdaje się nie zauważać świata wokół niej. Kiedy na mojej poczcie zobaczę od dawna nie widziany mail od wspaniałej osoby. Kiedy przypomnę sobie cudowne minione wakacje i pomyślę, że kolejne mogą być jeszcze lepsze - przecież wszystko zależy tylko ode mnie! Kiedy widzę mojego brata, który potrafi znaleźć w sobie radość z powodu pomocy przy wykrawaniu pierniczków. Kiedy podczas rozmowy (nawet jeśli jest przez Internet) skręcam się ze śmiechu. Kiedy wiem, że niedługo spotkam się z osobami, za którymi tak już tęsknię, kiedy przeczytam recenzję pełną dziecięcego zachwytu nad wspaniałą książką, godną dzieła sztuki, która porusza wszystkie struny w człowieku...
Wtedy nagle się uśmiecham - czy jest sens się smucić, kiedy świat jest taki piękny? Gdy otrzymałam takie wspaniałe życie i mogę choć w części robić to, co naprawdę kocham i przynosi mi mnóstwo radości oraz satysfakcji? 

Poza tym ostatnio wracam do poezji śpiewanej - przynosi ukojenie, nadzieję, uspokojenie tak wspaniale jak nic innego. Stare Dobre Małżeństwo, Turnau, Grechuta, ostatnio odkryta Cisza Jak Ta - wspaniałość. Jak ich słucham to jakby w sercu zapalają się małe promyczki radości, kiełkujące endorfiny. Niesamowite. I dające kopa do działania, pisania, śpiewania, uśmiechania się! <3

dont worry, be happy

Wracam więc do czytania. Już z większym optymizmem. Może będzie lepiej? 

A już niedługo postaram się coś napisać. Już bardziej... recenzenckiego :3 Ściskam!

jeszcze z jesieni... z przypomnieniem sobie tego słonecznego października - potrzeba mi tego w grudniu!

14 komentarzy:

  1. Ja też mam mały zimowy blogowy zastój nie jesteś sama.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mi czas przez palce przecieka niesamowicie, a problemy z oczami utrudniają mi czytanie na tyle, że postanowiłam zostawić to na kilka dni.

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie to samo. Niestety. :c

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie jest tak, że czytam dużo, nawet bardzo , jednak mam kompletny zastój z recenzjami...
    :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam podobne uczucia..
    Dobrze że ksiażki są z nami mimo wszystko. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę Tobie powiedzieć, że mam podobne odczucia. Czytam jak kiedyś, dawno, kiedy co kilka dni zaczynałam nową pozycję, ale nie piszę. Gromadzi się tych książek, a we mnie rosną wyrzuty sumienia.. eh.. I takiego przytulenia też potrzebuję ;) Też uwielbiam patrzeć na czytających ludzi! Zwłaszcza w mojej szkole albo podczas podróży komunikacją miejską :D

    W ogóle jestem pełna podziwu dla Twojego tekstu - tak to wszystko pięknie i z uczuciem napisałaś :) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, masz ode mnie wirtualne hugi! <3
      I strasznie dziękuję, sprawiłaś mi ogromną radość tym ostatnim zdaniem! :3

      Usuń
  7. Ja czytam do czterech maksymalnie książek na miesiąc już od kilku dobrych miesięcy i ciężko mi idzie z pisaniem. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie to samo, grudzień chyba nie jest zbyt dobrym miesiącem...
    Cóż, grunt to mieć nadzieję, że będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Spokojnie, to mija:) też mam czasem takie zastoje:) Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uch, nie powinnam się cieszyć z czyjegoś "nieszczęścia", ale... dobrze, że nie jestem z taką wybuchową mieszanką uczuciową sama, bo widzę, że przeżywamy praktycznie to samo :) lubię zimowe wieczory, ale bez przesady...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja zawsze w okresie zimowym czuje taką niemoc i chandrę, dlatego tak bardzo nie lubię tej pory roku i najchętniej przespałabym ją całą i obudziła się dopiero na lato.
    Na szczęście potrafię cieszyć się z małych rzeczy i często zwyczajny mail od kogoś serdecznego wywołuje uśmiech na mej twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie jest tak samo - chwile gdy nie mam ochoty ruszyć ani ręką ani nogą przeplatają się z tymi gdy sobie uświadamiam, że naprawdę nie ma co narzekać (a maruda ze mnie straszna) - jeste tyle drobnych promyków uśmiechu, że aura za oknem się przy nich chowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Karolciu, moja ukochana!
    Właśnie miałam zacząć pisać podobny post na moje Wyznania. W jednej z zakładek był włączony Twój blog. Miałam go wyłączyć, ale zobaczyłam, że nie czytałam jeszcze tego posta. Pomyślałam, że jeśli najpierw przeczytam jakiś dobry artykuł, to będzie mi się lepiej przeczytało. I, wiesz co? Napisałaś dokładnie to, co ja chciałam napisać. Mój komentarz jest tutaj zbędny. Jesteś najcudowniejsza na świecie i poznanie Ciebie jest najlepszy, czym mogło mi się przydarzyć! Mam ochotę płakać i śmiać się jednocześnie. Wybiec w piżamie na dwór i biec aż dotrę do Ciebie i Cię przytulić!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...