sobota, 16 listopada 2013

Rozmawiamy: Jak postrzega się czytających ludzi?

Z natury jestem osobą, która rzadko się odzywa. Zwłaszcza niepytana. Nie lubię się wtrącać w czyjeś życie (i równie bardzo irytuje mnie jak ktoś nachalnie wtrąca się w moje), nie lubię narzucać innym swojego zdania, ale uwielbiam dyskusje, zwłaszcza te mądre, na temat, ciekawe i konstruktywne. Z racji tego, że po ostatnim moim przemyśleniowo - rozkminowym poście reakcja była (przemile!) pozytywna, wpadłam na genialny pomysł, aby to kontynuować. A żebyście nie musieli wysłuchiwać ciągle tylko mojego zdania, zagadnęłam trzy blogerki. A one chętnie mi odpowiedziały.

TumblrA wszystko idzie o to, jak ludzie postrzegają osoby, które czytają (w ogromnych ilościach) książki. Z pozoru błahy problem, a jednak ciężko na niego jednoznacznie odpowiedzieć. Ja, na przykład, z racji tego, że większość swojego życia spędzam aktualnie w szkole (i zbyt szybko to się niestety nie zmieni), postanowiłam wolny czas w tym miejscu przeznaczyć na czytanie. I jak się okazało, nikt nie wytykał mnie palcami, nikt się ze mnie nie śmiał, ludzie nawet z uśmiechem do mnie podchodzą jak czytam by zagadnąć o książkę, zapytać czy ciekawa. Nie mówiąc już o nauczycielach, którzy zawsze jak mnie widzą czytającą to się jakoś milej nastawiają…

A z drugiej strony, kilka tygodni temu byłam zmuszona czekać godzinkę na rodziców we Wrocławiu, a że dzień był akurat słoneczny postanowiłam poczytać na świeżym powietrzu, na parkowej ławeczce. Siedzę sobie zaczytana, gdy nagle przeszedł obok mnie mój daleki znajomy, popatrzył na mnie jakoś z grozą i zapytał ze strachem, co ja robię przy tych książkach, dlaczego sobie jeszcze bardziej psuję wzrok i tracę czas! Przyznam szczerze, że nieco osłupiałam. Naprawdę czytanie książek jest takie straszne?

Najpierw musiałam dowiedzieć się,  czy w ogóle ktoś oprócz mnie jeszcze w miejscach publicznych czyta. Spójrzcie, co na to Gagatek:

Czy czytam w miejscach publicznych? To zależy. Czasami nie mam chęci, zdarza się też, że moja torba jest wypełniona po brzegi, a mój kręgosłup nie zniósłby dodatkowego ciężaru w postaci powieści. Najczęściej czytam jadąc autobusem miejskim na jakieś spotkanie, czy popołudniowe zajęcia dodatkowe. Są to książki, które akuratnie czytam, chyba że pochłaniam cegłę, wtedy biorę coś cienkiego, żeby nie musieć dźwigać.

Za to Sol ma już nieco inne zdanie:

Przyznam szczerze, że rzadko zdarza mi się czytać w miejscach publicznych, ale jeśli już, to są to raczej poczekalnie w szpitalach i przychodniach. Wolę moje zacisze domowe i ciszę podczas czytania. Jakie książki czytam wtedy? Hmm...  To, GDZIE czytam, nie rzutuje jakoś specjalnie na to, CO czytam.

Jak dla mnie czytanie w miejscach publicznych jest fajne... gdy ktoś potrafi się wyłączyć. Gdy książka jest naprawdę dobra to nie jest to wcale trudne, ale czasami przy codziennym zgiełku, skupienie się nie należy do łatwości… Choć nie jest niemożliwe. A jak wygląda taki zaczytany człowiek? Jak inni reagują widząc młodą osobą z książką w ręku?
Its true 
To jest akurat bardzo dobre pytanie. – pisze mi dalej Sol, a ja już nastawiam uszu (a właściwie oczu!), bo widzę że dalsza wypowiedź będzie równie ciekawa - Ludzie reagują różnie, zwłaszcza ci, co nie czytają w ogóle, a posiadanie jakiejkolwiek ilości książek w ich mniemaniu to tragedia. Takie osoby często śmieją się i gadają takie głupoty, że aż nie chce mi się ich przytaczać - właśnie od takich osobistości staram trzymać się z daleka. Nie lubię, kiedy ktoś wyśmiewa to co kocham, jeśli nawet jego słowa nie są kierowane do mnie - zamieniam się wtedy we wredną zołzę, która nie potrafi trzymać języka za zębami, a cięte riposty rzuca z prędkością światła. Nie rozumiem.... i jeszcze raz NIE ROZUMIEM takiego zachowania i wytykania palcami, że ktoś lubi całymi dniami czytać, a nie imprezować, grać w gry różnego rodzaju, albo siedzieć przed tv. Czy ja takie osoby drażnię swoimi głupimi tekstami? Nie. Róbta co chceta, wolny kraj. Czy ma to wpływ na relację? Ma. Sądzę, że dobry, przynajmniej stronię od osób, które są nietolerancyjne i nie potrafią zrozumieć pasji drugiego człowieka - a to, czego nie rozumieją uznają za głupie. Nie widzę sensu utrzymywania relacji z takimi osobami. 
Są jednak tacy, którzy rozumieją i cieszą się z mojej pasji. Właśnie takimi osobami staram się otaczać:)

A Gagatek? Gagatek skupił się na rodzicach, bo to oni właśnie są jej najbliższą rodziną:

Bywa różnie - naprawdę. Oczywiście, są ze mnie dumni, że piszę, prowadzę bloga, interesuję się literaturą. Ale kiedy coś nabroję, w szkole nie idzie tak jak powinno, rozpoczynają się kłótnie i teksty : "Nie powinnaś tyle czytać i pisać. Zamiast pisać recenzje powinnaś się uczyć", itd. Prawdę mówiąc, już dawno przestałam się tym przejmować. W końcu rodziców nigdy nie da się zadowolić ;)

Za to Julia pisze mi, że…
W mojej rodzinie i najbliższym otoczeniu wiele osób czyta. Obsesyjnie jedynie ja. Sądzę, że reszta chyba nie o ma o tym żadnego zdania. Dopóki nie spędzam całego czasu z nosem w książkach, uznają to za coś normalnego. Przynajmniej do pewnego stopnia.

(Pozwólcie, że przemilczę to, że w mojej rodzinie uważa się, że książki to są moje dzieci, a jak nikogo nie ma w domu to robię sobie z nimi imprezy – moja rodzina nigdy nie była normalna xd Chociaż normalność to pojęcie względne. Zresztą czy osoba, która tak ja gada do swoich książek, wącha i przytula do snu może być normalna?)

.Co jest najmilsze w byciu molem książkowym? Prezenty, które najczęściej są trafione! Tak przynajmniej twierdzi Sol (a ja się z nią zgadzam!), a na koniec dodaje jeszcze: Tak samo w pracy. Moja kierowniczka, twierdząc, że jestem oczytana daje mi do napisania masę tekstów, a ja mam wielki zaciesz mogąc się wykazać. Dodatkowo maile z propozycjami współpracy - czuję się doceniona i jest mi miło, kiedy ktoś sam do mnie napisze. Można też wliczyć w to osoby czytające bloga, które przysyłają mi miłe maile :) W końcu piszę dla Was, a nie tylko dla siebie.

I końcowa wypowiedź Julii, której nie mogło tu zabraknąć:


Przez to że lubię czytać, założyłam bloga, a dzięki temu spotkało mnie mnóstwo niesamowitych rzeczy i poznałam wspaniałych ludzi. A podobno bibliofile są aspołeczni. 

Co mogę dodać na koniec? Na pewno to, że ukrywanie się z zamiłowaniem do czytania jest według mnie głupie, a i też na pewno nie wpływa dobrze na ukulturalnienie społeczeństwa – im więcej osób będzie widziało, że w naszym kraju jest młodzież, która naprawdę chętnie czyta  - tym więcej sięgnie po książkę! Także nie bójmy się… i czytajmy :3

A Wy, co o tym sądzicie? Czytacie publicznie czy może tylko w domu? Jak reagują na to wasi znajomi i rodzina? 

Wystąpiły:

Dziękuję Wam bardzo, dziewczyny! :*

37 komentarzy:

  1. Czytając twój post łezka mi się w oku zakręciła.U mnie w domu nikt nigdy nie czytał a mają mnie za wariatkę. Czuje się z tym bardzo źle, jakbym była zepchnięta na margines społeczny. Nikt nie potrafi uszanować mojej pasji. Śmieją się tylko i pukają w głowę, że cytuje ,,w dupie mi się poprzewracało''. Jak z tym żyć? Normalnie. Ignorując wszystkich i wszystko, ale żal jest. Nawet osoba najbliższa memu sercu uważa mój książkowy świat za zwyczajną fanaberię, którą się powinno szybko wytępić, czyli mówiąc dosadniej spalić w piecu, to chociaż będzie jakiś pożytek, gdyż opał z książek dobry.
    Przepraszam, że tak się tutaj u ciebie rozżaliłam, ale od dawna duszę w sobie te emocje i musiałam je trochę przelać na klawiaturę i akurat trafiło na ciebie.

    W miejscu publicznym czasami czytam i chociaż widzę te ukradkowe spojrzenia i uśmieszki to jednak nie zwracam na to uwagi. Powiem więcej, czuje się od tych osób lepsza, gdyż nie wiedzą, co tracą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Choć moi bliscy popierają moją pasję do czytania książek, to bardzo dobrze cię rozumiem, ponieważ wiem, jakie to okropne uczucie gdy bliskie osoby nie popierają twojej pasji. Mogę Ci powiedzieć, że najważniejsze jest aby się nie załamywać, nie poddawać i nie rezygnować z tego co kochasz. Może kiedyś wyniknie z tego coś dobrego? Nie jest tajemnicą, że osoby, które czytają książki są bardziej inteligentne, mają większą wyobraźnię, nie marnują swojego wolnego czasu, wciąż się rozwijają i mają bogatszy język - jesteś o to wszystko ubogacona!
      Trzymaj się - mocno cię ściskam! <3

      Usuń
    2. Dziękuję za te piękne słowa otuchy ;)

      Usuń
  2. Tak na wstępie - bardzo fajny pomysł na post! ;) A już odnosząc się do treści, to ja raczej w szkole nie czytam, ponieważ zwyczajnie cieżko byłoby mi się na tym skupić, a poza tym tam zazwyczaj mam co innego do robienia :D Jednak np w mojej klasie znajomi wiedzą, że dużo czytam i nie spotykają mnie z tego powodu żadne nieprzyjemności i w zasadzie nie rozumiem jak kogoś mogą spotykać, przecież to normalna pasja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, nie powiedziałabym, że w dzisiejszym świecie czytanie jest "normalne".. Ale tak naprawdę to normalni ludzie są nudni xd Niech żyją nienormalni! <3

      Usuń
  3. Stworzyłaś bardzo fajny artykuł, który super się czytało.
    Ja w mojej rodzinie mam problem, bo tylko ja czytam ( mam tutaj na myśli książki, a nie np. gazety :P). Rodzice, brat czy dziadkowie nie rozumieją mojego zamiłowania. Uważają, że czytając tylko psuję sobie wzrok, i tracę czas, który mogłabym efektywniej wykorzystać. Ludzie których poznaję uważają mnie za osobę co najmniej dziwną gdy dowiadują się że lubię czytać. I od tego czasu traktują mnie inaczej, jakby czytanie to była maksymalnie zaraźliwa choroba. Nie mówię tutaj o wszystkich, bo jest kilka osób z którymi mogę pogadać na temat książek, czy posprzeczać się o przystojniejszego bohatera książki, którą przeczytaliśmy oboje. Ale odnoszę wrażenie, że żyjemy w czasach, gdy jak czytasz to uważają cię za głupiego, za jakiegoś odludka.
    To niesprawiedliwe i smutne.
    Co do czytania w miejscach publicznych- zdarzyło mi się kilka razy czytać na ławce w mieście czy w autobusie, ale zdecydowanie wolę zacisze mojego pokoju :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem ci tak miałaś genialny pomysł to po pierwsze . Co do pytań to, Nie raczej nie czytam w miejscach publicznych no jedynie na uczelni jak mam przerwę. Zawsze coś ze sobą biorę. Nie korzystam z komunikacji miejskiej więc to odpada Co do tego jak na moją pasję reagują najbliźsi bardzo pozytywnie . Może nie wszscy czytają tak dużo i często jak ja, ale rozumieją moją pasję . Koleżanki też czytają jest ok.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo interesujący post ^^ Doczytałam do końca z nosem przyklejonym do monitora (choć nie jest to raczej u mnie wskazane z powodu wady wzroku...)!
    Całkowicie się z Tobą zgadzam. Podoba mi się też opinia Agnieszki, którą popieram. Także nie rozumiem ludzi, którzy nie mogą pojąć, że ktoś ma inne zainteresowania, niż siedzenie cały dzień przed ekranem komputera. Jak komuś się coś nie podoba, to nie musi się ze mną zadawać. Ani w ogóle ze mną rozmawiać. Moje zainteresowania, moje sprawy, moje życie. Niech się lepiej zajmie sobą ^^
    Choć z przykrością muszę stwierdzić, że u mnie w szkole osoby czytające książki są uważane za wręcz dziwne i takie, które nic nie robią, tylko się uczą. A co ma piernik do wiatraka? Książka przecież nie jest tylko sposobem na naukę - dla moli książkowych to po prostu przyjemność. Aż tak trudno to zrozumieć? Widocznie tak i nad tym ubolewam.
    Mam podobną sytuację co Gagatek:
    "Oczywiście, są ze mnie dumni, że piszę, prowadzę bloga, interesuję się literaturą. Ale kiedy coś nabroję, w szkole nie idzie tak jak powinno, rozpoczynają się kłótnie"
    Mam dokładnie tak samo :) U mnie w rodzinie ogólnie nikt nie czyta książek.
    A publicznie czytam raczej rzadko. Wolę jednak zacisze mojego kochanego domku. W szkole nie mam kiedy czytać, autobusami jeżdżę tylko czasami. No, może jak jadę na jakąś wycieczkę itp., to jakieś powieści nie może zabraknąć ^^
    Mam nadzieję, że będziesz częściej wstawiała takie przemyślenia. Potrafisz bardzo umiejętnie to opisać! No i oczywiście bardzo ciekawie. Czekam na więcej.
    Mój długi komentarz pewnie zanudzi Cię na śmierć...

    Pozdrawiam ciepło ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zanudził mnie twój komentarz i bardzo ci za niego dziękuję ^^
      Masz zupełną rację, chociaż ja jestem w trochę innej sytuacji niż ty, bo wszyscy wiedzą, że uwielbiam czytać książki i wszyscy w mniejszym lub większym stopniu to akceptują. Akurat z rodzicami nie mam problemów (gdyby zakazali mi czytać książek to chyba bym się załamała), ponieważ oni również chętnie książki połykają, zbierają, znoszą do domu i ustawiają na przeładowanych regałach, ale moje rodzeństwo nie zawsze tak się garnie do czytania i muszą też ich zachęcać.. ;))

      Usuń
  6. ja ogólnie czytam w domu, bo mieszkam w małym miasteczku to nie mogę w komunikacji miejskiej. do szkoły zdarza mi się wziąć książkę, ale na ogół nie chce mi się jej dźwigać :<
    natomiast nikt nie postrzega mojego czytania źle. w każdym razie już. bo kiedyś - oczywiście. tylko że jak oni zaczynali hejcić mnie, to ja zaczęłam ich hejcić bardziej, a argumentów rzecz jasna było więcej, także już od dawna nikt mnie próbuje ;D od czasu do czasu się tylko łagodnie dziwią;p
    a moi rodzice tak samo jak Moniki - ogólnie bardzo się cieszą, że tyle czytam, ale jak się zdenerwują to "nic nie robisz, tylko cały dzień książki i internet!". ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rodzina raczej akceptuje moją pasję. Czuję się też akceptowana (i skrycie podziwiana) przez większość moich przyjaciół, którzy nie czytają tyle co ja. Czego mogą mi zazdrościć? Za co podziwiać? Obstawiam, że to wina tego, iż robię po prostu to, co kocham, a nie wszyscy mają odwagę się zdobyć na coś takiego.
    Ludzie jednak różnie reagują na czytanie w miejscu publicznym. Niby nic specjalnego, ale... sądzę, ze to wina tego, że oni po prostu nie wiedzą, co tracą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak - świetnie to ujęłaś! <3

      Usuń
  8. Tytyryty to "Przyznam szczerze, że rzadko zdarza mi się czytać w miejscach publicznych, ale jeśli już, to są to raczej poczekalnie w szpitalach i przychodniach. Wolę moje zacisze domowe i ciszę podczas czytania. Jakie książki czytam wtedy? Hmm... To, GDZIE czytam, nie rzutuje jakoś specjalnie na to, CO czytam." je moje, nie Julii :D W ogóle to świetny pomysł z tym był, ale to już wiesz.

    Dziękuję, że mogłam wziąć w tym udział! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejujeju, faktycznie xd Przepraszaaaam, ale tyle miałam z tym zamieszania, że się machnęłam xd Już zmieniam :D

      Usuń
  9. Bardzo fajny post, Karolko. Tak fajny, że aż się wypowiem :D
    Nie mam problemów z czytaniem w miejscach publicznych. Jeśli nikt nie mówi tylko i wyłącznie do mnie lub ktoś znajdujący się blisko mnie nie prowadzi jakiejś interesującej rozmowy, nie przeszkadza mi hałas. Potrafię czytać, gdy gdzieś idę, nie przeszkadza mi nawet to, że muszę odrywać co jakiś czas wzrok (bo wpaść na kogoś lub na coś to w tym przypadku nie problem), a zawsze jest to oszczędność czasu.
    Jednak teraz nie czytam w szkole, bo praktycznie nie mam takiej możliwości. W pierwszej klasie czytałam na PP, geografii, EDB, WOSie, teraz tych przedmiotów nie mam i na prawie wszystkich lekcjach muszę być maksymalnie skupiona. Aktualnie więc czytam najczęściej w domu, czasami na długiej przerwie, zazwyczaj mam jakąś książkę w plecaku (oczywiście w kieszonkowym formacie).
    W środkach komunikacji wszelakiej nie mogę niestety czytać, czego bardzo żałuję. Jedynie dobrze się czuję czytając w pociągu i w samolocie, a z tych, jak można się domyślać, korzystam rzadko :)

    W szkole ludzie podchodzą do zaczytanych raczej obojętnie, niektórzy jednak pytają o tytuł i autora. W mojej klasie jest kilka czytających osób, może nie połykających książki, ale po prostu lubiących czytanie. Ogólnie raczej pozytywnie. Nauczyciele nie zwracają uwagi.

    W mojej rodzinie raczej nie czyta się książek, w domowej biblioteczce mamy ich mało i są to głównie encyklopedie, kilka lektur, troszeczkę klasyki. Tato nie czyta w ogóle, mamę czasami da się zmusić :D W. czyta, ale raczej nie wybiera powieści. Kiedyś czytał trochę więcej, ale nigdy za tym nie przepadał, głównie dlatego, że ma wolne tempo i mało czasu. Ale zawsze można z nim porozmawiać na książkowe tematy, chętnie wysłuchuje zachwytów, zawsze pyta, co aktualnie czytam i kupuje (oraz sam chętnie przyjmuje) książkowe prezenty. Rodzicom moje czytelnicze skłonności raczej nie przeszkadzają, czasami marudzą, że im dom zawalam albo że cały dzień przeznaczam na książki i internet (to akurat prawda, bo komputer mam włączony nawet wtedy, gdy się uczę :D). Nie są też pozytywnie nastawieni do kupowania książek, ale na święta, urodziny lub inne okazje zazwyczaj dostaję książki.
    Podsumowując, prowadzę spokojne czytelnicze życie, bez większych ekscesów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, oczywiście o czymś zapomniałam. Niby głupota, ale jak już się tak rozpisałam, to i o tym mogę wspomnieć. Rozumiem, że moi rodzice nie lubią książek, akceptuję to i staram się nie mówić czegoś w stylu: "Kurczę, tato, jak możesz tego nie znać? Przecież to perełka literatury XX wieku, nie jest ci głupio, że umrzesz, nie znając tak wspaniałej książki?!" :P
      Ale czasami jest mi przykro, widząc, jakie mam braki np. w literaturze dziecięcej, smutno mi, że nikt mi nie polecał książek, nie przynosił ze słowami: "jak byłam w twoim wieku, uwielbiałam tę powieść", że nigdy nie widziałam rodziców czytających coś, co sami sobie kupili, czy wypożyczyli, a nie to, co im na siłę wepchałam.
      Dlatego moje dziecięco - nastoletnie lektury, w okresie bezinternetowym, były dziełem przypadku. Po prostu czytałam wszystko, co mi tylko wpadło w ręce.

      Usuń
    2. To wpychanie na siłę książek brzmi tak brutalnie, że nie da się nie uśmiechnąć xd Ale masz rację - moi rodzice co prawda książki mi podsuwali, ale takie, które wtedy ani trochę mnie nie interesowały - "Robinson Cruzoe" dla siedmiolatki? Naprawdę?
      A ja na lekcjach nie potrafię czytać, mimo że u mnie w klasie na co nudniejszych kilka osób pod ławką coś podczytuje, ale ja po pierwsze nie umiem tak jawnie ignorować nauczyciela, a poza tym jakoś przy tym szkolny szumie nie potrafię...

      Usuń
  10. Ja teraz, gdy dojeżdżam do szkoły oddalonej o około 30 km od domu, zawsze czytam w autobusie i tylko w autobusie, bo potem już nie mam czasu: wracam coś koło trzeciej, a czasami koło czwartej, lekcje... itp. Nie spotkałem się jeszcze z negatywną opinią na ten temat, że czytam w autobusie. Przynajmniej wyróżniam się ze wszystkich słuchających muzyki i czytających książki, niekoniecznie dla rozrywki: notatki ze szkoły. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja rodzina raczej zaczęłaby patrzeć na mnie podejrzliwie, gdybym przez parę dni nie czytała:) Każdy wie, że każdą wolną chwilę spędzę przy czytaniu. Mój mąż czyta raczej niewiele, ale za to kupuje mi wymarzone pozycje. Obie córki czytają zawzięcie twierdząc, że zaraziły się ode mnie:) Syn był najmłodszym członkiem biblioteki i chociaż sam jeszcze nie czyta to ma całkiem niezły dorobek czytelniczy:) Moi znajomi na początku trochę dogryzali ale ja miałam to naprawdę gdzieś, więc im przeszło. Czytam w autobusie w drodze do pracy, w lato na plaży, na ławce w parku, na placu zabaw, gdy syn się bawi...czytam wszędzie. A ludzie? Nic mnie to nie obchodzi:D I zawsze niesamowicie się cieszę, gdy widzę młode osoby siedzące w busie czy na ławce z książką w ręku. Kiedyś nawet jedna dziewczyna mnie zaatakowała, bo zobaczyła jak się jej przypatruję. Myślała, że patrzę ze zgrozą na książkę a ja tylko próbowałam zerknąć na tytuł:) Śmiałyśmy się później, bo gdy wyciągnęłam swoją książkę,ona też próbowała dojrzeć tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja teraz dwa kierunki studiuję (Prawo, Finanse i Rachunkowość), więc jak mnie ktoś z książką zobaczy, to się tylko ewentualnie dziwi, że to nie podręcznik :).

    OdpowiedzUsuń
  13. Nigdy nie czytałam i nie czytam w miejscach publicznych, wyjątkiem były kiedyś nudne wykłady na studiach - pamiętam, jak zaczytywałam się w kryminałach, a koleżanka w Sparksie ;). Chyba trudno mi się skupić w jakichkolwiek miejscach poza domem. W domu jest najlepiej! ;) Mieszkam z rodzicami i młodszym (o 5 lat) bratem. Książki czytuję tylko ja, także nie mam z kim dzielić się wrażeniami z lektur. Także dalsza rodzina, z którą mam kontakt (dziadkowie, ciotki czy kuzynostwo), jest "nieczytająca". Na szczęście nie spotykam się z jakimiś negatywnymi opiniami z jej strony. Zarówno rodzice, jak i brat (który wręcz nie dotyka książek - masakra!) doskonale wiedzą, że czytanie jest moją pasją (owszem, w przypadku ich złego humoru lub gdy czymś im podpadnę, słyszę teksty typu "cały dzień nic nie robisz, tylko czytasz książkę!"). Kiedyś, gdy kolekcjonowałam książki papierowe, otrzymywałam takowe od nich w prezencie na różne okazje. Teraz, gdy przychodzą do mnie powieści do recenzji, mama lub wzdychać "znowu książka?", ale w głębi duszy czuję, że w jakiś tam pokręcony sposób jest dumna z tego, że jestem taka "oczytana", a na dodatek pisuję recenzje, o czym zdarza jej się wspominać (takim nieco chwalącym tonem) wśród innych członków rodziny lub znajomych, którzy zazwyczaj nie mają pojęcia, że COŚ TAKIEGO MOŻNA ROBIĆ ;).
    P.S. Fajne wywiadziki :).

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny temat do dyskusji ;D

    Raczej rzadko zdarza mi się czytać książki w miejscu publicznym, z tego względu, że nie mam miejsca w torbie, a i tak staram się ograniczyć noszenie podręczników szkolnych do tych najbardziej potrzebnych. Wolę czytać w domu, bo jest cicho i ciepło.

    Znajomi i rodzina reagują różnie. Mąż kuzynki twierdzi, że jestem w tych czasach najmniej spotykanym gatunkiem młodzieży, bo inni chodzą na imprezy itp. Niektórzy znajomi spojrzą na mnie dziwnym wzrokiem, coś tam sobie pogadają i pójdą. Ale są to tacy znajomi, z którymi jestem tylko na "Cześć.". Reszta moich przyjaciół podziela ze mną moją pasję. Niektórych nawet zaraziłam tym "dziwnym zjawiskiem" jakim jest czytanie. Rodzina jest podzielona i zmienia zdanie. Tata nie czyta wcale ale chwali mnie, że czytam. Siostry też nie czytają i tylko patrzą jak na dziwaczkę. A ciocia również czyta, może nie tyle co ja, ale jednak. Często przychodzi i podbiera mi książki z półki, a ja się potem zastanawiam jaka tym razem książka mi zniknęła.

    Bardzo lubię czytać i nigdy nie przestanę tego robić. Może czasami rodzicom to przeszkadza, że zamknę się w pokoju i czytam, ale wiem, że się cieszą, że robię to co kocham. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. W miejscach publicznych zdarza mi się czytać. Często chodzę sobie poczytać do empiku, zdarza mi się czytać w tramwaju... ale nie spotkałem się jeszcze z wyśmianiem tego przez kogoś, więc jestem wręcz zadziwiony, że innym zdarzyły się takie przypadki! Ludzie wiedzą, że czytanie książek to dobre hobby, więc wyśmiewanie tego to taki samobój.

    (PS
    Imprezy z książkami, czemu nigdy na to nie wpadłem! :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, to czytanie w empiku - ma to swój urok! ^^
      A co do imprez z książkami - to tylko u mnie xd

      Usuń
  16. Doskonale rozumiem co blogerki pisały na ten temat. W mojej rodzinie czytanie jest normalna rzeczą, ale nie czytamy tego samego. Przez to często zdarzają nam się kłótnie, moja mama jeszcze to rozumie, ale mój tata już nie. Kiedy wracam do domu obładowana książkami z biblioteki wytyka mi, że czytam same głupoty i harlequiny, a to przecież nieprawda! Ja nie krzyczę na niego, bo lubi książki historyczne. Oprócz moich rodziców czytają też moi 2 bracia, chociaż o wiele mniej ode mnie. Każde z nas ma już za sobą "Harrego Pottera" i "Felixa, Neta i Nikę". Teraz czytamy już nieco inne od siebie książki, ale ja nadal lubię fantastykę i przygodówki. Czy czytam w miejscach publicznych? Oczywiście, tak naprawdę czytam wszędzie i zawsze kiedy mam okazję. W szkole też, chociaż niestety u mnie nie ma takiej tolerancji jak u innych. Nauczyciele są jeszcze w porządku, czasem zagadną, pochwalą, ale uczniowie to już inna bajka. Zdarza się, że mnie obgadują, ale moi najbliżsi znajomi trochę czytają (nie tyle co ja, ale zawsze) więc mniej więcej mnie rozumieją. Miałam też jedną niemiłą sytuację w Toruniu, gdzie kupiłam 11 książek, moja klasa pytała mnie czy nie żal mi wydawać pieniędzy na to. Pytali czy już nie mam co robić, że czytam. Niestety oni nie czytają nawet lektur... Ale koniec końców uważam, że nie jest tak źle i spokojnie mogę oddawać się swojej pasji.

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdy czytałam w jedynej wolnej chwili (poobiednia cisza) na obozie harcerskim pewna dziewczyna (ta z tych czytujących jedynie streszczenia) za każdym razem chwytała mnie za kostki i ściągała z wyrka wołając:
    -PRZESTAŃ W KOŃCU CZYTAĆ BO CI MÓZG WYPARUJE!
    ;) takie zachowania za równo śmieszą jak i denerwują. Jedyna wolna chwila, a ty nie możesz poczytać.Damn.
    U mnie w domu młodszy brat, ku mojemu wiecznemu niezadowoleniu, w kółko macieju i do znudzenia czyta tylko komiksy o Kaczorze Donaldzie. Natomiast ostatni raz moja mama była zorientowana w tym, co czytam, gdy byłam w 4 klasie podstawówki ;)
    Udanych imprez z książkami! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, mój brat identycznie - nie da mu się nic wcisnąć, bo ciągle tylko komiksy i komiksy.. I żeby chociaż były jakieś mądre, ale Kaczor Donald, serio? Ja co prawda też miałam okres kiedy przeczytałam kilka, nie uważam ich za bardzo złe, ale bez przesady - ileż można?

      Usuń
    2. O Boże, e końcu ktoś kto mnie rozumie! ;D

      Usuń
  18. Rzadko czytam w miejscach publicznych, no chyba że w autobusie jak gdzieś jadę.. Do szkoły zabieram książkę sporadycznie. Głównie ze względu na mój kręgosłup (który ma i tak do dźwigania książki szkolne), no i na przerwach często rozmawiam z koleżankami. Ale jak już czytam to nikt nie ma z tym problemu, a nawet pytają co czytam i o czym to jest. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiedziałam, że ktoś kiedyś napisze podobny tekst, ale pomysł jak najbardziej trafiony. Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kwestią czytania i nad tym jak ludzie reagują na słowo: książka. I to już zależy od poszczególnych grup. Sama chodzę do liceum i widzę, że niektórzy siedzą zaczytani na korytarzach w czasie przerwy lub okienka. To jest fajne. Ale mniej fajne jest to, że większość osób ma to kompletnie gdzieś i naśmiewa się, obraża, a raz zdarzyło się, że pewna osoba wyrzuciła książkę znajomej do kosza. Nauczyciele u mnie lubią patrzeć, że ktoś się rozwija. Ale jak widzą książkę młodzieżową to już są mniej wyrozumiali.
    Rodzice nigdy nie bronili mi czytać, wiedzą, że sie uczę i poświęcam nauce sporo uwagi. Nigdy nie mam tak, że książka jest ważniejsza niż kartkówka czy sprawdzian następnego dnia. Potrafię znaleźć granicę i przerwać czytanie, albo nie zaczynać przed wykonaniem obowiązków, kiedy wiem, że ucieknie mi cały dzień, bo powieść wciąga.
    Za to z moim rodzeństwem jest kompletnie inaczej, bo dla brata książki są be. Jak ma jakąś lekturę to męczy ją na ostatnią chwilę albo czyta streszczenie. Szkoda, bo może lektura trochę by go rozwinęła.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak jeździłam pociągami to czytałam w pociągu :) Dużo osób tak robiło i nigdy nie spotkałam się z krzywymi spojrzeniami, czy też jakimiś komentarzami pod tym adresem. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny tekst, przeczytałam go z niekłamaną przyjemnością :)

    Sama mam to szczęście, że wszyscy moi przyjaciele, a także najbliższa rodzina to takie same mole książkowe takie, jak ja. Chyba nawzajem zarażamy się tą pasją coraz bardziej, a dysputy na temat przeczytanych książek są dla nas prawdziwą gratką. Wszyscy też bardzo wspierają mnie w pisaniu bloga, którego śledzą i na bieżąco czytają. Czasami nawet zbieram baty za to, że długo nie było na nim żadnej notki ;). I tu pojawia się mój główny "ograniczacz" czasu - praca, w której również piszę i czasami już po prostu nie mogę patrzeć na więcej literek danego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. moim znajomi są w większości obojętni na to co robię i ile czytam o ile nie zamęczam ich gadaniem o skończonej właśnie lekturze ;) trafiają się jednak osoby (np. kolega z pracy) z który z marszu stwierdził, że ludzie którzy czytają ją nudni. jak ktoś ma uczulenie na druk, to nic mu nie pomoże, jednak takie uogólnianie doprowadza mnie do szału. w domu też były zgrzyty, że zajęłabym się czymś poważniejszym i bardziej sensownym niż czytanie, ale mnie właśnie to daje radość, więc na wszelką krytykę jestem obojętna.

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytam od zawsze. Śmieje się, że zamiłowanie to wyssałam z mlekiem matki. Moja mama jest bibliotekarką, czytającą. Babcia też była bibliotekarka.
    Czytam niemal wszędzie, a tam, gdzie nie mogę czytać, słucham audiobooki. Czytam w autobusie, którym dojeżdżam do pracy, na przystanku autobusowym, na działce (częściej audiobooki, bo ręce mam zajęte), w poczekalniach. Czytałam w czasie 3-godzinnej podróży autobusem z Mielca do Krakowa (i z powrotem), na studia. Czytałam, w przerwie pomiędzy zajęciami i w akademiku. I oczywiście czytam w domu.
    Do tej pory miałam tylko jedna książkę, której nie odważyłam się czytać w miejscu publicznym.
    Otoczenie raczej pozytywnie reaguje na moją pasję, choć czasami wyłapuję zdziwione spojrzenia, gdy ktoś widzi mnie czytającą na przystanku czy w autobusie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetny artykuł, bo chyba ten wpis można tak nazwać. Przeczytałam z zaciekawieniem, bo temat mnie bardzo zainteresował. A jeśli chodzi o mnie to czytam zarówno w domu jak i w miejscach publicznych. Moja mam również czyta książki w masowej ilości, więc często sobie razem na wieczór czytamy, ale czasem ma pretensje, żebym więcej czasu poświęcała nauce. Natomiast mój tata- jego chyba nigdy nie zobaczyłam z książka, ale nigdy mi nic od niego nie usłyszałam, żebym przestała czytać. No i jeszcze mój brat, który swoją biblioteczkę ma większą ze 100 razy ode mnie tylko, że on pochłania naukowe książki a nie powieści.

    OdpowiedzUsuń
  25. A myślałam, że tylko ja przytulam książki i zabieram je na spacery... :D
    Bardzo dobry post. Uważam, że swoich pasji człowiek nie powinien się wstydzić.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo podoba mi sie sposob w jaki piszesz i w jaki prowadzisz swojego bloga, ktorego oczywiscie dodaje do obserwowanych!:)

    Co do tematu postu - ja czytam zawsze i wszedzie - metrze, pociagu, w pracy na przerwie, w kolejce u lekarza, autobusie... w domu, w kuchni pomiedzy gotowaniem... Najczesciej na moim Kindelku bez ktorego nie wyobrazam sobie zycia! I wszedzie ze soba go zabieram :) Co do reakcji ludzi. Pamietam ze jeszcze w czasach szkolnych zdarzaly sie jakies glupie pytania - po co czytasz itp, ale od paru lat nie pamietam juz sytuacji zeby ktos gdziekolwiek na mnie krzywo patrzyl przez to ze czytam :) Chociaz tu gdzie mieszkam, w Londynie, spotyka sie duzo ludzi zanurzonych w lekturze czy to ksiazki czy gazety czy poprostu z nosem w iPhonie czy iPadzie. Niewiele jest takich ktorzy interesuja sie tym co robi ktos inny :P A dla mnie powrot do domu czy podroz do pracy bez czytania jest smiertelnie nudny i trudny do przetrwania :P Poprostu jestem uzalezniona od czytania :)
    Pozdrawiam serdecznie i z przyjemnoscia czekam na kolejne posty :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...