piątek, 12 lipca 2013

185. Noc w Piemoncie

Noc w Piemoncie - Andromeda Romano-Lax


Autor: Andromeda Romano-Lax
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 17 kwietnia 2013
Liczba stron: 304


Sztuka to wbrew pozorom wszystko co nas otacza i jest ona gdzieś głęboko zakorzeniona w każdym człowieku. W mniejszym lub większym stopniu, jednakże każdy w jakiś sposób kocha piękno, podziwia naturę i dokonania swoich przodków. Żyjąc w dwudziestym pierwszym wieku możemy oglądać i patrzeć z fascynacją, szacunkiem i podziwem jaką ogromną spuściznę artystyczną zostawiły nam poprzednie pokolenia ludzi.

W 1938 roku kolekcjoner zwraca się z prośbą do młodego, lecz nieco doświadczonego i ze sporą wiedzą Ersta Voglera o przewiezienie z Rzymu do Monachium słynnej rzeźby – Dyskobola. Młody mężczyzna pochodzący z Trzeciej Rzeszy zgadza się na tę propozycję i wyrusza w podróż niemal przez całą Europę do faszystowskich Włoch. W tym czasie będzie miał okazję wiele się nauczyć, zmierzyć się ze samym  sobą i poznać życie z innej strony. Czy uda mu się potem osiągnąć cel wyprawy?

Nie lubię niespodziewanych lektur, książek, które trafiają do mnie przez przypadek, nie do końca są u mnie pożądane, a wypadałoby wcześniej czy później się z nimi zmierzyć. Noc w Piemoncie właśnie do takich lektur należy. Na początku nie miałam zbytniej ochoty się za nią zabierać, później zachęcona paroma pozytywnymi rekomendacjami postanowiłam się z nią zapoznać. Zabrałam się za lekturę i szczerze mówiąc, ta książka nie powaliła mnie.

Andromeda Romao-Lax pisze w taki sposób, że mimo, że w książce jest akcja, jest ciekawa fabuła to jednak mimo wszystko bardzo nuży i nudzi. Nie da się jej przeczytać jednym tchem i już chwilę po tym jak ją zaczniemy mamy ochotę ją odłożyć i nie wracamy do niej z przyjemnością. Lektura Nocy w Piemoncie nie jest odprężeniem, nie potrafi wciągnąć i porwać czytelnika – w gruncie rzeczy jest tak, że osoba poznająca wykreowaną historię jest do niej obojętna – nie ma możliwości by mogła się z nią utożsamić.

Poza tym z rytmu czytania wybijały mnie obcojęzyczne wstawki i powiedzonka w dialogach, najczęściej po włosku lub po niemiecku, które nie były tłumaczone i często ich nie rozumiałam. Trochę mi one wadziły, przeszkadzały, choć może dla kogoś, kto pasjonuje się kulturą tych zachodnio-południowych państw bardzo przypadnie to do gustu. Ogólnie myślę, że ta książka jest przeznaczona dla osób naprawdę fascynujących się sztuką, rzeźbą, zwłaszcza starożytną i dla tych, którzy lubią takie klimaty wędrówkowe – bohaterzy bowiem wciąż się po Europie przemieszczają.

Mnie ta książka nieco znużyła i zmęczyła, ale nie dlatego, że jest zła, lecz dlatego, że po prostu to nie moje klimaty. To nie jest lektura, której nie polecam – historia wymyślona całkiem niebanalnie i ciekawie, język bardzo plastyczny, bardzo nacechowana historią sztuki, z wieloma ciekawostkami. Myślę, że wielu przypadnie do gustu – w końcu ta autorka napisała już jeden bestseller. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia!

***

Dla tych, którzy jeszcze tego nie zrobili - bardzo Was proszę o oddanie swojego Lubię to! przy mojej recenzji TUTAJ :3 Będę Wam ogromnie wdzięczna!

7 komentarzy:

  1. To nie moje klimaty i raczej po "Noc w Piemoncie" nie sięgnę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. To także nie moje klimaty, więc podziękuje. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka czeka na mojej półce. Ja lubię takie klimaty, a historia sztuki zawsze bardzo mnie interesowała, więc może przypadnie mi do gustu :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie np. w jednej książce Christie denerwowało ciągłe zwracanie się osób do siebie "proszę pani" i "proszę pana" po francusku. Nie było chyba dialogu, w którym nie byłoby takiego zwrotu. Książce nie mówię nie, ale muszę się zastanowić, czy warto ją czytać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, ale u Christie było wiadomo, że o ten zwrot właśnie chodzi, dlatego, że to oczywiste. A tutaj ja nie wiedziałam i nie rozumiałam co mówią bohaterzy :P

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...