czwartek, 30 maja 2013

173. Władczyni rzek

Władczyni rzek - Philippa Gregory


Autor: Philippa Gregory
Tytuł oryginalny: The Lady of the Rivers
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 30 maja 2012
Liczba stron: 544


Podnosisz delikatnie swą długą suknię by wejść po marmurowych schodach. Gdzieś na górze, w bogato zdobionej komnacie czeka na ciebie twój przyszły mąż – ślub za kilka godzin, a ty dopiero teraz będziesz miała okazję go poznać. Serce bije ci jak oszalałe, ale starasz się opanować oddech. Musisz się rozluźnić i odstresować – w końcu wkrótce będziesz mogła nazywać się królową angielską.

Jakobina Luksemburska, choć ma dopiero siedemnaście lat, staje przed faktem dokonanym – jej rodzice oddali jej rękę księciu Bedfordu i wkrótce za niego wyjdzie. Z racji, że nie ma w tej kwestii nic do gadania, ślub się odbywa, jednak w noc poślubną dowiaduje się, że książę poślubił ją jedynie po to by mogła przepowiedzieć mu przyszłość, plotki głoszą bowiem, iż jest samą córką wodnej bogini – Meluzyny. Książę osobiście zapoznaje ją z tajnikami magii i alchemii, lecz niestety szybko musi pożegnać się z tym światem. Po jego śmierci jednak Jakobina znajduje swoją prawdziwą miłość – Ryszarda Woodville i bez niczyjej zgody wychodzi za niego za mąż. Jak dalej potoczą się ich losy?

Generalnie nie przepadam za książkami historycznymi – nudzą mnie po prostu i nie ciekawią. Dlatego też powieści Philippy Gregory na samym początku omijałam szerokim łukiem – jakoś mnie do nich nie ciągnęło. Jednakże kiedy zaczęły pojawiać się na ich temat bardzo pozytywne, zachwalające i pełne podziwu recenzję, pomyślałam, że coś musi być na rzeczy. Warto spróbować i się przekonać, skoro tyle osób uznaje ją za jedną z ulubionych, to coś przecież musi w niej być! I rzeczywiście sięgnęłam, choć tej magii i wspaniałości raczej nie poczułam.

Trzeba przyznać, że autorka przedstawia wydarzenia historyczne bardzo dokładnie, rzetelnie i oddając prawdziwy klimat tych czasów,  ale jednocześnie nie traci lekkości pióra. Narracja pierwszoosoba z punktu widzenia Jakobiny, czyli głównej bohaterki sprawia, że jeszcze głębiej możemy poznać wszystkie aspekty i jej myśli. Lekcje historii w taki sposób jak przedstawia to Gregory byłyby dla uczniów prawdziwą gratką – można bowiem wczuć się w fabułę i jednocześnie chłonąć historyczne fakty oraz daty. Choć wydarzenia opisywane w Władczyni rzek są w większości autentyczne to jednak mam wrażenie, że autorka włożyła w nie tak wiele serca i pracy jakby pisała swoją własną powieść. Dzięki temu czyta się przyjemnie i w niektórych momentach nawet potrafi nieźle wciągnąć!

Mimo wszystko w pewnych rozdziałach mi się ta lektura ogromnie dłużyła i nie wracałam już do niej z takim uśmiechem. Im bliżej końca lektury, zwłaszcza po przekroczeniu połowy treści, Władczyni rzek niezmiernie się ciągnie i opowiada o rzeczach niezbyt istotnych lub wciąż o tym samym, a wtedy zaczyna irytować i główna bohaterka, która ciągle rodzi kolejne dzieci, i jednostajna fabuła, i brak jakiekolwiek akcji. I choć potem nieco to mija to i tak jestem nieco zawiedziona – spodziewałam się czegoś lepszego.


Władczynię rzek mogę polecić z pewnością tym, którzy za prozą Philippy Gregory przepadają, jak i tym, którzy naprawdę lubią literaturę historyczną – odnajdą one w tej powieści prawdziwą gratkę i myślę, że przypadnie im ona do gustu. Natomiast reszta niech zdecyduje sama – jeśli czujecie się na siłach by poznać zapomnianą historię Jakobiny Luksemburskiej – to proszę bardzo. Jak dla mnie nie jest to jednak książka, którą koniecznie trzeba przeczytać…

17 komentarzy:

  1. Ciągle się bronię przed panią Gregory, musiałabym poszukać jej powieści w bibliotece, lub u koleżanki, by przekonać się, czy mój opór jest słuszny.

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba nie dla mnie. Cokolwiek związane jest z historią, omijam.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam na książki tej pani ogroomną ochotę, ale jednak zacznę od "Kochanic króla" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, trudno mi się zgodzić z twoją krytyką - dla mnie fabuła była fascynująca od początku do końca, znużenia nie odczuwałam ani przez chwilę. Polecam jak najbardziej!
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Do Władczyni rzek jeszcze nie dotarłam, ale uwielbiam prozę historyczną w wykonaniu Gregory. Natomiast ogromnie zawiódł mnie "Odmieniec".

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja muszę panią Gregory koniecznie poznać. Ale raczej zacznę od innej książki, skoro ta średnio przypadła Ci do gustu i mnie samą fabuła nie porywa. Choć ma śliczną okładkę, ta dziewczyna jest niesamowicie urocza! :)

    PS Mail?

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna książka! Niesamowicie mi się podobała. Nie mogę się doczekać aż w moje ręce wpadną inne powieści Philippy Gregory :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja bardzo lubię powieści historyczne. A książka pani Gregory wydaje sie godna uwagi ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj tak, dobrze sie czyta Gregory i z checia siegnelam po kolejna czesc.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja uwielbiam takie klimaty, książkę pochłonęłam :)Fabularyzowanej historii zawsze mówię tak :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam w planach, jedna z moich ulubionych autorek :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ostatnio pełno wszędzie Philiphy! W końcu i ja muszę się za nią zabrać!

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mam wątpliwość do tej książki. Wiem, że mi się spodoba:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam jedną książkę Gregory, i właśnie o ile nie lubię powieści historycznych to "Czerwona królowa" mi się naprawdę podobała. Więc może kiedyś sięgnę po inne tytuły :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chociaż szczerzę nienawidzę historii i powieści historycznych, to recenzję książek Gregory zaczynają mnie przekonywać do sięgnięcia po nie :) Ps. Zapraszam na konkurs: http://recenzje-cherry.blogspot.com/2013/05/konkurs.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytałam dopiero kilka recenzji "Władczyni rzek" i wydaję mi się, że prędzej czy później przeczytam. Ale chyba poczekam aż pojawi się w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
  17. ooo ciekawa ciekawa, ale także poczekam, aż będzie w bibliotece ;d

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...