czwartek, 23 maja 2013

170. Ballada o ciotce Matyldzie




Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 13 marca 2013
Liczba stron: 291


Nasze życie jest tak skonstruowane, że ktoś musi najpierw umrzeć, aby zrobić miejsce dla drugiego, nowo narodzonego człowieka. Wszyscy się na tym świecie nie zmieścimy i na każdego przyjdzie kiedyś czas by się pożegnać. I choć często w ogóle się z tym nie zgadzamy, protestujemy i błagamy, to takie są fakty – nikt nie będzie żył wiecznie.

Ciotka Matylda była dla Joanny wszystkim – przyjaciółką, powierniczką, przybraną matką, która zastępowała jej zmarłych rodziców. Dziewczyna zawsze mogła na niej polegać, a zwłaszcza na radach, które jej udzielała. Tak więc nic dziwnego, że kiedy ciotka postanawia umrzeć, Joanka nie jest zadowolona, los sprawił jednak, ze tego samego dnia na świecie pojawia się jej dziecko. A ciotka nawet po swojej śmierci będzie się nią opiekować w postaci dwóch osiłków o gołębim sercu – Olusia i Przemcia, którzy będą służyć jej pomocą oraz pomogą na nowo ułożyć sobie życie. A jakie jeszcze niespodzianki na nią czekają?

Ballada o ciotce Matyldzie kusiła mnie już od dnia kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy – ujęła delikatną, ciekawą okładką, interesującym opisem i polskim nazwiskiem – choć Magdalenę Witkiewicz poznałam już kiedyś, nie zachwyciła mnie ona, lecz zapragnęłam dać jej jeszcze jedną szansę. Wkrótce potem pojawiły się bardzo pozytywne recenzje dotyczące tej pozycji, a ja już nie mogłam się doczekać kiedy po nią w końcu sięgnę. Pewnego dnia postanowiłam, że nie będę dłużej z nią zwlekać, bo moja ciekawość już i tak za bardzo wystawiona została na próbę, gdy ta powieść zerkała na mnie z półki. Zaczęłam czytać… i zanim się nie obejrzałam już był koniec.

Tak, Balladę o ciotce Matyldzie czyta się bardzo szybko. Wystarczy jedno wolne popołudnie, wieczór i już po lekturze. Autorka posługuje się niezwykle lekkim i prostym językiem, z żartobliwymi wstawkami, dołączone są także listy Joanki, a czcionka jest dosyć szeroka. Jak ktoś kiedyś świetnie to ujął – ta książka czyta się sama. Nie pozwala delektować się słowami, treścią, bo strony lecą wręcz ekspresowo, przewracamy je mechanicznie i zbytnio nie zastanawiamy się na tym co na nich jest.

Muszę jednak przyznać, że autorka miała na swoją powieść pomysł świetny – nie raz mnie w niej zaskoczyła i to bardzo pozytywnie. Potrafi wciągnąć czytelnika w swój świat, który wykreowała dla swoich bohaterów, zająć go ich troskami, problemami, a także radościami, więc powraca się do niej z radością. Każda postać tu występująca ma swój charakterek wyróżniający ją na tle innych, każda w jakiś sposób jest interesująca i warta uwagi. Myślę również, że to pozycja bardzo dopracowana i przemyślana – nie ma zbędnych wątków czy zbyt długiego lania wody o niczym.

Choć obawiam się, że szybko o niej zapomnę to naprawdę, przy dziele Magdaleny Witkiewicz spędziłam czas niezwykle miło. Spodziewałam się, że trochę bardziej mnie zachwyci, ale nie jest wcale tak źle – dla relaksu, osłodzenia sobie dnia, przy złym humorze warto po nią sięgnąć. Tylko nie wymagajcie od niej zbyt wiele – to jedna z tych książek, których nie trzeba koniecznie przeczytać…

Za książkę dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia!

9 komentarzy:

  1. Ostatnio lubuję się w takich pozycjach, a ta bardzo mnie zaciekawiła. Gdy pierwszy raz zobaczyłam okładkę myślałam, że to kolejna powieść Katarzyny Michalak. :P Ogółem okładka bardzo mi się podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuje się pod każdym twoim słowem. Wspaniała, ciepła powieść na poprawę humoru.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiele osób pozytywnie wypowiada się o tych ksiązkach :) Ostatnio szukałam tej książki w bibliotece, bo mam na nią ogromną ochotę, jednak jej nie znalazłam .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dlatego, że dopiero co się ukazała, a nie każda biblioteka ma nowości ^^ Zawsze możesz sprawdzić to w katalogu biblioteki czy jest, a jak nie ma to albo poczekać (może warto zasugerować bibliotekarce... ;)) albo kupić samemu :3

      Usuń
  4. Nie wiedziałam, że można sobie postanowić, kiedy umrę :D A tak na serio, to obyczajówki tak de facto nie należą do moich ulubionych gatunków, ale opis tej akurat brzmi tak ciepło i przytulnie, ze poważnie zastanowię się nad sięgnięciem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam o tej książce i podobno jest fajna - widzę, że i Ty miło spędziłaś przy niej czas, choć oczywiście nie należy od tej lektury wymagać czegoś więcej, niż opowieści na jeden wieczór.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...