piątek, 27 grudnia 2013

Najlepsze książki 2013 roku

Witam Was serdecznie po świątecznym odpoczynku,

i bez zbędnych wstępów przechodzę do sedna. Otóż są to już ostatnie dni (bardzo dobrego i udanego) roku dwa tysiące trzynastego, a z tej okazji pora przejść do paru podsumowań. Na początek chciałabym przedstawić Wam piętnaście książek, które mnie zachwyciły, porwały i wciągnęły w swój świat w przeciągu tego czasu - niestety, nie potrafiłam się ograniczyć do dziesięciu, a i tak wiele pominęłam... Te jednak, które wybrałam absolutnie skradły mi serce  do dziś gdy na nie patrzę przypominają mi się wspaniałe chwile, które przy nich spędziłam!

(przez półtora godziny walczyłam z moim komputerem by jakoś te okładki ładnie poukładać, ale to przerosło moje możliwości :c dlatego będzie bez okładek)



Poukładane są chronologicznie - w takiej kolejności czytałam te książki:

1) Fałszywy książę - cudowna, niesamowicie wciągająca powieść, którą połknęłam w jeden dzień i chciałam więcej! Kiedy usłyszałam, że w lutym 2014 wychodzi kolejna część, ze szczęścia zaczęłam odliczać dni!

2) Wzgórze Dzikich Kwiatów - niewiele osób o niej wie, a to ogromna szkoda, ponieważ powieść jest wspaniała, z genialnymi opisami, dialogami i postaciami, a także z wspaniałą historią, która porywa w swój świat!

3) Pan Samochodzik i templariusze - książka, po której nie spodziewałam się niczego fantastycznego, a która absolutnie mnie oczarowała! Idealny przykład na to, że do klasyki warto wracać!

4) Natalii 5 - czytając to leżałam ze śmiechu... dosłownie.

5) Gwiazd naszych wina - chyba wszyscy już o niej słyszeli, więc dopowiem tylko tyle, że mnie również porwała, zachwyciła i wycisnęła tonę łez. Wspaniała genialność!

6) Niezwykła wędrówka Harolda Fry - bardzo niepozorna, ale z naprawdę mądrym i wartym uwagi morałem - przy końcówce ja już rzewnie płakałam.

7) Legenda. Rebeliant - wspaniała! Mam z nią świetne wspomnienia i z utęsknieniem czekam na trzecią część tej serii wydaną już w styczniu! <3

8) Druga strona szczęścia - kiedy po nią sięgałam, nawet nie spodziewałam się, że tak bardzo mnie emocjonalnie zaangażuje - a czytałam ją z wypiekami na twarzy!

9) Z innej bajki - moje pierwsze spotkanie z Picoult i bardzo bardzo udane! Po jej kolejne książki sięgnę z ogromną przyjemnością!

10) Motyl - moja pierwsza książka o tak poważnej chorobie jak Alzheimer, która dotyka coraz więcej ludzi, ale napisana w cudowny sposób - ciężko się od niej oderwać!

11) Lalki z getta - poruszająca, przenikająca i zapadająca w pamięć - myślę, że naprawdę warto ją poznać, bo zmienia myślenie i... daje nadzieję.

12) W krainie białych obłoków - saga rodzinna, taka jak najbardziej lubię - wciągająca, z wieloma ciekawymi i świetnie wykreowanymi wątkami i na dodatek w na niezbadanych terenach Nowej Zelandii w XVIII wieku!

13) Alibi na szczęście - polska cegiełka, a jednak naprawdę dobra. Może to nie arcydzieło, ale wnosi tyle pozytywnych emocji, że nie sposób jej nie wyróżnić.

14) Bransoletka - zdecydowanie najlepsza pisarka dla młodzieży i za każdym razem jestem pod wrażeniem, jak wspaniale potrafi kreować swoje historie! Genialna i mądra książka dla każdej nastolatki (i nie tylko)!

15) Droga do Zielonego Wzgórza - prequel jednej z moich ulubionych książek, a do takich rzeczy zazwyczaj podchodzę nieufnie. Jednak ta autorka zaskoczyła mnie tak niesamowicie pozytywnie, że nie mogłam oderwać wzroku od lektury!

Znacie te książki i zgadzacie się ze mną? Jakie byłyby Wasze typy?

I ponieważ to mój już ostatni wpis w tym roku - dziś w nocy wyjeżdżam do Strasburga by tam powitać Nowy Rok - chciałabym z całego serca życzyć Wam miłego, ksiażkowego poświątecznego odpoczynku, udanej i świetnej zabawy sylwestrowej i niech kolejny rok będzie jeszcze lepszy niż ten!

Ściskam! - K.

środa, 25 grudnia 2013

Poświąteczny stos

hejhej, 
jak świętowanie? Mam nadzieję, że tak jak u mnie - radośnie, rodzinnie i smacznie! 
A jednak poza świętowaniem i jedzeniem, wczoraj i dla mnie pod choinką coś się znalazło, a że okazało się nawet bardzo książkowe, postanowiłam grudniowy stosik umieścić już dziś :3 Podziwiajcie!


Czy to nie piękne? Wszystkie książki po lewej stronie pochodzą z Targów Książki we Wrocławiu - jeszcze się nimi nie pochwaliłam, więc robię to dziś: Claude i Camille, Zakochana modelka (bo przecena była, a Mery polecała - jak miałam się oprzeć?), Tajemnica, Serenada, Dobry człowiek (opis dobrze brzmiał! Zapowiada się naprawdę ciekawie!), Otuleni deszczem (Fufu mnie namówiła, więc wzięłam. chociaż to już było w tym momencie jak obiecałam sobie nic więcej nie kupować - nie wyszło xd), W krainie ognistego kwiatu (zaufałam wydawnictwu!). Najpiękniejsze w tych książkach jest to, że za każdą zapłaciłam 10 złotych - interes życia!
Zaś po prawej stronie od dołu mamy egzemplarze do recenzji - w tym miesiącu wyjątkowo mało. Kuroniowie przy stole (od Czarnej Owcy) już przeczytane i pokochane, ale recenzja raczej dopiero w Nowym Roku. Wszystko w porządku (do recenzji dla Literatura.juventum) będzie się czytać niedługo, a To wszystko przez ciebie (do recenzji dla A-G-W.info) również - lubię te wydawnictwa bardzo! I następne lektury są już świąteczne - pod choinką znalazł się Lód, Bransoletka (którą już czytałam i recenzowałam, ale uciekła mi z domu, więc cieszę się z nowego egzemplarza <3), Brat Alois z Taize odpowiada na pytania młodzieży, a najpiękniejszy i najwspanialszy Władca pierścieni to mój prezent pasterkowo-mikołajkowy - cudoooowność!

Recenzowanie i czytanie mi w grudniu zupełnie nie idzie, więc póki jeszcze mam wolną chwilę wracam do książek - udanego wieczoru i pięknego jutra! <3

PS Na blogu mnie nie ma, to prawda, ale na fejsbuku bywam częściej - zapraszam do lajkowania :3

niedziela, 22 grudnia 2013

Rozmawiamy: gdzie szukać świątecznej atmosfery?

Wcale nie przesadzając – od kiedy tylko rozpoczął się grudzień (a nawet jeszcze wcześniej) w Internecie, telewizji i w radiu nie istnieje już chyba inny temat niż święta. I w tym momencie możemy zauważyć pewien ciekawy paradoks – z jednej strony wszyscy nie możemy ich się już doczekać i drżymy w ich oczekiwaniu, a z drugiej przelewa się fala narzekań jak bardzo są stereotypowe, niepotrzebne i jak to nikt nie czuje tej świątecznej atmosfery. I patrząc na to z boku zastanawiam się – a może my po prostu nie chcemy jej poczuć?

~Christmas <3

Pytam Anię o świąteczną atmosferę, a ona mi odpowiada: Szczerze mówiąc, dopiero niedawno poczułam w pełni atmosferę Świąt. Dotychczas żyłam w ciągłym biegu, załatwiałam sprawy związane ze szkołą, zaliczałam ostatnie sprawdziany w tym roku kalendarzowym i okazało się, że nie miałam czasu myśleć o Świętach. Stwierdziłam ostatnio, że muszę to zmienić. Postanowiłam sobie, że zacznę bardziej zwracać uwagę na to co dzieje się wokół mnie, a co niekoniecznie dotyczy tylko mnie samej. Sięgnęłam również po różnego rodzaju filmy o tematyce świątecznej (ostatnio obejrzałam "Listy do M." - polecam!). Teraz, kiedy zaczęła się w końcu upragniona przerwa świąteczna od szkoły, przeżyłam klasową wigilię, poczułam prawdziwy klimat Świąt i już nie mogę się doczekać kiedy w końcu nadejdą!

happy 4. Advent
Właśnie kończy się jeden z najpiękniejszych okresów w ciągu roku – adwent. Osobiście go uwielbiam, bo jakoś wyczekiwanie na coś daje mi czasem o wiele więcej radości niż gdy to się w końcu stanie. Naprawdę ujęło mnie to, jak opisała go Kinga: Prawda, że nasz Kościół, mimo kilku ludzkich ułomności, jest naprawdę genialny? Dał nam adwent, dzięki któremu możemy się wyciszyć i naprawdę dobrze przygotować na przyjście Dzieciątka. A z tym czasem przygotowania wiążą się roraty, która ja uwielbiam (półmrok, lampiony, adwentowe antyfony!) i w których niestety nie mogłam uczestniczyć w tym roku zbyt często. Licealiści nie mają lekkiego życia. :)

I znów ona, ale o świętach tym razem: Święta to w moim domu magiczny czas, choć trzeba przyznać, że trochę napięty i nerwowy. Wiadomo - trzeba zdążyć zrobić wszystko na czas, naszykować prezenty, przygotować pyszne potrawy, w Wigilię przystroić choinkę, jeszcze przedtem wysprzątać dokładnie dom, przy czym jest mnóstwo hałasów, narzekań, ale czasami też śmiechu. Wieczerza Wigilijna w mojej rodzinie wygląda raczej tradycyjnie - obok błyszczy się choinka, kryjąc pod sobą prezenty, pod białym obrusem leży sianko, czytamy fragment Ewangelii, modlimy się, dzielimy się opłatkiem, składamy sobie życzenia... Tylko potraw nie jest 12, bo Kochana M., mimo swoich kucharskich zdolności, nienawidzi stać nad garnkami. Później jest pasterka, rodzinne spotkania, mnóstwo hałasu i tej czystej, pięknej radości z tego, że Chrystus przyszedł na świat, a my możemy się spotkać i cieszyć swoją obecnością.

Rocking bellsBo święta to naprawdę piękny czas. Popatrzcie jak dalej pisze o nich Ania: Boże Narodzenie jest dla mnie zawsze wydarzeniem bardzo ważnym. Wspominamy przecież narodziny naszego Zbawiciela! Święta wprawiają mnie zawsze w nastrój zadumy. Zastanawiam się co powinnam robić by stać się jeszcze lepszym człowiekiem. Jednocześnie zbliża się koniec roku kalendarzowego i zaczynam podsumowywać miniony czas. Najważniejsze jednak jest to, że Święta wprawiają mnie w taką przyjemną atmosferę dobroci dla innych, uprzejmości. Uwielbiam ten czas w roku, kiedy wszystko wydaje się być takie piękne! Nawet zimno na dworze aż tak bardzo mi nie dokucza. Święta to zdecydowanie jeden z najpiękniejszych okresów w całym roku!

Myślę, że niektórym trzeba przypomnieć, że 25 grudnia nie świętujemy przesilenia zimowego ani Dnia Dobrego Jedzenia I Prezentów Pod Choinką. Obchodzimy narodzenie, czyli przyjście na świat, Jezusa, który narodził się w stajence, bo przyszedł do ludzi. I czekając na święta czekamy właśnie na Niego, a nie na choinkę, prezenty i rodzinne spotkania. I właśnie On jest tego dnia najważniejszy, a właśnie z Nim przychodzi miłość, nadzieja i pokój. A to właśnie one są w świętach najważniejsze i dzięki nim są takie wyjątkowe!

Sposoby na świąteczną atmosferę? Według Ani: Osobom, które jeszcze nie czują Świąt polecam rozejrzeć się dokoła siebie. Na pewno wtedy te osoby zauważą wielką choinkę w centrum miasta, ozdoby świąteczne niemal w każdym miejscu. Jednak przede wszystkim należy otworzyć swoje serce na najbliższych. Poczuć dobro, które stale towarzyszy Świętom. Wczuć się w tą radosną atmosferę, zacząć się uśmiechać i cieszyć się życiem!

Afternoon Tea | via TumblrA patrząc z mojej strony (ekspertem jeszcze nie jestem, a jednak te kilkanaście lat już przeżyłam i mam to szczęście wychowywać się w rodzinie wielodzietnej, z tradycjami, które osobiście uwielbiam. A poza tym lubię pisać mądre rzeczy!), to myślę, że wystarczy po prostu uwierzyć. Wiem, że teraz w tej napiętej świątecznej atmosferze większość nie może doczekać się kiedy one się skończą, ale jednak myślę i mam nadzieję, że gdy nastawimy się na te święta z sercem, z nadzieją na cud Nowonarodzonego, który przychodzi do każdego z nas indywidualnie, aby zasiać w naszych sercach i duszach miłość i pokój, zobaczymy jak są piękne, głębokie i jak warto prawdziwie je przeżyć. Bo warto.

A jeśli chodzi o prezenty, to wiem, że czasu zostało naprawdę niewiele, ale te własnoręcznie robione są naprawdę sto razy lepsze. I dają ogromną radość i uczucie, że… te święta będą piękne!

I jeszcze jedna rzecz. Słowa św. Teresy z Kalkuty, które przytoczyła mi Kinga, a myślę, że są… naprawdę bardzo bardzo istotne. I ważne. I nie można ich pominąć.

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
i wyciągasz do niego ręce,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei "więźniom",
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość,
jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez ciebie,

Zawsze wtedy,

jest Boże Narodzenie.

Dzisiaj ogromnie dziękuję:

A korzystając z okazji, chciałabym życzyć każdemu z Was zdrowych, wesołych, pięknych świąt Bożego Narodzenia z cudem Nowonarodzonego Zbawiciela, który niech zagości w Waszych serca. Mam nadzieję, że pod choinką ujrzycie wymarzone prezenty, że z radością spędzicie kilka dni w gronie rodzinnym, a potem przeżyjecie wspaniałą i niepowtarzalną zabawę sylwestrową!
Wesołych Świąt Kochani!

2O14

PS A tak na marginesie - też już nie możecie doczekać się tych wszystkich podsumowań roku na blogach? Uwielbiam je czytać! <3

czwartek, 19 grudnia 2013

bloger bratnią duszą, czyli o tym jak bardzo kocham blogować

Blog Filha Fashion.com

Swojego bloga ma od ponad dwóch lat i choć bywały momenty lepsze i gorsze, to jednak zawsze miałam z niego ogromną satysfakcję . A jednak dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie jak bardzo jestem z niego dumna, jak wiele mnie uczy i co najważniejsze – ile wspaniałych rzeczy nie dzięki niemu spotkało. A nie, wróć – nie rzeczy. LUDZI.

Może to zabrzmi śmiesznie, ale moi najlepsi przyjaciele to ci, których poznałam przez Internet. Może dlatego, że nie spotykam się z nimi na co dzień, nie widzą mnie każdego dnia (i nie muszą mnie znosić :D), ale pewnie też dlatego, że są to osoby wspaniałe, wartościowe, cudowne, epickie, przemiłe, urocze i przesympatyczne. I takie, które nie zawodzą, które poprawiają mi humor, na które zawsze mogę liczyć, mimo, że mieszkamy kilkadziesiąt, a zwykle i kilkaset kilometrów od siebie. A kiedy już się spotykamy (taaak, miałam już taką okazję! <3) to jest pisk, przytulanie, śmiechy i długie, długie rozmowy. Bo z takimi ludźmi po prostu jest o czym rozmawiać.

Każdy z Was (tak, również i Ty!) każdego dnia mnie w jakiś sposób ubogaca i rozwija. Każdy ma wpływ na to, że coraz lepiej potrafię formułować swoje opinie, że spędzanie wolnych chwil z książką jest dla mnie czymś oczywistym i naturalnym, że uśmiecham się coraz częściej do siebie, do ludzi, do monitora komputera, gdy czytam te wszystkie wspaniałe, pełne pasji teksty, że czuję w środku taki niesamowity zapał i radość, że robię coś więcej niż inni, że zostawiam po sobie gdzieś w czeluściach Internetu jakiś ślad. Przestaję przejmować się porażkami, bo wiem, że każdy ma do nich prawo. A gdy mam zły dzień piszę do jednej osoby z tych Najukochańszych (a jest ich tak wiele!) i zawsze potem zamykam komputer z uśmiechem na ustach.

Spotykam na blogach osoby, które są moimi prawdziwymi bratnimi duszami, z którymi mogłabym zamienić się życiem i wciąż byłoby takie samo, tak wiele nas łączy. Jadąc na Targi Książki w Katowicach nawet się nie spodziewałam, że poznam tam jednego z największych promyczków radości na świecie – Julkę! Dołączając się do redakcji w Juventum w marcu, nawet nie mogłam przypuszczać, że dziś będę pękać ze śmiechu czytając nasze epickie rozmowy, cieszyć się na widok każdego nowego posta (bo w każdym jest tyle sympatyczności i radości!), że widząc na książce logo portalu, będę taka dumna, że też tam należę! A zakładając trzy (albo i nawet cztery?) lata temu konto na LubimyCzytać nawet mi się nie śniło, że to tak zmieni moje życie…! Bo blog zmienia życie – diametralnie. Na lepsze!

Bo blogerzy po prostu są wspaniali. Zakładajcie blogi. Dzielcie się swoją opinią. Cieszcie się z tego, że ktoś Was czyta, docenia, rozpoznaje. Nie bójcie się odezwać do innych.

Wierzę w to, że kiedyś wszyscy się spotkamy i urządzimy największą książkową imprezę wszechczasów. Ot co!

Good Together | via Tumblr

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozmawiamy: jak przetrwać zimę?

Tak, wiem, ten post powinien ukazać się wcześniej. Co więcej – ja już tydzień temu obiecywałam, że go opublikuję. Ale niestety, tak jakoś wyszło, że z powodów, z których tłumaczyłam się tutaj, a także braku chęci, czasu, weny i pomysłu nie dałam rady. Nic jednak nie stracicie – post z kolejnym tematem do porozmawiania ukazuje się właśnie dzisiaj i znów możecie najpierw go przeczytać – a potem podzielić się również swoim zdaniem/doświadczeniem/wrażeniem. Powiem więcej – jeśli wszystko dobrze pójdzie, możliwe, że w kolejnym tygodniu ukaże się jeszcze jeden odcinek – a warto będzie na niego czekać!

.
Zima już powoli weszła na nasze podwórka, wygodnie się rozgościła, powiała Ksawerym, potem spadła z deszczem, tylko o śniegu zapomniała, bo, u mnie przynajmniej, go wcale nie widać. Jest za to zimno, nieprzyjemnie, chłodno i aż nie chce się wychodzić z domu – najchętniej każdy z nas schowałby się pod kołdrę i obudził latem, kiedy promienie słońca będą mogły beztrosko ogrzewać nam twarze, a wszystkie zimowe smutałki znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Póki jednak to się stanie trzeba tę mroźną zimę jakoś oswoić… a ktoś w ogóle ją lubi?

Nie, nie, i jeszcze raz nie! – krzyczy Nevermore i dopowiada - Jestem zmarzluchem, kiedy temperatura spada poniżej 10' powinnam zapadać w zimowy sen. Ciągle jest ciemno, puszą mi się włosy, buty przemakają, a rękawiczki nigdy nie są wystarczająco ciepłe! Julka częściowo się z nią zgadza: Zima... Z jednej strony kojarzy mi się ze świętami - n a j c u d o w n i e j s z y m czasem w roku. Po prostu kocham robić bombki, kartki i aniołki, stroić choinkę, chodzić przez zaspy na roraty i pasterkę. I jeśli chodzi o śnieg to lubię go tylko w tych sytuacjach. No i oczywiście uwielbiam patrzeć na tą wszechobecną biel za oknem. Poza tym szczerze nienawidzę śniegu i tego przeraźliwego zimna. Owszem, czasami, zdarza mi się zrobić coś "szalonego" i wtedy wychodzę na dwór, kładę się na ziemi i zaczynam robić aniołki. Szczególnie nie znoszę stycznia i lutego - grudzień jest przecudowny! Wyobrażacie sobie, jakie byłoby to okropne, gdyby rok kończył się w listopadzie? Więc nie będę owijać w bawełnę - jest to moja najmniej lubiana pora roku, mimo że jest na swój sposób najpiękniejsza. 
I tylko Kala wychodzi ze schematu: nie licząc wakacji, jest to moja ulubiona pora roku! Może nie jestem już dzieckiem, ale wciąż kocham ten świąteczny klimat - mikołaja,  bombki i piosenki puszczane w kółko w radiu, ciągle jedne i te same. Za te kilka rzeczy jestem w stanie wybaczyć zimie nawet minusową temperaturę - a w ustach takiego zmarzlucha jak ja, to naprawdę wielkie słowa! - zwłaszcza że koc i kubek herbaty zwykle załatwiają tą drobną niedogodność ;)
Cóż przynajmniej zgadzamy się w tym, że to wszechogarniające zimno jest okropne!

Tymczasem zima to też jednocześnie świetny czas do czytania książek – nie dość, że sprzyja temperatura, aura, pora i klimat to jeszcze w niemal każdym budzi się zimowy leniuszek, który nie pozwala za szybko opuszczać ciepłego łóżka. Po jakie lektury wtedy sięgać?

.Posłuchajmy Kali! Chyba nie ma jednego, konkretnego gatunku, choć zazwyczaj są to historie pełne ciepła, takie które dodają człowiekowi otuchy - a więc dużo miłości! Jedno jest pewne, w zimie ograniczam za to czytanie egzemplarzy recenzenckich. W ciągu roku zbiera się tyle tytułów, które chcialoby się przeczytać już, zaraz, a na które nie ma się czasu! Zima to najlepszy okres by nagrodzić samego siebie za cały rok i zapoznać się z ową lekturą. O, na przykład w tym roku jest to trylogia "Diabelskie maszyny" i "Złodziejka książek". I jeszcze Julki, bo ona jak zwykle ma coś mądrego do powiedzenia: Moje zimowe lektury obowiązkowe to takie, które rozgrzeją moje serce, nawet w najchłodniejszy dzień. Do tej list należą takie książki jak: "Jeżycjada" M. Musierowicz, "Ania z Zielonego Wzgórza"(którą w wyjątkowo zły i mroźny dzień potrafię przeczytać dwa razy z rzędu), książki Ewy Nowak(szczególnie "Wszystko tylko nie mięta"!), wszystkie części Harry'ego Pottera, "Pollyanna", "Tajemniczy ogród" i inne książki mojego dzieciństwa, które przypominają mi czasy, gdy potrafiłam całe dni przebywać na dworze i było mi o wiele cieplej niż przy zapalonym ognisku!

Okej, zgadzamy się już co do książek – w zimie są nieodłączne! Rozgrzewają, pocieszają i leczą zmarznięte czytelnicze dusze – czy może być coś wspanialszego niż wieczór z dobrą książką? Ale to niestety nie wszystko.. Znamy jeszcze jakieś inne rady?

Nevermore zna! Oddajmy jej więc głos: Och, tego jest całe mnóstwo! Po pierwsze latam w ubraniach grubszych niż 3/4 populacji ma w szafie :) Wieczorami odprawiam swoje rytuały, które mogę Wam w tajemnicy zdradzić. Potrzebne są: koc (koniecznie miękki, najlepiej w kolorze różowym, tudzież w leopardzi wzór), ciepły napój - herbata (np. z imbirem) lub gorąca czekolada (ja preferuję marcepanową), świeczka (oczywiście "zimowe klimaty" - granat z przyprawami, jabłko z cynamonem i takie tam), na koniec najważniejsze - książka (gatunek dowolny, aczkolwiek musi być dobra :D ). Opcjonalnie - kot w roli ogrzewacza kolan, ja nie mam, ale czasem pożyczam :) Gwarantuję, że taki zestaw pomoże przetrwać zimę nawet największym zmarzluchom!
coffeeI Julka! Filmy Disneya! Ewentualnie jeszcze takie filmy jak "Kevin sam w domu", "Tylko mnie kochaj" oraz "Listy do M."(te dwa ostatnie są strasznie głupie, ale i tak je kocham i obejrzałam je już 587436 razy). Ogólnie nie lubię oglądać filmów, bo bardzo szybko się przy nich nudzę, ale Disney jest odstępstwem od tej reguły. Szczególnie wymiatają "Zaplątani"(po których mam ochotę wybiec z domu i piżamie i zacząć tańczyć na środku drogi) oraz "Król lew". Poza tym przetrwać zimę pomagają mi moi przyjaciele, biblioteka, księgarnia(do której wchodzę zazwyczaj po to, żeby tylko popatrzeć na książki), kochane dzieci, z którymi spotykam się w każdy czwartek, kakao, czekolada i uśmiechy innych ludzi :). Właśnie bez tego nie wyobrażam sobie zimy. 
A na koniec jeszcze Kala: Dosłownym ogrzewaczem bez dwóch zdań jest kubek gorącej, parującej kawy - najlepiej takiej typowo zimowej np. piernikowej, albo z chili (pychota!); herbaty - koniecznie owocowej  albo z syropem; bądź też czekolady, spożywanej przy akompaniamencie świątecznych melodii. O! No i konieczne są też rozstawione po kątach świeczki zapachowe. Okres zimowy byłby jednak zupełnie do niczego gdyby nie inne czynniki. Wyobrażacie sobie coś co może was rozgrzać bardziej w te zimne wieczory niż towarzystwo bliskiej osoby? No właśnie, ja też nie. Dlatego zima nie ma racji bytu bez wieczornych  seansów filmowych w doborowym towarzystwie!

To już koniec. Dziś niewiele dodaję, ponieważ całkowicie się z moimi gośćmi zgadzam – oddały w swoim wypowiedziach wszystko co sama bym Wam napisała. Także życzę Wam całkiem przyjemnej zimy – z herbatą, czekoladą, dobrą książką, kocykiem, może dobrym serialem czy filmem? Zresztą, już tak blisko święta, a jak się dzisiaj przekonałam – nie ma nic wspanialszego niż przygotowania do nich! I nic lepiej nie poprawia zimowego nastroju!

Untitled | via Tumblr

A dziś wystąpiły:
Dziękuję!


Enjoy! Udanego tygodnia!

piątek, 13 grudnia 2013

wciąż jestem - czyli co się u mnie dzieje

Jestem, a jednak mnie nie ma. Gdzieś mi ten czas, te krótkie dni uciekają, grudzień miał być taki piękny, a ja czuję, że w nim trwam, ale go nie przeżywam. Że nie żyję tak naprawdę, bo wciąż się spieszę i za czymś gonię. Za czym? Za czasem? Ot, paradoks.

Spending winter alone..

Trochę mam małe wyrzuty sumienia - bo jak to, już niemal połowa grudnia minęła, a ja przez ten czas przeczytałam zaledwie jedną książkę? Poza tym kilka zaczęłam, ale jakoś żadna mi się nie klei - co się ze mną dzieje? Czy kiedyś w tym samym czasie nie miałam już pochłoniętych kilka? Racja, nie czytam na czas, na liczbę, z nikim się nie ścigam i wciąż sobie przypominam, że to ma być tylko i wyłącznie moja przyjemność, ale jednak gdzieś w głębi duszy pytania i wyrzuty sumienia się pojawiają. Mogę jednak już rzec, że ta książkowa niemoc się kończy - pewnego dnia poczułam, kiedy wróciłam ze szkoły, że jak zaraz czegoś ciekawego nie przeczytam, jak zaraz nie zanurzę się w lekturze, to wybuchnę - sięgnęłam czym prędzej po Podróż do miasta świateł. Różę z Wolskich. A jak już zaczęłam - nie mogłam się oderwać! Ah, co to za piękna, głęboka książka! Już ją kończę, a na weekend znów zacznę coś ciekawego - w końcu będzie wolny, bez żadnych obowiązków, latania, wyjeżdżania, załatwiania i uczenia się (chociaż nie, do podręczników jednak będę musiała zajrzeć..).

Czy u Was też pojawiają się takie zimowe smutałki? Mimo, że czas ucieka mi przez palce i coraz mniej jestem w stanie zrobić, a kiedy słońce zachodzi to już na nic nie mam ani siły ani ochoty, to jednak coraz więcej czasu przeznaczam na rozmyślanie, bujanie się w fotelu, biernie słuchając muzyki. Tęsknię za tymi, którzy powinni być blisko. Za tą osobą, która powinna nie w tej chwili bez słów przytulić. Ta pogoda, obowiązki, aura za oknem i uciekające chwile (oraz wyrzuty - a może tracę właśnie najlepsze godziny mojego życia?) sprawiają, że jedyne na co mam ochotę to zakopać się pod kołdrą i obudzić się na wiosnę, kiedy będzie już tak blisko wakacji. Dlaczego musi to tak długo trwać? Dlaczego zima zawsze się dłuży, a lato mgnie niepostrzeżenie? Czy jeszcze doczekamy się wiosny? - czasami wydaje się być tak daleko!

A jednak jest gdzieś iskierka radości. Jedna chwila, która sprawia, że jednak wieczorem pojawia się uśmiech. Kiedy budzę się rano i widzę na telefonie sms-a z drugiego końca Polski - jak cudownie, że cię poznałam! Kiedy przypominam sobie ostatni weekend - pełen takiej dziecięcej radości, uśmiechu, rozmów i wspaniałych ludzi. Kiedy wieczorem ktoś mi wyśle coś na dobranoc (kochana J.!), a potem zażyczy pięknego dnia (czy on automatycznie nie staje się wtedy piękniejszy?). Kiedy zobaczę na ulicy drugiego człowieka z tak niezwykłym poświęceniem pomagającemu drugiej osobie, gdy uśmiechnie się do mnie przypadkowy spacerowicz. Kiedy widzę młodą osobę wciągniętą w książkę Kinga, która wręcz zdaje się nie zauważać świata wokół niej. Kiedy na mojej poczcie zobaczę od dawna nie widziany mail od wspaniałej osoby. Kiedy przypomnę sobie cudowne minione wakacje i pomyślę, że kolejne mogą być jeszcze lepsze - przecież wszystko zależy tylko ode mnie! Kiedy widzę mojego brata, który potrafi znaleźć w sobie radość z powodu pomocy przy wykrawaniu pierniczków. Kiedy podczas rozmowy (nawet jeśli jest przez Internet) skręcam się ze śmiechu. Kiedy wiem, że niedługo spotkam się z osobami, za którymi tak już tęsknię, kiedy przeczytam recenzję pełną dziecięcego zachwytu nad wspaniałą książką, godną dzieła sztuki, która porusza wszystkie struny w człowieku...
Wtedy nagle się uśmiecham - czy jest sens się smucić, kiedy świat jest taki piękny? Gdy otrzymałam takie wspaniałe życie i mogę choć w części robić to, co naprawdę kocham i przynosi mi mnóstwo radości oraz satysfakcji? 

Poza tym ostatnio wracam do poezji śpiewanej - przynosi ukojenie, nadzieję, uspokojenie tak wspaniale jak nic innego. Stare Dobre Małżeństwo, Turnau, Grechuta, ostatnio odkryta Cisza Jak Ta - wspaniałość. Jak ich słucham to jakby w sercu zapalają się małe promyczki radości, kiełkujące endorfiny. Niesamowite. I dające kopa do działania, pisania, śpiewania, uśmiechania się! <3

dont worry, be happy

Wracam więc do czytania. Już z większym optymizmem. Może będzie lepiej? 

A już niedługo postaram się coś napisać. Już bardziej... recenzenckiego :3 Ściskam!

jeszcze z jesieni... z przypomnieniem sobie tego słonecznego października - potrzeba mi tego w grudniu!

czwartek, 12 grudnia 2013

Relacja z Wrocławskich Targów Dobrej Książki


Targi Książki to wydarzenie, które prawdziwe mole książkowe wyczekują już kilka miesięcy wcześniej, liczą dni, zbierają oszczędności, zwołują znajomych i z niecierpliwością oczekują. A gdy już się na nich znajdą nie mogą się powstrzymać, a choć ich półki są przeciążone od smakowitych, ciekawych pozycji to nie mogą się powstrzymać i z Targów wychodzą z pełnymi torbami książek, zakładek, gratisów. Tak też było ze mną – Wrocławskich Targów Dobrych Książek wręcz nie mogłam się doczekać!

Miałam okazję być na nich przez dwa dni - a jakie są moje wrażenia? Muszę przyznać, że zostały zorganizowane naprawdę dobrze i profesjonalne. Przede wszystkim umiejscowienie - na Dworcu Głównym we Wrocławiu, w holu głównym, między kasami a peronami. Każdy kto tam był wie, że ludzi jest tam zawsze dużo i gęsto, więc na targach również wielu z nich, zapewne nieco przypadkiem, się pojawiło. Poza tym każde wydawnictwo miało swoje wydzielone miejsce, przestrzeń na sprawne przechodzenie,  a także na porozmawianie wydawców czy też autorów z czytelnikami. Sprawiło to bardzo przyjemną i miłą atmosferę, gdzie każdy czuł się dobrze i komfortowo. Poza tym miejsce targów było ogrzewane, więc nie było tam tak chłodno jak zwykle jest na dworcu, ani jednocześnie tak gorąco, bo chłodne powietrze napływało z peronów.

Wydawnictw i wystawców (takich jak czasopisma czy biblioteki) było naprawdę sporo. Wśród nich większe, jak Literackie, Bukowy Las, Publicat, Rebis, Dreams i te mniejsze jak Święty Wojciech, Helion, Aetos. Każde jednak miało swoją wyjątkową ofertę i z racji tego, że kończy się rok kalendarzowy i chcieli pozbyć się starszych pozycji – wiele książek wystawiali w bardzo promocyjnych cenach – za 10, 5, a nawet za 2 złote (nowe egzemplarze!). Sama z targów wróciłam z piętnastoma książkami, z czego za żadną nie zapłaciłam więcej niż dziesięć złotych, a potem zagoniłam tam jeszcze moją rodzinkę, która wróciła… z kolejną dziesiątką bardzo tanich lektur. A co najważniejsze – wszyscy są zadowoleni! Jedyny minus jaki jestem tu w stanie wskazać to ten, że zabrakło niestety wydawnictw  typowo fantastycznych (w sensie z literaturą fantastyczną i science fiction), a większą część zajęły wydawnictwa historyczne, katolickie i z literaturą dla dzieci, a wiadomo – nie każdy się tym interesuje. Nie mniej jednak, jestem przekonana, że każdy znalazłby tam coś dla siebie!

Wracając jednak do dzieci – mimo, że mają one swoje specjalne wrocławskie targi książki wiosną, i tu znalazło się dla nich miejsce. Nie tylko mnóstwo atrakcji – jak warsztaty detektywistyczne z Dariuszem Rekoszem, jednym z ulubionych autorów książek dla dzieci, spotkania z wieloma innymi autorami (np. Grzegorzem Kasdepke), zabawy, gry, a nawet kurs pierwszej pomocy – to oprócz tego stworzono właśnie dla nich specjalną salę zabaw. Przyznam szczerze, że gdybym miała kilkanaście lat mniej to z radością pobiegłabym się tam bawić!

Podsumowując – każdy kto na Wrocławskich Targach Dobrej Książki się nie pojawił – niech żałuje! Były jak dla mnie niezwykle udane i jestem z nich bardzo zadowolona. Udało mi się spędzić przemiło czas i kupić świetne książki – to chyba najważniejsze. Gdy będą odbywać się kolejne, z całą pewnością zrobię wszystko by się na nich pojawić, ponieważ wiem, że naprawdę warto!

I jeszcze jedno - podczas targów, w niedzielę, spotkałam się z Gagatkiem moim ukochanym i później również z Fufu, też ukochaną. <3 Było wspaniale! Pierniczki, Wrocław w śniegu, jarmark bożonarodzeniowy, pizza, kawa, dłuuuugie rozmowy, rozkminy i śmianie się z niczego i książki, książki, książki! Takie kochane są te blogery!
A na dowód - trochę szalonych zdjęć!



Enjoy! :*

środa, 4 grudnia 2013

211. Suknia ślubna

Suknia ślubna - Rachel Hauck


Autor: Rachel Hauck
Tytuł oryginalny: The Wedding Dress
Wydawnictwo: Święty Wojciech
Data wydania: maj 2013
Liczba stron: 384


My, kobiety, już tak mamy, że o idealnym ślubie marzymy już od dzieciństwa, od pierwszej chwili gdy zobaczymy śnieżnobiałą suknię, uśmiechniętą parę młodą, wesele do późnej nocy. Zaraz po marzeniu o księciu na białym koniu pojawia się to o wspaniałej, zapierającej dech w piersiach ślubnej ceremonii i sielskiego życia u boku swojej drugiej połówki. To, że te marzenia kończą się najczęściej tylko na bujaniu w obłokach to już inna sprawa – ale kto nam tego zabroni?

Charlotte prowadzi salon z sukniami ślubnymi i dlatego dziwne jest to, że gdy sama ma za kilka tygodni wyjść za mąż, nie potrafi wybrać kreacji dla siebie. A może to nie jest tylko jej wina, może miłość jej życia… nie do końca spełnia oczekiwania? Kiedy jednak pewnego dnia kupuje na aukcji stary, zniszczony i do tego jeszcze zapieczętowany kufer, w środku znajduje… stuletnią, ale w idealnym stanie suknię ślubną! Postanawia rozwiązać jej niezwykłą zagadkę i odkryć jej historię, a dzięki temu dowiaduje się o trzech kobietach, które nosiły ją w dniu swojego ślubu – Emily w 1912, Mary Grace w 1939, Hillary w 1968. Co połączy je z Charlotte?

Zakochałam się w okładce tej książki od pierwszej chwili gdy ją zobaczyłam. Bez czytania opisu, pomyślałam od razu, że musi być moja.  Za to, gdy już się z nim zapoznałam, wiedziałam, że ogromnie chcę ją poznać. Kiedy więc już dostała się w moje progi i zagrzała miejsce na regale, przyszedł czas by delektować się lekturą, a jednocześnie zachłannie pochłaniać kolejne rozdziały. Okazało się, że intuicja mnie nie myliła, Suknia ślubna to powieść niemal idealna na zimowe wieczory i prawdziwa perełka.

Rachel Hauck tworzy świat bardzo realny, niezwykle bliski czytelnikowi (a właściwie – czytelniczce),  a jednocześnie z nutą bajkowo – baśniową, z suknią, która w niezwykły sposób, przez nieprzypadkowy splot wydarzeń łączy cztery kobiety pragnące piękna, akceptacji, miłości, oddane Bogu i ufne w przyszłość. Niezwykle lekki i przyjemny styl pisania autorki, a także jej plastyczny, prosty w odbiorze język sprawia, że Suknię ślubną pochłania się jednym tchem i naprawdę nie można się od niej oderwać.

Mamy tu aż cztery różne historie, choć z tym samym wątkiem tej samej sukni ślubnej, więc można się domyślić, że bohaterów również jest sporo. Główną bohaterkę – Charlotte – polubiłam już na samym początku. Ujęła mnie swoją inteligencją, dobrym humorem, wdziękiem i urokiem, a jednak jej trzy poprzedniczki – Hillary, Mary Grace i Emily  - skradły moje serce jeszcze bardziej. Zwłaszcza ta ostatnia, której historia jest najbardziej szczegółowo i po prostu najlepiej nakreślona, z dwudziestowiecznymi detalami dotyczącymi  obyczajów, klasy, otoczenia. Oprócz tego jest jeszcze otoczenie dziewcząt – rodzice, przyjaciele i przede wszystkim ich narzeczeni, w których najczęściej tkwił największy problem. Jaki? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Suknia ślubna to wspaniała opowieść o miłości, odwadze, wierze i nadziei, a także o nie przypadkowym splocie wydarzeń w który zaplątały się cztery całkowicie różne kobiety, lecz wszystkie z bagażem kłopotów. Rachel Hauck stworzyła opowieść, która spodoba się każdej wrażliwej kobiecie i bardzo gorąco ją polecam – ja nie mogłam się od niej oderwać!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Święty Wojciech!

wtorek, 3 grudnia 2013

210. Na psa urok

Na psa urok - Kevin Hearne


Autor: Kevin Hearne
Tytuł oryginalny: Hounded
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 2011
Liczba stron: 296


Rude włosy opadają ci niedbale na czoło, a po skroni spływa kropelka potu gdy ponownie próbujesz zamachnąć się ciężkim mieczem. W końcu sam dochodzisz do wniosku, że coś tu jest nie w porządku i jeszcze raz badasz jego powierzchnię. Czyżby oplatały go jakieś czary, rzucone z zawiści i zazdrości przez okrutne polskie wiedźmy? A może któraś z wróżek zza światów zdalnie Tobą steruje, jednocześnie kontrolując każdy Twój ruch? I dlaczego życie dwudziestowiecznego druida w dzisiejszych czasach musi być takie trudne?

Atticus O’Sullivan to ostatni z żyjących druidów. Choć z pochodzenia jest Irlandczykiem, mieszka w sennym amerykańskim miasteczku Tempe w Arizonie, gdzie prowadzi swój sklep z magicznymi różnościami. Nikt nie wie, że choć wygląda na dwudziestolatka, to ma już dwadzieścia jeden wieków, a od urodzenia goni go pewien celtycki bóg, który bardzo chce go zgładzić, lecz druid potrafi się przed nim dobrze ukryć. Do czasu gdy nachodzi go bogini śmierci – Morrigan – która oznajmia mu, że jego największy wróg jest już na jego tropie. Atticus musi jak najszybciej wymyśleć plan by temu zapobiec – czy mu się uda?

Każdy czytelnik ma swoje czytelnicze upodobania – pewne gatunki literackie, które najbardziej odpowiadają jego gustom, upodobaniom i które zajmują pierwsze miejsce w jego prywatnej liście. Przychodzi jednak taki czas, gdy ma się ochotę na pewną odmianę, chwilowe porzucenie starych przyzwyczajeń i sięgnięcia po coś świeżego i nowego. I dla mnie też niedawno przyszedł taki czas, więc postanowiłam zabrać się za lekkie urban fantasy – gatunek dla mnie dotąd niemal nieznany. Wybór padł na polecany wszędzie Na psa urok i… powiem szczerze, że ten wybór nie był zły!

Bardzo spodobało mi się niezwykle lekkie i przyjemne pióro autora, dzięki  któremu czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Książkę można połknąć już w kilka godzin, zwłaszcza, że nie jest specjalnie gruba, rozdziały są dosyć krótkie, a strony szybko uciekają pod palcami, ponieważ przyznać trzeba, że dzieje się i to naprawdę dużo. Niezwykle ciekawie mamy tu poprowadzoną fabułę, z wieloma ciekawymi i nowymi wątkami, które wciąż ją ubogacają i dają czytelnikowi chwilowe oderwanie się od rzeczywistości.

Najlepsze jednak co autor tu wprowadził jest dobry humor, panujący w każdym rozdziale, szczere podejście do życia bohaterów, ich błyskotliwość, urok osobisty i wszechobecne żarty oraz docinki. Lektura Na psa urok gwarantuje częste wybuchy śmiechu, szczerzenie się do kartek i wracanie do ulubionych fragmentów po zamknięciu ostatniej strony, by jeszcze raz się do nich uśmiechnąć. Takich książek dziś trzeba – takich, z których naprawdę można szczerze i zdrowo się pośmiać!

Generalnie swoje początkowe starcie z całkiem nieznanym mi urban fantasy uważam za naprawdę udane i myślę, że gdybym miała okazję na pewno chętnie sięgnęłabym po kolejną część przygód zwariowanego druida. Polecam ją przede wszystkim fanom fantasy, ale tym, którzy raczej rzadko po nie sięgają również – jestem żywym przykładem na to, że dobra książka fantasy nie gryzie!

Recenzja dla portalu literatura.juventum.pl!

niedziela, 1 grudnia 2013

Podsumowanie listopada 2013


Aż mi się nie chce wierzyć, że ten szary, smutny listopad już się skończył. I że dziś zaczynamy jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku - grudzień! Ja już czuję ten adwentowo-bożonarodzeniowy nastrój, czekam z niecierpliwością na pierwszy śnieg (choć po wczorajszej wycieczce w góry śniegu mam po uszy :D), na święta, na rodzinną atmosferę, na choinkę, na pyszne jedzenie, na wolne i tyle chwil spędzonych z książką. Grudzień jest przecudowny!

A dziś chciałabym jednak wrócić do poprzedniego miesiąca i ostatecznie zamknąć go i podsumować. Choć listopad to jeden z najgorszych, najsmutniejszych miesięcy w całym roku to jednak muszę przyznać, że mimo iż miałam masę nauki, gorszych dni to jednak był to miesiąc bardzo udany i z pewnością dla mnie dobrze wykorzystany. Z wyniku jestem bardzo zadowolona - 10 książek udało mi się przeczytać, a na początku gdy przez pierwsze dwa tygodnie przeczytałam tylko trzy, byłam pewna, że nie uda mi się dobić do siedmiu... A jednak!

W listopadzie przeczytałam:
  1. Budge Wilson Droga do Zielonego Wzgórza
  2. Ewa Nowak Mój Adam
  3. Lucy Maud Montgomery Dolina Tęczy
  4. Davis Bunn Modlitwa nieznajomej
  5. Nancy Jo Sales Bling Ring
  6. Jill Shalvis Szczęściara
  7. Jennifer Estep Dotyk Gwen Frost
  8. Kevin Hearne Na psa urok
  9. Rachel Hauck Suknia ślubna 
  10. Aleksander Kamiński Kamienie na szaniec
Jak widać na jesienną chandrę musiałam sięgnąć po ukochaną Montgomery, bo są takie dni gdy tylko ona mnie rozumie, a poza tym wróciłam do Kamieni na szaniec - i bardzo się z tego cieszę. Cieszę się również że tak wiele udało mi się zrecenzować, a tych których jeszcze nie zrecenzowałam opinie ukażą się dosłownie na dniach. 

A co oprócz tego mogliście poczytać u mnie w listopadzie?
Jak widać - działo się! I dziać się będzie dalej, bo pomysłów mam jeszcze całą masę... tylko czasu mi nieco brak ;3 Za to zdradzić mogę, że już dzisiaj będę wysyłać zaproszenia do kolejnych blogerek do grudniowej odsłony Rozmawiamy i będzie ciekawie, oj będzie :3

Podsumuwując...

Ilość książek przeczytanych: 10
  • recenzeckie - 6
  • własne - 2
  • z biblioteki/pożyczone - 2
Ilość książek zrecenzowanych: 6

Najlepsza pozycja: Droga do Zielonego Wzgórza! Cudowność i perełka!
Najgorsza pozycja: Bling Ring
Polski autor miesiąca: Aleksander Kamiński

A w grudniu...
... Wrocławskie Targi Dobrych Książek! Wybieram się, kogo spotkam? Tak bardzo już się nie mogę doczekać *.*
...czytam, czytam, cieszę się śniegiem, świętami, odpoczywam i takie tam :D

A jak tam Wasz listopad?

Wyniki listopadowego konkursu!

Witajcie!
Jak pięknie, że już grudzień, czyż nie? Uwielbiam ten adwentowo-bożonarodzeniowy czas! Ale podsumowanie będzie później. Dziś czas... na wyniki konkursu!

Ogromnie ucieszyło mnie, że wzięliście w nim udział tak licznie. Zgłosiło się 95 osób i każdy miał szansę na wygraną - nikogo nie zdyskwalifikowałam ani nie wykluczyłam. A w drodze losowania szczęśliwą zwyciężczynią okazała się....

Rin Zettai!

Ogromnie gratuluję i proszę o skontaktowanie się ze mną mailowo : paulinazmuda@o2.pl ^^

Utwierdziliście mnie w przekonaniu, że warto robić dla Was konkursy, więc kto wie, może niedługo pojawi się kolejny? 

Miłej niedzieli!

czwartek, 28 listopada 2013

Stos na odgonienie smutków

hejhej,

jak mija Wam jesień? Choć w listopadzie, który zaczyna już dobiegać końca robi coraz zimniej na dworze, że nawet nie mam ochoty wyściubiać nosa z domu, to jednak gdy patrzę na cudowności, które do mnie przybyły, od razu się rozgrzewam <3 Czy one nie są wspaniałe?


Na samym dwa tomy, które są chyba jednymi z największych perełek tutaj, czyli 
seria Podróż do miasta świateł - Róża z Wolskich i Rose de Vallenord autorstwa Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, a recenzować będę je dla literatury.juventum. Nieco wyżej dwie książki od Bukowego Lasu - Mofongo, które strasznie mnie przyciągnęło okładką, opisem i pewną recenzją, po której wiedziałam, że ja też muszę ją mieć i Szukając Alaski Johna Greena - tu chyba nie trzeba dodawać dlaczego tak bardzo już nie mogę się doczekać lektury? Zielony to mój mistrz! <3 Dalej nowości od Publicatu, na oderwanie się od szarej, zimowej rzeczywistości - MISSja survival, Greckie wakacje i I nie było już nikogo w ramach dalszego poznawania twórczości Christie. I kolejna perełka, której w końcu się doczekałam - Ostatnia spowiedź, tom II - po fenomenalnej pierwszej części mam ogromne nadzieje w kolejnej! Dalej mam książki od Literackiego - Kocham Nowy Jork, do przeczytania dla odprężenia i Przyjaciółka z młodości, w ramach poznawania twórczości naszej tegorocznej Noblistki - muszę przyznać, że trochę się boję tej lektury, ale mam nadzieję, że wszystkie pozytywne recenzje nie kłamały, zwłaszcza, że ja przecież dobrze napisane opowiadania uwielbiam! I już niemal szczyt - Sklepik okamgnienie. Walizka pełna gwiazd zachęcił mnie nazwiskiem lubianego autora, a do drugiej części Pollyanny - Pollyanna dorasta - zwłaszcza w nowej, prześlicznej okładce sięgnąć musiałam - i mam! 

A Wam, jak podobają się moje najnowsze nabytki?

Enjoy! :*

poniedziałek, 25 listopada 2013

209. Dotyk Gwen Frost



Autor: Jennifer Estep
Tytuł oryginalny: Touch of Frost
Wydawnictwo: Dreams
Data wydania: 20 września 2012
Liczba stron: 312


Wystarczy, że wyciągniesz rękę i tylko samymi opuszkami palców przejedziesz po przedmiocie, a jego historia i pochodzenie od razu jest w twojej głowie. Nie trzeba wiele – jeden krótki dotyk, kilkusekundowe zetknięcie z Twoją dłonią, a wtedy już nic się przed Tobą nie ukryje. Wszystkie szczegóły, emocje, chwile z nim związane pojawiają się w Twojej głowie i wyświetlają jak długi film. Film, który sama możesz odczuć na własnej skórze. I tylko pozostaje pytanie… to dar czy przekleństwo?

Gwen to tylko z pozoru zwyczajna siedemnastolatka, lecz ma swój sekret, niepowtarzalny dar – gdy dotknie danego przedmiotu czy też człowieka od razu w jej głowie pojawia się obraz całej jego historii, wie o nim dosłownie wszystko. I dlatego właśnie nazywana jest Cyganką, a jej cygański talent zadziwia i szokuje zwykłych ludzi z jej otoczenia. Po tragicznej śmierci jej ukochanej mamy, trafia do Akademii Mitu – miejsca gdzie nie wyróżnia się już z tłumu, gdyż oprócz niej uczą się tu Walkirie, Spartanie czy też Amazonki, potomkowie legendarnych wojowników mający magiczne moce. Pewnego dnia Gwen będąc w bibliotece jest świadkiem śmierci jednej z uczennic i kradzieży Czary Łez – jednego z najważniejszych mitologicznych artefaktów. I choć w Akademii po kilku dniach przechodzi to do porządku dziennego, dziewczyna nie potrafi się z tym uporać. Postanawia sama i na własną rękę rozwiązać tę zagadkę, a pomoże jej w tym jej magiczny dar… Jak sobie poradzi?

Przyznam szczerze, że książki takie jak Dotyk Gwen Frost czytam bardzo rzadko, raczej nie należą do moich ulubionych czy też wyczekiwanych i dlatego podchodziłam do niej dosyć sceptycznie. Skusiły mnie jednak pozytywne recenzje i zachęty znajomych, a także to, że w bardzo miły sposób ta książka zjawiła się w mym domu. I w minione już sobotnie przedpołudnie zasiadłam w fotelu i chcąc odpocząć przy czymś lekkim i miłym, a także z mojej wrodzonej ciekawości, która każe mi wciąż na własnej skórze poznawać wszystko co nowe, sięgnęłam po dzieło Jennifer Estep. I naprawdę przemile się zaskoczyłam!

Spodziewałam się ciekawej, ale nieco nudnawej powieści dla nastolatek, która mnie porwie, ale tylko na chwile. Tymczasem Dotyk Gwen Frost choć może faktycznie jest nieco naiwny, przewidywalny w niektórych momentach, a także wkradło się nieco schematów, to jednak mimo wszystko wspaniale się to czyta. Pokochałam styl tej autorki, to jak w świetny, bardzo przyjemny sposób potrafi zaciekawić, rozbawić i zainteresować mitologicznym dziedzictwem czytelnika oraz jak lekki, plastyczny i porywający ma styl pisania. Czyta się naprawdę błyskawicznie i naprawdę z ogromnym uśmiechem na twarzy.

Już dawno nie czytałam książki z tak dobrze poprowadzoną narracją pierwszoosobową. Gwen to bohaterka, z którą właśnie przez to, że to ona jest główną narratorką wydarzeń i to właśnie z jej punktu widzenia mamy okazję wszystko obserwować, staje się czytelnikowi bardzo bliska. Jednocześnie jest to też postać świetnie wykreowana – inteligentna, błyskotliwa, rozsądna, sympatyczna i stanowiąca mimo wszystko pewien wzór dla młodej dojrzewającej nastolatki. Podobały mi się jej postawy, jej umiejętności, jej humor i uroczy wdzięk, a nawet jej błędy, na których potrafiła się uczyć. Zresztą nie tylko ona – niemal każdy bohater jest tu naprawdę przemyślany, z ciekawą historią, barwny i dobrze przedstawiony. Autorka nie tworzy wielu postaci, przez co potrafi naprawdę świetnie wykreować i skupić się na tych kilku, którzy odgrywają główną rolę. Jak dla mnie jest to jak najbardziej na plus!

Dotyk Gwen Frost polecam każdej nastolatce i nie tylko – z pewnością i starsze czytelniczki świetnie będą się tu bawić. To lektura niezwykle przyjemna, błyskotliwa, idealna do połknięcia gdy szukamy czegoś lekkiego i jednocześnie niegłupiego. Ja z pewnością sięgnę po kontynuację, ponieważ końcówka sprawiła, że ogromnie chcę wiedzieć co wydarzy się dalej! Tymczasem mam nadzieję, że kolejne części będą równie dobre jak ta.

niedziela, 24 listopada 2013

Rozmawiamy: Czy czytamy prasę?

Na początku chciałabym serdecznie podziękować Wam za tak ciepłe i miłe przyjęcie pierwszej odsłony mojego autorskiego projektu Rozmawiamy, który ukazał się tydzień temu i tak liczne wyrażenie swojego zdania pod nim. Było to dla mnie ogromnie miłe, a także zmotywowało do utworzenia dalszego ciągu. Tak więc już dzisiaj możecie przeczytać przemyślenia moje, a także czterech interesujących blogerek na temat… czytania prasy.

Ten temat już od jakiegoś czasu siedzi mi w głowie, ponieważ kilka lat temu w szkole na lekcji języka polskiego mieliśmy w podręczniku niebanalną grafikę odnośnie czytania prasy, a brzmiała ona „Nie czytaj gazet – bądź głupszy. Bądź mądry –czytaj prasę”. Wygrała ona konkurs, bodajże Gazety Wyborczej i nie wiem jak was, ale mnie ona faktycznie zastanawia. Czy naprawdę prasa tak kształci umysł  człowieka? I czy naprawdę potrzebne są takie akcje, bo... nikt już jej nie czyta?

Ja muszę przyznać, że nie czytam gazet prawie w ogóle. Głównie dlatego, że są niestety dosyć drogie, a z roku na rok coraz droższe, a poza tym – coraz mniej w nich wartościowych treści, a coraz więcej reklam i zapychaczy. Kiedyś namiętnie kolekcjonowałam Victora Juniora jak i Victora Gimnazjalistę, jednak po trzech latach przestałam, ponieważ ich cena rosła nieproporcjonalnie do zawartości, a w kolejnych numerach redakcja zaczęła już powtarzać treści, które znałam z poprzednich. Zrobiłam sobie od nich długą przerwę, i szczerze mówiąc, jakoś strasznie mi ich nie brakuje.

A co na temat czytania gazet mają do powiedzenia moi goście?

Najpierw chciałam zapytać je, jak często one sięgają po prasę. Abigail odparła, że dosyć rzadko. Nie sięgam po żadne gazety codzienne, bo jeśli szukam informacji to znajduję je w internecie, i również trudno zobaczyć u mnie inne kolorowe czasopisma. Chyba, że dana pozycja wyjątkowo mnie zainteresuje swoją zawartością lub jeśli nawiązuje do tematów, o których chętnie bym przeczytała. Za to Varia napisała mi : Prasę czytam chętnie i regularnie, bo w zasadzie co tydzień trafia do mnie, jakaś papierowa nowość. Gazety traktuję jako dodatek do śniadania albo popołudniowej kawy – pozwalają na chwilę oderwać się od pracy, a są mniej absorbujące niż typowa powieść.
The newpaper  | via Facebook 
Bardzo ciekawi mnie, jaką prasę czytają inni ludzie. Co jak co, ale na tej podstawie można się zawsze czegoś o człowieku dowiedzieć. Dlatego, choć sama nie sięgam po nią często to bardzo lubię podglądać w jakich typach gustują inni. I to również zapytałam.

Na przykład Himitsu, która tak mi odpowiedziała: Czytuję zaledwie dwa magazyny. Jest to "Nowa Fantastyka" oraz "Coś na progu". Nie sięgam ani po gazety typowo informacyjne, ani po prasę kolorową. Jak również Monikę: Już od jakiegoś czasu odliczam dni do wydania kolejnych numerów „Kontynentów” (ze względu na ciekawe artykuły dotyczące całego świata i bardzo dobre zdjęcia), „Business English Magazine” i „Francais Present” (bo to rewelacyjny sposób na jednoczesną naukę języków i poznawanie kultur). Oprócz tego jest cała lista tytułów, które czytam na przemian z innymi: „Forbes”, „Polityka”, „Newsweek”, „Bloomberg” i tak dalej.  I kochaną Abigail: Niewiele jest tytułów, które chętnie czytam, ale jeśli raz jakiś pokocham to zostaję przy nim do samego końca. Moimi niekwestionowanymi mistrzami są: „National Geographic”, magazyny do nauki języków od wydawnictwa Colorful Media i oczywiście najukochańszy – „Asia on Wave”. Czasami można zobaczyć u mnie też „Harper's Bazar” lub „Vogue”. Dlaczego akurat te? „National Geographic” było ze mną od zawsze i to właśnie dzięki temu magazynowi zainteresowałam się rzeczami, które dzieją się na świecie. Natomiast magazyny od Colorful Media uwielbiam za możliwość ciekawej nauki - artykuły są starannie przygotowane i jest to naprawdę świetna forma poznawania nowego języka, a to kocham najbardziej. O „Asia on Wave” chyba nie muszę zbyt dużo opowiadać. Zawiera w sobie mnóstwo ciekawych artykułów na temat kultury azjatyckiej, którą się bardzo interesuje.

A jako ostatnią właśnie Varię: Od lat wierna jestem Pani i Wysokim Obcasom. Bardzo ucieszyłam się, gdy na polskim rynku zaczął wchodzić „Harper’s Bazaar”, którego rubryka kulturalna i sesje fotograficzne nie mają sobie równych. Czytam „Książki”, ceniłam nieistniejący już niestety „Papermint”. Do tego raz za czas trafi się „Shape” i „Women’s Health”. Zdarza mi się kupić „Grazie”, albo „Show”.
A za co je lubię? Za spotkania z wartościowymi ludźmi, za artykuły, które da się czytać, bo nie są tylko przerywnikami wśród kolorowych obrazków. Założyłam nawet zeszyt w którym notuje co ciekawsze fragmenty i spostrzeżenia, gdyż tak naprawdę prasa stoi u mnie na równi z książkami. Jedyna różnica między nimi to ta, że gazety mocnej dotykają życia codziennego, są bardziej na bieżąco.

grunge style | TumblrJeśli chodzi o mnie, to aktualnie jedyne gazety jakie zdarza mi się czytać to Gość Niedzielny i Mały Gość Niedzielny, ale zwykle nawet nie całość tylko wybrane artykuły i wywiady. Lubię w nich to, że zawsze znajdę tam ciekawe, mądre treści, poruszają ważne dla mnie treści i jednocześnie nie tracą ani zdrowego rozsądku ani poczucia humoru. Poza tym czasami wracam do starych numerów National Geographic, które mam zachomikowane w domu, zdarza mi się przeczytać też Zwierciadło czy Panią, ale naprawdę jest to rzadkością. Trochę brakuje mi na to czasu i.. wolę książki!

Tymczasem chciałabym jeszcze wrócić do tego, o czym Varia wspomniała w ostatnim zdaniu – czy gazety mogą być alternatywą dla książek? Chyba jednak nie, jak zresztą pisze Himitsu: Nie uważam, że czytanie prasy może być jakąkolwiek alternatywną dla ludzi nieczytających książek. Gazety nie mają z nimi wiele wspólnego, poza oczywiście faktem, że i jedno, i drugie łączą literki. Poza tym, prasa w porównaniu do literatury jest raczej uboga. Monika zresztą również się z nią częściowo zgadza i dopowiada: Prasy nie nazwałabym dobrą alternatywą, a co najwyżej dodatkiem do treści właściwych, bo nie znajdziemy w niej historii opowiedzianych od początku do końca, ale urwane fragmenty, które czasami nawet językowo pozostawiają wiele do życzenia. Poznawanie świata na skróty to nienajlepszy pomysł, chociaż oczywiście jeśli ktoś się upiera to chyba zawsze lepiej żeby czytał coś niż nic :)

Cóż, ja również myślę podobnie. Choć ciekawe artykuły zdecydowanie ubogacają, mogą czegoś ciekawego nauczyć i dostarczają rozrywki, to niezaprzeczalnie są krótsze, nie zawsze tak dobre jak tego oczekujemy i w przeliczeniu na strony – o wiele droższe. Mimo to, uważam, że warto od czasu do czasu przeczytać jakąś z gazet, ponieważ niezaprzeczalnie zawsze są w nich aktualne informacje, dobrej jakości zdjęcia, jest to praca kilku, a nie jednej jak w przypadku książek, osób, więc wyższy poziom, więcej pomysłów i cóż, jak ktoś ma nic nie czytać, to z dwojga złego niech już czyta choć tylko prasę…

Myślicie, że to już koniec? O nie! Ponieważ tak świetnie się złożyło, że jedna blogerka goszcząca u mnie jest również jedną z twórczyń ciekawej gazety, zgodziła się napisać kilka słów również o tym, jak to wygląda z drugiej strony medalu. Przed Wami Abigail – młoda dziennikarka magazynu Asia on Wave!

Współtworzenie gazety jest najlepszym, co mnie do tej pory spotkało. Dzięki magazynowi „Asia on Wave” mogłam połączyć wszystko to, co tak bardzo kocham, czyli pisanie i kulturę azjatycką. Do tej pory wydawało mi się, że wydawanie czasopisma jest łatwe i przyjemne, a pisanie artykułów to bułka z masłem. Po dołączeniu do redakcji zorientowałam się, że wcale nie jest tak kolorowo, ale nie mam zamiaru się poddać. Rynek dla magazynów jest naprawdę bardzo bezwzględny i trudno jest się utrzymać na szczycie, a czytelnicy magazynu wielu z takich niuansów nie widzą. Poza tym mogę przeprowadzać wywiady ze swoimi ulubionymi zespołami i kształcić się w ciągłym poznawaniu kultury azjatyckiej, a to jest według mnie bezcenne.

Wydaje mi się, że takie doświadczenie nieco zmieniło moje spojrzenie. Dalej stanowczo obstawiam przy tym, że nie przepadam za czytaniem czasopism, ale... lubię je współtworzyć. Za każdym razem, gdy widzę w gazecie jakiś artykuł to zastanawiam się nad tym, jak ten dziennikarz musiał się przyłożyć do swojego zadania, żeby stworzyć coś ciekawego. Wbrew pozorom tworzenie artykułów wcale nie jest proste, a ja mam wielki szacunek do tych dziennikarzy z prawdziwego zdarzenia, którzy poświęcają całe życie na pokazywaniu ludziom prawdy. 

A Wy, co o tym sądzicie? Czytacie prasę?

W tym odcinku wystąpiły:

Dziękuję Wam ogromnie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...