piątek, 30 listopada 2012

106. Cyrk nocy




Autor: Erin Morgenstern
Tytuł: "Cyrk nocy"
Tytuł oryginalny: "The Night Circus"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 17 październik 2012
Liczba stron: 431


Te ogromne namioty w czarno-białe paski widzisz już z daleka. Twoja twarz promienieje – wiesz już, że tej nocy nie spędzisz w łóżku. Gdy tylko zaczyna się ściemniać Ty stoisz już pod bramą i czekasz na otwarcie. Razem z Tobą do cyrku wlewa się morze ludzi, którzy tak jak ty spragnieni są nowych wrażeń. Co nowego spotka cię tej nocy?

Cyrk, który zakłada Chandresh Lefèvre różni się od wszystkich cyrków jakie istnieją. Przede wszystkim jest otwarty tylko wtedy gdy zajdzie słońce, a ziemię spowija mrok. W każdym namiocie jest coś innego, wszędzie na spragnionego widza czeka inna niespodzianka. Może zajrzeć wszędzie i dać upust swojej wyobraźni. I właśnie w tym miejscu, na arenie cyrkowej toczy pojedynek Celii  i Marco. Szkoleni od dzieciństwa przez swoich mentorów są świetnie przygotowani, żeby to wygrać. Ale cały misterny plan legnie w gruzach, kiedy w ich relacji pojawi się coś więcej niż obojętność, coś więcej niż zwykła znajomość. To coś więcej niż przyjaźń – to miłość. A zwycięzca może być tylko jeden…

Kiedy ostatnio byłeś w cyrku? Czy w ogóle kiedyś odwiedziłeś to miejsce? Niewielu z nas tam bywa, cyrki to już przeszłość, rzadko kto teraz tam zagląda. Nie mamy na to czasu, nie mamy też chęci, cyrk kojarzy nam się z nieśmiesznymi żartami, męczarnią zwierząt i przerażającymi klaunami. Ale w tej historii, którą stworzyła Erin Morgenstern nie ma nic o tym tanim i bezbarwnym cyrku. Autorka zaprasza nas na cyrkową przygodę o której nawet nam się nie śniło…

W tej historii jest tak wiele magii, tak wiele wydarzeń jest nieprawdopodobnych, nierealnych, stojących na skraju zdrowego rozsądku, że powieść ma swój specyficzny urok i klasę. Czyta się z zapartym tchem śledząc dalsze losy bohaterów, którzy potrafią zaczarować czytelnika i przenieść go w swój świat. I już nie wiemy czy jesteśmy we własnym pokoju czy może na arenie cyrkowej oglądając występ cudownej iluzjonistki…

Autorka niemal przez całą lekturę przenosi nas w czasie, każdy rozdział to inne miejsce, inny czas i inny rok. Błądzimy między wydarzeniami, aż w końcu układanka staje się coraz bardziej przejrzysta. Mimo wszystko cały czas używa czasu teraźniejszego, więc wydaje się to strasznie realne i prawdziwe, jakbyśmy byli faktycznymi świadkami wydarzeń. Rzadko spotykam się z czymś takim, ale muszę przyznać, że dodaje to książce dużo autentyczności i.. tak, magii też!

„Cyrk nocy” to lektura jakiej jeszcze nie czytałeś. Nawet się nie spodziewasz, a gdy tylko zaczniesz się nią delektować to po uszy wsiąkniesz w wykreowany w niej świat. I co najważniejsze – nie będziesz chciał z niego wyjść. Dasz się jeszcze dłużej prosić?

6/6
9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

środa, 28 listopada 2012

105. GONE : Zniknęli. Faza druga: Głód




Autor: Michael Grant
Tytuł: "GONE : Zniknęli. Faza druga: Głód"
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: luty 2010
Liczba stron: 650


Głód. Zaczyna się od niewinnego burczenia w brzuchu, które uciążliwie przeszkadza w skupieniu się na czymkolwiek. A kiedy czas mija, a do twojego żołądka wciąż nic nie trafiło, jest coraz gorzej. Nie potrafisz nic robić, każda twoja myśl jest skierowana ku choćby małej porcji jedzenia. W ustach pojawia się nieprzyjemny posmak, czujesz się źle. I masz świadomość, że z każdym dniem to uczucie głodu będzie coraz większe, bo jedzenia po prostu nie ma.

Trzy miesiące po Apokalipsie w ETAP-ie zaczyna brakować pożywienia. Sam z Astrid robią wszystko, aby zapanować nad sytuacją, ale to jak się okazuje nie jest takie proste. Dzieci zaczynają chorować i domagać się jedzenia, którego nie ma. Coraz więcej złości, coraz więcej agresji wśród dzieciaków i coraz więcej z nich odkrywa swoje moce. Zaczynają się dzielić – na mutantów i normalnych. Do tego dochodzi jeszcze Cain i jego plany, które nie pomagają w niczym. A ciemność wzywa…

Pierwszą część GONE czytało mi się świetnie, mimo dużej ilości stron połknęłam ją w kilka dni. Kiedy otworzyłam drugą część, pełna nadziei na świetną lekturę, było już trochę gorzej. Nie pamiętałam tak dobrze wydarzeń i postaci z poprzedniej części, myliły mi się one. Po trzech miesiącach od zakończenia fazy pierwszej już trochę zapomniałam treść, zwłaszcza, że porusza ona kilkanaście wątków. Lecz kiedy zgłębiałam się bardziej w książkę było coraz lepiej, więc fazę drugą mogę zaliczyć do udanych książek.

Michael Grant używa świetnego prostego i plastycznego języka, który od razu trafia do młodego czytelnika. W swojej książce zawarł mnóstwo emocji – dobrych i złych. Czyta się szybko i lekko mimo ponad sześciuset stron. Jest tutaj i mroczny nastrój, pełen tajemniczości i grozy, i ciekawy pomysł na fabułę, i zaskakujące wydarzenia, które podnoszą adrenalinę.

Wykreowanie tak dużej ilości bohaterów to nie lada sztuka, a Michael Grant poradził sobie świetnie. W tej części najbardziej polubiłam dwóch, którzy skradli mi serce – w pierwszej kolejności Caina oraz Edilia. Pierwszy z nich mimo, że groźny, budzi podziw i szacunek to jednak ma w sobie niezwykłą charyzmę i zdecydowanie. Jest władczy, silny i nieprawdopodobnie potrafi zmusić innych do robienia tego co on chce. Drugi ujął mnie swoim dobrym sercem, humorem, pomocą. Edilio to Meksykanin, inny niż reszta, wyróżnia się z tłumu, a jednak nie jest wyszydzany ani gnębiony. Potrafi postawić na swoim i w każdej chwili jest gotów nieść pomoc przyjaciołom.

W GONE mamy tak wiele różnorodnych wątków, że aż ciężko je tu wszystkie wymienić. Z jednej strony Sam, z drugiej Cain, a to nie wszystko – Dekka, Lana, Duck, Zil, Brianna, Jack, Albert.. Każdy z dzieciaków ma coś do powiedzenia, każdy ma w tej historii ma jakąś rolę do spełnienia, więc oddano im głos. Książka dzięki temu dużo zyskała, bo możemy poznać historię z różnych punktów widzenia.

Faza druga zdecydowanie dorównuje swojej poprzedniczce. Czyta się nieco gorzej, ale jest więcej wydarzeń, więcej wątków i więcej uwagi poświęconej innym postaciom. Wszystkim, którym podobała się pierwsza część polecam kontynuację, a reszta niech biegnie do biblioteki lub księgarni i wypożycza „GONE : Zniknęli. Faza pierwsza - Niepokój”!

5,5/6
8/10

poniedziałek, 26 listopada 2012

104. Małe kobietki




Autor: Louisa May Alcott
Tytuł: "Małe kobietki"
Wydawnictwo: MG
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 304


Mimo wszystko, pieniądze to rzecz bez której człowiek w dzisiejszym świecie nie może się obejść. Są nam potrzebne, bez nich nie możemy funkcjonować, ponieważ tylko dzięki nim mamy pożywienie, dach nad głową, picie i wiele innych niezbędnych rzeczy. Jednak – co za dużo to niezdrowo. Nie trzeba być bardzo bogatym, aby być szczęśliwym. Szczęścia, miłości i przyjaźni nie kupimy ani za monety, ani za banknoty…

Meg, Jo, Beth i Amy to cztery siostry, które mieszkają w małym domku razem z matką. Ich ojciec wyjechał walczyć jako żołnierz na wojnie secesyjnej, więc muszą sobie radzić bez niego. Nie są bardzo ubogie, lecz pieniędzy zawsze mają za mało, aby pokryć wszystkie koszty utrzymania. Dziewczynki jednak potrafią znaleźć sposoby, aby być uśmiechnięte i szczęśliwe. Dzięki temu, że są wychowywane w miłości i bezpieczeństwie, potrafią zjednać sobie ludzi i wyjść z kłopotów z obronną ręką.

„Małe kobietki” to tytuł, o którym nie raz już słyszałam. Bardzo często pojawiał się on w literaturze, w filmach, a także w szkole. Byłam bardzo ciekawa jaka to książka kryje się za tą nazwą i kiedy tylko dostałam szansę przeczytać tę powieść, byłam naprawdę szczęśliwa. Zaparzyłam herbatę, ułożyłam się wygodnie w łóżku i zaczęłam czytać. A powieść tak bardzo mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłam, że uśmiecham się do kartek, śmieję się i płaczę cicho i przeżywam całą historię z bohaterkami, które nagle stały mi się bardzo bliskie.

Cztery główne bohaterki są świetnie wykreowane. Każda z nich ma inną osobowość, inaczej się zachowuje, inaczej myśli i działa. Amy to dziewczyna rozsądna, ale jednak ciągnie ją do bali, bogactwa, pięknych sukien i dalekich podróży. Choć stara się być posłuszna i skromna, wiele razy musi zapłacić za swoją pychę. Trzeba jednak przyznać, że posiada wiele cierpliwości, zdrowego rozsądku i jako najstarsza siostra – opiekuńczości.  Jo najpierw działa, a potem myśli. Nie zawsze jest to negatywne, choć oczywiście i ona zalicza wpadki, które potem trudno jej odkręcić. Tryska dobrym humorem i zaraża nim innych ludzi. Beth jest cichutka jak myszka, lecz mimo pozorów wiele działa, choć nie zawsze o tym mówi głośno. Jest uczynna i bardzo miła, uwielbia muzykę. Za swoje siostry i rodziców oddałaby życie, gdyby była taka potrzeba. A Amy? Trochę rozpieszczona przez starsze siostry, jeszcze nieco dziecinna, ale wesoła i o wielkim sercu. Choć rzadko to okazuje, ogromnie kocha swoją rodzinę.

Po przeczytaniu „Małych kobietek” nie dziwię się, że kiedyś na niej wychowywano panienki. To książka strasznie umoralniająca – w każdym rozdziale jest przynajmniej jedno (a najczęściej więcej) pouczenie. Bohaterki często dostają nauczki, z której wyciągają wnioski. Trzeba uszanować to, że ta książka pochodzi z całkiem innej epoki od tej, w której żyjemy i ma swoje prawa. Jednym z celów autorki było właśnie to, aby czegoś nauczyć młode niedoświadczone czytelniczki.

Zdaję sobie sprawę, że „Małe kobietki” to książka, która nie spodoba się każdemu, jednak mimo wszystko chcę ją Wam gorąco polecić. Warto zwrócić uwagę na nowe wydanie tej książki przez wydawnictwo MG, z cudowną, niezwykle lekką i pasującą okładką w przyjemnym, dziewczęcym kolorze i w twardej oprawie, która świetnie prezentuje się na półce. Przygody czterech sióstr są niezwykle barwne i ciekawe, napisane lekkim językiem. Warto to poznać!

5,5/6
8,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG!

niedziela, 25 listopada 2012

Stos na niepogodę.

Hej Miśki! :*
Też u was tak zimno jak u mnie? Nic tylko czytać! A jest co! :D


Od góry:
  • Gabriel Garcia Marques "Sto lat w samotności" (z biblioteczki) - moje stopniowe zapoznawanie się z klasyką ^^
  • Louisa May Alcott "Małe kobietki" (od wyd. MG) - książka już przeczytana, czeka na zrecenzowanie, bardzo się cieszę, że ją mam u siebie, w końcu to też klasyka ;))
  • Gabriela Gargaś "Jutra może nie być" (od wyd. Feeria) - efekt nowej współpracy, książka wydaje się być lekka i miła, zobaczymy co z tego będzie.
  • Izabela Sowa "Zielone jabłuszko" (z biblioteki) - bo lubię tę autorkę.
  • John Flanagan "Zwiadowcy. Płonący Most" (j.w.) - pierwsza część Zwiadowców już dawno za mną, jestem ciekawa ich dalszych przygód.
  • Pittacus Lore "Jestem numerem cztery" (j.w.) - filmu nie oglądałam, ale podobno niezły. Chcę się przekonać jaka jest książka.
  • Agnieszka Tyszka "Kredens pod Grunwaldem" (j.w.) - również z sympatii do autorki.
  • Lauren Oliver "Pandemonium" (od wyd. Otwarte) - kontynuacja "Delirium", liczę na to, że będzie tak samo świetna.
  • Erin Morgenstern "Cyrk nocy" (od wyd. Świat Książki) - właśnie czytam, więc recenzja niedługo^^
  • Michela Murgia "Accabadora" (j.w.) - więcej o niej w recenzji
  • James Robert Patrick "Po prostu Whitney" (od wyd. G+J) - bo lubię czasami poczytać biografie. 
  • Marek Kamiński "Warto podążać za marzeniami" (j.w) - imponuje mi ten pan, jestem ciekawa jego historii.
  • Marissa Meyer "Cinder. Saga księżycowa" (od Open Gate) - chyba zachęciła mnie ta współczesna wersja Kopciuszka, jeszcze sama nie wiem jak będzie z tą książką ;))
  • Regina Brett "Bóg nigdy nie mruga" (od AIM Media) - już się nie mogę doczekać aż ją przeczytam! :33


Tutaj myślę, że jest dobrze widoczne jakie są książki. Wszystkie pochodzą z biblioteki i naprawdę nie mam pojęcia kiedy je przeczytam. Dobo, dlaczego nie masz więcej godzin?

Życzę miłej niedzieli i udanego tygodnia! :*

Zapraszam również na mojego nowego fanpajdża ^^

poniedziałek, 19 listopada 2012

103. Wakacje z gangsterem




Autor: Barbara Ciwoniuk
Tytuł: "Wakacje z gangsterem"
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 2008
Liczba stron: 296


Wakacje to czas, który kojarzy nam się raczej bardzo pozytywnie. Słońce, ładna pogoda, odpoczynek od szkolnych obowiązków. Uczniowie marzą o nich już od początku września, planując wakacyjne wyjazdy. I gdzieś w tej cudownej, letniej scenerii pojawia się wakacyjna przygoda, taka, którą zapamiętamy do końca życia.

Gabrysia razem z ojcem na wakacyjne miesiące postanawiają wyjechać z dala od gwarnego miasta do wujka na wieś. Skłaniają ich do tego kłopoty rodzinne i zawody miłosne. Pragną odpoczynku i chwili wytchnienia od niemiłych wydarzeń. Pewnego dnia nad ranem w cichych Moczarach ma miejsce wypadek samochodowy, którego świadkiem jest Gabi. Okazuje się, że ciężko ranny kierowca to przestępca uciekający przed innymi bandytami. Jednak z powodu ran, jakie ucierpiał w czasie wypadku musi zostać w wiosce póki nie stanie silny i zdrowy jak niegdyś. Jego pobyt zmieni życie niemal wszystkich mieszkańców spokojnych dotąd Moczar…

To nie jest moje pierwsze spotkanie z prozą Barbary Ciwoniuk, a poprzednie wspominam jako całkiem udane, wręcz świetne. Dlatego też sięgając po „Wakacje z gangsterem” byłam ciekawa jak tym razem poradzi sobie polska autorka, która z pewnością ma aspiracje i potencjał. I niestety, zawiodłam się. I to srodze.

Temat wybrała sobie Barbara Ciwoniuk ciekawy, ale jednak banalny. Wakacyjna przygoda, pojawiająca się w tle miłość, dobro wygrywa ze złem, happy end. Sielsko-anielsko. Szkoda tylko, że do bólu przewidywalnie. Poza tym ta książka tak strasznie się ciągnie, że pomimo, że ma tylko niecałe trzysta stron, wydawać by się mogło, że jest ich trzy razy więcej. Brakowało mi tu akcji, brakowało pędzących wydarzeń. Jest nuda, ogromna nuda.

Główna bohaterka to jakaś literacka porażka. Gdyby nie to, że na tylnej stronie okładki jest napisane, że ma ona siedemnaście lat, nigdy bym w to nie uwierzyła. To nie do wiary, bo zachowuje się ona jak trzynastolatka (nie obrażając, broń Boże, trzynastolatek!), może nawet i młodsza. Infantylna, głupia do bólu, roztrząsa sprawy nieistotne, a zapomina o wielu ważnych rzeczach, które dzieją się w jej życiu. Jej tok myślenia mnie przerażał, jej zachowanie zamiast mnie zastanowić to rozśmieszało i kazało mi popukać się w czoło. A co z resztą bohaterów? Nieco lepiej, choć wcale nie zadowalająco. Miałam wrażenie, że wszyscy są bardzo odpychający, nie da się poczuć do nich sympatii lub chociaż jej cienia.

„Wakacje z gangsterem” to książka bardzo marna. Jedna z gorszych jakie przeczytałam i z pewnością już do niej nie wrócę. Wam odradzam ją z całego serca, nie warto w nią inwestować, nie warto nawet zaczynać jej czytać.

1/6
2/10

środa, 14 listopada 2012

102. Accabadora




Autor: Michela Murgia
Tytuł: "Accabadora. Ta, która pomaga odejść"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 24 październik 2012
Ilość stron: 192


Mimo, że żyjemy w XXI wieku śmierć dalej można nazwać „tematem tabu”. O niej się nie mówi naokoło, media i reklamy chcą nam wmówić, że możemy żyć wiecznie, że nigdy nie umrzemy. I choć zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy kolejny dzień może być naszym ostatnim, nie chcemy tego przyjąć do wiadomości zasłaniając się wciąż mnóstwem obowiązków jakie mamy na głowie. Przenieśmy się więc do Sardynii, gdzie poznamy kobietę, której śmierć nie jest obca…

Maria Listru jest czwartą niechcianą córką ubogiej wdowy. Jednak los się do niej uśmiecha i adoptuje ją Bonaria Urrai, wiejska krawcowa i szwaczka. Dziewczynka szybko zaprzyjaźnia się i odnajduje wspólny język z nową matką. Dorasta w przekonaniu, że kobieta z którą mieszka jest czysta i niewinna, kiedy pewnego dnia okazuje się, że pod zasłoną nocy pracuje ona jako accabadora – pomaga ludziom przejść na tamten świat i to całkiem świadomie. Na dodatek okazuje się, że przyczyniła się do śmierci jednego z przyjaciół Marii. Jak potoczy się ta historia? Czy można zabić z litości?

Powiem szczerze, że spodziewałam się po tej książce czegoś innego. Bardziej dogłębną historię, więcej tajemniczości, więcej grozy. Nie do końca usatysfakcjonowało mnie to co otrzymałam, bo wydawało mi się, że tak piękna okładka i tak kuszący opis muszą zwiastować dobrą powieść. Trochę się pomyliłam, bo pomimo, że ta książka nie jest kiepska to na pewno potencjał oraz temat, który podjęła autorka nie został wykorzystany w pełni.

Michela Murgia w swojej niedługiej, bo zaledwie dwustu stronicowej  powieści zawarła kilka ważnych tematów takich jak przede wszystkim eutanazja, czyli to czym zajmowała się główna bohaterka, ale również przekazywanie dzieci do adopcji, sprzedawanie je wręcz innej kobiecie czy też rodząca się przyjaźń i miłość. I to właśnie chyba ją przerosło, bo żaden z tych wątków nie został dobrze rozwinięty, czytelnik  czuje niedosyt, to mogło być napisane o wiele lepiej.

Świetnie za to jest tu ukazana mentalność ludzi mieszkających na wiosce w połowie dwudziestego wieku. Opisy ich zwyczajów, sposobu bycia to jedne z najprzyjemniejszych fragmentów w całej książce, które też pokazują nam całkiem inny, trochę obcy nam świat. Nie spotkałam się jeszcze w literaturze z taką łatwością, subtelnością i spostrzegawczością u autora w doborze słów, które idealnie opisują zwyczajne życie, które jednak obfituje w wiele niespodzianek dnia codziennego.

„Accabadora” to książka niełatwa, książka, która wywołuje wiele refleksji. Jest to też przykład powieści niedopracowanej, od której wymagałam o wiele więcej i nie dostałam tego, czego oczekiwałam. Cóż, tak czasami bywa. Jeśli macie ochotę na przygodę w dwudziestowiecznej włoskiej Sardynii z przemiłą Marią i nieco tajemniczą Bonarią to zapraszam. Może wy odbierzecie ją lepiej niż ja.

4/6
6/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

„Według mieszkańców Soreni sprawiedliwość mogła cię gonić, ale gdyby cię dopadła, obdarłaby cię ze skóry jak wieprza lub ukrzyżowała jak nieszczęśnika, zgwałciłaby cię dla zabawy jak ludzie, którzy zachowują się jak bestie, wytropiłaby cię, gdziekolwiek byś się ukrył, i z pewnością nie zapomniałaby twojego imienia ani imienia twojego potomka.”

poniedziałek, 12 listopada 2012

101. Kwiaty na poddaszu




Autor: Virginia Cleo Andrews
Tytuł: "Kwiaty na poddaszu"
Tytuł oryginału: "Flowers in the Attic"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: luty 2012


Dziecko, aby zdrowo rosło i rozwijało się potrzebuje kilku niezbędnych składników. Przede wszystkim zdrowego jedzenia i picia, porcji warzyw i owoców. Wymaga również świeżego powietrza, aby mogło się wybiegać i zahartować oraz wsparcia i miłości rodziców i najbliższych. Czwórce rodzeństwa Dollanganger to odebrano. Jaki był tego skutek?

Virginia Cleo Andrews pisała powieści typu gotyckiego horroru i sagi rodzinnej, obracające się wokół rodzinnych tajemnic i zakazanej miłości. Jej najbardziej znane powieści to słynny bestseller Flowers in the Attic (1979). Jej powieści zostały przetłumaczone na francuski , włoski , niemiecki , hiszpański , holenderski , japoński , koreański , turecki , grecki , fiński , węgierski , szwedzki , portugalski i hebrajski i są porównywane do powieści Susan Hill , Gwen Hunter i Nora Roberts. Urodziła się w Portsmouth, Virginia , a zmarła na raka piersi w wieku 63 lat.

W kochającej się rodzinie Dollangangerów następuje okropna tragedia – ginie ojciec. Załamana matka, która od dzieciństwa żyła w przepychu i bogactwie nie potrafi pracować, a musi jakoś utrzymać czwórkę swoich dzieci. Zdesperowana kobieta postanawia napisać do swoich rodziców, którzy znienawidzili ją kilka lat temu. Teraz jednak to jedyne wyjście. Gdy przyjeżdża razem ze swoimi pociechami do ich ogromnej posiadłości, dzieci zostają ukryte w pokoju na poddaszu i zamknięte na klucz, aby nikt się o nich nie dowiedział, póki ich matka nie przebłaga swojego ojca. Mijają jednak dni, tygodnie, a dzieci coraz dłużej pozostają w zamknięciu. Czy kiedykolwiek w ogóle się wydostaną?

Czytałam już wiele trudnych, wstrząsających książek, ale jeszcze nigdy tak bardzo nie przeżywałam żadnej z nich. „Kwiaty na poddaszu” mnie zachwyciły, połykałam każdą stronę i chciałam jeszcze więcej. Razem z bohaterami przeżywałam ból, radość, strach i przerażenie. Ta książka jest niesamowita, wspaniała, niesłychana. Ona zmieniła moje patrzenie na świat i pokazała kilka kwestii w zupełnie innym świetle…

Czy ktokolwiek z nas wyobraża sobie w ogóle mieszkanie w zamknięciu przez tyle czasu, nie znając nawet daty wypuszczenia na wolność? Do tego dochodzi jeszcze to, że trzeba opiekować się i dbać o swoje młodsze rodzeństwo, jeść zimne i niesmaczne jedzenie oraz znosić codzienne wizyty znienawidzonej okrutnej babci, która zamieniała w koszmar każdy dzień. Ja nie potrafię nawet tego pojąć. Virginia C. Andrews genialnie wykreowała i stworzyła świat w którym umieściła swoich bohaterów. Każdy szczegół jest dopracowany. Każdy rozdział odkrywa przed nami nowe okrutne prawdy...

Kreacja bohaterów jest niesamowita. Autorka stworzyła cztery różne portrety psychologiczne, każde dziecko zmierza się z czymś innym. Subtelnie, ale z wyczuciem pokazała jak cierpi samotny, niekochany mały człowiek, któremu brakuje należnego mu zainteresowania rodziców, ich miłości i troski, jak musi cierpieć dlatego, aby inny mógł żyć w dostatku. Virginia C. Andrews przez całą powieść zadaje również inne pytanie – co jest ważniejsze w życiu – miłość czy pieniądze? Na to pytanie muszą odpowiedzieć sobie nie tylko bohaterzy, ale również czytelnicy.

Moim zdaniem tę książkę powinien przeczytać każdy. Pokazuje ona rzeczy, które dotąd ukrywaliśmy i baliśmy się o nich mówić. Warto spojrzeć na te sprawy z innej perspektywy – sięgnijcie po „Kwiaty na poddaszu”!

6/6
10/10

„Coraz częściej myślę o nas jako o kwiatach na poddaszu. [..] Narodzeni w jasnych barwach, ciemniejących z każdym dniem długiego, ponurego, męczącego, koszmarnego czasu który spędziliśmy jako więźniowie nadziei i ofiary zachłanności"

sobota, 10 listopada 2012

100. Doktor Jekyll i Pan Holmes




Autor: Loren D. Estleman
Tytuł: "Doktor Jekyll i Pan Holmes"
Tytuł oryginalny: "Dr. Jekyll And Mr. Holmes"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: sierpień 2012


Jeśli ktoś zapytałby mnie o pierwsze skojarzenie z nazwą „Baker Street” bez namysłu odpowiedziałabym „Sherlock Holmes”. Myślę, że wielu dałoby taką samą odpowiedź, ponieważ ten angielski detektyw jest znany na całym świecie i wciąż na nowo zachwyca miliony czytelników. O jego przygodach powstało już dziewięć tomów autorstwa Artura Conana Doyle. A gdyby napisać następne?

Loren D. Estleman to amerykański autor blisko 70 powieści detektywistycznych i westernów, które przetłumaczono na 23 języki. Był nominowany do National Book Award i Mystery Writers of America Edgar Allan Poe Award. Pisze na ręcznej maszynie do pisania.

Sherlock Holmes już dawno powinien odejść na zasłużony odpoczynek (co zaleca i poleca mu wciąż doktor Watson), ale jego umysł i osobowość nie pozwalają mu na bezczynność.  Jaka jest więc jego radość kiedy przychodzi do niego prawnik, pan Utterson i prosi go o pomoc. Chodzi o długoletniego przyjaciela nowego klienta, który od pewnego czasu zachowuje się dość dziwnie. Przede wszystkim zadaje się z podejrzanym typem -  Edwardem Hyde’em i nawet zapisał mu w testamencie sporą sumę pieniędzy. Sherlock razem z nieodłącznym przyjacielem i towarzyszem - doktorem Watsonem, przystępuje do akcji. Jaki będzie finał?

Sherlocka Holmesa uwielbiam, kocham wręcz nad życie i kiedy tylko zobaczyłam tę książkę od razu wiedziałam, że muszę ją mieć i muszę ją przeczytać. Zwłaszcza, że to wydanie ma tak tajemniczą, ekscytującą okładkę i jest tak ładnie wydane. Powiem szczerze, że nie mam nic przeciwko kontynuowaniu serii przez innego autora, choć zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to udana kontynuacja. Bardzo często okazuje się, że autor przelicza swoje możliwości i nie daje rady udwignąć zadanie jakie sobie postawił – dopisania dalszych (lub wcześniejszych, tak też bywa) części. Lecz tym razem absolutnie się nie zawiodłam – ta książka jest naprawdę świetna!

Artur Conan Doyle w swoich książkach o Sherlocku Holmesie stworzył, zdaje się, niepowtarzalny klimat angielski, tak, że tych lektur nie dało się zapomnieć. Lorenowi Estlemanowi udało się to perfekcyjnie powtórzyć, tak, że nie widać znacznej różnicy. Po otworzeniu dzieła otrzymujemy dokładnie to co chcieliśmy i to czego oczekiwaliśmy po dobrym i ciekawym opowiadaniu z tym detektywem w roli głównej.

Jestem pełna podziwu dla tego autora, że tak wspaniale potrafił pokierować akcją i wymyślić fabułę, która tylko z pozoru prosta, musiała wymagać od niego dużego sprytu oraz wrodzonej inteligencji. Akcja w tej książce jest naprawdę świetnie poprowadzona, wydarzenia wciąż zmieniają swój bieg.  Już od pierwszej strony jesteśmy wciągnięci w historię, która nawet na chwilę nie nuży ani nie nudzi czytelnika.

„Doktor Jekyll i Pan Holmes” jest naprawdę świetną, godną polecenia książką, którą po prostu trzeba przeczytać. Każdego, którego kiedyś oczarował Artur Conan Doyle, Loren D. Estleman zaczaruje po raz drugi z takim samym wdziękiem i gracją. Warto, naprawdę warto dać mu szansę!

6/6
9/10

 Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka!

wtorek, 6 listopada 2012

99. Drzazga




Autor: Ewa Nowak
Tytuł: "Drzazga"
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 5 listopada 2012


Nikt w życiu nie ma lekko, to wiadome jest wszystkim. Ale nie można zaprzeczyć, że człowiekowi o wiele lżej jest na duszy wtedy, kiedy w tych kłopotach wspiera go ktoś bliski – mama, tato, siostra. I mimo, że w każdej rodzinie czasami wybuchają awantury – większe lub mniejsze, miłe jest uczucie, że mamy gdzie wracać, że w naszym domu ktoś z utęsknieniem na nas czeka. Lecz nie zawsze jest tak sielsko,  zwłaszcza kiedy jest się w skórze kogoś takiego jak bohaterka „Drzazgi” – Jagna…

Najpierw może coś o autorce – Ewa Nowak to autorka felietonów, opowiadań oraz powieści dla dzieci i młodzieży. Jej twórczość podpowiada jak sobie radzić w domu i w szkole, w dobrych i złych chwilach, z przyjaciółmi i z rodzicami. Odnosi się do wartości takich jak uczciwość, szczerość wobec siebie i innych, przyjaźń, miłość i szacunek dla drugiego człowieka.

Marta i Jagna to siostry. Mieszkają w jednym domu razem z mamą, dzielą jeden pokój. Ich rodzice rozwiedli się kilka lat temu z przyczyn dla dziewczynek niewiadomych. U nich w domu relacje rodzicielskie z matką nie są jednak najlepsze – mama o wiele bardziej faworyzuje młodszą Martę, która wygrywa wszystkie konkursy, zawsze przynosi dobre oceny, można na niej polegać i każde polecenie oraz rada matki to dla niej świętość. I mimo, że Marta nie ma w szkole żadnej bliskiej koleżanki, nie przejmuje się tym, ponieważ dla niej najważniejsza jest nauka i mama oczywiście.  A Jagna? Nieposłuszna, krnąbrna, nie potrafi niczego zrobić dobrze – jak kochać takie dziecko? I jak uzdrowić te relacje między siostrami i rodzicami, które jak można się domyślać są bardzo, bardzo kiepskie?

Uwielbiam książki Ewy Nowak – każda jej kolejna powieść dla młodzieży to uczta czytelnicza. I choć tomy serii miętowej zaliczane są do literatury młodzieżowej, czytać je może każdy - i dorosły, i nastolatek. Dlaczego? Ponieważ napisane są bardzo lekkim, przystępnym językiem, przyjemnym w odbiorze stylu autorki i przede wszystkim poruszają aktualne, ważne tematy o których nie wolno milczeć. I z „Drzazgą” jest podobnie – uczy i bawi jednocześnie, celnie wytykając społeczeństwu jego wady. Tym razem było tak samo – książka mnie zachwyciła.

Otrzymujemy historię pisaną z punktu widzenia Marty – dziewczyny, którą mama kochała bardziej. To ona miała większe względy, bardziej się liczyła, dostawała lepsze prezenty, była „słoneczkiem” i „skarbem”. Zmiana jaka zachodzi w tej dziewczynie od pierwszego rozdziału do ostatniego, po tym jak kilka rzeczy w jej życiu zmieniło się o 180 stopni jest niesamowita. Z drugiej strony mamy Jagnę – dziewczynę poniżaną we własnym domu, która jednak w szkole jest całkowicie inna – miła, uprzejma, zdobywa grono znajomych. Dlaczego więc nie potrafi dogadać się ze swoją rodziną? Takie pytanie do czytelnika zadaje nam autorka i każdy z nas musi sam na nie odpowiedzieć.

Wiele książek młodzieżowych jest pustych, nic nie wartych. Czytamy je, a po kilku dniach zapominamy o czym były. I tak naprawdę do naszego życia nic nie wnoszą. Ale u tej autorki tak nie ma – każda jej powieść zapada głęboko w pamięć. Dzieje się tak dlatego, że gra ona na naszych uczuciach, każe nam się zastanowić nad zachowaniem bohaterów. Dzięki temu, że ma tak ogromne doświadczenie w kontakcie z nastolatkami, zna ich sposób myślenia i działania. Każda jej książka zostawia w człowieku jakiś ślad, coś czego nie da się wymazać.

„Drzazgę” polecam z całego serca – już dawno nie czytałam tak świetnej i mądrej książki dla młodzieży. Nie trzeba przy tym znać wcześniejszych tomów serii miętowej, ponieważ nie ma do nich w książce żadnego nawiązania. A z tym dziełem Ewy Nowak naprawdę warto się zapoznać – nie zawiedziecie się!

6/6
10/10

Za książkę dziękuję portalowi DużeKa!

poniedziałek, 5 listopada 2012

98. Magiczna gondola




Autor: Eva Voller
Tytuł: "Magiczna gondola"
Tytuł oryginału: "Zeitenzauber: Die magische Gondel"
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: wrzesień 2012


Wenecja to naprawdę niezwykłe miejsce, więc nie można się dziwić, że wciąż powstają nowe dzieła tam osadzone. To miasto świętego Marka, położone na wodzie, gdzie poruszać można się jedynie na gondolach, bo żadna taksówka tam nie kursuje. Zobaczymy tu takie zabytki jak Bazylikę i Plac św. Marka, pałac Dożów, bardzo sławny Canale Grande i wiele innych, które od setek lat zachwycają ludzi  na całym świecie. Na pewno nie można zaprzeczyć, że Wenecja posiada niepowtarzalny klimat, który sprawia, że stała się idealnym miejscem na wędrówkę w czasie…

Anna spędza bardzo nudne i monotonne wakacje z rodzicami w Wenecji. Pewnego dnia zauważa czerwoną gondolę, co wydaje się jej bardzo dziwne, ponieważ jest taka zasada, że gondole w Wenecji powinny być czerwone. Trochę później kupuje w przydrożnym sklepie kocią maskę i od tego czasu zaczynają się jej kłopoty… Niespodziewanie wpada do kanału, a budzi się… w piętnastowiecznej Wenecji.

Trzeba przyznać, że okładka tej książki to pierwsza rzecz na jaką zwraca się uwagę. Jest prześliczna, niezwykle klimatyczna i subtelna, do tego jeszcze estetyczna i pomysłowa. Idealnie pasuje do tej historii z podróżami w czasie i zawiera maskę, czyli dość istotny element w powieści. Dzięki niej chętnie sięgnęłam po „Magiczną gondolę”… Czy się zawiodłam?

Absolutnie nie! Eva Voller stworzyła niezwykłą historię umiejscowioną w niezwykłym miejscu. Mimo 450 stron czyta się bardzo szybko i z dużym zaciekawieniem. Fabuła jest nieprzewidywalna i zawiera sporo zagadek, które w czasie czytania wychodzą na jaw. Każdy z bohaterów ma swój charakterek, który go wyróżnia na tle innych i każda postać jest świetnie wykreowana.

Cieszę się, że autorka nie uczyniła wątku miłosnego Anny i Sebastiana głównym wątkiem całej książki. Dzieło straciłoby wtedy cały swój urok, a tak otrzymujemy przygodę z podróżowaniem w czasie, klimatyczne opisy Wenecji, przyjaźń, nienawiść i uczucie rodzące się w tle. Nie jest to też uczucie zbyt słodkie i nieprzyjemne, które niszczy całą przyjemność z czytania, lecz subtelne i delikatne.

Narracja jest pierwszoosobowa, więc możemy poznać tę historię z punktu widzenia głównej bohaterki – Anny. Dzięki temu mamy możliwość jeszcze dokładniej poznać jej pomysły, zamierzenia i plany, a także myśli. Język jest więc bardzo plastyczny, lekki i młodzieżowy, bo przecież Anna to nastolatka, ale nie znajdziemy tam zwrotów wulgarnych czy też ordynarnych. Autorka ma bardzo przyjemny styl pisania i książkę czyta się z ogromną przyjemnością.

Warto sięgnąć po „Magiczną gondolę” i razem z Anną i Sebastianem przenieść się do roku 1499, gdzie nic nie będzie oczywiste.. Serdecznie zapraszam Was, abyście weszli do magicznej czerwonej gondoli i odpłynęli w niej dalej niż tylko przypuszczacie… Czy przyjmiecie propozycje? To zależy tylko od Was i Waszej wyobraźni.

5/6
8/10

"-Jak masz na imię, dziewczyno? (...)
-Nazywam się Hannah Montana.
-A gdzie mieszkasz?
-Przy kanale Disneya."

Za książkę dziękuję portalowi DużeKa!

niedziela, 4 listopada 2012

97. Delirium




Autor: Lauren Oliver
Tytuł: "Delirium"
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: kwiecień 2012


Miłość to uczucie najbardziej niezwykłe z wszystkich. To uczucie, które pozwala zakładać rodziny, łączy ludzi, łączy pokolenia.. Dzięki miłości każdy z nas istnieje i to właśnie miłość utrzymuje nas przy życiu. A co się stanie gdy to nie będzie takie oczywiste jak jest teraz?  Nazwą ją chorobą, amor deliria nervosa, i wszyscy obywatele będą pragną, aby nigdy nie zagościła w ich sercach? Jak wtedy będzie wyglądał świat?

Lauren Oliver ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Mieszka na Brooklynie, pisze wszędzie, ciągle i na wszystkim: i na notebooku, i na serwetkach. Poza tym uwielbia gotować, jest uzależniona od kawy i dodaje keczup do wszystkiego, nawet do kanapek z pomidorem.

Stany Zjednoczone. Każdy kto skończy osiemnaście lat musi przejść przez zabieg, który wyleczy go raz na zawsze z miłości. Potem zostaje mu przydzielony partner, z którym zakłada rodzinę i żyje w spokoju i bezpieczeństwie. Lena do swojego zabiegu odlicza już dni, nie może się doczekać kiedy w końcu to się stanie. Jej matka była zakażona tą chorobą, przez to straciła życie, a dziewczyna i cała jej rodzina są wytykani palcami. Kiedy nagle Lena poznaje Alexa i wbrew sobie i swoim zasadom zakochuje się w nim, a on zakochuje się w niej. I już nic nie jest dla niej ważne, a każdy dzień to piękny sen… Jak to się skończy?

Po ogromnej ilości pozytywnych recenzji i mnóstwa zachęcających słów, oczekiwał naprawdę dobrej powieści. Czy ją otrzymałam? Nie do końca.. Spodziewałam się czegoś całkiem innego. Najpierw był bardzo długi, nudny wstęp, który trwał, trwał i trwał, a główna bohaterka cały czas mówiła o tym samym. Potem kiedy wkracza do akcji Alex, zaczyna się coś dziać i czyta się o wiele przyjemniej. A końcówka jest naprawdę wspaniała, genialna i cudowna i gdyby cała książka taka była dostałaby ode mnie 6/6!

Polubiłam bohaterów, przynajmniej prawie wszystkich. Alex jest naprawdę super – przystojny, dzielny, ma poczucie humoru i sprawa wrażenie kogoś po prostu dobrego. Uwielbiałam sceny z jego udziałem. Hana, przyjaciółka Leny to dziewczyna bardzo spontaniczna, ciekawa świata i odważna. Pokochałam ją od razu! Tylko ta główna bohaterka – no litości! Cały czas narzeka, marudzi, ciągle czegoś się boi. Zdanie zmienia jak rękawiczki. Nie mogłam jej ścierpieć! Gdyby autorka nieco lepiej ją wykreowała, cała książka by na tym zyskała.

Bardzo spodobał mi się za to świat jaki stworzyła Lauren Oliver na potrzeby swojej powieści. Przed każdym rozdziałem umieściła krótki fragment różnych praw, zapisów w „konstytucji”, rymowanek, haseł, które potwierdzają to, że miłość to straszna choroba i nic dobrego. To świetny pomysł, który jeszcze bardziej przybliża nam historię Leny.  Stany Zjednoczone w przyszłości jakie wykreowała ta autorka zdają się być naprawdę przerażającym miejscem w którym istnieje tylko strach, ból i nienawiść.

Czy polecam „Delirium”? Tak, choć nie nazwę go lekturą obowiązkową. Jeśli macie okazję to przeczytać to zachęcam, ale nie jest to też nic zbytnio wyjątkowego.. Po kolejną część sięgnę, ponieważ ogromnie jestem ciekawa dalszych losów Leny (ach, to zakończenie! <3), a Wam zostawiam wybór, myślę, że dokonacie właściwy.

4/6
6/10

„Życie nie jest życiem, jeśli się przez nie tylko prześlizgniesz. Wiem, że jego istota polega na tym, by znaleźć rzeczy, które mają znaczenie, i trzymać się ich, walczyć o nie i nie odpuścić.”

piątek, 2 listopada 2012

96. McDusia




Autor: Małgorzata Musierowicz
Tytuł : "McDusia"
Wydawnictwo: Akapitt-Press
Data wydania: październik 2012



Jeżycjada to szczególna seria książek, która towarzyszy mi już od kilku lat. W książkach pani Musierowicz zaczytywałam się całymi dniami, zapominając o całym świecie. Po przeczytaniu wtedy ostatniej części – „Sprężyny” z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam „McDusi”. Kiedy tylko weszła ona do księgarń od razu pognałam ją zakupić, aby jak najprędzej się z nią zapoznać.
Laura, córka Gabrysi, wychodzi za mąż za przystojnego polonistę Adama, więc cała rodzina Borejków żyje już zbliżającym się ślubem. Dziewczyna jednak nie stresuje się tak bardzo jak jej najbliżsi, wierzy, że pech, który prześladuje panny młode z jej rodziny w tym najważniejszym dniu, ją ominie. Czy się myli? Czy uroczystość przebiegnie bez zarzutu? A tymczasem w mieszkaniu na Roosevelta 5 pojawia się jeszcze jedna osoba – córka Kreski i Maćka Ogorzałków – Magdusia. Dziewczyna jest nie tylko bardzo zakompleksiona, ale też przyjeżdża, ponieważ przeżyła niemały zawód miłosny. Nie wie jeszcze, że wpadła w oko młodemu Ignacowi Grzegorzowi Strybie, który jest nią zauroczony i nie będzie odstępował jej na krok… Co z tego wyniknie?
Pani Musierowicz już po raz dziewiętnasty zauroczyła mnie swoją powieścią. Od „McDusi” nie można się oderwać i choć nie ma tu ani szybkiej akcji, ani skomplikowanej fabuły, charakterystyczny klimat  urok rodziny Borejko, a także ich losów, które bawią kilka pokoleń nie pozwala oderwać się od lektury. Zresztą, jak to u tej Autorki bywa…

Postacie są oczywiście wspaniale wykreowani i ani trochę nie stracili na uroku z poprzednich tomów. Nawet można powiedzieć, że doroślejąc stali się nieco lepsi i stracili swoje irytujące i denerwujące wady. Mówię tu o Laurze, zwanej Tygryskiem oraz o Ignacym Grzegorzu Strybie – mimo, że w poprzednich częściach ich zachowanie zdarzało się, że fukałam na nich sprzed kartek i irytowało mnie ich dziecinne i infantylne zachowanie, teraz z radością stwierdziłam, że miło się czyta o ich przygodach. Pojawia się także w tej części nowa postać – Magdusia, zwana przez Idę McDusią, ponieważ lubuje ona we frytkach i chipsach oraz wszelkim innym fast-food’owym jedzeniu. To postać naprawdę miła i przyjemna, ja polubiłam ją od pierwszej strony za jej skromność, nieśmiałość i skrytość.

Cała akcja "McDusi" ma miejsce oczywiście w Poznaniu, w czasie między dwudziestym pierwszym grudnia 2009 a pierwszym stycznia 2010. Można więc poczuć tę niezwykłą atmosferę świąt Bożego Narodzenia, razem z bohaterami usiąść do wieczerzy wigilijnej, a potem zobaczyć ślub Laury. To idealny prezent pod choinkę dla młodej czytelniczki!

Choć nie nazwałabym „McDusi” moją ulubionym tomem Jeżycjady, niewątpliwie podbiła ona moje serce. Przeżywanie kolejnych przygód z ulubionymi bohaterami z Jeżyc było dla mnie prawdziwą przyjemnością i pewnie jeszcze nie raz do niej wrócę. Fanów Jeżycjady do jej przeczytania myślę, że specjalnie zachęcać nie trzeba, a wszystkich innych zapraszam do sięgnięcia po „Szóstą klepkę” i wciągnięcia się w świat Borejków.

5/6
7/10

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...