niedziela, 28 października 2012

Uśmiech, bo stos.

Witajcie! :D
Kolejny stos i znów w niedzielę :


Lewy stos:
1. Andrzej Sapkowski  "Ostatnie życzenie" (domowa biblioteczka) - kolejny raz zmierzę się z tym panem, mam nadzieję, że będzie to spotkanie szcześliwe
2. Eva Voller "Magiczna gondola" (od portalu DużeKa) - już przeczytana, recenzja niedługo
3. Ewa Nowak "Drzazga" (j.w) - nie ma jej na zdjęciu, bo pożyczyłam koleżance, ale również jest już przeczytana i niedługo pojawi się recenzja
4. Ewa Nowak "Lawenda w chodakach" (z Finty) - bardzo lubię tę autorkę, a jeszcze nie przeczytałam tej książki, niedługo się za nią zabieram ^^
5. Julie Kagawa "Żelazny król" (z biblioteki) - bardzo się cieszę, że będę miała okazję przeczytać tę książkę, bo zbiera mnóstwo pozytywnych recenzji
6. Sara Sherpad "Pretty Little Liars. Doskonałe" (j.w.) - przeczytana, recenzji nie będzie, ale mogę powiedzieć, że naprawdę bardzo mi się podobała
7. Michael Grant "GONE : Zniknęli. Faza druga : Głód" (j.w.) - kolejna część świetnej części!
8. Damian Dubben "Strażnicy historii. Nadciąga burza" (j.w.) - dużo pozytywnych recenzji i się skusiłam :)

Stos prawy:
9. John Mardsen "Jutro 6" (pożyczone od koleżanki) - już przeczytane, uwielbiam tą serię!
10. Lauren Oliver "Delirium" (j.w.) - również wpływ pozytywnych recenzji i ciekawość ;)
11. Graham Masterton "Strach ma wiele twarzy" (prezent) - okładka jest przerażająca, ale zobaczymy..
12. Loren D. Estleman "Doktor Jekyll i pan Holmes" (od wyd. Zysk i S-ka) - może być ciekawie, zwłaszcza, że Sherlocka Holmesa pokochałam
13. Małgorzata Musierowicz "McDusia" (zakup własny) - perełka! Właśnie czytam.
14. Virginia C. Andrews "Kwiaty na poddaszu" (j.w.) - długo się nad nią zastanawiałam, ale w końcu się skusiłam. Jestem jej ogromnie ciekawa!

Co polecacie? 

Pozdrawiam ciepło - Karolka 

piątek, 26 października 2012

95. Wiadomość od nieznanej chińskiej matki



Autor: Xinran
Tytuł: "Wiadomość od nieznanej chińskiej matki. Opowieść o miłości i stracie"
Tytuł oryginalny: "Message from an unknown Chinese mother: stories of loss and love"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 12 września 2012


Ocena:
Dla każdej matki dziecko to prawdziwy skarb. Nosiła je przecież dziewięć miesięcy pod swoim sercem, kochała je już od tego momentu, kiedy się poczęło. Każda kobieta, która jest w ciąży nie może doczekać się, kiedy w końcu będzie mogła przytulić swoje maleństwo. Pragnie, aby nigdy jej nie opuściło. Niestety nie wszędzie matki nie mogą cieszyć się ze swoich córek. Dlaczego?

Chiny to kraj tak przeludniony, że panuje tutaj polityka jednego dziecka. W mniejszych miejscowościach i wsiach każda dziewczynka, która przyjdzie na świat jako pierwsza nie ma prawa do życia - dlaczego? Ponieważ nie jest chłopcem, nie przedłuży więc rodu i przyniesie swojej rodzinie wstyd. Matki więc z ogromnym bólem muszą taką dziewczynkę "sprzątnąć" - utopić, udusić lub w najlepszym wypadku zostawić pod sierocińcem.

"Chcę cię o coś zapytać. Powiedz, jak urodzić chłopca?"

Xinran to dziennikarka. Jest kobietą niezwykle ciekawą świata, zajmuje się dziennikarstwem prowadzi audycję radiowe. I właśnie ona postanowiła, że zbierze te wszystkie historie matek, które musiały porzucić swoje córki. Co z tego wyszło? "Wiadomość od nieznanej chińskiej matki". Dziesięć kobiet i dziesięć historii. Każda jest inna, choć posiadają wiele wspólnych elementów. Jednak każda jest przepełniona bólem i tęsknotą oraz ludzką tragedią.

Tej książki nie da się nie czytać bez emocji. One targają czytelnikiem na każdej stronie. Są wszędzie. Z jednej strony wszechogarniające współczucie, z drugiej strony odraza. A z jeszcze innej podziw. Czytając aż trudno uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się stosunkowo niedawno - XX, XXI wiek. Wiek Internetu, telewizorów, coraz to nowszych modeli telefonów komórkowych. A gdzieś daleko ludzie pod przymusem i presją muszą skazywać na śmierć swoje jedyne dzieci.

"Naturalne stało się więc, że większość kobiet pragnęła tylko dwóch rzeczy : nie wydawać na świat córek w tym życiu i nie narodzić się jako kobieta w następnym"

Bardzo podobało mi się to, że Xinran pokazuje ten chiński, nieznany nam świat bardzo klarownie. Nie sposób się pogubić, ponieważ ona wiele objaśnia, dodaje też dużo od siebie - jak poznała te kobiety, jak na nie natrafiła, jak skłoniła je do rozmowy. Bardzo ją podziwiam, że z takim zapałem i determinacją wykonywała swoje zadanie.

Myślę, że ten tytuł idealnie oddaje to, co w książce się znajduje - ogromną miłość i stratę, której nie da się już zapełnić niczym. Świetna książka, której nie da się nie czytać bez emocji. Naprawdę warto się z nią zapoznać, aby choć trochę przybliżyć sobie co dzieje się na Bliskim Wschodzie... Ja ogromnie się cieszę, że miałam okazję się z nią zapoznać.

6/6
9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

wtorek, 23 października 2012

Mamy roczek!

Witajcie!

Dokładnie rok temu, 23 października założyłam bloga Papierowy Azyl. Dzisiaj obchodzę pierwszą rocznicę - jestem już z Wami cały rok, za co ogromnie Wam dziękuję!

Dziękuję za każde miłe słowo, za każde odwiedziny, za każdy komentarz, za każde dodanie do obserwowanych! Dziękuję za zaufanie! Odwiedziliście mnie przez ten czas 14 366 razy i zostawiliście 1620 komentarzy!

Dziękuję także wszystkim moim dobrym duszyczkom, z którymi mogę porozmawiać o wszystkim - Trizztezie, Oli123, Mery, Cassiel, Abigail, Larysa i Julia! <3 Jesteście wspaniałe!

Mam nadzieję, że kolejny rok będzie jeszcze lepszy - tego życzę i sobie i Wam!


piątek, 12 października 2012

94. Poliksena i prosiaczek



Autor: Bianca Pitzorno
Tytuł: "Poliksena i prosiaczek"
Tytuł oryginalny: "Polissena del porcello"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka



Ocena:
Mieliście tak kiedyś, że przeczytaliście książkę, która bardzo Wam się spodobała, lecz niestety nie był to wasz egzemplarz, więc musieliście go zwrócić, a potem, mimo, że treść Was zauroczyła to nie mogliście sobie przypomnieć tytułu, a powieści nigdzie nie można było znaleźć? Ja miałam tak właśnie z „Polikseną i prosiaczkiem” – kojarzyłam fabułę, okładkę, a nawet tę charakterystyczną świnkę, ale jak na złość nie mogłam przypomnieć sobie jak ta książka się nazywa.. Ale z pomocą przyszedł mi Internet, dzięki któremu już wkrótce mogłam postawić tę lekturę na półce. I jak się domyślacie, już po raz drugi z ogromnym zaciekawieniem zaczęłam czytać.. Jak wypadło moje drugie spotkanie?

Poliksena żyje w szczęśliwej rodzinie – jej ojciec jest bogatym kupcem, więc niczego im nie brakuje. Matka z oddaniem opiekuję się trójką dzieci, przekazując im wiedzę i doświadczenie życiowe. Lecz ich szczęście wynika przede wszystkim z tego, ze darzą się wielką miłością, szacunkiem i serdecznością. I nagle ten błogi czas przerywa zazdrosna koleżanka Polikseny, która w złości mówi jej, że jest znajdą, którą rodzice zaadaptowali od sióstr zakonnych. Zdenerwowana dziewczynka postanawia odnaleźć swoich prawdziwych rodziców. Dokąd zaprowadzą ją poszukiwania? Czyją jest córką?

„Poliksena i prosiaczek” to książka, którą możemy zaliczyć do tych dziecięco-młodzieżowych. Przemawiać za tym będą bardzo prosty styl pisania, ilustracje, dużo fantazji i mnóstwo szczęśliwych zbiegów okoliczności, które pokazują jak wiele w naszym życiu zależy od zwykłego przypadku. Książka jednak z pewnością spodoba się starszemu czytelnikowi, który będzie mógł się odprężyć i niewątpliwie poprawić sobie humor.

W „Poliksenie i prosiaczku” fabuła jest genialnie skonstruowana. Wszystko jest tak świetnie zaplanowane i wymyślone przez autorkę, a potem wcielone w życie, że czyta się niezwykle lekko i szybko. Jestem pełna podziwu dla Biancy Pitzorno, która miała wspaniały i niebanalny pomysł na książkę, a później udało jej się napisać ją tak, żeby mogła należeć do bestsellerów.

Znajdziemy tu również świetnie stworzonych bohaterów – na pierwszy plan wysuwa się naturalnie Poliksena razem z swoim towarzyszem – prosiaczkiem. Jest to postać niezwykle urocza i barwna. Cechują ją wytrwałość, odwaga, inteligencja oraz nieśmiałość i skromność. Nie da się nie czuć sympatii również do jej przyjaciółki, która pomaga jej odnaleźć swoje korzenie – Lukrecji. Wprowadza ona dużo humoru i dodaje swoją osobą lekkości książce. Również każdy z bohaterów epizodycznych, którego dziewczynki spotykały na swojej drodze zasługuje na uwagę - są doskonale wykreowani.

„Poliksena i prosiaczek” to książka zarówno dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z czytaniem, jak i dla tych, którzy zaczytują się w książkach od lat. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, dla mnie jest ona niewątpliwie perełką i należy do jednych z moich ulubionych książek!

6/6
9/10

niedziela, 7 października 2012

93. W niebie na agrafce


   


Autor: Iwona Grodzka-Górnik
Tytuł: "W niebie na agrafce"
Wydawnictwo: Świat Książki


Ocena:
Ojciec to ważna część istnienia każdego dziecka. Jest pewnym wzorem do naśladowania i osobą, którą powinniśmy kochać i szanować, choćby z tego względu, że dał nam życie. Lecz nie zawsze jest tak dobrze, ponieważ ludzie popełniają w swoim życiu wiele błędów i często tego ojcowskiego wzorca w życiu młodego człowieka brakuje. Lub tak jak Zuzanna, ktoś o istnieniu taty dowiaduje się w wieku dwudziestu ośmiu lat…

Zuzanna wychowała się w szczęśliwej rodzinie. Miała kochających rodziców i cudowne rodzeństwo. Poznajemy ją jednak w bardzo smutnym momencie życia – umiera jej przyjaciółka Basia. To już druga tak bolesna strata ukochanej osoby w życiu dziewczyny, bo kilka lat wcześniej zginął w wypadku jej narzeczony, z którym była w ciąży. Samotnie wychowuje czteroletniego Łukaszka, którego ogromnie kocha, lecz brakuje jej drugiej połówki. Na pogrzebie dochodzi do bardzo dziwnej sytuacji, która po krótkim czasie doprowadza do tego, że Zuza dowiaduje się iż jej biologiczny ojciec to wcale nie tan człowiek, który karmił ją, utrzymywał i spędził z nią całe dzieciństwo, lecz malarz, dawna wielka miłość jej matki. Kobieta postanawia odnaleźć go, lecz okazuje się, że to wcale nie będzie taka prosta sprawa…

 Po książkę sięgnęłam po przeczytaniu bardzo wielu zachęcających recenzji, lecz nie spodziewałam się, że aż tak bardzo mi się spodoba. Polski debiut nie zawsze kojarzy nam się pozytywnie, ale jestem zdania, że Iwona Grodzka-Górnik odwaliła kawał dobrej roboty i napisała świetną książkę.

W książce możemy spotkać się z bardzo lekkim, przyjemnym w odbiorze i plastycznym językiem, przy czym pojawia się również nienaganny, bardzo ciekawy styl pisania, który porywa czytelnika w świat głównej bohaterki. Czyta się bardzo szybko i mimo, że książka liczy sobie prawie 450 stron, połyka się ją w niezmiernie krótkim czasie.

Jestem zdania, że Iwona Grodzka-Górnik świetnie wykreowała swoich bohaterów. Każda z postaci wydaje się bardzo żywa, ciekawa i większość z nich budzi szczerą sympatię czytelnika. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Zuzanna, dopracowana w najmniejszym szczególe, bardzo zagadkowa,  dzięki swojej pasji malarskiej tworzy wokół siebie bardzo pozytywną aurę. Jej przyjaciele to ogromny wachlarz mnóstwa charakterów – optymiści, realiści, twardo stąpający po ziemi i ci latający w obłokach, zrównoważeni, spokojni, jak i ci z odrobiną szaleństwa. Jest w czym wybierać, a mogę Was zapewnić, że każdy z nich to postać barwna i budząca ciekawość.

Dzięki postaci Łukasza, małego, liczącego sobie cztery latka, synka Zuzy, możemy przy książce się uśmiechnąć czy nawet zaśmiać. Chłopczyk ten wprowadza do lektury mnóstwo humoru i czułości. Lecz nie tylko on, ponieważ w „Niebie na agrafce” nie brakuje śmiesznych, a nawet nieco absurdalnych sytuacji, które wprowadzają lekkość.

To jeden z najlepszych debiutów jakie czytałam i mogę tę książkę z całego serca polecić. Naprawdę warto się z nią zapoznać, ponieważ to nie tylko zwykła literatura kobieca, ale też pościg, zagadka i rodzinna tajemnica. A wszystko to podane z humorem i gracją – naprawdę warto przeczytać!

6/6
9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

wtorek, 2 października 2012

92. Śniadanie u Tiffany'ego


 



Autor: Truman Copote
Tytuł: "Śniadanie u Tiffany'ego"
Tytuł oryginału: "Breakfast at Tiffany's"
Wydawnictwo: Albatros


Ocena:
Pisałam już kiedyś, że uwielbiam książki o II wojnie światowej? Tak, kocham je czytać, przeżywać to co tamci ludzie prawie pięćdziesiąt lat temu i być dumna z tego, jakich dzielnych mamy rodaków. Lecz przecież nie na całym świecie trwała ta okrutna wojna – w Ameryce na przykład odbiła się tylko wielkim echem, a ludność, która tam zamieszkiwała nie musiała ginąć za wiarę, ukrywać się w kanałach czy też bezpośrednio uczestniczyć w walkach. Jak więc żyło się Amerykanom w latach 40. ubiegłego wieku?

Mimo, że mamy rok 1943, Holly Golightly spędza całe dnie na podróżach dookoła świata, szukając przystojnego i co najważniejsze, bogatego mężczyzny, który zechce zostać jej mężem. Kiedy w końcu przybywa do Nowego Jorku, aby spotkać się ze swoimi przyjaciółmi, zaprzyjaźnia się z sąsiadem, którego pieszczotliwie nazywa imieniem ukochanego brata – Fred. Szybko zostają przyjaciółmi, kiedy nagle mężczyzna uświadamia sobie, że zakochał się w tej uroczej panience i nie wyobraża sobie życia bez niej. A tymczasem Holly za niedługo wyjeżdża do Brazylii, gdzie ma zamiar wziąć ślub ze swoim prawie-narzeczonym – Jose. Jak dalej potoczy się ta historia?

„Lepiej jest patrzeć w niebo, niż w nim żyć.” 

„Śniadanie u Tiffany’ego” to właściwie nie powieść, a bardziej nowelka – bardzo króciutka, liczy zaledwie trochę ponad 80 stron. Czyta się ją oczywiście w tempie ekspresowym i ma to wiele zalet, między innymi to, że jest idealna po ciężkim dniu, lub wtedy gdy nie mamy zbyt wiele czasu na czytanie. Jej objętość nie jest duża (i nie zależy to od wydania, ponieważ to naprawdę krótka i mała książka), więc zmieści się do torby szkolnej czy plecaka, nie dodając jednocześnie kilku kilogramów więcej.

Truman Capote genialnie przedstawił mentalność i obyczaje ludzi żyjących w Nowym Jorku w czasie wojny. Mamy możliwość przeczytania opisów miasta, budynków takich jak sklepy czy puby, zachowania przechodniów czy też służb, np. policji. Każdy z bohaterów jest świetnie wykreowany i stworzony – zwłaszcza Holly,  która urzeka swoim stylem życia, humorem, wdziękiem i elegancją. Nie jest bogata, a marzy jej się mieszkanie w najbogatszym hotelu, do którego chadza gdy ma zły nastrój. Posiada wielkie grono przyjaciół, gdzie każdy jest inny. Jest bardzo szalona i spontaniczna, ale często wypowiada się filozoficznie i jej słowa skłaniają do refleksji. Nie tylko ona, lecz każda z postaci wydaje się być niezwykle realna i prawdziwa, dzięki czemu książkę czyta się jeszcze przyjemniej.

„Łatwo jest podjąć spokojną, rozsądną decyzję z wieczora, co innego zaś wprowadzić ją w czyn w jasnym blasku dnia.” 

W tej nowelce nie ma większych zwrotów akcji, fabuła ciągnie się bardzo powoli i leniwie, ale nie znaczy, że nudno. Jednak nie można nie stwierdzić, że dla tych, którzy gustują w książkach z szybkimi zwrotami akcji „Śniadanie u Tiffany’ego” może wydać się nużące. To zdecydowanie literatura typowo kobieca.

Gorąco polecam zapoznanie się z krótkim dziełem Trumana Capote, które na pewno nie zajmie Wam wiele czasu, a umili kilka chwil. Styl pisarza jest bardzo lekki i ciekawy, więc książka nie sprawia problemów z czytaniem, a jeszcze ta cudowna Audrey Hepburn na okładce – zachęcam!

5/6
8/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...