czwartek, 31 maja 2012

Stos już prawie czerwcowy

Witajcie!
Dobiega końca ostatni dzień maja, jutro pierwszy czerwca. Ostatnio nie miałam czasu wchodzić na Wasze blogi, za co serdecznie przepraszam i obiecuję zaległości powoli nadrabiać. Tymczasem popatrzcie ile książek mi się w maju nazbierało:


Stos po lewej (od dołu):
Cecilia Randal "Hyperversum" (od wydawnictwa Esprit) - zachęcona Waszymi pozytywnymi opiniami
Rafał Kosik "Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Niemożliwa Katastrofa" (od wydawnictwa Powergraph) - po udanej pierwszej części, koniecznie musiałam sięgnąć po kolejną
Ewa Farmella "Leśniczówka" (od portalu DużeKa i wydawnictwa Warszawska Firma Wydawnicza) - na książkę czekam straszne długo i mam nadzieję, że będzie tego warta
Tomasz Niedziela "Idąc po górach" (od Warszawskiej Firmy Wydawniczej) - kiedyś była wygraną w konkursie, lecz nie udało mi się jej zdobyć, może być ciekawa 
Brooke i Keith Desserich "Wiadomość z nieba" (od wydawnictwa Papierowy Księżyc) - zachęcona mnóstwem pozytywnych recenzji
John Flanagan "Drużyna. Wyrzutki" (od portalu Bestariusz i wydawnictwa Jaguar) - perełka w tym stosie, mimo że nie czytałam serii Zwiadowcy już nie mogę doczekać się przeczytania tej książki
Orson Scott Card "Zaginione wrota" (od wydawnictwa Prószyński i S-ka) - kolejna perełka, już niedługo się za nią zabieram
Pierdomenico Baccalario i Alessandro Gatti "Kieliszek trucizny" i "Magiczna zagadka" (pobrane z finta.pl od Mery - dziękuję <3) - również wpływ Waszych pozytywnych recenzji
Jostein Gaarder "Świat Zofii" (pobrane z finta.pl) - książka intrygowała mnie już od dawna, cieszę się, że zagościła na mojej półce
Lisa See "Dziewczęta z Szanghaju" (j.w.) - pierwsza książka z literatury azjatyckiej jaką przeczytam, myślę, że przypadnie mi do gustu

Stosik po prawej (w całości z biblioteki):
Trudi Cavanan "Gilda magów" i "Nowicjuszka" - poznam wreszcie tę osławioną serię
Elżbieta Jodko-Kula "Olka" - lubię książki tej autorki
Michael Grant "GONE: Zniknęli. Faza pierwsza : Niepokój" - ponownie pojawia się w stosie, ale nie zdążyłam przeczytać, a chciałabym
Marianne Melone "68 pokojów" - zachęcona pozytywnymi recenzjami
Silvana De Mari "Ostatni smok" - kontynuacja "Ostatniego elfa", już nie mogę się doczekać

Maj jak widzicie, był wyjątkowo obfity jeśli chodzi o przesyłki od wydawnictw. Zaś książkowo również nie było źle. Przeczytałam 10 książek, zrecenzowałam również 10, a jestem w trakcie pisania jeszcze dwóch recenzji, które wkrótce się ukażą. Nie mam pojęcia, jak będzie z czerwcem, ale mam nadzieję, że uda mi się przeczytać jeszcze więcej. 

Pozdrawiam Was ciepło - Karolka

wtorek, 29 maja 2012

66. Być przyjacielem...

Autorzy: Marek Warecki i Wojciech Warecki
Tytuł: "Być przyjacielem.."
Wydawnictwo: Promic

Ocena:
Czym jest przyjaźń? Czy można ją zinterpretować? Przyjaciółmi możemy nazwać dwie osoby, które się po prostu lubią, mają podobne zainteresowania, zwierzają się sobie i często spędzają ze sobą czas. Lecz przecież nie da się zaprzeczyć, że przyjaźnić się mogą też osoby całkiem różne, którą chętniej razem milczą niż rozmawiają. Więc czy da się napisać wyjaśnienie przyjaźni?

Pamiętacie Małego Księcia? To mały chłopiec stworzony przez Antoine de Saint-Exupéry, który mieszkał na planecie B-612. Podróżował on po wielu planetach i pomagał przeróżnym osobom i istotom. Mały książę powraca do nas w książce Marka i Wojciecha Wareckich i spotyka komputer PC. Razem z komputerem tym ponownie przemierza planety, ale tym razem spotyka ludzi, którzy przypominają nam o przyjaźni – Leszka i Mieszka z Przyjaciół Mickiewicza, Pana Cogito, św. Franciszka i wiele innych. Pomogą mu oni zrozumieć istotę przyjaźni.

Już jedną książkę panów Wareckich czytałam i choć może nie podbiła mojego serca, chciałam zobaczyć jak poradzą sobie oni z tematem przyjaźni. Niby prosta rzecz, ale jak to ugryźć? Świetnym pomysłem jest wykorzystanie motywu Małego Księcia – to postać, którą kojarzy większość osób (ktoś go nie zna?!), a książkę o nim można nazwać już klasyką. Pomysł nie jest skopiowany od Antoine de Saint-Exupéry, bo mimo że tu również pojawia się wędrówka między planetami ma to całkiem inny przebieg.

Książka ta nie jest nudna ani nużąca, ponieważ ma zaledwie niecałe sto stron i jest niewielkiego rozmiaru. Autorzy nie rozwlekają tematu i nie piszą za dużo niż powinno być. Streszczają się i mieszczą się w minimum, dzięki czemu do książki może zajrzeć ktoś, kto niekoniecznie za czytanie przepada.

Lekturę czyta się ją w tempie wręcz błyskawicznym, jej przeczytanie zajmuje nie więcej niż godzinę. A jest to przyjemna godzina, ponieważ autorzy operują lekkim, przyjemnym stylem, a język jest prosty i niewymagający. Pojawia się wiele ciekawych ilustracji, które jeszcze bardziej umilają książkę.

„Być przyjacielem…” to książka, która świetnie nadaje się jako prezent dla najbliższych nam osób. Nie jest duża, ma mały format i na pewno sprawdzi się jako forma podziękować czy miłego podarunku. Obdarowany na pewno będzie szczęśliwy i wzruszony, bo kto nie chciałby mieć dowodu na to, że jest się prawdziwym przyjacielem?

Tej książki nie można nazwać poradnikiem, ponieważ nie jest nim i nie ma spełniać funkcji nauczenia kogoś bycia przyjacielem. Ma ona na celu przypomnienie najpiękniejszych prawd życiowych i  pokazania przyjaźni w sztuce i literaturze. Nie trzeba chyba mówić, jak wiele może ona wnieść do życia i postrzegania przyjaźni przez czytającego. Dlatego też chciałabym polecić wam ją, jako mały przerywnik między dłuższymi i bardziej wymagającymi lekturami – nie zawiedziecie się!

4,5/6
7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Promic

niedziela, 27 maja 2012

65. Niezapominajki

Niezapominajki - Ewelina Kłoda
Autor: Ewelina Kłoda
Tytuł: "Niezapominajki"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Ocena:
Wyobraź sobie młodą dziewczynę pochodzącą z niewielkiej miejscowości. Jest miła, ładna, wrażliwa, subtelna. Wokół siebie gromadzi wielu amantów i adoratorów, za to coraz więcej powstaje również plotek na jej temat. Pewnego dnia oświadcza rodzicom, że jest w ciąży. Na pytanie, kim jest ojciec dziecka nie chce odpowiedzieć, więc w złości i gniewie jej tato wyrzuca ją z domu. Dziewczyna wyjeżdża do Krakowa, tam rodzi dziewczynkę – Izabelę…

Izabela po tragicznej śmierci matki musi wyprowadzić się z rodzinnego miasta i przenieść się do ostatniej osoby z rodziny – dziadka. Dziewczyna nienawidzi go za to co wyrządził jej matce, a atmosferę w domu psuje także fakt, że mężczyzna jest despotyczny i znosi sprzeciwu. Rozdrażniona i sfrustrowana osiemnastolatka  musi na nowo ułożyć sobie życie. Na całe szczęście poznaje nowych przyjaciół – Maję, Arka, Krzyśka.. Pragnie również dowiedzieć się coś o swoim ojcu – czy jej się to uda? Przekonacie się po lekturze „Niezapominajek”!

„Niezapominajki” to powieść niewątpliwie lekka i kobieca. Pierwsza miłość, sekrety, małe miasteczko i toczące się leniwie życie – to krótka charakterystyka takich książek. Z „Niezapominajkami” jest podobnie, co nie znaczy, że książka mi się nie podobała – wręcz przeciwnie!

Izabela to postać, której nie da się nie lubić. Otwarta, ciepła. Bije od niej ogromny entuzjazm i radość, a cała książka jest przepełniona optymizmem. Ma bardzo ciekawy charakter i osobowość. Nie zamartwia się na zapas, tylko postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. To dziewczyna, która wie czego chce, tylko po prostu za bardzo pogubiła się w swoim życiu. Wielu czytelników będzie mogło wziąć przykład z jej postawy.

Książka ma formę pamiętnika Izabeli, dzięki czemu jeszcze dokładniej możemy poznać główną bohaterkę. Dzięki temu mamy również możliwość chronologicznie analizować wydarzenia, ponieważ przed każdym wpisem Izy w pamiętniku jest data i dzień tygodnia. Książka nie jest chaotyczna ani niezrozumiała i czyta się ją bardzo szybko. Jest to zasługa lekkiego, ciepłego stylu pisania autorki i przystępnego języka książki, który umila czytanie.

„Niezapominajki” to powieść, która naprawdę zasługuje na uwagę. Lekka i ciepła, daje nową energię, pozwala zerknąć jak wygląda świat maturzystki z problemami na głowie i daje chwilę wytchnieniam po ciężkim dniu. Polecam!

5/6
8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

środa, 23 maja 2012

64. Pretty Little Liars. Bez skazy

Autor: Sara Shepard
Tytuł: "Pretty Little Liars. Bez skazy"
Wydawnictwo: Otwarte

Ocena:
Pierwszą  część serii Pretty Little Liars – „Doskonałe” pochłonęłam bardzo szybko i bardzo mi się spodobała (recenzję możecie przeczytać tu). Po jej skończeniu od razu zabrałam się za czytanie następnego tomu. Jaka okazała się część „Bez skazy”?

Spencer, Emily, Arię i Hannę łączy sekret związany z ich najlepszą przyjaciółkę – Alison, która zaginęła w niewiadomych okolicznościach trzy lata temu. Jednak mimo, że jej ciało spoczywa już w grobie zakopane pod ziemią, wciąż dostają wiadomości od A. Kto może się pod nimi ukrywać? Dziewczęta postanawiają razem rozwikłać tę zagadkę, ale tajemnice, których nie chcą ujawnić nie pozwalają im powiedzieć całej prawdy. Jednocześnie w ich życiu wiele się zmienia – czyżby A. miała coś z tym wspólnego?

W drugiej części poznajemy większość tajemnic, które ukrywała jeszcze przed nami autorka w części pierwszej. Jednocześnie w fabule pojawia się coraz więcej sekretów i niedomówień, dzięki którym czytelnik może poczuć mały dreszczyk i jeszcze mocniej wciągnąć się w książkę. A książka, podobnie jak poprzednia część jest świetnie napisana, lekkim przystępnym językiem i dopracowana. Nie ma w niej żadnych uchybień stylistycznych ani językowych a całość czyta się płynnie i.. no cóż – szybko.

To co bardzo spodobało mi się w powieści Sary Sherpard to realizm powieści. Pojawiają się tu prawdziwe problemy, z którymi borykają się nastolatki na całym świecie i każdy czytelnik może utożsamić się z ulubionym bohaterem. Nie ma tu nic sztucznego i wymyślonego na siłę – książka świetnie odzwierciedla życie młodzieży.

W tej książce jak i w poprzedniej w każdym rozdziale możemy poznać punkt widzenia Hanny, Arii, Spencer lub Emily. Dzięki temu jeszcze mocniej możemy je poznać i zobaczyć życie codzienne każdej z nich. Razem z nimi przeżywamy ich troski i kłopoty i kibicujemy im (lub nie ;)). Są świetnie wykreowane i stworzone, a każda z nich jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju.

Od lektury naprawdę trudno się oderwać. Ciągłe zwroty akcji podtrzymują rosnące napięcie, a tajemnice i szantaże tajemniczego (tajemniczej?) A. sprawiają, że nie możemy doczekać się zakończenia z wyjaśnieniem sprawy.  Autorka zostawia czytelnikom otwarte zakończenie i jeszcze bardziej podsyca nasz apetyt na kolejną część.

„Bez skazy” to książka trochę obszerniejsza niż „Doskonałe” i lepsza niż poprzedniczka. Mnóstwo dobrej zabawy, świetna lektura na oderwanie się od obowiązków i krótki relaks. Jestem bardzo ciekawa co autorka wymyśliła dla czytelników w kolejnej – trzeciej już odsłonie przygód dziewcząt z Rosewood i mam nadzieję, że jak najprędzej uda mi się po nią sięgnąć :)

Polecam!

6/6
9/10

sobota, 19 maja 2012

63. Koralina

Autor: Neil Gaiman
Tytuł: "Koralina"
Wydawnictwo: Mag

Ocena:
Neil Gaiman to angielski pisarz, scenarzysta i redaktor, autor licznych powieści, opowiadań i komiksów fantasy, science fiction i grozy. W "Dictionary of Literary Biography" jest wymieniony jako jeden z najwybitniejszych żyjących pisarzy fantasy, urban fantasy i s-f.  Jego twórczość chciałam już poznać od dawna, a kiedy miałam już w rękach „Koralinę” od razu zabrałam się do lektury!

Koralina Jones jest dzieckiem bardzo ciekawym świata. Kiedy tylko przeprowadza się do nowego domu od razu przechodzi do jego zbadania. Chce poznać każdy kąt. Jej rodzice nie mają dla niej czasu, dziewczynka więc z nudów przechodzi pewnego dnia przez tajemnicze drzwi.  Zostaje przeniesiona do równoległego świata, który został stworzony przez czarownicę z oczami z guzików, która podaje się za jej matkę. Koralina zostaje w tym świecie uwięziona – nie może wrócić do swoich rodziców. Czy zdoła się uwolnić?

Książka Neila Gaimana jest bardzo krótka - ma zaledwie 168 stron – ale wywołuje ogrom emocji. Akcja wręcz pędzi, bo wydarzenia zmieniają się w szybkim tempie. Nie ma tu miejsca na długie opisy sytuacji czy przyrody – za to dostajemy dużo barwnych dialogów. Język jest bardzo lekki i przystępny, więc czyta się z przyjemnością.

Postacie w tej książce są bardzo mocno zarysowane. Możemy dokładnie poznać ich psychikę i sposób działania. Mają różne, ale specyficzne charaktery i każdy bohater  czymś się wyróżnia. Są niezwykle wyraziści – a zwłaszcza postacie drugoplanowe, które mile mnie zaskoczyły. Stworzenia kogoś takiego jak panie Forcible i Spink, drudzy rodzice (zwłaszcza drugi ojciec!)czy staruszek z góry to prawdziwa sztuka, a autor poradził sobie z tym wyśmienicie. Neil Gaiman nie wprowadził chaosu do swojej powieści – wszystko zdaje się być zaplanowane i dopracowane w najmniejszych szczegółach.

Pomysł na fabułę jest świetny. Świadczy o tym tez to, że powieść została zekranizowana jako bajka animowana i od razu spotkała się z wysokimi ocenami krytyków i widzów. Dziewczynka, która nagle przenosi się do drugiego świata – niby tego samego, a jednak wszystko diametralnie się różni. Oczy z guzików – czy ktoś słyszał o czymś takim? Genialne!

Ten kto nie ma wydania z filmowa okładką tylko starszy egzemplarz, może zachwycić się pięknymi ilustracjami dołączonymi do książki. Pojawiają się w każdym rozdziale – zachwycające, straszne, zapierające dech w piersiach. Wykonał je Dave McKean i należą mu się za to brawa, bo zrobił coś, co rzadko spotykamy ostatnio w książkach.

„Koralina” to nie jest książka dla dzieci. Mimo, że napisana lekkim językiem okazuje się być dość przerażającą lekturą przy której ciarki przechodzą po plecach.  Nie zajmuje dużo czasu, bo jest króciutka, a zachwyca – polecam!

5/6
8/10

czwartek, 17 maja 2012

62. Pretty Little Liars. Kłamczuchy

Autor: Sara Shepard 
Tytuł: "Pretty Little Liars. Kłamczuchy"
Wydawnictwo: Otwarte

Ocena:
Amerykańskich nastolatków zna cały świat. W naszych wyobrażeniach są piękni, bogaci i ciągle się bawią. Nie mają żadnych obowiązków, chodzą do wypasionych szkół o jakich my możemy tylko pomarzyć. Sielanka, prawda? Każdy z nas choć po części czasami chciałby nimi być. Lecz nikt nie jest idealny i nikt nie ma wyśnionego idealnego życia. Amerykańskie nastolatki również.

Sara Shepard jako nastolatka chciała być gwiazdą oper mydlanych, projektantką klocków Lego lub genetykiem. Inspiracją bestsellerowych powieści z serii „Pretty Little Liars" oraz „The Lying Game" stały się jej wspomnienia z czasów szkolnych.

Alison była szkolną gwiazdą – wszyscy tak jak ją uwielbiali, tak samo jej zazdrościli. Piękna, bogata, wpływowa – czego chcieć więcej? Nic dziwnego, że każda dziewczyna chciałaby być jej najlepszą przyjaciółką, lecz dostąpiły tego zaszczytu tylko Hanna, Aria, Emily i Spencer. Papużki-nierozłączki. Do czasu. Pewnej nocy Ali nagle znika bez śladu, a świat dziewcząt rozsypuje się na kawałki. Już nie trzymają się razem, a każda idzie w swoją stronę po części w duchu zadowolona, bo ze swoim zniknięciem Alison zabrała wszystkie powierzone jej tajemnice.

Trzy lata później Hanna, Aria, Emily i Spencer nie mówią sobie nawet ‘cześć’. O szkolnej przyjaźni po zniknięciu Alison zapomniały – każda ułożyła sobie życie po swojemu. I nagle ich doskonały świat zaburzają dziwne wiadomości, których autorką może być tylko jedna osoba – Alison…

Sara Shepard stworzyła coś niezwykłego – niby zwykła młodzieżówka, niby pusta książka o amerykańskich nastolatkach, ale jest w niej coś tak magnetycznego, przyciągającego, że nie można się od niej oderwać. Niespodziewane zwroty akcji, duża dawka dobrego humoru i świetna fabuła – to właśnie charakteryzuje tę niezwykłą historię.

Każdy bohater jest inny, ich portrety psychologiczne są bardzo szczegółowe i to właśnie na bohaterach opiera się ta powieść. Są świetnie wykreowani i stworzeni – żywi, bardzo namacalni i tacy świeży. Hanna kiedyś była brzydka i gruba. Postanowiła się zmienić, a motywacją dla niej było wspomnienie tamtego wcześniejszego życia – z boku, w cieniu innych. To postać, do której raczej nie pałamy sympatią. Mamy na jej przykładzie czegoś się nauczyć – nie zawsze te najprostsze metody są najlepsze dla nas i najważniejsze być sobą. Jej przeciwieństwem jest Aria – słodka, inteligentna i sprytna. Jest bardzo konkretna i wie czego chce. Po zaginięciu Ali wyjeżdża do Islandii, a kiedy powraca nie potrafi odnaleźć się w nowym miejscu. Niby stare, a jednak całkiem nowe zmienione otoczenie, ma nam – Czytelnikom – przypomnieć dlaczego warto wracać w rodzinne strony. Spencer chce być najlepsza, idealna i zawsze pierwsza. Tragedią staje się dla niej zajęcie drugiego miejsca w wyborach na przewodniczącego, więc usilnie dąży do doskonałości we wszystkim innym. Zapomina jednak o najważniejszym… I Emily – postać, którą najbardziej polubiłam i to właśnie do niej najbardziej się przywiązałam. O niej najwięcej się dowiadujemy i ona wydaje się nam być najbardziej bliska. Ona również gubi się w życiu po stracie przyjaciółki, więc nie kontroluje już tego co robi. Przestają być dla niej ważne zabawa, skupia się na nauce i sporcie i na nic więcej nie ma czasu. Aż poznaje Maję – ona wprowadza do jej poukładanego świata harmider…

W każdym rozdziale poznajemy punkt widzenia innej bohaterki – Hanny, Arii, Emily lub Spencer. Lecz nie można nie stwierdzić, że najbardziej magnetyczną postacią jest tutaj Alison – tak naprawdę poznać ją możemy  jedynie za sprawą opowieści jej przyjaciółek, lecz to właśnie ona gra w tej powieści pierwsze skrzypce. Kryje się w niej tajemnica i magnetyzm, który jeszcze mocniej trzyma czytelnika przy lekturze…

Dzięki temu, że tak świetnie poznajemy bohaterów, możemy jeszcze mocniej wciągnąć się w świat powieści. Pierwsza część cyklu „Pretty Little Liars” zauroczyła mnie swoją niebanalną fabułą i choć można byłby ją jeszcze troszkę dopracować, jestem bardzo zadowolona z lektury. Już nie mogę doczekać się, kiedy sięgnę po następną część! Polecam na odprężenie i na chwilę relaksu – a może i wy wciągniecie się w przygody dziewcząt z Rosewood?

5,5/6
8/10

wtorek, 15 maja 2012

61. Pewność siebie

Pewność siebie
Autor: Artur Król
Tytuł: "Pewność siebie"
Wydawnictwo: Edgard

Ocena:
Wybranie dobrego poradnika to wbrew pozorom trudna sztuka. Spośród wszystkich, które wydane niewielka ilość jest tak naprawdę dobra, ciekawa i daje efekty. Zwykle coś jest nie tak – albo mentorski język autora, rady nie do wykonania, nieprzejrzysty… Trudno znaleźć ten, który będzie nam pasował. Chociaż jest nadzieja – poradniki z serii Samo Sedno nigdy nie zawodzą!

Na początek warto wyjaśnić czym jest tytułowa pewność siebie. Otóż to, według autora, nic innego jak wiara w siebie i swoje możliwości. Ludzie, którzy nie posiadają pewności siebie są bardzo nieśmiali i jak pokazuje Artur Król tracą o wiele więcej niż im się wydaje. Bo kto z nas nie kupił sobie takiej rzeczy, którą mają ‘inni’, choć tak naprawdę nie była mu koniecznie potrzebna? Pod wpływem innych nie zmienił pracy, mieszkania? To właśnie cechuje ludzi, którzy pewności siebie nie posiadają.

Książkę dzielimy na trzy części. Pierwsza z nich zatytułowana „Poczucie pewności siebie” jest wstępem do całej książki. Czytelnik ma zastanowić się w trakcie jej czytania, jak wiele traci przez brak pewności siebie, co oczekuje od lektury. Można to nazwać małym rachunkiem sumienia, bo autor skłania nas do zastanowienia się nad swoim dotychczasowym życiem i wyciągnięciem z niego wniosków.

W drugiej części pt. „Praktyczne metody wzmacniające pewność siebie” przechodzimy do sedna sprawy. Po przejrzeniu kilku ciekawych tabel i statystyk możemy zacząć robić ćwiczenia wzmacniające poczucie wartości. Ćwiczenia są naprawdę ciekawe i owocne, bo dają widoczny skutek. Do tego nie są trudne ani skomplikowane, nie wymagają dużo wysiłku, nie zabierają zbyt wiele czasu. A warto z nich skorzystać, choćby po to, aby przekonać się na ile znamy samego siebie.

Ostatnia, trzecia część „Pewność siebie na co dzień” to zakończenie książki. Zawiera kilkanaście przydatnych i mądrych rad dotyczących wystąpień publicznych, opanowania ataku stresu i paniki, jak czuć się pewniej w kontaktach z autorytetem, osobą płci przeciwnej, jak zdobyć pewność siebie w sytuacjach konfliktowych i wiele innych. Wszystko jest tak ładnie i przejrzyście poukładane, że w przedostaniu się z jednej sytuacji do drugiej nie ma żadnego kłopotu.

Ten poradnik nie mógłby tak dobrze wyjść, gdyby nie świetne wykształcenie autora książki. Artur Król to psycholog, coach i trener, specjalizujący się w pracy z nieśmiałością i pewnością siebie. Lata doświadczeń i setki klientów, z którymi pracował nad tym problemem, dały mu głęboki wgląd w jego strukturę oraz metody przeciwdziałania mu. Pracując zarówno z osobami prywatnymi, jak i z organizacjami, znany jest z ogromnego zaangażowania oraz bardzo skutecznych metod pracy.

To co przede wszystkim rzuca się w oczy to oprawa graficzna, dzięki której każde z poradników Samo Sedno może stanowić prawdziwą kopalnię wiedzy. Przejrzysta, z tabelami, wykresami i oddzielonymi ćwiczeniami. Wędrowanie między rozdziałami staje się o wiele łatwiejsze, prostsze i nieskomplikowane.

Pewność siebie to nie jest łatwy temat, ale autor poradził sobie z nim świetnie. Mówi językiem nieskomplikowanym, łatwym w odbiorze i ciekawym – nie zanudza czytelnika. Przedstawia żywe przykłady innych ludzi na których bazuje. Warto sięgnąć po ten poradnik, bo to naprawdę świetna robota! Wielu będzie bardzo zadowolonych, bo na efekty nie trzeba czekać długo!

5/6
8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Edgard

sobota, 12 maja 2012

60. Czynnik miłości

Autor: Anna Łacina
Tytuł: "Czynnik miłości"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Ocena:
Po powieści młodzieżowe w ostatnich czasach sięgamy coraz rzadziej. Odpycha nas od nich to, że większość z nich różni się tylko od siebie tytułem, autorem i imionami bohaterów, bo sama treść jest okazuje się być bliźniaczo podobna do setki innych powieści tego typu, przewidywalna i nie zachęcająca do dalszego czytania. Z książką Anny Łaciny było na samym początku podobnie, ale muszę przyznać, że ta książka nie jest jak każda inna…

Anna Łacina to po trosze genetyk, biolog molekularny, dziennikarka, zielarka, ciekawa świata poszukiwaczka wiedzy wszelakiej. Autorka serii bajek edukacyjnych "Drużyna majora Limfocyta" i współautorka "Limerykowego atlasu powiatu przasnyskiego".
W nielicznych wolnych chwilach bezskutecznie próbuje uporządkować swoją kolekcję językołamaczy, czasem układa ballady ortograficzne lub pisuje opowiadania. Dwa z nich opublikowała w antologiach "Białe szepty" i "Nawiedziny", inne krążą po Internecie.
Uważa, że wspólne czytanie i dyskusje o książkach zbliżają ludzi, dlatego stara się tworzyć bardziej literaturę familijną, którą można czytać wspólnie, niż powieści adresowane do konkretnej grupy wiekowej.

Patrycja ma siedemnaście lat. Jej dom nie należy do idealnych – matka, która nie potrafi wyrazić własnego zdania i wciąż daje się omotać innym i ojciec, dla którego ważne są jedynie pieniądze i popularność. Dziewczyna nie chce być taka jak jej rodzice i szuka pierwszej miłości, choć z marnym skutkiem. I wtedy obok jej domu wprowadza się tajemniczy chłopak – Eryk, który bardzo przypomina wampira z jej ulubionej książki. Kim tak naprawdę jest chłopak?

Jednocześnie poznajemy historię przyjaciółki Patrycji – Magdy, zwanej Magdzikiem. Nie jest ona ani wysoka, ani ładna tak jak Pati, ale bardzo zakompleksiona. Pewnego dnia zakłada sobie fikcyjne konto w Internecie i podpisuje się jako Tempest  Lady. Zaczyna bardzo ciekawą znajomość z Adwenem. Kim okaże się tajemniczy jegomość?

Język, który używa autorka to pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy. Bardzo młodzieżowy, w prawie w każdym zdaniu pojawia się jakiś slang używany przez nastolatków. A przynajmniej w pierwszych trzech rozdziałach, które przez to są bardzo trudne do przebrnięcia. Styl pisania również nie jest mistrzowski, autorka mogłaby jeszcze trochę popracować nad swoim warsztatem, lecz jeśli czytelnikami są nastolatki to dla nich będzie odpowiedni.

Tak jak głównej bohaterki – Patrycji – za bardzo nie polubiłam, to do Magdy zapałam sympatią. Jest to moim zdaniem najlepsza postać w tej książce  i sceny z jej udziałem były moimi ulubionymi. To dziewczyna szczera, przyjacielska, wielkoduszna, a przede wszystkim taka, która potrafi wziąć sprawy w swoje ręce. Nie boi się niczego i zawsze stoi murem za przyjaciółmi. Patrycji jakby czegoś brakowało – taka szara, niewyróżniająca się. Ciągle coś jej nie pasowało i bez przerwy paplała o „Zmierzchu”, co powoli stawało się denerwujące.

Co jeszcze jest ciekawego w „Czynniku miłości”? Realność bohaterów i wydarzeń. Opisy miejsc i sytuacji zgadzają się z prawdą, autorka nie kolorowała na siłę swojego świata przedstawionego w książce. Bohaterki mają prawdziwe problemy, zmagają się z wrogo nastawionym do nich szkolnym światem. To co spotyka ich bliskich (a zwłaszcza to co spotkało Eryka) nie jest przereklamowane, błahe, nieważne. To problemy, których wielu z nas wcześniej nie zauważało, a powinno.

„Czynnik miłości” to książka, która choć na początku bardzo mnie odrzucała, potem stała się świetnym odprężeniem. Powiem szczerze, że miło mi się ją czytało i choć pewnie nie spodoba się każdemu, warto ją przeczytać choćby po to, aby przez chwilę spędzić miło czas!

4/6
6/10

czwartek, 10 maja 2012

59. Ostatni elf

Autor: Silvana De Mari
Tytuł: "Ostatni elf"
Wydawnictwo: W.A.B

Ocena:
Elfy jako stworzenia z nadprzyrodzonymi zdolnościami raczej rzadko pojawiają się w literaturze. Częściej to postacie drugo- lub nawet trzecioplanowe, rzadko kiedy występują w roli głównej. Tutaj najczęściej obsadzane są smoki, wilkołaki, zwierzęta czy też ludzie. Elfy są niepopularne. Jak poradziła sobie z elfem Silvana De Mari?

Silvana De Mari to włoska pisarka, tworzy heroic fantasy. Za powieść Ostatni elf z 2004 otrzymała Nagrodę Bancarellino i Andersena. Kontynuacja cyklu (Ostatni ork) otrzymała Nagrodę IBBY, książka została okrzyknięta we Włoszech najlepszą książką dla młodzieży ostatnich lat

Yorsh jest ostatnim elfem ze swojego gatunku. Cała jego wioska została podtopiona, uchował się jedynie on jeden. Uciekając i brnąc przez błoto przed siebie natrafia na dwójkę ludzi – Sajrę i Monsera. Mimo początkowych kłopotów jakie im przysparza przygarniają go do siebie i opiekują się nim. Wkrótce okazuje się, że była to najlepsza decyzja w ich życiu, bo młody elf ma uratować świat…

Wiem, zarys fabuły, który Wam przedstawiłam jest krótki i niewiele mówi, ale nie chcę psuć Wam przyjemności z lektury. A przyjemność jest, bo mimo że do książki podchodziłam dość sceptycznie i nie oczekiwałam po niej wiele, mile się zaskoczyłam. Silvana De Mari stworzyła książkę wyjątkową, magiczną, zabawną. To coś, na co od dawna miałam ochotę – zanurzyć się w nieprawdopodobny wir wydarzeń i dać się ponieść wyobraźni autora…

Książka „Ostatni elf” to coś pomiędzy fantastyką, przygodą i baśnią. W niezwykły, ale nader prosty sposób łączy te gatunki i daję czytelnikowi literacką ucztę. Razem z Yorshem – najpierw dzieckiem, później dojrzałym młodzieńcem-elfem przemierzamy świat. To bohater niezwykle świetnie wykreowany – bystry, ciekawy świata, otwarty na innych. To bohater, którego kochamy od pierwszej strony.

„Ostatni elf” to książka emanująca dobrocią. Ma jasny przekaz – dobro zawsze zwycięży ze złem. Jest ponadto przepełniona dziecięcą, nieskażoną niczym, prostą i szczerą radością. Yosh to postać, która brzydzi się złem, jest uczulona na każdą krzywdę wyrządzoną żywej istocie. Ponieważ nie jest nachalny, jego otoczenie również zaczyna dostrzegać to zło, którego wcześniej nie widziało. Ta książka jak mało która, propaguje same pozytywne wartości i młody czytelnik może wynieść z niej coś więcej.

W tej książce jest prowadzony bardzo specyficzny sposób narracji. Narracja jest bowiem w trzeciej osobie, ale autorka skupia się na jednej postaci. Pojawia się bardzo mało dialogów, za to dużo przemyśleń i rozmyślań głównych bohaterów. Nigdy wcześniej się z takim czymś nie spotkałam, ale nie jest to wcale uciążliwe – wręcz przeciwnie. Czyta się bardzo przyjemnie i o wiele szybciej.

Silvana De Mari operuje prostym, przystosowanym dla dzieci i młodzieży językiem. Właściwie można powiedzieć, że książka „Ostatni elf” jest dla każdego – spodoba się i małym i dużym. Sam pomysł na fabułę – bardzo oryginalny, bo o czymś takim jeszcze nie słyszałam – jest moim zdaniem świetny, a to jak napisała to autorka to mistrzostwo. Książka należy do moich ulubionych pozycji!

Czy warto po nią sięgnąć? Oczywiście, że tak! Warto, ponieważ to lektura z przesłaniem, bardzo ciekawa i wciągająca z wciąż toczącą się akcją. Jestem przekonana, że się nie zawiedziecie!

6/6
9/10

wtorek, 8 maja 2012

58. Ulubiony bilbord papieża

Autor: o. Leon Knabit OSB
Tytuł: "Ulubiony bilbord papieża"
Wydawnictwo: Esprit

Ocena:
Jan Paweł II to człowiek-legenda, znany na całym świecie. Powstało o nim wiele książek, filmów, wierszy, piosenek. Jednak większość z nich jest bardzo powierzchowna, niewielu autorów tych dzieł osobiście znało papieża, rozmawiało z nim. Piszą o nim to, co sami wiedzą, to co usłyszeli od innych, gdzieś przeczytali. „Ulubiony bilbord papieża” to książka inna niż wszystkie.

Na początku warto przybliżyć autora książki. Ojciec Leon Knabit OSB to mnich benedyktyński z Tyńca. Po raz pierwszy spotkał Karola Wojtyłę w 1957 roku w Pewli Małej. Odtąd pozostawali ze sobą w bliskim kontakcie, podkreślanym przez ożywioną korespondencję, która trwała do lutego 2005 roku.

Kiedy Jan Paweł II nie był jeszcze papieżem, tylko młodym Karolem Wojtyłą, z okna jego pokoju można było zobaczyć zegar słoneczny z napisem „Czas ucieka, wieczność czeka”. Wziął sobie te słowa do serca i kierował się nimi przez całe swoje życie. Ojciec Leon rozważa te słowa i pokazuje na żywym przykładzie Papieża Tysiąclecia. Pokazuje jaki to mądry, rozważny, uduchowiony i ciekawy świata człowiek, który zaufał Bogu. Jednak ojciec Leon skupia się nie tylko na tym. Większą część książki zajmują opisy pielgrzymek Jana Pawła II do Polski i osobiste rozważania autora nad słowami, które wypowiedział wtedy do Polaków.

Miałam takie szczęście, że kiedy czytałam tę książkę byłam w Rzymie, na Watykanie i blisko grobu papieża.  Mogłam osobiście zobaczyć miejsca, w których przebywał, zobaczyć 7 tysięcy młodych Polaków, którzy przybyli w 1. Rocznicę jego beatyfikacji do jego grobu. To niesamowite jakim autorytetem jest ten człowiek. Jak wiele osób przychodziło go słuchać i brać z niego przykład. Pod sławnym oknem papieskim na Franciszkańskiej przychodziły tłumy młodych ludzi, którzy słuchali Ojca Świętego, śmiali się z nim i śpiewali mu.

Wtedy, kiedy papież przyjeżdżał do Polski to albo jeszcze nie było mnie na świecie, albo byłam tak małym brzdącem, że nic nie rozumiałam. Dzięki ojcowi Leonowi mogę wrócić do tych dni, zobaczyć oczami wyobraźni co wtedy się działo. W książce często cytowane są słowa papieża i ich interpretacja benedyktyna, dzięki czemu możemy jeszcze mocniej uwierzyć.

„Ulubiony bilbord papieża” to książka napisana bardzo lekkim, przystępnym językiem. Autor mówi wprost, bez ogródek, żeby prostą drogą trafić w serca czytelników i uderzyć w nich dobrocią i miłością, jaka emanuje od tej książki.  Wszystkie wydarzenia ułożone są chronologicznie, więc nie ma siły żeby się pogubić, zwłaszcza że często cytowane są słowa samego papieża. Krótkie mądre myśli są obramowane w takie same zegary słoneczne, jaki wisiał naprzeciwko domu w Wadowicach. Okładka – ciepła, radosna i pełna uśmiechu jeszcze bardziej zachęca do przeczytania książki. 


„Ulubiony bilbord papieża” muszą koniecznie przeczytać ci, którzy jeszcze niewiele o nim wiedzą. Ci, którzy chcieliby przypomnieć sobie jego rady oraz ci, którzy potrzebują wsparcia. Ojciec Leon daje czytelnikom pocieszenie, radę i wskazówkę.

Polecam!

6/6
9/10 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Esprit

poniedziałek, 7 maja 2012

57. Noc w muzeum

Noc w muzeum
Autor: Leslie Goldman
Tytuł: Noc w muzeum
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Ocena:
„Noc w muzeum” to tytuł, który już kilka razy obił mi się o uszy. Wiem, że jest taki film (powstała już chyba nawet druga część), który cieszył się dobrą sławą, oglądałam nawet jego kawałek. Książkę wypożyczyłam przez zupełny przypadek i nie spodziewałam się po niej wiele. Dobrze zrobiłam – nie dostałam od niej nic szczególnego.

Larry jest życiowym nieudacznikiem – nic mu nie wychodzi. Ledwo skończył szkołę, rozwiódł się, wciąż jest wywalany z kolejnych prac. Prostoduszny, szczery i otwarty na innych często daje się oszukać. Jego jedynym szczęściem jest dziesięcioletni syn Nick, który mieszka z byłą żoną. Mężczyzna jednak wciąż go zawodzi – synek martwi się, że jego tato nie może znaleźć żadnej pracy, ciągle nie ma pieniędzy i wciąż zmienia miejsce zamieszkania. Pewnego dnia zdesperowany Larry idzie do Muzeum Historii Naturalnej i niespodziewanie czeka tam na niego oferta strażnika nocnego. Natychmiast się na nią zgadza, lecz po pierwszej nocy spędzonej w muzeum zmienia zdanie – wszystkie przedmioty w przedziwny sposób zaczynają ożywać i robić niezły harmider i zamieszanie. Jak z tego wybrnie? Jakie czekają na niego kłopoty?

Można przewidzieć, że książki napisane na podstawie filmu są skazane na porażkę. Brakuje w nich tej cząstki, którą autor wkłada w swoje dzieło – są płytkie i bez polotu. Podobnie jest z „Nocą w muzeum” – książka bardzo chaotyczna i niezrozumiała. Trudno „wejść” w akcję, bo.. jej nie ma. Lektura ta przypomina dłuższe streszczenie filmu – nie wywołuje żadnych emocji.

Styl autorki nie jest najlepszy, ale czyta się całkiem przyjemnie. Za to język i słownictwo są bardzo ubogie. Tak ubogie, że czasami nie da się wręcz czytać i chce się rzucić książką w kąt. Przy czytaniu ma się wrażenie, że książka została stworzona tylko dla pieniędzy, żeby zwiększyć popularność filmu, bo innego celu nie mogło być. Napisana „na odwal” nie przynosi żadnej przyjemności z czytania, czytelnik nie zaprzyjaźnia się z bohaterami i już nie może doczekać się zakończenia. Zapewne odtwarza też film w stu procentach czyli nie ma w niej żadnego wkładu autorki.

Wspominałam już o panującym w książce chaosie? Bo jest ogromny i bardzo odczuwalny. Bohaterzy, którzy pojawiają się i znikają, tysiące amerykańskich nazwisk trudnych do zapamiętania. Akcja, która raz się wlecze, a raz pędzi tak szybko, że nie da się połapać. To zaledwie marna kopia filmu, który jak czytałam jest świetny. Najgorsze ze wszystkiego jest jednak zakończenie – fatalne i przesłodzone co cna. DO tego nieprawdopodobne i zbyt szybkie – akcja dopiero się rozpoczyna, a nagle autorka odcina wszystko happy endem. Żałosne.

Oprawa graficzna książki jest bardzo prosta. Na okładce filmowa scena i oczywiście reklama filmu jak i studia filmowego. Opis z tyłu książki trochę za bardzo zdradza fabułę, może to nie spoiler, ale streszcza książkę prawie do połowy. W środku mamy dużą czcionkę, która ułatwia czytanie. W połowie została włożona wkładka ze zdjęciami z filmu (do tego w połowie rozdziału), która choć kolorowa i ładna, poza tym że pokazuje jak twórcy filmu wyobrazili sobie bohaterów, nic nie wnosi.

Czy polecam Wam „Noc w muzeum”? Nie. Może i czasami jest ciekawa, ale nie warto po nią sięgać – tym razem warto pooglądać film. Zapomnę o niej już jutro, bo nic nie wniosła do mojego życia oprócz tego, że teraz będę omijać takie książki szerokim łukiem.

2/10
1/6

sobota, 5 maja 2012

Powrót, stos i Rzym

Witajcie!
Tak, już jestem. Po tygodniu przerwy znów jestem w Polsce, z Wami i wracam do blogowego życia. Czytam Wasze recenzje (a trochę ich się zebrało), ale wybaczcie mi, że nie każdą komentuję, bo gdybym tak robiła zajęło by mi to za dużo czasu. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, miło spędziliście ten tydzień ;)

Oto stos z książek, które niedawno się u mnie uzbierały. Czekam jeszcze na kilka przesyłek, ale znajdą się one w następnym stosie. Ten jest trochę skromniejszy niż zwykle, ale za to bardzo ciekawy.


Od dołu:
Michael Grant "GONE : Zniknęli. Faza pierwsza : Głód" - (z biblioteki) - w końcu mam! 
Anna Łacina "Czynnik miłości" - (j.w.)
Patrick Carman "Duch w machinie" i "Dolina szkieletów" - (j.w.)
Ciro Cabala "Przeklęta moneta" - (j.w.)
Leslie Gildman "Noc w muzeum" - (j.w.) - oglądałam film, jestem ciekawa książki
Neil Gaiman "Koralina" - (j.w.) - zachęciły mnie same dobre recenzje, jestem bardzo jej ciekawa
Tracy Mack i Michael Citrin "Sherlock Holmes i Banda z Baker Street. Upadek Cudownych Braci Zalinda" - (j.w.) - książki o sławnym detektywie już dawno miałam zamiar przeczytać, w bibliotece była tylko ta, innych autorów, może być ciekawa

Carlos Ruiz Zafon "Pałac Północy" - (j.w.) - kolejna powieść tego autora
Eric Emmanuel Schmitt "Opowieści o Niewidzialnym" - (j.w.)
Lauren Oliver "7 razy dziś" - (j.w.)
Mieczysław Tryba "Amerykanizmy" - (od wydawnictwa Impuls)
Paul Doherty "Templariusz" - (od wydawnictwa Bellona)
Magdalena Kulus "Blondyn i Blondyna" - (wygrana w Konkursowie 10, po długim oczekiwaniu w końcu do mnie dotarła)
Ewelina Kłoda "Niezapominajki" - (od wydawnictwa Zysk i S-ka)
Aneta Radziejowska i Marek Rygielski "Nowy York. 101 miejsc, które musisz zobaczyć" - (od wydawnictwa Nowy Świat)
Magdalena Kordel "Okno z widokiem" - (od wydawnictwa SOL)

I teraz Rzym. To przepiękne miasto, podobnie jak całe Włochy : Wenecja, półwysep Gargano, Asyż. Oto kilka fotografii z podróży:









Pozdrawiam ciepło - Karolka

PS Jest już w zakładce "Podsumowania miesiąca" podsumowanie kwietnia


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...