sobota, 28 kwietnia 2012

30 dni z książką - część 2

Witajcie!
Kolejne pięć dni z książką przed Wami. :)

Dzień 6 - Książka, przy której płaczesz

Często płaczę przy książkach, zwłaszcza przy takich, które bardzo mną poruszają. Kiedyś wypożyczyłam z biblioteki książkę, w niepozornej okładce, przy której wylałam dużo łez i spojrzałam inaczej na świat. Opowiada ona o trudnym życiu z niepełnosprawnym bratem, rozbitej rodzinie i nastoletnich problemach.
Jest to "Jabłko Apolejki" autorstwa Beaty Wróblewskiej.

Jabłko Apolejki - Beata Wróblewska

Dzień 7 - Książka przez którą trudno przebrnąć

Książek, które nie zachwycają od pierwszej strony, z reguły nie czytam, ponieważ szkoda mi na nie czasu. Ale czasami zdarza się tak, że nie mam innego wyjścia - np. w przypadku lektury. W tym roku w styczniu musiałam zmierzyć się z Sienkiewiczem i mimo,  że ta książka zbiera dość pozytywne recenzje, ja jakoś nie mogłam przez nią przebrnąć...
Jest to "Quo vadis" Henryka Sienkiewicza.

Quo vadis - Henryk Sienkiewicz

Dzień 8 - Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być

To pytanie jest naprawdę trudne... Znam kilka takich książek, ale chyba znajdę książkę, która mnie oczarowała, choć nic na to nie wskazywało. Kryminał rodem z XIX wieku, świetnie napisany. Może wielu zna tę powieść, ale ja jeszcze raz gorąco Wam ją polecam!
Jest to "Siostrzyca" autorstwa John'a Hardinga.

Siostrzyca - John Harding

Dzień 9 - Książka wielokrotnie przez ciebie czytana.

Większość książek, które przedstawiłam w poprzednim rankingu (Ania z Zielonego Wzgórza, Emil ze Smalandii) czytałam wielokrotnie, ale książką którą odkryłam dość niedawno, a bardzo lubię wracać do jej fragmentów jest powieść jednej z moich ulubionych pisarek - Lucy Maud Montgomery.
Jest to "Jane z Lantren Hill" (w Polsce wydawana również pod tytułem "Jana ze Wzgórza Latarni, ale akurat mój egzemplarz jest jeszcze pod tym 'angielskim tytułem) autorstwa Lucy Maud Montgomery


Dzień 10 - Pierwsza książka przeczytana przez ciebie

Pierwsze książki czytałam tak dawno, że żeby odpowiedzieć na to pytanie musiałam się dość długo zastanowić. Nie chcę się powtarzać i podawać ponownie tych samych tytułów, więc podam książkę, którą czytałam trochę później, ale i tak należy do 'tych pierwszych'. To książka znana większości z Was, ponieważ to bardzo pogodna, optymistyczna i ciekawa lektura polskiego pisarza. 

Jest to "Akademia Pana Kleksa" autorstwa Jana Brzechwy.

Akademia Pana Kleksa - Jan Brzechwa

To na tyle na dziś ;) Powiem szczerze, że z każdym pytaniem ten ranking jest coraz trudniejszy do uzupełnienia i potrzebuję chwili czasu, żeby dobrze się zastanowić ;)

Dziś po południu wyjeżdżam do Rzymu i wracam dopiero za tydzień 5 maja. Do tego czasu nie będzie mnie w internecie ani nie będę udzielać się na Waszych blogach.

Życzę Wam miłej majówki!

czwartek, 26 kwietnia 2012

56. Chłopiec w pasiastej piżamie

Autor: John Boyne
Tytuł: "Chłopiec w pasiastej piżamie"
Wydawnictwo: Literackie

Miarą dzieciństwa są dźwięki, zapachy i widoki, dopóki nie nadejdzie mroczna epoka rozsądku.

Ocena:
Druga wojna światowa to okres przerażający, straszny i okrutny. To czas, w którym zginęły miliony ludzi, a większość z nich była niewinna. Zapłacili życiem za swoje pochodzenie, religię, poglądy, a nawet za rodzinę. I to zdarzyło się przecież wcale nie tak dawno – przeszło siedemdziesiąt lat temu. Jak wtedy wyglądało życie ludzi?

John Boyne to irlandzki pisarz, autor powieści historycznych, menadżer sieci księgarskiej Waterstone’a. Ukończył Trinity College w Dublinie, studiował również twórcze pisanie na University of East Anglia. „Chłopiec w pasiastej piżamie” jest jego drugą książką.

Bruno ma dziewięć lat i jest synem niemieckiego komendanta. Pewnego dnia niespodziewanie razem z siostrą – dwunastoletnią Gretel i rodzicami, muszą przenieść z dużego domu w Berlinie do Oświęcimia. W nowym miejscu Bruno nie może się zaaklimatyzować – brakuje mu ukochanej babci, kolegów, wspólnych zabaw. Z nudów zaczyna zwiedzać okolicę i idzie wzdłuż murów obozu. Przypadkiem poznaje Szmula – żydowskiego Polaka, który siedzi w pasiastej piżamie na ziemi za siatką. Obaj chłopcy szybko się zaprzyjaźniają, bo okazuje się, że mają wiele wspólnych cech. Swoją przyjaźń utrzymują jednak w tajemnicy, ponieważ wiedzą, że gdyby ktoś się o niej dowiedział, zabroniłby im spotykać się. Jak to się zakończy?

Dziewięcioletni chłopiec to jeszcze dziecko i niewiele rozumie. Jego świat skupia się na spaniu, jedzeniu i zabawie. Słowo ‘wojna’ niewiele mu mówi, zwłaszcza jeśli rodzice na ten temat rozmawiają, kiedy on śpi. Nie przyszłoby mu na myśl, że  jego ojciec – człowiek mężny, odważny, honorowy, doprowadza do śmierci tak wielu ludzi – Polaków i Żydów. Zza jego okna widać mury obozu kontrakcyjnego – myśli, że to jakaś farma, wioska, gdzie ludzie chodzą wciąż w pasiastych piżamach. John Boyne genialnie wykreował tę postać -  inteligentny, trochę niesforny, ciekawy świata chłopiec. Poznajemy również Szmula – jego kolegę, ale o nim niewiele wiemy. To postać bardzo tajemnicza, wiele rzeczy sami musimy się domyślić.

Pomysł na fabułę moim zdaniem jest świetny. O wojnie powstało już wiele książek, ale większość z nich przedstawia jednak świat z perspektywy Żyda lub Polaka. Tutaj mamy sytuację odwrotną – wchodzimy w rolę niemieckiego dziecka. To nie jest łatwy temat, ponieważ w wojennej tematyce trzeba być ostrożnym – autora nie mogą zbytnio ponieść wodze wyobraźni, wszystko musi być realne i autentyczne. Autorowi „Chłopca…” to się udało – ta powieść jest naprawdę dobra!

Książka jest prowadzona w narracji trzecioosobowej, ale świat widzimy tylko z punktu widzenia Bruna. To jeszcze mały chłopiec, nie mówi on o wszystkim wprost, więc czytelnik wiele rzeczy musi domyślić się sam. To książka o dzieciach, ale dla dzieci nie jest – trzeba mieć tu sporą wiedzę z historii, aby połapać się w fabule.

Język, jakim posługuje się autor, jest bardzo prosty. Nie ma tu trudnych zwrotów, dat. Pisarz ma lekki styl pisania, przyjemny w odbiorze. Książka posiada zaledwie 230 stron z dużą, wygodną czcionką, więc przeczytanie książki zajmuje nie więcej niż jedno popołudnie.

Chciałabym Was bardzo zachęcić do przeczytania tej lektury. Nie jest długa, a pokazuje ważne kwestie. Wojna nie była zabawą – to było sześć lat cierpienia, głodu i rozpaczy. To książka przy której na nowo nauczysz się pięknie żyć. Warto po nią sięgnąć!

Polecam!

6/6
9/10

wtorek, 24 kwietnia 2012

55. Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi

Autor: Rafał Kosik
Tytuł: "Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi"
Wydawnictwo: Powergraph

Ocena:
Feliks, Net i Nika i ich przygody są znane czytającym nastolatkom niemal w całej Polsce. Pierwszy tom ukazał się w 2004 roku i od tego czasu wciąż powstają nowe części. Młodzież uwielbia przygody trójki gimnazjalistów, a każda część jest niecierpliwie wyczekiwana. Ale czy rzeczywiście ta seria jest tak wspaniała, jak głoszą wszyscy dookoła? Co jest w niej takiego niezwykłego, że coraz więcej osób zaczytuje się w niej? I czy warto ją przeczytać?

Pierwszego września w nowej szkole spotyka się troje nastolatków – Feliks, Net i Nika. Poznają się przez dość przykry przypadek, ale szybko się zaprzyjaźniają. Okazuje się, że ich szkoła jednak nie jest zwyczajna i nie wszystko gra jak powinno być. Dziwne przypadki zdarzają się coraz częściej. Przyjaciele postanawiają coś na to zaradzić. Z szkolną bandą, która kradnie dzieciom pieniądze szybko się rozprawiają, gorzej z wrogami, których nie da się przechytrzyć… A może jednak tak? Dla trójki gimnazjalistów nic nie jest niemożliwe. Ale co wspólnego z tym wszystkim ma groźny gang, który okrada banki? Czy możliwe jest znalezienie skarbu sprzed drugiej wojny światowej? O tym i nie tylko, przekonacie się w lekturze!

Pierwszy dzień w nowej szkole, w gimnazjum, wiele nastolatków bardzo przeżywa. Zmienia się przecież praktycznie wszystko – nauczyciele, klasa, przedmioty. Powoli wkraczają w dorosłość, a wszyscy dookoła wciąż powtarzają, że przestajemy być dziećmi. O wiele większe wymagania nauczycieli, więcej nauki, mniej czasu dla siebie. „Feliks, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi” przychodzi takim osobom z pomocą, dobrą radą, pocieszeniem, że gimnazjum wcale nie jest takie straszne na jakie wygląda. Główni bohaterzy również przeżywają ten pierwszy dzień w całkiem nowej nieznanej szkole i jak się okazuje – dają radę, a w rzeczy samej to zwykła szkoła, w której może kryć się świetna przygoda. Za to należą się autorowi duże brawa.

Język jest bardzo prosty i idealnie przystosowany do lektury dla nastolatka. Nie wymaga dużych przemyśleń, jest przyjemny w odbiorze i czyta się bardzo lekko i szybko. Rafał Kosik miał bardzo ciekawy pomysł na powieść i świetnie go zrealizował. W powieści nic mi nie brakowało, a często byłam zaskakiwana toczącą się akcją i zastanawiałam się, jakie niespodzianki kryje jeszcze ta książka.

Feliks, Net i Nika to jedni z najlepszych wykreowanych nastolatków książkowych jakich przygody czytałam. Inteligentni, zabawni, mili. Autor miał na nich oryginalny pomysł i zrealizował go w całości. Są wręcz jak żywi, można ich polubić od pierwszej strony. Feliks to bardzo mądry, sprytny i ciekawski chłopak, Net – geniusz informatyczny, za wszelką cenę chce chronić swoich przyjaciół, jest im oddany i wierny, zawsze można na niego liczyć. I Nika – dziewczyna, o której tak naprawdę niewiele wiemy. Skryta przed światem, zawsze stara się znaleźć jak najlepsze i najprostsze wyjście z sytuacji, zdecydowanie różni się od tamtej dwójki. Ale jednocześnie czytelnik to właśnie ją darzy największą sympatią, bo jest najzwyklejsza, najbardziej podobna do nas. Nie ma super szybkiego umysłu, nie wymyśla własnych wynalazków, nie ma kilku komputerów. Po prostu jest miła, zachowuje się fair play i ma poczucie humoru. Można brać z niej przykład.

Książce Rafała Kosika można zarzucić, że jest całkowicie nierealna i niemożliwa, świat przedstawiony a zwłaszcza życie w gimnazjum jest przecież kompletnie inne. Ale czy przy czytaniu tej lektury jest to dla nas takie ważne? Ja nie szukałam w tej powieści odwzorowania otoczenia tylko ciekawej przygody, szybkiej akcji i odrobiny relaksu. Czy chcielibyśmy, żeby w tej powieści pojawiły się wulgaryzmy, a do fabuły wkradła się cicha, nudna codzienność? Myślę, że gdyby tak się stało, fani byliby bardzo zawiedzeni i zdegustowani. Cieszmy się więc i przy lekturze uśmiechnijmy się do kartek z tego powodu, że ta książka jest tak nieprawdopodobna, że jej czytanie jest prawdziwą przyjemnością.

„Feliks, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi” mogę zaliczyć do moich ulubionych książek. Zabawna, pełna optymizmu i dobrego humoru z świetną, oryginalną fabułą i szybką akcją. Idealna dla młodzieży, zwłaszcza tej gimnazjalnej, ale starszym też się spodoba. Warto ją przeczytać, uwierzcie mi! Gorąco polecam!

6/6
9/10

Książka na samym początku wydawała mi się całkiem nie w moim stylu i nie dla mnie i nie przeczytałabym gdyby nie zachęcające opinie dwóch blogerek : Mery i Ani. Dziękuję Wam dziewczyny! <3 Możecie się teraz pochwalić, że swoimi recenzjami zachęcacie do czytania książek!

sobota, 21 kwietnia 2012

Blog Tygodnia

Witajcie!
Zobaczcie co portal Duże Ka proponuje blogerom:



Sama biorę w tym udział i we wtorek zacznie się tydzień mojego bloga! Bardzo się z tego powodu cieszę :) Będę Was na bieżąco informować i zachęcam do wzięcia udziału w akcji :)

Pozdrawiam ciepło - Karolka


piątek, 20 kwietnia 2012

54. Błękitna Gwiazda

Autor: Juliette Benzoni
Tytuł: "Błękitna Gwiazda"
Wydawnictwo: Bis

Ocena:
Powroty do domu są różne – zależy to też od tego skąd wracamy. Jednak nie można zaprzeczyć, że radość rodziny i przyjaciół po powrocie dawno niewidzianego włóczykija jest wielka. Wydają przyjęcie, przygotowują mu pokój, miejsce do spania, ożywają wspomnienia, długie rozmowy. Przybysz, który od kilku lub kilkunastu lat nie widział swojego domu może posłuchać co się od tego czasu zdarzyło w miasteczku, w rodzinie. Ale co stanie się wtedy, kiedy te informacje przerastają go?

Książe Aldo Morosini po wojnie wraca do swojego rodzinnego domu w Wenecji. Wraca, ponieważ dowiaduje się, że jego matka – ostatnia najbliższa sercu osoba, nagle zmarła. O swoim przybyciu nie mówi nikomu, dlatego też radość przyjaciół jest wielka. Książe postanawia ułożyć sobie życie w rodzinnym mieście. Niestety, pałacyk w którym mieszka ma trochę długów, a żeby go utrzymać musi pracować wiele osób, więc Aldo postanawia sprzedać kilka wartościowych kamieni szlachetnych. Robiąc porządki przez przypadek dowiaduje się, że ktoś ukradł Błękitną Gwiazdę – bardzo cenny rodzinny szafir, który należał do jego matki oraz, że śmierć jego rodzicielki nie była przypadkowa. Postanawia odkryć tę tajemnicę, a los kieruje go do Warszawy, gdzie poznaje kolekcjonera Szymona Aronowa, który prosi go o przysługę. W międzyczasie do sprawy włącza się rodzina Solmańskich, która nieźle w niej namiesza… Jak zakończy się podróż księcia? Czy odnajdzie rodzinny skarb?

Juliette Benzoni to francuska pisarka książek. Lubi czytać, słuchać muzyki, żeglować… i gotować. Pasjonuje ją historia i wszystkie dziedziny sztuki, uwielbia stare domy i klejnoty. Mówi o sobie: jestem katolicka i krótkowzroczna! Od 1964 roku publikuje przynajmniej dwie książki rocznie,  75 książka ukazała sie w maju 2010 nakładem wydawnictwa Plon. Ma ponad 50 millionów czytelników na całym świecie. Sprzedano ponad 300 millionów egzemplarzy jej książek we Francji i na całym świecie. Przetłumaczono jej książki na 22 języki.

Do książki podchodziłam dość sceptycznie, ponieważ ani opis ani okładka nie zapowiadały niczego szczególnego. Bardzo się jednak zaskoczyłam, bo powieść ujęła mnie swoją treścią i nie mogłam się od niej oderwać. Dlaczego?

Autorka posługuje się bardzo przystępnym językiem, łatwym do zrozumienia. W książce często pojawiały się fakty historyczne czy też autentyczne historie sławnych osób, budynków czy miejsc, lecz opisane zostały w sposób ciekawy i niedługi. Oczarowana byłam tłami, jakie autorka wprowadziła w przygodę bohaterów – powojenna Warszawa, m.in. Stare Miasto czy Wilanów, Paryż, Wenecja… Opisy są czarujące i dodają książce niepowtarzalnego uroku.

Fabuła jest moim zdaniem świetna. Niebanalna, przekonująca, ciekawa. Przemyślana od początku do końca, praktycznie bez żadnych uchybień. Juliette Benzoni miała ciekawy pomysł i wykorzystała go w stu procentach. Jeżdżenie po Europie w poszukiwaniu kamieni szlachetnych – rodzinnych pamiątek to coś, czego jeszcze nie było.

Najlepiej jednak wypadli bohaterzy, a przynajmniej ci pierwszoplanowi. Świetnie wykreowani, są wręcz jak żywi – pełni energii do życia, zapału. Aldo Morosini to postać, której po prostu nie da się nie lubić. Zaimponował mi swoją szlachetnością, bystrością umysłu, inteligencją. Nie da przejść obok niego obojętnie. Podobnie rzecz się miała z jego przyjaciółmi i służbą – mówię tu o Zachariaszu – najbliższym przyjacielu, Cecinie – kucharce, rodzinie Solmańskich – Zygmuncie, Anielce i jeszcze kilku innych. Ale autorka stworzyła oprócz nich postacie, które pojawiają się i znikają nagle bez zakończenia istotnych spraw. Było także kilku bohaterów, którzy mimo, że choć mieli być wspaniali, wcale tacy nie byli, a przedstawiali się dość żałośnie. Wymagali poprawek i trochę psuli ocenę książki.

Szkoda, że wydawnictwo nie przyłożyło się do oprawy graficznej książki. Okładka jest dość nudna, pospolita i właściwie nie zwiastuje niczego ciekawego. Nie zachęca czytelnika, kojarzy się z czytadłami o których zapominamy następnego dnia. Mimo, że w oddali widzimy kawałek warszawskiego rynku, żółty kolor niszczy cały efekt, a postać kobieca (zapewne Anielka) też niespecjalnie pasuje, ponieważ główną postacią jest mężczyzna – wenecki książę Aldo Morosini.

Książkę Wam polecam. Mi bardzo się podobała i cieszę się, że za chwilę będę mogła sięgnąć po kolejne części. Szybka akcja, ciekawe opisy, trochę historii to w skrócie to czego możecie się spodziewać. Myślę, że wielu z Was ta książka oczaruje tak jak mnie!

5,5/6
9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bis

środa, 18 kwietnia 2012

30 dni z książką - część 1

Witajcie :)
Wiosna coraz bliżej, a ja mimo obietnic czytam mniej książek niż w zimie. Mam mnóstwo nauki, a wolne chwile staram się wykorzystać na powietrzu. 
Z powodu braku recenzji postanowiłam wziąć udział w zabawie, która od kilkunastu dni krąży na blogach. Nie będę dodawać jednak trzydzieści notek tylko sześć - moim zdaniem to o wiele praktyczniejsze i wygodniejsze. :)
A więc - zaczynamy!

Dzień 1 - Twoja ulubiona książka

Ulubionych książek mam naprawdę wiele, ale wybranie tej najlepszej nie sprawiło mi większego kłopotu, ponieważ posiadam książkę, którą czytałam tysiące razy i wracałam do niej bardzo często. Mój egzemplarz nie ma okładki a w niektórych miejscach jest na niej autograf moich młodszych braci, ale na półce z książkami stoi na zaszczytnym miejscu. 
Jest to "Ania z Zielonego Wzgórza" autorstwa Lucy Maud Montgomery


Dzień 2 - Książka, którą lubisz najmniej

Już naprawdę dawno nie czytałam książki, która by mnie całkowicie odrzuciła, więc żeby znaleźć książkę, którą lubię najmniej musiałam sięgnąć pamięcią kilka lat wstecz. I znalazłam - książkę do dna przewidywalną, ckliwą i polukrowaną do bólu napisaną koszmarnym stylem a do tego z okropną okładką. Nie polecam absolutnie!
Jest to "Jessica" autorstwa Rosie Rushton.

Jessica - Rosie Rushton

Dzień 3 - Książka, która cię kompletnie zaskoczyła

Myślę, że autor tej kategorii miał na myśli zaskoczenie pozytywne (i taką mam nadzieję), a "takich zaskoczeń" przeczytałam całkiem sporo. Ta, którą wybrałam to mój pierwszy egzemplarz recenzencki. Nie czytałam wcześniej opisu tej książki, a bardzo mi się spodobała. Zaskoczyła mnie również dlatego, że była napisana w formie... dramatu i było w niej mnóstwo dobrego humoru :)
Ta książka to "Żona piekarza" autorstwa Marcela Pagnola


Dzień 4 - Książka, która przypomina ci o domu

Trudno mieć książkę, która przypomina o domu, jeśli wciąż się w tym domu mieszka. A jednak mam książkę, przy której do głowy przychodzą mi same miłe wspomnienia i do dziś pamiętam, jak bardzo zaśmiewałam się z przygód głównego bohatera.
Ta książka to "Emil ze Smalandii" autorstwa Astrid Lindgren. 


Dzień 5 - Książka non-ficiton, której czytanie sprawiło Ci niekłamaną przyjemność

Książka "non-fiction" to książka oparta na faktach. Moja ulubiona książka z tego gatunku, to książka, którą przeczytałam już dawno temu, ale bardzo mi się podobała i nawet bardzo się przy niej wzruszyłam.  Historia jest piękna, ciekawa i daje ciekawe spojrzenia na inny, nieznany nam świat.
Ta książka to "Chłód od raju" autorstwa Jany Frey


------------------------------------------------------------------------------------

I to na tyle :)
Mam nadzieję, że podobało wam się, zachęcam wszystkich do zrobienia podobnego rankingu, można przy okazji przypomnieć sobie kilka zapomnianych lektur. Następny taki ranking pojawi się za kilka dni :)

A jak podoba wam się mój nowy szablon bloga? Dla mnie jest śliczny, o wiele ładniejszy niż poprzedni. Uwielbiam na niego patrzeć po prostu!

Za tydzień - od 28 kwietnia do 5 maja wyjeżdżam do Rzymu, więc na blogu udzielać się raczej nie będę. Jeśli mi się uda to może podzielę się z Wami kilkoma włoskimi widokami. :)

Trzecioklasistom, którzy niedługo zdają egzamin życzę powodzenia, trzymam za Was kciuki!

Pozdrawiam Was ciepło - Karolka

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

53. Szklanka na pająki

Autor: Barbara Piórkowska
Tytuł: "Szklanka na pająki"
Wydawnictwo: Nowy Świat

„Gdzie jest ukryta miłość, w jakim szklanym naczyniu? W dzbanku, z którego nalewa się obficie, w starożytnej szklance z czasów socjalizmu, co parzy ręce metalową obudową, w kieliszku do wódki, szybko napełniającym i szybko pustym. No, gdzie się chowa.”

Ocena:
Wyobraź sobie, że nagle możesz przenieść się do czasów czterdzieści lat temu. Do czasów, kiedy na ulicach nie widać jedynie nastolatków wysyłających miliony SMS-ów, wpatrzonych w ekran monitora. Do czasów, kiedy popularności nie mierzono kliknięciami „Lubię to” na Facebooku, kiedy ważniejsze od pieniędzy było szczęście i miłość w rodzinie. Niemożliwe? Z powieścią Barbary Piórkowskiej „Szklanka na pająki” jak najbardziej możliwe!

Barbara Piórkowska to poetka, dziennikarka, krytyczka literacka, autorka opowiadań i performerka w show poetycznych. Skończyła polonistykę na Uniwersytecie Gdańskim. Była dziennikarką „Gazety Wyborczej” w Gdańsku, współpracowała z kwartalnikiem literackim „Migotania, przejaśnienia…”, przygotowywała w Londynie polską edycję pisma „The Sun” dla emigracji. Laureatka Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska dla Młodych Twórców za rok 2004, stypendystka Marszałka Województwa Pomorskiego. Wydała dwa tomy wierszy.

Poznajemy Olę – dziewczynkę urodzoną w Gdańsku, mieszkającą w bloku razem z Lechem Wałęsą.  Podobno w poprzednim wcieleniu była mężczyzną, może dlatego nie chce być taka jak wszyscy. Jest bardzo żywa, wszędzie jej pełno. Ma bardzo bogatą wyobraźnię – jakże często wylewa ją na kartki papieru w postaci wielobarwnych rysunków. Możemy podpatrzeć jej rozwój od niemowlęcia aż do dorosłości – wszystkie jej wzloty, upadki, niepowodzenia, małe i wielkie radości. Prowadzi nas przez swój świat, wskazując niezwykłe i zwyczajne okresy w swoim życiu: przedszkole, podstawówkę, dorastanie, liceum, studia…. Na naszych oczach bohaterka dorasta, a każdy dzień jest inny, wyjątkowy.

To wszystko zaś dzieje się na tle historycznym: PRL, Solidarność, Nobel dla Polaka – Lecha Wałęsy… Poznajemy te wydarzenia całkiem inaczej niż na lekcji historii – z perspektywy młodej, dorastającej dziewczyny, która opowiada to z humorem, śmiechem i na pewno nie nudno i przygnębiająco. Również miasto w którym rozgrywane są wydarzenia rysuje nam się dość wyraźnie – miasto z tradycją, kulturą i historią.

Dzięki narracji pierwszoosobowej możemy dokładnie poznać wszystkie myśli, uczucia i zamiary głównej bohaterki – Aleksandry. Autorka operuje bardzo lekkim językiem i świetnym stylem, a nie można zapominać, że to jej debiut – bardzo udany debiut. W jest mnóstwo humoru i sytuacji z przymrużeniem oka, czyta się bardzo szybko. Książka nie jest dużo objętościowo, więc zajmuje nie więcej niż jeden, dwa wieczory.

„Szklanka na pająki” to książka, która skłania do przemyśleń, daje nadzieję, pozwala spojrzeć inaczej na przyszłość i przeszłość. Nie wymaga sporego skupienia, ale skłania czytelnika do refleksji i zastanowienia się nad swoi życiem. Nie ma tu szybkiej akcji ani niestworzonych wydarzeń, rzeczy. Możliwe, że fani fantastyki trochę się zawiodą, bo ta książka jest po prostu o… życiu.

5/6
8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Nowy Świat

sobota, 14 kwietnia 2012

52. Książę Mgły

Autor: Carlos Ruiz Zafon
Tytuł: „Książe Mgły”
Wydawnictwo: Muza

Ocena:
Przeprowadzkę w całkiem inne, nieznane miejsce każdy przeżywa inaczej. Jedni się cieszą i wprost nie mogą doczekać się kiedy tylko zmienią swoje miejsce zamieszkania na lepsze, ładniejsze, korzystniejsze, inni wręcz przeciwnie – na myśl o tym że muszą się przeprowadzić dostają gęsiej skórki i nie chcą o tym rozmawiać. Ale czasami dzieje się tak, że nie mamy innego wyjścia i choćbyśmy bardzo pragnęli zostać tu gdzie jesteśmy, jest to niemożliwe. Kiedy w roku 1943 na całym świecie szalała wojna, Max mimo ogromnych wątpliwości i przeczucia, że nic dobrego z tego nie wyjdzie, musiał nagle zmienić dom, środowisko i całe życie… Jeszcze nie wiedział, jak wielka przygoda go czeka…

Carlos Ruiz Zafon to hiszpański pisarz. Z wykształcenia dziennikarz. Od 1993 mieszka w Los Angeles, gdzie poświęcił się pisaniu scenariuszy filmowych i powieściopisarstwu. Wydał cztery książki dla młodzieży. Za pierwszą z nich, („Książę mgły”) otrzymał nagrodę Edebé. Po kolejnych trzech napisać powieść skierowaną do starszych czytelników. „Cień wiatru”, opublikowana w 2001, została przetłumaczona na ponad 30 języków i została opublikowana w 45 krajach. Do swoich ulubionych autorów zalicza Dostojewskiego, Tołstoja i Dickensa.

O tym, że mają się przeprowadzić, rodzina Carverów (mama Andrea, tata Maximilian i ich trójka dzieci: Alicja, Max i Irina) dowiaduje się w ostatniej chwili. Wiedzą, że nie mogą dyskutować, bo wojna wciąż trwa i nie wiadomo kiedy się zakończy. Mają zamieszkać w domu, który nie widział żywego ducha od kilkunastu lat i krąży o nim, a raczej o jego wcześniejszych właścicielach, dość straszna i nieprzyjemna legenda. Choć na początku dzieci nie mają gdzie się podziać, szybko jednak nawiązują pierwsze przyjaźnie – ich nowym kompanem jest Roland, tutejszy  chłopak niewiele starszy od Max ‘a. Najmłodsze dziecko – Irina, do domu przygarnia kota-przybłędę, który od razu nie podoba się Max ’owi. Jest podejrzany, jakby śledził każdy ruch domowników i nie spuszczał z nich swojego wzroku. A do tego dochodzą jeszcze inne, równie podejrzane i nieprzyjemne zjawiska – dziwne figury w ogródku przed domem, zastanawiające nagranie, stary zatopiony statek na dnie morza i ta legenda dziadka Rolanda – czy mają coś ze sobą wspólnego?

„Książe mgły” to nie tylko pierwsza książka Carlosa Ruiza Zafona skierowana do młodzieży, ale to również jego debiut literacki i pierwsza książka wydana pod jego nazwiskiem. Autor ten znany mi jest z powieści „Cień wiatru”, która przypadła mi do gustu i byłam nią zauroczona. Ale czy „Książe mgły” jest tak samo dobry?

Fabuła książki jest naprawdę bardzo ciekawa i interesująca. Niebanalny pomysł nie został jednak wykorzystany w stu procentach, książkę można by jeszcze rozwinąć, moim zdaniem jest o wiele za krótka. Znajduje się w niej wiele zwrotów akcji, a zaraz po nich dużo spowolnień, lecz czytelnik nie nudzi się przy czytaniu, bo do fabuły gładko wprowadzone zostały legendy i opowieści, nie za długie jednak, więc nie nużą. Książka jest również bardzo nieprzewidywalna – zdarzenia mkną jak szalone i trudno przewidzieć jak dalej potoczy się ta historia.

Wydarzenia opisywane w książce mają przecudowną scenerię – morze, plaża, zatopiony wrak statku i legendy, które dodają lekturze uroku i niezwykłego klimatu. Opisów przyrody i otocznia nie ma dużo, ale te, które się pojawiają są bardzo barwne i żywe. Autor świetnie operuje słowem i wciąga czytelnika w cudowny wir niespodziewanych zdarzeń…

Czytając miałam jednak wrażenie, że Zafon w tej akurat powieści tak bardzo skupił się na akcji i rozwijającej się fabule, że zapomniał o bohaterach. Są niedopracowani i właściwie niewiele o nich wiemy. Trudno utożsamić się z którymś z nich i trudno któregoś z nich polubić, kiedy ich cech charakteru, myśli, przeżycia musimy domyślić się sami. Można wybaczyć to autorowi ze względu na to, że to jego debiut i że kieruje swoją książkę do młodszych czytelników, ale pewnie wielu z nich będzie to uchylenie razić.

Książka znajduje się w kategorii książek „dziecięco - młodzieżowych”, ale mogłaby znajdować się w kategorii jedynie dziecięcej. Młodzież może trochę zawieść się na niej, a choć na początku „Książe Mgły” dzięki dość przerażającemu opisowi i nastrojowej okładce wydawać się może straszna,   wcale taka nie jest. Śmiało sięgać mogą po nią dziewięcio- jak i dziesięciolatki, bez obaw rodziców, że potem w nocy będą miały koszmary. Nie myślcie jednak, że to powieść jedynie dla dzieci w podstawówce – o wiele starsi możliwe że również będą zachwyceni.

Czy książkę warto przeczytać? Tak. Dla fanów tego autora to pozycja wręcz obowiązkowa. Historia jest naprawdę ciekawa i wciągająca, a przeczytanie jej zajmuje jedno, dwa popołudnia. Nie zanudza i nie nuży, a wręcz przeciwnie. Na odprężenie po ciężkim dniu lub na zimny wieczór będzie idealna.

4,5/6
7/10

środa, 11 kwietnia 2012

51. Ostatnia piosenka

Ostatnia piosenka - Nicholas Sparks
Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: "Ostatnia piosenka"
Wydawnictwo: Albatros

Ocena:
Poprzednią książkę tego autora – „I wciąż ją kocham” – oceniłam bardzo wysoko, ponieważ bardzo mi się podobała. Cieszyłam się, że zaraz po niej miałam przyjemność czytać następną powieść Sparksa. Ale czy jest ona równie dobra?

Ronnie ma prawie osiemnaście lat, jest zbuntowaną nastolatką. Mieszka w Nowym Yorku z bratem i mamą, jej ojciec odszedł od nich kilka lat wcześniej i od tego czasu nie utrzymuje z nim żadnych kontaktów. Kiedy była mała uczył ją gry na fortepianie – często razem grali i komponowali własne utwory. Po jego odejściu dziewczyna odwróciła się od instrumentu i znienawidziła go. Los chce, że tego lata ojciec zaprasza ją i Jonah – jej młodszego brata, na dwa miesiące wakacji do swojego obecnego domu blisko oceanu. Ronnie jest z tego powodu wściekła i sfrustrowana i nie liczy na to, że te wakacje będą udane. Już ich początek nie zapowiada się dobrze – po bardzo chłodnym powitaniu z ojcem, zostaje oblana kubkiem lemoniady, a potem po niemiłym zdarzeniu do domu odprowadza ją policja. Nie wie jeszcze, że w te wakacje wreszcie pozna kogoś, kogo pokocha i że ten on pokocha ją. Nie wie, jak bardzo te wakacje zmienią jej stosunek do ojca, świata i natury…

Przed przeczytaniem książki oglądałam film na jej podstawie i byłam nim zachwycona. Na całe szczęście różni się trochę od swojej papierowej wersji, więc nie odbiera przyjemności czytania. A książka jest po prostu świetna – Sparks ponownie mnie nie zawiódł a wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej zachwycił i zaskoczył! Choć książka różni się i tematyką, i stylem pisania i bohaterami, którzy tu są o wiele młodsi niż w „I wciąż ją kocham”, nadal utrzymany jest bardzo lekki język, płynny styl i interesująca fabuła. Mamy również kilka ciekawych zwrotów akcji przez co powieść jeszcze szybciej się czyta. A właściwie to nie można wypuścić jej z rąk, bo każda strona przynosi niespodziewane wydarzenia, których wcale się nie spodziewaliśmy.

Z tego typu powieściami kojarzą nam się płytcy, bez wyrazu bohaterowie. Ale nie w „Ostatniej piosence”! Autor ponownie nas zaskakuje świetnie kreując bohaterów na ludzi żywych, ciepłych, pogodnych lub wręcz odwrotnie. Uwielbiam czarne charaktery w jego wykonaniu i nic dziwnego, bo czasami są jeszcze lepsi niż ci pozytywni. Ronnie to postać, która choć ma wiele wad, o dziwo nie irytuje czytelnika. W książce przechodzi niesamowitą przemianę – z buntującej się amerykańskiej nastolatki w wrażliwą i delikatną osobę z sercem. Również Will – drugi główny bohater zasługuje na uwagę m.in. za pasję, która wręcz bije z jego postaci – pasję grania w siatkówkę, którą notabene ja również uwielbiam. ;) Oprócz nich występuje również cała gama bohaterów drugoplanowych, którzy równie istotnie wpływają na potoczenie się tej historii i oni również są wykreowani znakomicie.

Mistrzowskie pozostają również zakończenia książek Sparksa – również zakończenie książki „I wciąż ją kocham” o czym zapomniałam wspomnieć w ostatniej recenzji. W „Ostatniej piosence” jest ono inne niż te w wersji filmowej i to ogromny plus, bo bardzo zaskakuje czytelnika, który na pewno nie takiego obrotu spraw się spodziewał. Zakończenie w wersji tego amerykańskiego autora wywołuje mnóstwo emocji – podobnie jak cała książka. Od wypieków na twarzy , po uśmiech i łzy. To jedne z najlepszych zakończeń jakie czytałam.

W tej książce możemy poczytać nie tylko o pierwszej miłości, która moim zdaniem jest opisana w sposób świetny i fenomenalny, ale autor zwraca uwagę na inne sprawy. Przede wszystkim rodzina i oparcie w niej – dzięki swojemu ojcu, którego na początku nienawidziła, Ronnie odnalazła właściwą drogę i miłość swojego życia, później i ona mogła być oparciem dla niego. Drugim wysuwającym się wątkiem jest miłość do świata przyrody, a zwłaszcza do stworzeń wodnych – to właśnie małe żółwiki pokazały otoczeniu zbuntowanej nastolatki, że tak naprawdę w środku jest ona bardzo wrażliwą na krzywdę innych osobą. Jest również wątek wiary ojca Ronnie w Boga, choć nie jest tak bardzo rozbudowany jak poprzednie to da się zauważyć, że autor był człowiekiem bardzo inteligentnym i wierzącym, bo ten motyw powtarza się w jego powieści już kolejny raz.

Autor w swoich książkach nie zapomina o przesłaniu i morale dla młodych ludzi. Morale o tym, że dobro zawsze wygrywa ze złem, że najważniejsze jest zaufanie dla osoby, którą kochamy i że życie ludzkie nie trawa wiecznie, więc warto wybaczać. Żadne zdanie w tej książce nie było bez sensu i żadne nie zirytowało mnie. Lektura książek tego autora jest czymś czego młodzi ludzie potrzebują aby przekonać się do czytania książek. Mam nadzieję, że Nicholas Sparks w swoim życiu książek wyda jak najwięcej.

O Sparksie można pisać dużo, lecz wydaje mi się, że to co zawarłam w tej recenzji jest wystarczająco wiele, by przekonać was, że warto sięgnąć po jego książki. Jest pisarzem innym i nietuzinkowym, zwraca uwagę czytelnika na sprawy wartościowe, a jednocześnie przy lekturze jego książek można odpocząć. Mam nadzieję, że każdy z Was, kochani Czytelnicy, będzie miał okazję kiedyś go poznać. Gorąco polecam!

6/6
10/10

sobota, 7 kwietnia 2012

50. I wciąż ją kocham

I wciąż ją kocham - Nicholas Sparks
Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: "I wciąż ją kocham"
Wydawnictwo: Albatros

Ocena:
Na książki Nicholasa Sparksa miałam ochotę już od dawna. Wiele osób poleciło mi już jego książki, od wielu usłyszałam słowa uznania dla jego prozy. Kiedy w końcu dostałam taką okazję, aby móc przeczytać książkę „I wciąż ją kocham”, nie mogłam się doczekać kiedy w końcu będę mogła się za nią zabrać. Zwłaszcza, że na okładce jest jedna z moich ulubionych aktorek – Amanda Seyfried (grała m.in. w filmie Mamma Mia!). A co z tego wynikło?

Nicholas Sparks to amerykański powieściopisarz i scenarzysta, autor licznych światowych bestsellerów, z których dotychczas sześć zostało zekranizowanych, a do paru innych prawa zostały sprzedane wytwórniom filmowym. Kiedy miał dziewięć lat, jego rodzina - rodzice, brat i siostra - przeprowadzili się z Omaha w Nebrasce do Fair Oaks w Kaliforni. Po ślubie w 1989 roku zamieszkał z żoną w Sacramento. Obecnie mieszkają z pięciorgiem dzieci w New Bern w Karolinie Północnej, USA.

John Tyree nie miał łatwego życia. Wychowany tylko przez małomównego ojca, który zbierał stare monety, szybko zaczął się buntować i schodzić na niebezpieczną i złą drogę. Ledwo kończył szkoły, na studia w ogóle nie miał zamiaru iść.  Co sprawiło, że wkrótce zaciągnął się do wojska? Wizja odważnego mężczyzny, a może łatwy pretekst aby uwolnić się od dotychczasowego życia, które nie miało żadnego sensu ani celu? Tak czy inaczej, John wstępuje do oddziałów niemieckich i bardzo się zmienia. Wyruszył tam jako jeszcze niezdecydowany, marudzący i szukający tylko zabawy nastolatek, stał się tam mężczyzną umiejącym podejmować ważne decyzje. Po roku wraca do domu na dwutygodniowy urlop. Surfując samotnie po falach jego los splata się nieoczekiwanie z losem Savannah – młodej, pięknej dziewczyny, która przyjechała tutaj z przyjaciółmi, aby charytatywnie budować domy dla najuboższych. Oboje zaprzyjaźniają się i zakochują się w sobie, a uczucie, które ich łączy jest niezwykłe, bo chociaż dość świeże, to szczere i prawdziwe. Jednak po dwóch tygodniach muszą się rozstać, a każdy z nich idzie w swoją stronę – John do Niemiec między szeregi armii, a Savannah do rodzinnego domu. Obiecują sobie, że za rok ponownie się spotkają. 11 września 2001 roku, John, mimo że obiecał ukochanej rychły powrót do domu ponownie się zaciąga. Kilka miesięcy później dostaje od dziewczyny pożegnalny list w którym informuje go, że zakochała się w kimś innym. Jak potoczy się historia Johna? Czy znajdzie jeszcze miłość?

Czym jest prawdziwa miłość? Czy to tylko głębokie spojrzenia w oczy ukochanej osoby, pocałunki, uściski? Czy prawdziwe uczucie przetrwa próbę czasu? Jak zdefiniować słowo ‘miłość’? Na takie pytania musi sobie odpowiedzieć główny bohater powieści jak i czytelnik, który wkracza w jego świat. To krótkie przedstawienie fabuły nie wróży niczego szczególnego i przypomina wiele kiepskich romansideł, jakich na półkach w księgarniach jest wiele. Ale książka Nicholasa Sparksa jest czymś więcej niż czytadłem…

Oprócz wątku miłosnego, mamy w książce okazję poznać jeszcze kilka innych ciekawych wątków. Przede wszystkim wojsko – niby nic szczególnego, dla wielu to flaki z olejem, ale autor przedstawia świat walk i wojny w tak plastyczny i ciekawy sposób, że czytelnik nie czuje znużenia, a lektura nie dłuży się, ponieważ tych opisów nie jest za wiele. Drugi ważny temat, który porusza książka jest miłość ojca do syna i syna do ojca. Dla Johna jego tato był jedyną rodziną, najbliższą u osobą. Wcześniej nie dostrzegał go, zajęty własnymi sprawami, dzięki Savannah na nowo może pokochać swojego jedynego rodzica, kiedy nadchodzi choroba, na nowo zaprzyjaźniają się z sobą. Bardzo lubiłam momenty w których występowała postać pana Tyree, polubiłam go. Ojciec bohatera jest pasjonatem starych monet, więc czytający może również zobaczyć prawdziwą pasję, przeczytać kilka ciekawych fragmentów na temat numizmatyki.

Bohaterzy – to oni odgrywają w tej książce największą rolę. Świetnie wykreowani, wręcz żywi, bardzo plastyczni, ciekawi. Mają różne osobowości, charaktery. W trakcie lektury wielu z nich się zmienia, przechodzą zmianę z gorszych na lepszych. John – główna postać, to chłopak, do którego nie da się nie poczuć sympatii. Na zewnątrz twardy, ale w środku bardzo wrażliwy i ciepły. Savannah – dziewczyna pozornie właściwie całkiem inna niż on – religijna, przyjacielska, z poczuciem humoru, miła i potrafiąca bezinteresownie pomagać innym ludziom – słabszym, chorym i ubogim. Ta para odgrywa w powieści pierwsze skrzypce i są to bohaterzy, którzy zyskują sympatię czytelnika. Do tego jeszcze dochodzi cała gama bohaterów drugoplanowych – przyjaciele, rodzina. Wszyscy oni są interesującymi postaciami, wykreowanymi nie gorzej niż główne postacie.

Styl autora jest tak magnetyczny i przyciągający, że od książki nie można się oderwać. Jeśli się zacznie nie można przestać czytać, czytelnik jest ciekawy jak potoczą się dalsze losy John’a i Savanny. Język jest bardzo lekki, czyta się bardzo przyjemnie. Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona z punktu widzenia Johna, więc dokładnie możemy poznać myśli i uczucia jakie targają bohaterem.

Czy powieść warto przeczytać? To nie ulega wątpliwości. Wartościowa, z przesłaniem, ciekawa i wciągająca. Te wszystkie bardzo pozytywne recenzje nie kłamały, Sparks ma naprawdę świetne pióro i od jego książek nie można się oderwać. Mam zamiar również oglądnąć film na podstawie tej książki, chociaż słyszałam,  że jest trochę gorszy ;) Was zachęcam więc do jak najszybszego poznania się z prozą tego autora, bo nie zawiedziecie się. „I wciąż ją kocham” to powieść o miłości, stracie, tęsknocie i bólu. Chwile, które z nią spędziłam będą niezapomniane, mam nadzieję, że wasze też takie będą!

6/6
10/10


Kilka informacji:
1.    Korzystając z okazji, chciałabym życzyć Wam zdrowych, spokojnych świąt, spędzonych w gronie rodzinnym. Mam nadzieję, że każdy z Was wyniesie coś z tych niezwykłych dni i będą one mile spędzone.

Druga rzecz to górna zakładka zatytułowana „Podsumowania miesiąca”. Uznałam, że warto robić sobie takie podsumowanie co miesiąc, a osobne posty nie każdy lubi czytać i nie każdy ma ochotę. Więc ci, którzy są ciekawi jak mi idzie zapraszam do zakładki ;)

PS Jeśli ktoś chciałby zrobić podobnie, zachęcam, nie obrażę się ;)

wtorek, 3 kwietnia 2012

49. Na czacie z Panem Bogiem

Na czacie z Panem Bogiem - Jedd Hafer
Autorzy: Tedd i Jedd Haer
Tytuł: "Na czacie z Panem Bogiem"
Wydawnictwo: Święty Paweł

Ocena:
Z Internetu korzystają już niemal wszyscy ludzie na całym świecie. Używają go do pracy, nauki, zabawy. Bez Internetu wielu nie wyobraża sobie jednego dnia. Najwięcej przed ekranem przesiadują jednak nastolatkowie, zwłaszcza, że większość ich czasu zajmują rzeczy mało pożyteczne – portale społecznościowe czy gry. Więc na pytanie jak najłatwiej dotrzeć do amerykańskiego nastolatka jest prosta odpowiedź – oczywiście przez Internet.

Na pewnej stronie internetowej przez chat nastolatki z całego kraju mogą się kontaktować. I tu właśnie spotykają się osoby pod nickami Blake7, Jenn, CrossKrys, A.C.008 i Strider77. Są zagubieni w wielkim świecie, a każdy z nich przeżywa swoje osobiste problemy: rozwód rodziców, nałogi, zaległości w nauce. Pewnego dnia do ich prywatnej rozmowy włącza się ktoś pod internetowym pseudonimie Bóg. Twierdzi, że jest ich Stwórcą i że mieszka w niebie. Na początku nie chcą mu wierzyć, myślą, że to jakiś żart,  ale później zaniechają swoich wątpliwości. Chcą zadać Bogu jak najwięcej pytań, chcą znać sens życia, sposób na rozwiązanie trudności życiowych i chcą wiedzieć jak ponownie odzyskać wiarę w Chrystusa. Jak odpowie im Bóg?

Wiara to bardzo osobista i delikatna część naszego życia. Nie da się jej kupić ani nabyć, Boga trzeba po prostu pokochać. Autorzy tej książki wpadli moim zdaniem na pomysł genialny, bo przecież nic nie przemówi do komputeromaniaków lepiej niż sam komputer. Musicie przyznać, że czegoś podobnego w literaturze jeszcze nie było, więc tym bardziej pomysł braci Hafer wydaje mi się świetny! Na pewno sięgnę po następne książki spod ich pióra, bo widzę, że naprawdę warto.

Książka porusza bardzo ważne sfery w życiu każdego z nas – pierwsze uczucie, zawód, rozwój, straty osób bliskich. Często Bóg na zadawane Mu pytania powołuje się na Pismo Święte, modlitwy. Zachęca do zaufania swojemu synowi – Jezusowi i jego matce – Maryi. Internauci oczywiście mają wiele wątpliwości, które Bóg zawsze rozwiewa. Nie we wszystkich rozmowach On uczestniczy – czasami daje pole do popisu nastolatkom i możemy poznać ich historie i rozważania, co również jest pomysłem oryginalnym i niebanalnym jak zresztą cała książka.

Mimo że w książce nie ma żadnych opisów jedynie ciągły dialog, świetnie poznajemy bohaterów. Na samym początku lektury znajdują się ich formularze o ich samych, skąd również możemy dowiedzieć się coś o nich. Są to mądrzy, dowcipni, błyskotliwi nastolatkowie z mnóstwem pomysłów dobrych i złych na życie. Można polubić ich już od pierwszych stron i mimo, że to tylko fikcja literacka autorów, czytelnik chętnie poznałby takie postacie.

Książka „Na czacie z Panem Bogiem” byłaby wręcz idealna gdyby nie kilka minusów. To co przede wszystkim rzuca się w oczy to to, że wiele wątków jest rozwiniętych i nagle w połowie skończonych, nie ma zakończenia. Denerwowało mnie to zwłaszcza wtedy, kiedy rozmawiali na jakiś naprawdę istotny temat do którego potem już nie wracali a ja chętnie poczytałabym o nim więcej. Drugą wadą jest bardzo mała objętość książki, która zajmuje nie więcej niż pół godziny. Co prawda można ją potem jeszcze rozważać, ale myślę, że gdyby autorzy przyłożyli się to mogliby napisać jeszcze kilka rozdziałów poruszających ciekawe kwestie.

Lektura „Na czacie…” jest przyjemna również dlatego, że książka jest bardzo ładnie wydana. Twarda okładka z ciekawym zdjęciem przykuwa wzrok, a tytuł zachęca czytelnika do wzięcia książki do dłoni. W środku na każdej stronie znajdują się okna jak w autentycznym czacie, co przybliża nam wczucie się w treść.

Jeśli macie chwilkę czasu i będziecie mieli okazję zdobyć książkę „Na czacie z Panem Bogiem” proponuję Wam jak najszybsze zapoznanie się z nią. Jest bardzo mądra lekturą, która pomaga jeszcze mocniej zrozumieć naszą wiarę. Warto po nią sięgnąć, aby znaleźć odpowiedź na pytania, które tylko z pozoru są proste…

5,5/6
9/10

niedziela, 1 kwietnia 2012

48. Dama Kier

Autor: Maria Ewa Letki
Tytuł: "Dama Kier"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Ocena:
Kto teraz chce zakładać rodziny wielodzietne? Kto ma na to czas, pieniądze? Jak wielu ludzi uważa, że dużo dzieci to dużo kłopotów i nic więcej? Ale, ale! Przecież  są domy, w których dziecięcy śmiech i gwar prawie nigdy nie ustaje, a domownicy są o wiele weselsi od tych, którzy nie posiadają tego błogosławieństwa i nie mają gromadki maluchów! Chcecie poznać taki dom? Zapraszam do rodziny Pierkowsko-Sowińskiej!

Maria Ewa Letki jest autorką bajek, baśni i realistycznej prozy i opowiadań dla starszych i młodszych dzieci. Otrzymała wiele nagród literackich, także we Francji. W grudniu 2009 Maria Ewa Letki została uhonorowana medalem Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości.

Pukamy do drzwi, a już od progu wita nas szczekanie przedziwnej suczki – Mniamni, która oprócz odgłosów wydawanych przez normalnego psa, potrafi powiedzieć ‘mniam’ gdy coś jej smakuje. Drzwi otwiera nam babcia Pieczarkowska, a za nią stoi mała Kasia, która uśmiecha się łobuzersko. Już za chwilę zbiera się cała rodzina – mama Sowińska, z łyżką w dłoni, bo właśnie gotowała obiad, dziadek Pieczarkowski, Marysia – czternastolatka z jasną cerą, długą szyją i jasnymi włosami, zwana żartobliwie Białą Gęsią, tato Sowiński, a za chwile przydrepcze mały Tomek, trochę naburmuszony, ale jego siostry zaraz przywrócą mu uśmiech na twarz.

Poznaliśmy bohaterów, teraz możemy usiąść do stołu. Jest jeszcze ranek, dzieci przekrzykują się i śmieją. Opowiadają babci swoje sny, a ona tłumaczy im je. Babcia jest w tym świetna, ale nie tylko – potrafi jeszcze postawić kabałę, przepowiedzieć przyszłość i wywróżyć z tarota. Ostatnio dziwnym trafem, wszystkim członkom rodziny karty przepowiedziały, że przyjdzie do ich domu jakaś Dama Kier, czyli uboga kobieta. Już wkrótce puka do ich drzwi pani Krysia – nikt wcześniej jej nie znał i nikt o niej wcześniej nie słyszał. Ale czy to jest właśnie ta wywróżona pani? I jak zmieni się życie rodziny Pieczarkowsko-Sowińskich po jej przybyciu?


Rodzina – jest najważniejsza w życiu każdego człowieka. Ludzie, którzy nie mają domu rodzinnego, pełnego ciepła i miłości o wiele różnią się od tych szczęśliwców, którzy swój czas spędzają z ogromną rodzinką. I choć może czasami wydaje się, że nas przytłacza i choć każdy przecież żyje swoim życiem, to każdy w końcu zatęskni za beztroskim czasem spędzonym z najbliższymi, kiedy smutki i troski idą w niepamięć. O prawdziwej wielodzietnej rodzinie opowiada książka „Dama Kier” autorstwa Marii Ewy Letki.

Może się Wam zdawać, że ta książka nakłania do wiary w karty i w sny, ale nic bardziej mylnego, autorka wyśmiewa się z tego i pokazuje, że nie zawsze warto wierzyć w to co powie nam wróżka. Pokazuje, że najważniejsze jest to kim jesteśmy i że powinniśmy cieszyć się z każdego dnia, bo każdy dzień jest wyjątkowy i jedyny.

W książce jest mnóstwo humoru. Często śmiałam się na cały głos, ponieważ wiele sytuacji jest zabawnych i okropnie śmiesznych. Książka pani Marii napawa nadzieją, że wszystko będzie dobrze i że każdy miewa gorsze dni. Jest w niej dużo ciepła i miłości, która wręcz emanuje od niej na odległość. Autorka ma ciekawy, bardzo lekki styl pisania, a także pomysł na powieść jest bardzo niebanalny i interesujący. Książkę czyta się bardzo szybko, ponieważ liczy sobie tylko niecałe dwieście stron, a litery są dość duże. Jedyny minus jest taki, że „Dama Kier” nie posiada rozdziałów. To strasznie denerwujące, bo nie ma takiej przedziałki między wydarzeniami, nie ma tego uczucia, że czytam do skończenia tego rozdziału.

Maria Ewa Letki wykonała dobrą robotę. Jej powieść „Dama Kier” jest godna polecenia nie tylko dla tych młodszych czytelników, którym na pewno przypadnie do gustu, ale także tym starszym, bo styl pisania wcale nie jest dziecięcy. Warto ją poznać, żeby przypomnieć sobie wartości wpajane nam przez rodziców w dzieciństwie – że nie warto przejmować się smutkami i że bycie uczciwym, miłym i lojalnym opłaca się. Polecam ją wszystkim, którzy mają ochotę na coś lekkiego, bo książka nie jest literaturą ambitną, lecz bardzo lekką, idealną na niedzielne popołudnie ;)

5/6
7,5/10

Recenzja dla wyzwania czytelniczego Klasyka Młodego Czytelnika
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...