sobota, 31 marca 2012

47. Stąd aż po Brighton Beach


Autor: Robert Terentiew
Tytuł: "Stąd aż po Brighton Beach"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Ocena:
Kiedyś jakiś bardzo mądry człowiek powiedział, że żeby poznać prawdziwego przyjaciela, trzeba zjeść z nim beczkę soli, a inny, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Książka, którą trzymam przed sobą opowiada o dziwnej przyjaźni – w małej nowojorskiej dzielnicy, kilkanaście lat po wojnie, między ludźmi, z których każdy przeżywa osobisty dramat. A jednak ta przyjaźń jest niezwykła – dlaczego? O tym w książce!

Robert Terentiew to jeden z nielicznych już potomków rosyjskich, białych emigrantów. Absolwent Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Warszawskiego, dziennikarz, publicysta, wieloletni felietonista „Tygodnika Solidarność”. Publikował w drugim obiegu wydawniczym, po stanie wojennym na emigracji w Nowym Jorku. Po powrocie do kraju związany z Telewizją Polską; autor programów, scenariuszy, reportaży i filmów dokumentalnych.

Mamy rok 1980. Podczas kiedy w Polsce powstaje Solidarność, Europę dzieli mur berliński, zwany „żelazną kurtyną”, za oceanem na emigracji w dzielnicy Brighton Beach, zwanej również Małą Odessą przebywa kilku samotnych mężczyzn. Nie ma tutaj ogromnych neonów i drogich sklepów jak w Nowym Jorku, a miejsce zamieszkują ludzie, którzy nie są Amerykanami z krwi i kości. Na przykład Piotr – Rosjanin, kochający jazdę konną, zawodowo lekarz weterynarii, często postępujący wbrew sobie, próbuje odciąć się od szarej rzeczywistości. Jest również Jerzy – Polak, idealista, szuka w wielkim świecie miłości i własnego kąta, gdzie będzie mógł osiąść na starość. I jest jeszcze jeden – Jasza, Żyd, w Ameryce szuka szczęścia, próbując uwolnić się od swoich korzeni. Ci ludzie, gdyby nie mieszkali obok siebie, pewnie nigdy by się nie poznali – tak wiele ich różni. Ale dzięki tym różnicom, każdy z nich może się dźwignąć i stanąć na nogi, mimo problemów.

Bohaterzy – to oni odgrywają tu największą rolę. Każdego z nich poznajemy osobno i każdy jest wyjątkowy, niezwykły. Już od pierwszych stron, opowiadają na swoją historię, od początku – zaczynając od dziada, ojca, matki po dzieciństwo, pierwsze miłości, kończąc na historii o tym, co tknęło ich, aby wyjechać do Ameryki. Każdy z nich jest inny, każdy przeżywa inny problem, a jednak w pewien sposób są do siebie bardzo podobni.

W tej książce nie ma pędzącej akcji, jest to raczej długa opowieść snuta przez dojrzałego mężczyznę. Pan Robert świetnie dobiera słowa, opisy w jego wykonaniu czyta się świetnie i wcale nie nużą. Dzieje się to również za sprawą bardzo ciekawej fabuły książki i oryginalnego pomysłu, na jaki wpadła autor. Książkę czyta się jednak dość długo, bo niektóre wydarzenia trzeba przeczytać kilka razy, aby zrozumieć ukryty w nich sens.

Pan Robert daje również czytelnikowi świetną lekcję historii. Wydarzenia, która są opisywane w książce, są nam dalekie – niewiele przecież wiemy o życiu rosyjskich, ukraińskich i polskich emigrantów w dalekiej dzielnicy Brighton Beach. A czytając możemy poznać ich życie, zobaczyć jaki punkt widzenia mieli mieszkańcy Stanów Zjednoczonych na polską Solidarność, z jakimi problemami zmagali się ludzie wtedy. To niezwykła lekcja, bo bardzo żywa i interesująca.

Powieść „Stąd aż do Brighton Beach” mogę szczerze polecić tym, którzy są ciekawi nowej kultury czterdzieści lat temu, lubią niecodzienne lekcje historii i interesują się życiem emigrantów polskich. Polecam ją wszystkim, którzy chcą znaleźć w książce oprócz ciekawej fabuły trochę opowieści i legend. Jestem pewna, że Wam się spodoba, więc na co czekacie?

5/6
8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

wtorek, 27 marca 2012

46. Kuglarz. Legendy średniowieczne

Autor: Michel Zink
Tytuł: "Kuglarz. Legendy średniowieczne"
Wydawnictwo: Promic

Ocena:
Michel Zink jest profesorem Katedry Literatury Średniowiecznej w College de France w Paryżu. Nie jest autentycznym autorem tej książki – on zebrał wszystkie te opowiadania i legendy z najróżniejszych ksiąg z czasów średniowiecza i wiele z nich poprawił. Dokonał niemałego dzieła, ponieważ tomik prezentuje się imponująco. I zasługuje na uwagę.

Książka przedstawia nam kilkadziesiąt legend, opowiadań średniowiecznych, które zgodnie z tamtejszymi zwyczajami opowiadają historie o Bogu. Najczęściej głównym bohaterem jest mnich, pustelnik lub zakonnik/zakonnica, ale zdarzały się również o ludziach świeckich, którzy uwierzyli. Często wkradała się tam postać szatana, diabła – symbolu zła, pychy, grzechu. Mamy tu historie świętych, błogosławionych i tych, którzy uwierzyli za sprawą cudu lub przypadku. Bohaterzy są bogaci, biedni, samotni lub wręcz przeciwnie. A każdy z nich ma do opowiedzenia historię. A żadna z tych historii nie jest nudna.

Mamy przed sobą książkę średniowieczną, a jednak kiedy ją otworzymy nie znajdziemy trudnych, łacińskich zwrotów, dziwnych słów czy zwyczajów z kosmosu. Autor tak zgrabnie przerobił treść, że współczesny czytelnik nie gubi się w akcji ani nie mącą się mu wydarzenia. Fabuła jest ciekawie przedstawiona – opowiadania nie są za krótkie, ale też nie za długie, więc nie przynudzają. Plusem także jest fakt, że nie są ze sobą powiązane, więc jeśli kogoś nie interesuje jedno, może przejść do następnego bez zgubienia wątku.

Znaczna większość tych legend, jak nie wszystkie posiada morał, końcową naukę, wskazującą dobre zachowanie, właściwą drogę. Często występujące w postaci pytania, które ma skłonić czytelnika do refleksji i zastanowienia się nad swoim życiem. Nie tylko jednak morały są zastanawiające, a całość książki w bardzo prosty i obrazowy sposób uczy – prawdziwej, głębokiej wiary, współczucia, zadośćuczynienia. Mimo, że powstały dawno temu, w epoce tak znacznie różniącej się od naszej, nie straciły na aktualności.

To co przyciąga czytelnika do tej książki to niewątpliwie śliczne, estetyczne wydanie. Okładka, z delikatnie złoconym i uwypuklonym tytułem już nawiązuje do treści i klimatu książki, a strony pięknie zdobione dodają jej uroku. Tytuł każdej nowej legendy jest na osobnej kartce, a pierwsza litera jest, podobnie jak w średniowieczu przyozdobiona. Książka ma niewielki format, i nie zajmuje wiele miejsca na półce a do tego swoją szatą graficzną cieszy oko.

„Kuglarz. Legendy średniowieczne” autorstwa Michela Zinka mogę wam z pewnością polecić. Czyta się je bardzo szybko i w ciekawy sposób możemy bliżej poznać epokę średniowiecza, o której niewiele jest książek. Nie ma tu dat, czarnej magii i nie leje się krew. Nie ma tu również szybkiej akcji, ale nie przeszkadza to w czytaniu, bo ciekawa fabuła nadrabia braki. Tym, którzy chcą odpocząć od ciężkich książek polecam przeczytanie tej, bo na pewno się nie zawiedziecie.

5/6
7,5/10

Za udostępnienie mi książki dziękuję wydawnictwu Promic

niedziela, 25 marca 2012

45. W pierścieniu ognia

 
Autor: Suzanne Collins
Tytuł: "W pierścieniu ognia"
Wydawnictwo: Media Rodzina

Ocena:
Pierwsza część - Igrzyska śmierci - wypadła świetnie. Genialny styl i pomysł autorki zachwycił nie tylko mnie, ale również i wielu z Was - seria Suzanne Collins należy do naszych ulubionych lektur. Ale czym autorka może zaskoczyć nas w kontynuacji? Czy będzie potrafiła powtórzyć sukces "Igrzysk.."?

Po wygranych Głodowych Igrzyskach w życiu Katniss wiele się zmienia. Nie przymiera głodem, nie musi się martwić o stan żołądków swojej rodziny. Okazuje się jednak, że jej kłopoty się nie skończyły - niechcący spowodowała bunty i powstania w całym państwie Panem. Boi się, że karę za to będzie musiała ponieść nie tylko ona, a także jej rodzina i najbliżsi. Nie radzi sobie również z uczuciami - sama nie wie kogo tak naprawdę kocha - Peetę czy Gale'go? Kapitol jest zły i przygotował  dla niej jeszcze wiele niespodzianek - jak z nich wybrnie? Czy Katniss uda się pokonać władzę nieznającą sprzeciwu?

Nie wiem jak ta kobieta to robi, ale kontynuacja bestsellerowej książki okazuje się być tak samo - dobra jak nie lepsza, niż poprzednia. Trudno mi było napisać krótko o treści książki, ponieważ jest tutaj tak wiele zwrotów akcji, że nie chciałabym odbierać wam tej przyjemności samemu zapoznania się z lekturą. Pani Suzanne okazuje się być mistrzem szybkiego tempa, które wciąż przyspiesza, oryginalnej, ciekawej fabuły i lekkiego przystępnego dla młodzieży i bardzo plastycznego języka.

Dużym atutem książki są bohaterowie. Świetnie wykreowani, są jak żywi - razem z nimi przeżywamy przygody, cieszymy się i smucimy. To z nimi wkraczamy w kolejne strony książki i sami jesteśmy zdumieni upływającym czasem. Wśród bohaterów Suzanne Collins czujemy się jak wśród przyjaciół. Ci starzy, znani nam już z poprzedniej części, napotykają wciąż nowe wypadki losu i wielu z nich się zmienia. Z niektórymi musimy się już pożegnać, na niektórych złorzeczymy i czekamy z niecierpliwością kiedy będzie ich koniec. Jest tu także wiele nowych twarzy i charakterów - twórczyni sprawnie operuje nimi dodając wciąż nieznane nam jeszcze postacie, które być może wiele wnoszą w życie głównych bohaterów.

Czytaniu niezmiennie towarzyszą emocje. Radość, płacz, ból - to wszystko można wyczytać z twarzy czytelnika, który zaczytuje się w kolejnych rozdziałach książki. To jak autorka operuje tymi emocjami jest  niesamowite i również zasługuje na uznanie - od lektury nie można się oderwać póki nie poznamy zakończenia.

Wielu z Was poszło do kina na ekranizacje "Igrzysk śmierci", wielu pewnie ma taki zamiar. Ja zachęcam Was do sięgnięcia po papierową wersję zarówno pierwszej jak i drugiej części. Już wkrótce zabieram się za trzecią część - już ostatnią. Druga - "W pierścieniu ognia" - bynajmniej mnie nie zawiodła, a wręcz przeciwnie - zrobiła na mnie ogromne wrażenie!
Gorąco polecam!

6/6
10/10

czwartek, 22 marca 2012

Wiosenny stos

 Witajcie!
Wiosna już do nas przybyła - na dworze coraz cieplej, jaśniej i coraz bardziej kolorowo. Zniknęły już pesymistyczne szarości i brązy zimowe, a nadszedł czas zieleni, czerwieni i żółci. Dzisiaj zamiast recenzji chciałam przedstawić wam stos, który uzbierał się u mnie ;)


1. Brian Keaney "Tajemnica drabiny Jakuba" - (z biblioteki) już kiedyś miałam okazję ją przeczytać, ale nie skorzystałam, słyszałam, że jest niezła, więc chcę nadrobić braki ;)
2. Christopher Paolini "Eragon" - (j.w.) wszyscy się nią zachwycają, chcę się przekonać jaka ona naprawdę jest 
3. John Boyne "Chłopiec w pasiastej piżamie" - (j.w.) słyszałam, że ekranizacja jest świetna, a ja lubię tematykę wojenną, więc z książką chętnie się zapoznam
4. i 5. Rafał Kosik "Feliks, Net i Nika oraz Teoretycznie Niemożliwa Katastrofa" i "Feliks, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi" - (j.w.) już od dawna chciałam zapoznać się z tą serią, a nigdzie nie mogłam znaleźć pierwszych części, w końcu mam okazję i jestem ciekawa co z tego wyniknie ;)
6. Jedd Hafer, Todd Hafer "Na czacie z Panem Bogiem" - (j.w.) 
7. Małgorzata Karolina Piekarska "Tropiciele" - (j.w.) bo lubię tę autorkę ;)
8. Eoin Colfer "Artemis Fowl : Arktyczna przygoda" - (j.w) pierwsza część przypadła mi do gustu, jestem ciekawa jak wypadnie druga 
9. Silvana De Mari "Ostatni elf" (j.w.) 

10. Małgorzata Gutowska - Adamczyk "110 ulic" (z biblioteki) - jedna z moich ulubionych polskich autorek, chcę poznać następne jej książki
11. Barbara Ciwoniuk "Własny pokój" (j.w.) - ta autorka nie pisze wybitnie, ale całkiem ciekawie, a ta książka podobno jest świetna - chcę się o tym przekonać
12. Maria Ewa Letki "Dama Kier" (j.w.)
13. Jandy Nelson "Niebo jest wszędzie" (pożyczona od koleżanki) 
14. Sarah Rubin "Tańcząca" (j.w.)
15.  i 16. Suzanne Colins "W pierścieniu ognia" i "Kosogłos" - właśnie czytam, recenzja niebawem - kontynuacja Igrzysk śmierci

17. Robert Terentiew "Stąd aż do Brighton Beach" - od wydawnictwa Zysk i S-ka
18. Mariusz Wieteska "Pewnego dnia przyszedł do mnie..." - od wydawnictwa Anagram
19. Barbara Piórkowska "Szklanka na pająki" od wydawnictwa Nowy Świat
20. Artur Król "Pewność siebie" - od wydawnictwa Edgar
21. Juliette Benzoni "Opal księżniczki Sissi" - od wydawnictwa Bis
22. Maria Stępkowska - Szwed "Maniusia, Marynia, Maria" - j.w.
23. Joanna M. Chmielewska "Sukienka z mgieł" - od wydawnictwa MG
24. Peter Hince "Queen. Nieznana historia" - od wydawnictwa SQN

Mam nadzieję, że uda mi się uporać z tymi książkami. Ostatnio więcej mnie nie ma niż jestem, bo mam mnóstwo nauki i coraz mniej czasu na czytanie. Niestety, w szkole mnóstwo nauki, sprawdzian goni kartkówkę ... :/

A i jeszcze jedno! Cieszcie się wiosną, bo chyba naprawdę w końcu do nas przyszła!

Pozdrawiam Was ciepło - Karolka

niedziela, 18 marca 2012

44. Igrzyska śmierci

 
Autor: Suzanne Collins
Tytuł: "Igrzyska śmierci"
Wydawnictwo: Media Rodzina

Ocena:
Książka „Igrzyska śmierci” to powieść, którą po tak wielu pozytywnych recenzjach musiałam przeczytać. Nie wierzyłam w swoje szczęście, kiedy okazało się, że mam taką okazję. Pochłonęłam ją w półtorej dnia i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że te wszystkie zachęcające recenzje nie kłamały i ta książka naprawdę uzależnia.

Suzanne Collins swoją pisarską karierę rozpoczęła w 1991 roku jako twórczyni telewizyjnych programów dla dzieci. Zanim stworzyła bestsellerową powieść "Igrzyska śmierci" będącą pierwszą częścią trylogii o mieszkańcach futurystycznego państwa Panem, napisała kilka bajek i opowiadań, a w końcu zasłynęła pięcioczęściowym cyklem kronik o podziemnym świecie i Gregorze - chłopcu, który odkrywa nieznane nikomu obszary. I ta seria, i "Igrzyska śmierci" przez wiele tygodni utrzymywała się na liście bestsellerów "The New York Times", zyskując fantastyczne recenzje zarówno krytyków, jak i czytelników. Suzanne Collins mieszka w Connecticut z rodziną i trzema dzikimi kotami. W maju 2010 roku magazyn TIME zaliczył ją do setki najbardziej wpływowych ludzi świata. (opis polskiego wydawcy)

Na ruinach dzisiejszej Ameryki Północnej powstaje państwo Panem, w którym rządzi Kapitol. Ludzie są podzielenia na dwanaście dystryktów, a każdy z nich musi składać daniny okrutnej władzy. Żeby pokazać jednak ludności jak wielką Kapitol ma nad nimi władzę co roku organizowane są Głodowe Igrzyska w których udział biorą jedna dziewczynka i jeden chłopiec z każdego dystryktu. Dwudziestu czterech młodych ludzi między dwunastym a osiemnastym rokiem życia musi walczyć ze sobą a jednocześnie dbać, aby przeżyć. Wygrywa ten który zostanie ostatni na arenie. Jak potoczą się następne Głodowe Igrzyska?

Główną bohaterką i narratorką jest Katniss, szesnastoletnia dziewczyna mieszkająca w Dwunastym, najbiedniejszym dystrykcie. Po śmierci ojca musi sama dbać o chorą matkę i młodszą siostrę, a często przymiera głodem aby wyżywić rodzinę. Od dziecka samodzielnie poluje i zabija zwierzynę. Polubiłam ją już od pierwszych stron za jej waleczność, upór, troskliwość. Jest bardzo wrażliwa w środku i twarda na zewnątrz. Potrafi walczyć o swoje. Książka jest napisana w narracji pierwszoosobowej, więc świetnie poznajemy myśli i uczucia bohaterki. Jest genialnie wykreowana jak zresztą większość bohaterów książki. Wszyscy są żywi, barwni i na długo zostają zapamiętani.

Fabuła to kolejny atut książki. Ciekawa, oryginalna. Autorka pokazuje nam przyszłość, ale nie podaje dokładnych dat, więc nie znamy dokładnego czasu akcji. Tego jeszcze nie było, a pani Collins jest mistrzem słowa. Akcja wręcz pędzi w zawrotnym tempie, nie można się oderwać od lektury. Nigdy nie możemy mieć pewności co wydarzy się na następnej stronie, w następnym akapicie.  Język jest lekki i plastyczny, autorka świetnie oddaje emocje bohaterów.

Na okładce możemy przeczytać oprócz wielu zachęcających krótkich opinii (w tym Stephena Kinga, który twierdzi, że uzależnił się od tej książki i Stephanie Mayer, która pisze, że ta książka ją opętała) znajdziemy krótką notatkę głoszącą, że ta książka nie jest dla dzieci, a dla dojrzałych młodych ludzi. Ludzi, którzy potrafią docenić swoje życie, bo po tej książce na pewno docenia się to co się ma. Ludzi, którzy rozumieją śmierć i nie boją się jej, a raczej uważają, że jest to naturalna rzecz. Dla ludzi, którzy rozumieją, że okrucieństwo jest częścią historii ludzkości.

„Igrzyska śmierci” to książka, którą TRZEBA przeczytać. Ona jest świetna, genialna, cudowna. Nie da się przejść obok niej obojętnie i nie da się wypuścić jej z rąk, póki nie poznamy zakończenia. Nieprzewidywalna, wciągająca i uzależniająca to tylko niektóre z jej zalet. Życzę wam, abyście kiedyś mieli okazję ją poznać, bo jestem przekonana, że chcecie!

Gorąco polecam!

6,5/6
10,5/10

czwartek, 15 marca 2012

43. Artemis Fowl

Autor: Eoin Colfer
Tytuł: "Artemis Fowl"
Wydawnictwo: W.A.B

Ocena:
Seria o Artemisie Fowlu była kiedyś bardzo popularna. Nazywano ja „następcą Harrego Pottera”. Teraz szum wokół niej znacznie ustał. Już od dawna miałam ochotę ją przeczytać, ale jakoś zawsze brakowało mi czasu. Dopiero niedawno znalazłam chwilę na zajrzenie do książki a co z tego wynikło przekonacie się zaraz.

Artemis pochodzi z zamożnego i bogatego domu. Kiedy honor rodziny zostaje splamiony, dwunastolatek postanawia przywrócić mu dawną renomę wykorzystując do tego dość chytry i przebiegły sposób. Wpada na pomysł, aby okraść wróżki, które mają zamagazynowane złoto. Najpierw jednak musi odkryć ich sposób działania, ale i to mu się udaje – a przynajmniej tak myśli. Ma wiernego służącego – Bultona, pomocą służy mu także rozwinięta technika i komputery, ale nie przewiduje, że i te najmniejsze stworzenia – wróżki będą chciały jakoś się bronić. One również mają plan jak przechytrzyć chłopaka i nie zawahają się użyć nawet skomplikowanych wyjść. Jak skończy się ta zażarta walka między ludźmi a wróżkami?

Artemis Fowl to chłopak wręcz można powiedzieć doskonały – ma bogatą rodzinę, bystry, nad poziom inteligentny. W dzień rozpracował to czego ludzie nie mogli zrobić od wieków – rozszyfrował magiczną księgę wróżek, opanował język jakim posługują się magiczne stworzenia. Zawsze jest krok dalej niż inni, nigdy się nie myli. Ale i od niego nie uciekają problemy – matka leży chora w łóżku, załamana nie rozpoznaje często swojego syna, ojca nawet nie zna, bo ciągle pracuje. Autor tworząc taką postać chciał pokazać, że nikt nie jest idealny i że od kłopotów nie uciekniemy. Nie ma ludzi doskonałych, bo każdy ma coś na sumieniu i każdy spotyka przeciwności losu. Jednocześnie uczy, że nie można się zamartwiać – trzeba działać.

Świat stworzony przez autora jest niezwykły. Znajdujemy się w Irlandii i tu toczy się akcja. I mimo, że wiele jest tu fikcji literackiej to zgrabnie wpleciona jest w to wszystko technika, komputery, a nawet choroby. Fantastyka zmieszana z rzeczywistością to genialny pomysł. Pisarz świetnie buduje akcję, która jest bardzo szybka, a fabuła ciekawa. Mnóstwo zwrotów akcji i przedziwnych wydarzeń, które stają na drodze bohaterów.

Bohaterzy są świetnie wykreowani. Zaczynając od samego Artemisa, który zadziwia, bawi i uczy, po Holly – kapitan Niedużą, wróżkę złapaną przez ludzi, poprzez kapitana Bulwę – skrzaciego kaprala, Bultona i Julię – służących, kończąc na wszystkich innych postaciach – elfach, skrzatach, krasnoludach. Są pełni życia, kolorowi i sympatyczni. Nie da się ich nie lubić a w czasie lektury często kibicowałam moim faworytom. Obserwujemy zaciętą walkę między ludźmi a istotami magicznymi i możemy przyglądać się obu stronom, bo książka jest prowadzona raz z punktu widzenia Artemisa, a raz z punktu widzenia wróżek. To moim zdaniem świetny pomysł, bo czytelnik może lepiej wczuć się w akcję.

„Artemis Fowl” to seria, którą z pewnością warto przeczytać. Ciekawa, wciągająca, napisana lekkim piórem. Spodoba się wszystkim fanom fantastyki jak i tym, którzy nie przepadają za tym gatunkiem – może się przekonają? Ja polecam ją wszystkim, którzy są ciekawi jak może się skończyć konflikt między światem wróżek i ludzi.

Warto przeczytać!

5,5/6
9/10

wtorek, 13 marca 2012

42. Zaskoczony radością

Autor: C. S. Lewis
Tytuł: "Zaskoczony radością"
Wydawnictwo: Esprit

Ocena
W magicznej krainie, gdzie wciąż panuje zima – Narnii, zakochałam się już jako dziecko. Nawet teraz chętnie wracam do przygód Łucji, Edwarda, Zuzanny i Piotra. Clive Staples Lewis należy do czołówki najlepszych pisarzy, lecz tak naprawdę wiemy o nim niewiele. Warto więc zagadnąć do jego biografii, aby przekonać się, że to niezwykle interesujący i ciekawy człowiek.

Clive już jako dziecko miał głowę w chmurach. Razem z bratem wymyślił Krainę Zwierząt, nazwaną potem królestwem Boxen. Kolejne szkoły i nauczyciele kreowali jego poglądy na świat. Opisuje swoją niezwykłą miłość do książek, zwłaszcza do poezji dramatu i literatury pięknej. Istotną rolę w książce ma wiara pisarza – jak to się stało, że stracił wiarę w Boga, a następnie jak w niezwykły sposób został potem człowiekiem wierzącym. Czym różni się Radość od radości i jaki wpływ na jego zachowanie mieli kolejny pedagogowie, rodzina oraz znajomi. 

Z książki niewiele dowiadujemy się o rodzinie pisarza, ponieważ jego matka zmarła na raka, kiedy był zaledwie kilkuletnim chłopcem, a ojciec wiecznie był zajęty lub zamyślony. Szczególną więź autor miał ze swoim bratem, ale również o nim się nie rozpisuje – nie znamy nawet jego imienia. Poznajemy za to środowisko angielskie w jakim się wychowywał a również realia i zasady tamtejszych angielskich szkół. Mamy okazję ‘wsiąknąć’ w tamtejszy klimat i urok sprzed stu lat.

Jak sam Lewis podkreśla, tę autobiografię napisał po części jako odpowiedź na prośby, bym opowiedział, jak z ateisty stałem się chrześcijaninem, a częściowo po to, by skorygować fałszywe pogłoski, które rozeszły się tu i ówdzie. Książka porusza temat wiary, a właściwie jej utratę, może zapomnienie i ponowne nawrócenie. Jest to temat bardzo delikatny i subtelny i nie każdy potrafi podejść do tego właściwie, ale Lewis jako mistrz słowa, wywiązuje się znakomicie.

Autor ma bardzo lekki styl pisania, więc czyta się świetnie. Jest bardzo bezpośredni i otwarty, akcja jest żywa, a język plastyczny i zrozumiały. Podejmuje temat, który większości z nas jest całkowicie obcy, a ma się wrażenie, jakbyśmy znali Lewisa jak dobrego przyjaciela. Znajdzie się tu wiele dobrych rad i mądrych myśli i mnóstwo szczerości. Nie wywyższa się, a raczej jest bardzo skromny, tłumaczy wszelkie paradoksy i dziwne zdarzenia w jego życiu najlepiej jak potrafi i świetnie mu to wychodzi.

Jedynym minusem tej powieści są pojawiające się co jakiś czas opisy przyrody, otoczenia. Strasznie się dłużą i są najzwyczajniej w świecie nudne, i jak w niektóre fragmenty tej powieści się wręcz połyka te w których autor się tak rozpisuje nie są ciekawe, chyba że ktoś bardzo to lubi.

„Zaskoczony radością” to książka, która zebrała same wysokie oceny. Ja również jestem zdania, że to historia niezwykła, nietuzinkowa i warto się z nią zapoznać. Mimo tego małego minusa, czyta się świetnie, bo styl autora jest płynny i lekki. Polecam ją wszystkim, którzy zakochali się w Narnii jak i tym, którzy jeszcze nie mieli przyjemności przeczytania żadnego dzieła C.S.Lewisa. Jego autobiografia przybliży wam jego dzieciństwo, młodość, a przede wszystkim pokaże trudną drogę wiary jaką przeszedł Clive w swoim życiu.

Polecam!

6/6
9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Esprit

poniedziałek, 12 marca 2012

41. Pierścień i róża

Pierścień i Róża - William Makepeace Thackeray


Autor: William Makepeace Thackeray
Tytuł: "Pierścień i róża
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 1855

Ocena:
Egzemplarz książki, który posiadam we własnej biblioteczce, znacznie różnie się okładką od tej którą wam powyżej przedstawiłam. Jest to książka z opracowaniem z wydawnictwa Greg i ta okładka nie zawiera wiele, a jest zimna i odpychająca. Książkę dostałam ze szkoły na zakończenie roku i długo leżała nieruszana na półce. Dopiero pewnego dnia z nudów przejrzałam ją i wciągnęłam się niesamowicie. Dziś to jest jedna z moich ulubionych książek.

Książe Lulejko jest miłym, choć trochę głupim młodzieńcem. Mieszka w zamku ze swoim wujem - uzurpatorem i jego rodziną. Jest szaleńczo zakochany w córce wuja - pięknej Angelice, więc nie przejmuje się tym, że od dawna to on powinien dzierżyć tron. Na zamku jest również Rózia - przybłęda, która kiedyś zabłądziła i została przygarnięta przez Angelikę. To mądra i zaradna dziewczynka, która pełni rolę osobistej służącej księżniczki. 

Lulejka nie ma szczęścia w miłości - o rękę Angeliki stara się również książę Bulbo. Oboje wydają się być w sobie zakochani, co nie podoba się księciu. Ale, ale! Czy to możliwe, że gruby Bulbo i ruda Angelika na pewno są ideałami piękna? Oczywiście, że nie! Dzieje się tak za sprawą czarów, a dokładnie dzięki róży i pierścionka, który zawsze mają przy sobie. Co jednak się stanie gdy magiczne przedmioty wpadną w niepowołane ręce? Jak postąpi książe Lulejka, żeby odzyskać ukochaną? I co wspólnego z tym wszystkim ma Czarna Wróżka? O tym przekonacie się w lekturze!

Po przeczytaniu tej książki wiem, że Thackeray jest mistrzem słowa. Operuje językiem i stylem w tak przedziwny sposób, że czytelnik zapomina o wszystkim. Przy czytaniu często wybucha śmiechem, ponieważ mnóstwo jest tu dobrego humoru, satyry i ironii. Autor kpi sobie z bohaterów, układając wydarzenia w przedziwny czasem sposób. Książka nie jest długa, a na długo pozostaje w pamięci, bo można rzec, że jest napisana genialnie. 

W trakcie lektury możemy również podziwiać kunszt malarski autora. Sam zilustrował swoją powieść. Rysunki są czasami śmieszne, czasami rubaszne i zabawne, ale zwykle są to karykatury bohaterów. Poprzez świetne wykreowanie swoich postaci, Thackeray pokazuje do czego doprowadzają zazdrość, nienawiść, oszustwo i kłamstwo  - do rozpaczy, ruiny i nieszczęścia. Książka "Pierścień i róża" ma niewątpliwie drugie dno, nie pozostaje po niej tylko mile spędzony czas, ale również płynie z niej jakaś nauka. Bardzo żałuje, że ta książka nie jest już w kanonie lektur i to niewątpliwa strata dla młodych ludzi.

Czytając można poczuć angielski klimat i niepowtarzalny urok baśni. Bo "Pierścień i róża" to z pewnością baśń, tylko, że to baśń dla dzieci i  dorosłych. Sięgnąć po nią może każdy i każdemu się spodoba. Jest ponadczasowa i swój morał oddaje zarówno teraz jak i sto lat temu. Swojej nauki nie wymusza, każe czytelnikowi samemu się zastanowić. Kiedy razem z bohaterami przeżywamy niezwykłe magiczne przygody, możemy zastanowić się jak my w takiej sytuacji postąpilibyśmy.

Warto zapoznać się z tą historią, bo jest ciekawa, zabawna, pouczająca i wciągająca. Niewiele jest takich książek na polskim rynku i niewiele osób wie, że istnieje taka powieść, która uczy i bawi. Jestem przekonana, że spodoba się ona każdemu, to tylko po nią sięgnie! Zachęcam was bardzo do poznania jej, bo naprawdę warto.

Gorąco polecam!

6/6
10/10

Recenzja dla wyzwania Klasyka Młodego Czytelnika

sobota, 10 marca 2012

40. Królewskie psy: Morrigan

Piotr Olszówka "Królewskie Psy. Morrigan"
Autor: Piotr Olszówka
Tytuł: "Królewskie psy : Morrigan"
Wydawnictwo: Comm

Ocena:
Rzadko sięgamy po powieści z okresu średniowiecza, może dlatego że nie ma ich wiele lub giną pod stosami książek o wampirach i wilkołakach. A z tych co są trudno wybrać te najlepsze, niepowtarzalne. Jaka okazała się powieść Piotra Olszówki o zastanawiającym tytule „Królewskie psy: Morrigan”?

Piotr Olszówka urodził się w 1970 roku. Ukończył polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracował jako DTP-owiec, autor komiksów i ilustrator. Współpracuje ze „Świerszczykiem” jako autor bajek i komiksu „Bartek i Chlorofil” – jednego z najdłużej wychodzących w Polsce komiksów dziecięcych. Fascynat średniowiecza, członek Association For Renaissance Martial Arts, prowadził sekcję szermierki tradycyjnej przy Krakowskim Klubie Szermierzy.

Książka zawiera cztery opowiadania: „Morrigan”, „Imię ojca”, „Róża i miecz” oraz „Jeszcze raz Morrigan”. Opowiadają one o czarownicach, wojownikach, królach i rycerzach. Pierwsze opowiadanie było najmniej ciekawe, potem akcja trochę się rozkręciła i ostatnie opowiadanie zdecydowanie było najlepsze. Możemy znaleźć tu miłość, przyjaźń oraz nienawiść. Dobro przeplata się ze Złem, a nie każdy ma tutaj dobre zamiary…

W tej powieści zdecydowanie czegoś mi zabrakło. Spodziewałam się po niej czegoś lepszego, myślałam, że mnie zachwyci. Trochę się zawiodłam, bo autor owszem stworzył dość ciekawą, przyjemną książkę, ale nie powalającą. Nie znalazłam w niej nic ciekawego i raczej do niej nie wrócę..

Myślę, że ta historia spodobałaby mi się, gdybym była trochę młodsza, może po prostu już wyrosłam z takich lekkich, magicznych opowiastek? Autor ma bardzo lekki styl pisania, ale trochę nużący, książka nie zaciekawia, jakoś nie miałam szczególnej ochoty wiedzieć co będzie dalej. Do tego język – miało to być średniowiecze, a znalazłam tu zwroty, które używamy w wieku XXI. Historie są moim zdaniem trochę przerysowane, a dialogi i opisy sztuczne i wymuszone. Bohaterzy ciekawie wykreowani, ale za nudni. Wydawali mi się strasznie jednoznaczni i nieciekawi. Owszem w niektórych momentach bywało lepiej, niektórych nawet trochę polubiłam, ale większość mnie zawiodła, bo nie znalazłam w nich nic niezwykłego. Są bardzo mało wyraziści i po prostu nudni. Po skończeniu byłam pewna, że to zapewne debiut tego autora i bardzo zdziwiłam się, że choć to jego pierwsza książka to pisze od dawna.

Pochwalić można wydawcę za ciekawą okładkę. Pasuje do klimatu i stylu książki i pewnie przedstawia  bohaterkę zamieszania  i akcji w książce – boginię, a raczej przedziwną niby-czarownicę, która uwielbia wojny i śmierć. Jest przedstawiona ładnie i zjawiskowo i jeśli czytelnik jest bardzo ciekawy to może i zachęca do przeczytania. W środku znajduje się wygodna do czytania książka, więc i do tego nie mogę się przyczepić.

„Królewskie psy: Morrigan” to książka, która spodobała się wielu czytelnikom, ale mojego serca nie podbiła. Autor powinien jeszcze trochę poćwiczyć w pisaniu i mam nadzieję, że kiedyś przeczytam książkę jego autorstwa, która nie zaciekawi. Ta lektura niestety nie jest świetna, ale nie jest też najgorsza, więc jeśli macie ochotę na trochę średniowiecza to proszę bardzo – może wy się nie zawiedziecie…

3/6
4/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Comm

czwartek, 8 marca 2012

39. Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie

 
Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Tytuł: "Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie"
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia


Ocena:
Pierwsza część Cukierni pod Amorem zachwyciła mnie i oczarowała. Uwielbiam styl pisania pani Małgorzaty, jej lekkość pióra i wiedzie ona prym wśród polskich autorów. A jaka okazała się druga część tej  wspaniałej serii? Powiem wam od razu - dorównuje poprzedniczce, jeśli nie jest od niej lepsza!


Małgorzata Gutowska-Adamczyk jest absolwentką Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST (obecnie Akademia Teatralna), w przeszłości była nauczycielką języka polskiego i łaciny, a także współwłaścicielką firmy handlowej. Jest autorką kilkunastu książek dla dorosłych i młodzieży, które zachwycają i zapierają dech w piersiach. 


W drugiej części "Cukierni..." poznajemy dalsze losy rodziny Zajezierskich. W Gutowie szykuje się wiele zmian, starzy bohaterzy umierają a na ich miejsce rodzą się nowi. Marianna Blatko emigruje do Ameryki gdzie zakłada rodzinę, Kindze Toroszyn rodzi się córeczka - Grażyna, która ma wkrótce zrobić wielką karierę... Tym razem z bohaterami przenosimy się w początek wieku XX, poznajemy losy polskich emigrantów w Chicago, wkraczamy w świat pierwszej wojny światowej. Razem z bohaterami zachwycamy się pierwszym wtedy nowinkami technicznymi - elektrycznością, windą czy luksusowymi apartamentami. Poznajemy nowe miejsca - akcja nie toczy się już tylko w Zajerzycach i w Gutowie, ale również w Warszawie, Moskwie czy Płocku. 


Jednocześnie w roku 1995 Iga Hryć nadal odkrywa tajemnicę pierścienia. Ma również kłopoty rodzinne - jej pięćdziesięcioletni ojciec znów się zakochała a babcia po silnym ataku udaru nie wstaje z łóżka. Na dziewczynie spada obowiązek utrzymania godności rodziny, a także zajmowanie się cukiernią. Jak sobie poradzi? Czy zagadka pierścienia się rozwiąże?


Autorka świetnie tworzy klimat książki. Nie da się oprzeć urokowi i czarowi cudownej kawiarenki w Gutowie. Swoją rolę ma tu również bardzo klimatyczna i piękna okładka oraz zachęcający opis. Estetyczne wydanie jeszcze bardziej przyciąga czytelnika i nie pozwala mu odłożyć lektury przed przeczytaniem jej w całości. Pani Małgorzata w swojej książce zamieściła piękne opisy miast w tamtych latach, słodkości, które wyrabiają bohaterowie i bezbłędnie oddała urok tamtych czasów. Można by powiedzieć, że wręcz urodziła się sto lat temu, bo kiedy czytamy losy bohaterów, czujemy jakbyśmy stali koło nich i słuchali ich pięknej opowieści.


W powieści pojawia się wielu bohaterów, starych i nowych, a żaden z nich nie myli się czytelnikowi, bo autorka świetnie ich wykreowała. Są jak żywi w swojej radości, szczęściu czy złości, żałobie i zabawie. Nie da się ich nie kochać, przy czytaniu często uśmiechałam się pod nosem i kibicowałam swoim faworytom. Również fabuła jest dość rozległa, a nie miesza czytającemu w głowie, bo jest napisana chronologicznie i dokładnie.


Pani Małgosia posługuje się językiem lekkim, a zarazem podobnym do języka sprzed stu lat, kiedy ma miejsce akcja książki. Dodaje do swojej książki zwroty po rosyjsku, francusku czy angielsku, pokazując, że posiada wiedzę na temat tego co pisze. Akcja szybko się toczy, a fabuła jest bardzo ciekawa. Po przeczytaniu zakończenia czułam niedosyt, bo autorka pozostawia kilka pytań na które najpewniej odpowie e w następnym tomie.


Uwielbiam twórczość pani Gutowskiej-Adamczyk i na pewno sięgnę po ostatnią już część sagi. Cukiernię pod Amorem powinni przeczytać wszyscy, którzy uwielbiają książki ciepłe, klimatyczne i ciekawe. Książki, które pokazują inną, nieznaną nam kulturę i które wciągają. Polska autorka pokazuje, że to co polskie nie musi być złe, bo Cukiernia pod Amorem to seria, którą powinniśmy się chwalić.


Gorąco polecam!

6/6
10/10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...