wtorek, 2 października 2012

92. Śniadanie u Tiffany'ego


 



Autor: Truman Copote
Tytuł: "Śniadanie u Tiffany'ego"
Tytuł oryginału: "Breakfast at Tiffany's"
Wydawnictwo: Albatros


Ocena:
Pisałam już kiedyś, że uwielbiam książki o II wojnie światowej? Tak, kocham je czytać, przeżywać to co tamci ludzie prawie pięćdziesiąt lat temu i być dumna z tego, jakich dzielnych mamy rodaków. Lecz przecież nie na całym świecie trwała ta okrutna wojna – w Ameryce na przykład odbiła się tylko wielkim echem, a ludność, która tam zamieszkiwała nie musiała ginąć za wiarę, ukrywać się w kanałach czy też bezpośrednio uczestniczyć w walkach. Jak więc żyło się Amerykanom w latach 40. ubiegłego wieku?

Mimo, że mamy rok 1943, Holly Golightly spędza całe dnie na podróżach dookoła świata, szukając przystojnego i co najważniejsze, bogatego mężczyzny, który zechce zostać jej mężem. Kiedy w końcu przybywa do Nowego Jorku, aby spotkać się ze swoimi przyjaciółmi, zaprzyjaźnia się z sąsiadem, którego pieszczotliwie nazywa imieniem ukochanego brata – Fred. Szybko zostają przyjaciółmi, kiedy nagle mężczyzna uświadamia sobie, że zakochał się w tej uroczej panience i nie wyobraża sobie życia bez niej. A tymczasem Holly za niedługo wyjeżdża do Brazylii, gdzie ma zamiar wziąć ślub ze swoim prawie-narzeczonym – Jose. Jak dalej potoczy się ta historia?

„Lepiej jest patrzeć w niebo, niż w nim żyć.” 

„Śniadanie u Tiffany’ego” to właściwie nie powieść, a bardziej nowelka – bardzo króciutka, liczy zaledwie trochę ponad 80 stron. Czyta się ją oczywiście w tempie ekspresowym i ma to wiele zalet, między innymi to, że jest idealna po ciężkim dniu, lub wtedy gdy nie mamy zbyt wiele czasu na czytanie. Jej objętość nie jest duża (i nie zależy to od wydania, ponieważ to naprawdę krótka i mała książka), więc zmieści się do torby szkolnej czy plecaka, nie dodając jednocześnie kilku kilogramów więcej.

Truman Capote genialnie przedstawił mentalność i obyczaje ludzi żyjących w Nowym Jorku w czasie wojny. Mamy możliwość przeczytania opisów miasta, budynków takich jak sklepy czy puby, zachowania przechodniów czy też służb, np. policji. Każdy z bohaterów jest świetnie wykreowany i stworzony – zwłaszcza Holly,  która urzeka swoim stylem życia, humorem, wdziękiem i elegancją. Nie jest bogata, a marzy jej się mieszkanie w najbogatszym hotelu, do którego chadza gdy ma zły nastrój. Posiada wielkie grono przyjaciół, gdzie każdy jest inny. Jest bardzo szalona i spontaniczna, ale często wypowiada się filozoficznie i jej słowa skłaniają do refleksji. Nie tylko ona, lecz każda z postaci wydaje się być niezwykle realna i prawdziwa, dzięki czemu książkę czyta się jeszcze przyjemniej.

„Łatwo jest podjąć spokojną, rozsądną decyzję z wieczora, co innego zaś wprowadzić ją w czyn w jasnym blasku dnia.” 

W tej nowelce nie ma większych zwrotów akcji, fabuła ciągnie się bardzo powoli i leniwie, ale nie znaczy, że nudno. Jednak nie można nie stwierdzić, że dla tych, którzy gustują w książkach z szybkimi zwrotami akcji „Śniadanie u Tiffany’ego” może wydać się nużące. To zdecydowanie literatura typowo kobieca.

Gorąco polecam zapoznanie się z krótkim dziełem Trumana Capote, które na pewno nie zajmie Wam wiele czasu, a umili kilka chwil. Styl pisarza jest bardzo lekki i ciekawy, więc książka nie sprawia problemów z czytaniem, a jeszcze ta cudowna Audrey Hepburn na okładce – zachęcam!

5/6
8/10

14 komentarzy:

  1. Książkę koniecznie muszę przeczytać dlatego cieszę się że ją polecasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. historię znam oczywiście z ekranizacji filmowych
    a po wersję papierową raczej sięgać nie zamierzam

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam film i nadal jestem pod jego urokiem. Z przyjemnością zapoznam się z oryginałem zekranizowanej historii, szczególnie po Twojej zachęcającej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę przeczytam, głównie dla tego, że jestem chyba jedną z nielicznych osób, które nie oglądały filmu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książki nie czytałam, ale wprost uwielbiam film. Kiedy sama przyjechałam do Nowego Jorku obejrzałam go po raz kolejny i odwiedziłam wszystkie miejsca, które pojawiły się w filmie. No, wykluczając więzienie ;d
    Książkę kiedyś bardzo chciałam przeczytać, ale nigdzie nie mogłam jej dostać. A teraz...? Skoro już znam fabułę na pamięć to po co czytać?

    Pozdrawiam, Donna

    OdpowiedzUsuń
  6. Film uwielbiam :D A książkę skoro taka niewielka to pochłonę tylko jak ją znajdę .. pewnie skuszę się na wersję e-book , ale zawsze to coś

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Film kocham po prostu, a na ksiązkę poluję w bibliotece :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam ochotę zarówno na książkę, jak i na film ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo miło wspominam tą książeczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Słyszałam już kiedyś coś o niej, ale właściwie nic konkretnego, nawet nie wiedziałam, o czym jest ta książka. Po przeczytaniu Twojej (swoją drogą świetnej) recenzji mam ochotę się z nią zapoznać :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham filmową adaptację. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż, ja przyznam, że zdziwiłam się trochę po przeczytaniu Twojej recenzji. Zresztą, chwilę później przeczytałam również swoją i zdziwiłam się jeszcze bardziej. Otóż, na samą książkę aktualnie patrzę w szczególności jako na obraz samej Holly. Dziewczyny "w podróży", która bała się ustabilizowania, która małżeństwo czy przywiązanie do czegokolwiek utożsamiała z niewolą. I o to chyba chodziło pisarzowi... Chociaż tutaj jest jak z wierszami i jak ze słowami, które ostatnio wypowiedziała pani Pawlikowska: "Mi się wydaje, że w wierszach (lub książkach - przyp.własny) nie chodzi o to, co autor miał na myśli, tylko o to, jak ten wiersz wpłyną na nas."
    Dlatego z drugiej strony nic dziwnego, że ja widzę jedynie Holly a Ty w szczególności obraz Ameryki z lat 40. (bo tak odebrałam Twoją recenzję). A które było bliższe zamierzeń pisarza?;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...