poniedziałek, 7 maja 2012

57. Noc w muzeum

Noc w muzeum
Autor: Leslie Goldman
Tytuł: Noc w muzeum
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Ocena:
„Noc w muzeum” to tytuł, który już kilka razy obił mi się o uszy. Wiem, że jest taki film (powstała już chyba nawet druga część), który cieszył się dobrą sławą, oglądałam nawet jego kawałek. Książkę wypożyczyłam przez zupełny przypadek i nie spodziewałam się po niej wiele. Dobrze zrobiłam – nie dostałam od niej nic szczególnego.

Larry jest życiowym nieudacznikiem – nic mu nie wychodzi. Ledwo skończył szkołę, rozwiódł się, wciąż jest wywalany z kolejnych prac. Prostoduszny, szczery i otwarty na innych często daje się oszukać. Jego jedynym szczęściem jest dziesięcioletni syn Nick, który mieszka z byłą żoną. Mężczyzna jednak wciąż go zawodzi – synek martwi się, że jego tato nie może znaleźć żadnej pracy, ciągle nie ma pieniędzy i wciąż zmienia miejsce zamieszkania. Pewnego dnia zdesperowany Larry idzie do Muzeum Historii Naturalnej i niespodziewanie czeka tam na niego oferta strażnika nocnego. Natychmiast się na nią zgadza, lecz po pierwszej nocy spędzonej w muzeum zmienia zdanie – wszystkie przedmioty w przedziwny sposób zaczynają ożywać i robić niezły harmider i zamieszanie. Jak z tego wybrnie? Jakie czekają na niego kłopoty?

Można przewidzieć, że książki napisane na podstawie filmu są skazane na porażkę. Brakuje w nich tej cząstki, którą autor wkłada w swoje dzieło – są płytkie i bez polotu. Podobnie jest z „Nocą w muzeum” – książka bardzo chaotyczna i niezrozumiała. Trudno „wejść” w akcję, bo.. jej nie ma. Lektura ta przypomina dłuższe streszczenie filmu – nie wywołuje żadnych emocji.

Styl autorki nie jest najlepszy, ale czyta się całkiem przyjemnie. Za to język i słownictwo są bardzo ubogie. Tak ubogie, że czasami nie da się wręcz czytać i chce się rzucić książką w kąt. Przy czytaniu ma się wrażenie, że książka została stworzona tylko dla pieniędzy, żeby zwiększyć popularność filmu, bo innego celu nie mogło być. Napisana „na odwal” nie przynosi żadnej przyjemności z czytania, czytelnik nie zaprzyjaźnia się z bohaterami i już nie może doczekać się zakończenia. Zapewne odtwarza też film w stu procentach czyli nie ma w niej żadnego wkładu autorki.

Wspominałam już o panującym w książce chaosie? Bo jest ogromny i bardzo odczuwalny. Bohaterzy, którzy pojawiają się i znikają, tysiące amerykańskich nazwisk trudnych do zapamiętania. Akcja, która raz się wlecze, a raz pędzi tak szybko, że nie da się połapać. To zaledwie marna kopia filmu, który jak czytałam jest świetny. Najgorsze ze wszystkiego jest jednak zakończenie – fatalne i przesłodzone co cna. DO tego nieprawdopodobne i zbyt szybkie – akcja dopiero się rozpoczyna, a nagle autorka odcina wszystko happy endem. Żałosne.

Oprawa graficzna książki jest bardzo prosta. Na okładce filmowa scena i oczywiście reklama filmu jak i studia filmowego. Opis z tyłu książki trochę za bardzo zdradza fabułę, może to nie spoiler, ale streszcza książkę prawie do połowy. W środku mamy dużą czcionkę, która ułatwia czytanie. W połowie została włożona wkładka ze zdjęciami z filmu (do tego w połowie rozdziału), która choć kolorowa i ładna, poza tym że pokazuje jak twórcy filmu wyobrazili sobie bohaterów, nic nie wnosi.

Czy polecam Wam „Noc w muzeum”? Nie. Może i czasami jest ciekawa, ale nie warto po nią sięgać – tym razem warto pooglądać film. Zapomnę o niej już jutro, bo nic nie wniosła do mojego życia oprócz tego, że teraz będę omijać takie książki szerokim łukiem.

2/10
1/6

20 komentarzy:

  1. Oglądałam film w kinie dawno temu, nawet nie wiedziałam że jest taka książka. Jednak po tym czy przeczytałam - chyba ją sobie daruję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam książki ani filmu, choć i jedno i drugie mam schowane na regale moich rodziców w ich gabinecie. Cóż, teraz wiem, że nie warto po nic sięgać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Film widziałam i nie zrobił na mnie wielkiego ważenia, choć przyjemnie się oglądało. Szczerze mówiąc spodziewałam się raczej pozytywnej recenzji, a tutaj niziutko, niziutko. Ale dzięki temu wiem, że mam się wystrzegać podobnej lektury ;]
    Pozdrawiam i zapraszam, Klaudia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam film i podobał mi się. Ja jednak zaryzykuję i jeśli będę miała okazję - przeczytam tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Film oglądałam, nawet jego dwie części i bardzo mi się spodobał :)
    Po książkę natomiast nie zamierzam sięgać...

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze a ja myślałam, że owa książka jest świetna i emocjonująca a tu takie rozczarowanie. Zaufam twojej ocenie i raczej nie będę ryzykować szansą jej poznania.

    OdpowiedzUsuń
  7. film oglądałam (drugą część też :D), ale po książkę nie miałam zamiaru sięgać. Ba, nawet nie widziałam, ze takowa istnieje. Ale widzę, że może to i dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  8. Film lubię i nawet widziałam 2 części :) jednak nie bardzo garnę się do książki ;) Nie widzę w tym sensu, jeżeli jest napisana na podstawie filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałem książki ani nie widziałem filmu, ale widocznie dobrze zrobiłem. Bardzo fajna i krótka recenzja (jak mam czytać takie elaboraty na różnych blogach to mi się odechciewa, zresztą sam takie piszę:)).

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba oglądałam film, ale nie pamiętam dokładnie:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Oglądałam film. Również nic szczególnego, więc po książkę na pewno nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zostałaś oTAGowana do zabawy blogerów.
    Szczegóły u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zostałaś oTAGowana u mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Zostałaś nominowana do oTAGOWANYCH. Szczegóły zabawy u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Na pewno nie przeczytam. Dziękuję więc za ostrzeżenie :)
    +zostałaś oTAGowana [więcej informacji na moim blogu]

    OdpowiedzUsuń
  16. Obejrzałam film, który nawet mi się podobał i na tym poprzestanę. Niska ocena i nieprzychylna opinia utwierdziły mnie w przekonaniu że nie warto marnować na nią czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Film oglądałam i podobał mi się, szkoda, że książka taka nieudana...

    OdpowiedzUsuń
  18. Chyba poprzestanę na filmie. Niech pozostaną same dobre wrażenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Już mam trochę dość tych książek tworzonych na podstawie filmów/gier/seriali. Kiedyś było odwrotnie i to książka była pierwowzorem, teraz historie z ekranów przekłada się na książki. No ale skoro sprzedaż spółek jest ważniejsza od zadowolenia klientów, to nie ma się co dziwić zaistniałej sytuacji na rynku. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...