poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumowanie roku 2012

Hej Miśki :*

Dobiegł końca rok 2012. Nie wiem jakim cudem mamy już koniec grudnia, skoro dopiero niedawno się zaczął, ale czas tak szybko leci, że nawet się nie obejrzałam, a już trzeba robić podsumowanie. Przez ten rok zmieniłam się, urosłam i myślę, że też trochę dojrzałam. Poza tym przeczytałam tyle wspaniałych książek, że to się w głowie nie mieści ;)

W styczniu przeczytałam 10 książek i tyle też zrecenzowałam. Wszystkie były dobre, ale za najlepszą mogę chyba uznać "Wichrowe wzgórza" autorstwa Emily Bronte. To ciężka do przeczytania książka, skomplikowana, ale wciągająca i bardzo ciekawa. Poza tym, co poradzę, że uwielbiam osiemnastowieczną Anglię?

W lutym nie było gorzej - 12 książek przeczytanych i zrecenzowanych tyle samo. Miałam wtedy też ferie, więc czytanie szło mi szybciej. Najlepsza bezspornie okazała się moja najukochańsza "Siostrzyca" autorstwa Johna Hardinga. To również jedna z moich najulubieńszych powieści i z pewnością niezapomniana lektura.

W marcu przeczytałam 13 książek i 13 zrecenzowałam. Było tyle świetnych książek, że ciężko mi wybrać tę jedną, ale ostatecznie są to "Igrzyska śmierci" autorstwa Suzanne Collins. To książka, którą pokochały miliony, mi także przypadła do gustu, podobnie jak druga i trzecia część.

W kwietniu przeczytałam 11 książek, ale zrecenzowałam tylko 9 z nich. Najlepszy okazał się "Chłopiec w pasiastej piżamie", którego polecam z całego serca, podobnie jak film o tym samym tytule - warto poznać!

W maju podobnie jak w styczniu - 10 książek przeczytanych i 10 zrecenzowanych. Najlepsza okazała się książka przeczytana w cudownym Rzymie - "Ulubiony bilbord papieża" o. Leona Knabita. Cieszę się, że ją poznałam i wkrótce zamierzam do niej wrócić.

W czerwcu, kiedy słońce tak mocno już świeciło przeczytałam wcale niemało, bo 13 książek, ale zrecenzowałam 11. Najlepsza okazało się "GONE:Zniknęli. Faza pierwsza : Niepokój" autrorstwa Michaela Granta. Na półce czekają na mnie już kolejne części tej książki, za które wkrótce się zabiorę.

Na wakacjach  - w lipcu i w sierpniu było delikatnie mówiąc kiepsko. Nie miałam ani czasu, ani weny żeby pisać. Przeczytałam w lipcu 12 książek i zrecenzowałam tylko 6, a w sierpniu przeczytałam 8 i zrecenzowałam tylko 2 z nich. W lipcu najlepszy był "Król złodziei" Cornelii Funke, a w sierpniu niezrecenzowany "Wilczy brat" autorstwa Michelle Paver.

We wrześniu za to odbiłam się od dna i przeczytałam 9, recenzując 6 z nich. Całkiem niezły wynik jak na początek roku szkolnego ;) Najlepsza okazała się książka "W kanałach Lwowa" autorstwa Roberta Marschalla, która najbardziej mnie poruszyła.

W październiku  nie miałam zbyt wiele czasu i zaniedbałam bloga - przeczytałam 11 książek, a zrecenzowałam 4. Najlepszą książką była "Drzazga" autorstwa Ewy Nowak, której recenzja ukazała się w listopadzie, ale poznałam ją właśnie w październiku.

Listopad wspominam jako miesiąc w którym miałam ogromną ochotę na czytanie. Przeczytałam wtedy 11 książek i zrecenzowałam tyle samo. Najlepsze okazały się "Kwiaty na poddaszu" autorstwa Virginii Cleo Anderws.

I miesiąc, który dzisiaj się kończy - grudzień. Książek przeczytanych było 11, a zrecenzowanych 10. Najlepsza bezspornie była książka, której szybko nie zapomnę - "Ostatnia spowiedź" autorstwa Niny Reichert.

W tym roku przeczytałam 129 książek z czego zrecenzowałam 104. Jestem z siebie dumna paw, ale mam nadzieję, że za rok będzie jeszcze lepiej.

Poza tym założyłam FAN PAGA bloga na który serdecznie zapraszam ;)

Dziękuję wszystkim czytelnikom, którzy mnie odwiedzają, dodają komentarze, obserwują i są stałymi gośćmi. Pozdrawiam moje potworki, które napisały do mnie w maju i od tego czasu je uwielbiam - Tris i Cassiel oraz równie wspaniałe Ffer i Ola123. :* Kocham nas! <3

Za jakie plany na rok 2013?
  • czytać więcej, ale stawiać też na jakość. W tym roku największa liczba książek jaką udało mi się przeczytać na miesiąc to 13. Chciałabym pobić ten rekord ;)
  • nowy regał! Z tego wypadają mi już książki!
  • dalej prowadzić cykl Moje niedzielne gadanie i od czasu do czasu wrzucać recenzje filmów
  • poprawić swój warsztat - wiem, że nadal robię mnóstwo błędów, zdarzają mi się powtórzenia i nieskładne zdania. Chciałabym to zlikwidować.
  • poznać w końcu twórczość takich autorów jak Murakami, Picoult, Siesicka, Chmielewska, Austen, Stockett, King, Morton, Flagg i Bronte
  • przeczytać wszystkie kryminały Agathy Christie (na razie za mną dwa ;)) 
To tyle. Życzę sobie i Wam, aby nadchodzący rok 2013 był bardzo szczęśliwy, obfitował w nowe, ciekawe książki i żeby nie zabrakło w nim uśmiechu. I oczywiście wspaniałej zabawy sylwestrowej! :)

Gratuluję wszystkim, którzy dotarli do końca tego posta ;)

Do zobaczenia w roku 2013! <3

niedziela, 30 grudnia 2012

Moje niedzielne gadanie - Videorecenzje

Hej! :*
Ze względu na to, że wchodzimy w Nowy Rok 2013, postanowiłam zrobić tu małe zmiany. Co kilka tygodni (zależy od tego kiedy będę miała czas i wenę ;)) będę Wam tu troszkę opowiadać o ciekawych rzeczach, związanych mniej lub bardziej z literaturą, książkami, światem. Cieszycie się? Usiądźcie wygodnie, pozwólcie, że doleję Wam herbatki i... miłej lektury! :)

Dzisiaj na początek, ponieważ dopiero się rozgrzewam, chciałabym Wam pokazać videorecenzje. Od jakiegoś czasu bardzo lubię je słuchać, ponieważ nie są długie, zajmują nie więcej niż 10 minut, a ciekawie i miło się słucha, zwłaszcza, że te lektorki, które ja lubię mają przyjemny głos.

Jako pierwszą chciałabym, abyście zobaczyli Anitę. Swoje videorecenzje publikuję na stronie internetowej Babskie.tv, którą odkryłam notabene przez przypadek, a bardzo polubiłam. Dziewczyna ta wypowiada się bardzo wyraźnie, urzeka mnie jej uśmiech i radość, którą emanuje. Recenzuje książki, które są aktualnie nowościami (przypuszczam, że dostaje egzemplarze recenzyjne) i robi to bardzo profesjonalnie. Przeszkadza ją mi jedynie wycinki kamerą.  Zresztą zobaczcie same:

Recenzja książki "Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna"

Recenzja książki "Tove Jansson. Mama Muminków"

Podobało się? Więcej tych recenzji możecie znaleźć TUTAJ :)

Inna recenzentka, którą bardzo lubię to bardzo znana dziennikarka Dorota Wellman. Urzeka mnie jej otwartość, optymizm, jej śmiech jest bardzo zaraźliwy. Jeśli o czymś mówi to robi to tak przekonująco i ciekawie, że nie sposób po książkę nie sięgnąć. 
Jej programy o literaturze można było oglądać na TVN Style. Z tego co wiem, teraz już ich nie ma (a szkoda!), ale są dostępne na stronie tvnplayer.pl. Pierwszy to prowadzony razem z Karoliną Korwin-Piotrowską program Kino, kanapa, książki (gdzie pooglądać można również recenzje filmów) oraz już jej autorski Czytam, bo lubię. Po kliknięciu w link zostaniecie przeniesieni na stronę gdzie za darmo można te odcinki pooglądać.

Ja videorecenzjom mówię zdecydowanie TAK, a wy? Znacie jeszcze jakieś inne videorecenzentki godne polecenia?

sobota, 29 grudnia 2012

116. Ostatnia spowiedź




Autor: Nina Reichert
Tytuł: "Ostatnia spowiedź"
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: listopad 2012
Liczba stron: 380


Miłość przychodzi niezapowiedziana. Nie wtedy, kiedy mamy ułożone życie, pieniądze, pracę, mieszkanie, ale najczęściej wtedy, kiedy jest ostatnią rzeczą nam potrzebną. Jest niespodzianką, cudowną niespodzianką, która drugi raz się już nie powtórzy. Trzeba wykorzystać ją póki los jest dla nas łaskawy, bo nie wiemy co czeka na nas za rogiem.

Bradin kiedy był mały razem z bratem założył kapelę rockową, w której był wokalistą. Po kilku latach ich niemiecki zespół stał się popularny i znany, a chłopak zyskał rzesze fanek zakochanych w nim na zabój, jednak wytwórnia nie pozwala mu mieć żadnej stałej kobiety, bo to zepsułoby wizerunek. Ally to Amerykanka, przeprowadziła się jednak do Francji. Uwielbia fotografię i jest uwikłana w dziwny związek z mężczyzną, którego nie kocha. Pewnego dnia z powodu opóźnienia lotu oboje spotykają się na lotnisku i właśnie tam zaczyna się ich przyjaźń. Ona nie wie kim on jest, a on nie wie jakie ona ma problemy. Mimo wszystko po rozstaniu i wróceniu dalej ciągną tę znajomość, tak, że wkrótce oboje czują do siebie coś więcej. Co mają zrobić, kiedy ani Bradin, ani Ally nie mogą się teraz zakochać?

Nie spodziewałam się wiele po tej książce, a otrzymałam coś, co przeszło wszystkie moje oczekiwania. Była idealną książką na idealny czas – tego ostatnio było mi po prostu trzeba. „Ostatnia spowiedź” od teraz należy do moich ulubionych książek, do tych, do których nie raz wrócę i nie raz wspomnę. Nina Reichert zaskoczyła mnie tak strasznie pozytywnie, że mimo, że za zakończenie mogłabym ją zwymyślać, to i tak ją kocham za to, że napisała taką wspaniałą książkę!

Gdyby główni bohaterzy – Bradin i Ally – występowali w innej powieści, nie byliby wykreowani przez Ninę Reichter to z pewnością bym ich nie polubiła. To są takie charaktery, które raczej nie przypadają mi do gustu, ale ta autorka dała im tyle życia, humoru, opisywała ich tak pięknie, że trudno im się oprzeć. Pokochałam ich, chociaż to nie jest w mojej naturze. Zresztą każdy z bohaterów jest tu cudownie wykreowany – członkowie zespołu, brat Bradina – Tom, przyjaciółka Ally – Lilly. Mają mnóstwo humoru, tak, że ciągle wybuchałam śmiechem. Żarty Bobiego mnie rozwalały, a Lilly i jej czarny humor sprawiała, że dusiłam się ze śmiechu. To niesamowite, jak dzięki jednej, wcale nie takiej długiej książce, autorka sprawiła, że poczułam się jakbym była blisko nich.

Ta miłość Bradina i Ally, która stanowi najważniejszy wątek jest po prostu niezwykła. Taka czysta, niewymuszona, bardzo prosta. Bradin nie jest nachalny, ani wulgarny, a Ally nie zachowuje się w irytujący sposób. Oni są jakby dla siebie stworzeni, dla siebie idealni. Każdy akapit, rozdział o nich czytałam z przyjemnością, która rosła w miarę jedzenia.

Gdyby wszyscy pisali takie książki jak Nina Reichert to mielibyśmy czytające społeczeństwo. Niestety nie wszystkie marzenia się spełniają, ja mogę tylko z niecierpliwieniem czekać na drugi tom, a Wam z całego serca polecić „Ostatnią spowiedź”. Ta książka jest naprawdę genialna i cudowna – warto ją poznać. Ja zaliczam ją do jednych z najlepszych przeczytanych w tym roku!

10/10

„NASZ jeden dzień będzie trwał zawsze, dopóki ono bije dla ciebie...” 

Za książkę dziękuję panu Tomaszowi!

czwartek, 27 grudnia 2012

115. Po prostu Whitney. Historia supergwiazdy




Autor: James Robert Parish
Tytuł: "Po prostu Whitney. Historia supergwiazdy"
Wydawnictwo: G+J
Data wydania: listopad 2012
Liczba stron: 405


Długie nogi, zgrabna sylwetka, a na głowie burza brązowych loków. Ciemna cera, duże, pełne ciepła i miłości oczy, a z pomiędzy szerokich uśmiechniętych warg widać małe, perłowe zęby. Na twarzy ma delikatny makijaż, a na sobie drogą sukienkę, dzięki której cała uwaga skupiona jest na niej. Kiedy jednak instrumenty zaczynają grać pierwsze nuty, a jej wspaniały, mocny głos zaczyna brzmieć w całej sali, wypełniając każdy wolne miejsce, zapominasz o wszystkim. Proszę Państwa, przed Wami Whitney Houston.

Kiedy 11 lutego 2012 roku, w sobotę, cały świat obiegła informacja, że Whitney Houston nie żyje, nikt nie mógł w to uwierzyć. Ona miała zaledwie czterdzieści osiem lat i całe życie przed sobą. Co ją do tego skłoniło? James Robert Parish postanawia przeanalizować całe jej życie, począwszy od jej narodzin aż do śmierci. Opowiada o tym jak rozwinęła się jej kariera, jak stawiała pierwsze kroki w świecie show-biznesu i jak rozwijała się w ciągu tych lat na scenie. O tym jak współpracowała z takimi gwiazdami jak jej matka Cissy Houston czy matka chrzestna Aretha Franklin, Mariah Carey… Czego jeszcze nie wiemy o Whitney Houston?

Jakiś czas temu jeszcze bardzo lubiłam wszelkie biografie, autobiografię (z czego te drugie o wiele bardziej; teraz też raczej skłaniam się ku nim – są o wiele bardziej naturalne) i czytałam je z wielkim zainteresowaniem. Jednak kiedy bardzo długo nie miałam ich w rękach, odkryłam, że o powieści fantastyczne, obyczajowe czy przygodowe o wiele bardziej mnie pociągają. Postanowiłam jednak odświeżyć sobie ten gatunek i sięgnęłam po książkę Jamesa Roberta Parisha i.. no cóż, rozczarowałam się.

Uwielbiam Whitney Houston – jej wygląd, wizerunek, a w szczególności wyjątkowy głos, który przenika mnie na wskroś. Chciałam dowiedzieć się o niej czegoś więcej, czegoś co mnie zaskoczy, co pozwoli spojrzeć na nią innym okiem. I to dostałam. Tylko, że to nie jest porywająca biografia, w której można się z przyjemnością zatracić – to po prostu zbiór całkiem suchych faktów, okraszonych co jakiś czas cytatami. W tej książce jest tak wiele nudy, że zmuszałam się, aby ją dalej czytać. Z trudem ją dokończyłam i wątpię, żebym jeszcze do niej wróciła.

To co muszę jednak przyznać autorowi to to, że wykonał dobrą robotę, zbierając tak wiele faktów i pozbieranie ich do kupy. Otrzymujemy bardzo bogatą w szczegóły biografię piosenkarki, która zahacz też o życie jej rodziców i dziadków. Zwłaszcza kariera jej matki – Cissy Houston jest szeroko opisywana, czasem jest aż o niej za dużo. Mimo wszystko to bardzo dobry zbiór informacji, szkoda, że tak kiepsko i bez entuzjazmu napisany.

Do biografii dołączona jest specjalna wkładka ze zdjęciami z różnych okresów życia Whitney Houston. To świetny dodatek, który jeszcze bardziej umila czytanie. Jednak sama książka wypada przy innych biografiach bardzo blado – polecam ją jedynie tym, których życie Whitney naprawdę bardzo interesuje.

5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu G+J!

wtorek, 25 grudnia 2012

114. Cichy wielbiciel




Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: "Cichy wielbiciel"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 3 kwietnia 2012
Liczba stron: 440


Idziesz ulicą i czujesz, że ON za tobą kroczy. Śledzi cię. Zna wszystkie twoje tajemnice, wie jakie książki lubisz, z kim się przyjaźnisz, a kogo nienawidzisz, jaki kolor do ciebie pasuje i jak spędzasz wolny czas. Zna twoje miejsce pracy, mieszkanie, wkrótce zdobędzie też twój numer telefonu. Choć ON wie o tobie wszystko, ty nie wiesz nawet kim on jest. To stalker.

Julia to młoda dziewczyna mieszkająca w Poznaniu. Pracuje w firmie komórkowej, ma przyjaciół, rodzinę i kochanego partnera – Pawła. Pewnego dnia przez przypadek wpada w oko trzydziestoletniemu Karolowi i od tego czasu zaczyna się jej koszmar – najpierw wysyła jej kwiaty, liściki, potem zaczynają się głuche telefony i uporczywe SMS-y z wyznaniami miłosnymi. Ona nie ma pojęcia kim jest ten mężczyzna, który ją dręczy, a on coraz bardziej uprzykrza jej życie. Po jakimś czasie Julia nie potrafi już normalnie funkcjonować, traci najważniejsze w jej życiu rzeczy, a przemienia się w osobę apatyczną i nieprzyjemną, która lęka się każdego telefonu i każdego SMS-a. Jak zakończy się ta historia i czy będzie miała szczęśliwe zakończenie?

Stalking to uporczywe i obsesyjne nękanie jakiejś osoby, naprzykrzanie się i prześladowanie. Wysyłanie anonimowych listów, przesyłanie prezentów, głuche telefony, SMS-y, śledzenie, nachodzenie w miejscu pracy czy też groźby. Ofiara stalkingu jest bardzo często zmuszana do zmiany miejsca pracy, mieszkania, wyglądu, zmiany planów życiowych, traci znajomych, przyjaciół, rodzinę i ponosi ogromne straty społeczne i finansowe. Następstwa psychiczne stalkingu to niechęć do ludzi, podejrzliwość, nadmiar ostrożności, paranoja, depresja, czasami dochodzi nawet do samobójstwa.

O „Cichym wielbicielu” słyszałam naprawdę wiele dobrych słów i byłam przygotowana do dobrą literaturę, którą też otrzymałam. Choć na początku książka jest nieco infantylna i nudna, potem akcja się rozkręca i strony pochłania się w zastraszającym tempie. Tego co przeczytałam na pewno długo nie zapomnę – Olga Rudnicka wspaniale potrafiła wejść do ludzkich umysłów.

W czasie lektury czułam przerażenie, obrzydzenie i niesmak. Zachowanie stalkera nie mieściło mi się w głowie i zastanawiałam się jak długo on jeszcze wytrzyma i dlaczego nie widzi wyraźnych znaków niechęci jakie daje mu Julia. Świetne w tej książce jest to, że poznajemy historię  z punktu zarówno Julii jak i Karola, czyli stalkera. Dzięki temu jeszcze bardziej możemy w czuć się w sytuację jaka ma miejsce w powieści i zrozumieć obie strony, co nie jest częstym zabiegiem u autorów, a o wiele bardziej ułatwia przeczytanie i zrozumienie powieści.

Myślę, że dzięki tej książce wielu osobom otworzą się oczy. Wspaniale napisana historia i to dodatkowo przez polską autorkę, która nie potrafiła znieść milczenia jakie w Polsce jest na temat stalkingu. Wiele osób jest zdania, że to miłe i romantyczne, a nie zdaje sobie w zupełności sprawy, że to osaczenie i zniewolenie psychiczne, które tak naprawdę może dotknąć każdego z nas. Polecam „Cichego wielbiciela” z całego serca, każdy powinien to przeczytać!

8/10

"Granica między uwielbieniem a nękaniem jest bardzo cienka"

Książka pochodzi z akcji Włóczykijka!

poniedziałek, 24 grudnia 2012

113. Płatki na wietrze




Autor: Virginia Cleo Andrews
Tytuł: "Płatki na wietrze"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: maj 2012
Liczba stron: 446


Dzieci, które dorastają, a są pozbawione świeżego powietrza i słońca, nie mogą normalnie funkcjonować. Stają się anemiczne, ospałe, ich cera zamiast rumianej jest żółta i odpychająca. Przestają tak szybko rosnąć jak rówieśnicy, ich ciało zaczyna się buntować. Jeżeli dzieci są pozbawione miłości i czułości rodzicielskiej i karmione są obelgami, zaczynają tracić pewność siebie, stają się nieśmiałe, skryte, nie potrafią uwierzyć, że coś potrafią, że jeszcze się do czegoś nadają. A jeśli dziecku odbierzemy i miłość i słońce to możemy nazwać to prawdziwym okrucieństwem.

Po ucieczce z poddasza i wyruszeniu w dalszą drogę z dala od okrutnej matki i babki, Chris, Cathy i Carry nie wiedzą gdzie się podziać. Mają jedynie mgliste plany dotyczące pracy w cyrku. Jadąc pociągiem, najmłodsza siostra nagle bardzo słabnie, a przypadek i zrządzenie losu sprawia, że rodzeństwo trafia do domu doktora Sheffielda, który jest wdowcem. Doktor pozwala zamieszkać dzieciom u siebie, ponieważ marzy o wielkiej rodzinie, a po śmierci żony i dziecka nie potrafi wypełnić pustki. Jednak czy rodzeństwu uda się zapomnieć o strasznej przeszłości i zacząć nowe życie?

„Kwiaty na poddaszu” to genialna książka, która wryła mi się w pamięć i nie chce się wydostać. Wspaniale napisana powieść zauroczyła mnie i stała się jedną z moich ulubionych. Z wielkimi nadziejami sięgnęłam po kolejną część, której oczekiwałam. I jak się okazało, bardzo się na niej zawiodłam. To już nie jest to samo, czym zachwyciłam się przy poprzedniej części.

Przede wszystkim główna bohaterka i narratorka wydarzeń – Cathy. W poprzedniej części była tylko małą dziewczynką, nieco irytującą, ale do zniesienia. Nawet ją polubiłam. Za to w „Płatkach na wietrze”, kiedy zaczyna dorastać, stała się okropną postacią. Czasami czytając o jej zachowaniu miałam ochotę rzucać książką w ścianę. Ciągle gadała tylko o tym jaka jest piękna, niespotykana, cudowna, a drugim tematem była zemsta na matce i babce, którą wciąż planowała. W końcówce tej książki do końca znienawidziłam tę dziewczynę, bo wyprawiała rzeczy tak głupie, że nie mieściło mi się to w głowie. Z kolei Chris, jej brat także jest o wiele gorszy niż w poprzedniej części – autorka zrobiła z niego takie „ciepłe kluchy” – wszystko go tak naprawdę nie obchodziło. Brakowało mi trochę wątków z nim jako z odważnym, mężnym chłopcem, który potrafi postawić na swoim. Jedynie może Carry nie zmieniła się tak bardzo, do niej poczułam największą sympatię, szkoda tylko, że również niewiele o niej jest – wszystko skupia się na Cathy.

Druga sprawa to akcja i napięcie, którego było tu bardzo mało. Powieść stała się bardzo sielankowa, wręcz nijaka. Wydarzenia biegły powoli i tak naprawdę co jakiś czas wkradała się przewidywalność i nuda. Mimo, że pomysł jest fajny i ciekawy to przy drugiej części nieco słabnie. Już nie ma szybszego bicia serca, już nie ma dreszczyku. To nie to samo.

Choć kontynuacja „Kwiatów na poddaszu” nie jest tak dobra jak poprzednia to mimo wszystko warto się  nią zapoznać, zwłaszcza, jeśli pierwsza część zaczarowała Was tak jak mnie. Ta książka ma wiele wad, ale nadal pozostaje w niej lekki język, ciekawa fabuła i pomysł. Miejmy nadzieję, że kolejna część, po którą z pewnością sięgnę będzie lepsza.

7/10

„Jeśli ludzi łączy szczere uczucie, to nic nie jest w stanie ich rozdzielić...” 

 Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

--------------------------------------------------

Kochani Czytelnicy!
Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam, abyście spędzili je w spokojnej, rodzinnej atmosferze, znaleźli pod choinką wymarzone prezenty i żeby każdy z Was przeżył ten piękny czas jak najlepiej. Odpocznijcie w gronie najbliższych i wróćcie do mnie z zdwojoną siłą ;)

Wesołych świąt!

sobota, 22 grudnia 2012

112. A.B.C.




Autor: Agata Christie
Tytuł: "A.B.C."
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2008
Liczba stron: 184


Wyobraź sobie, że jesteś w małym, nadmorskim miasteczku. Jest późne popołudnie, na ulicach nie powinno być zbyt wielu ludzi. A jednak wszędzie kręcą się zaaferowane miejscowe kobiety, które opowiadają z podekscytowaniem historie na ucho swoim kumoszkom. Kupujesz tutejszą gazetę i dowiadujesz się o szaleńcu, który morduje ludzi… w kolejności alfabetycznej.

Kiedy pewnego dnia detektyw Herkules Poirot dostaje list, że za kilka dni w miejscowości Andover zostanie zabity człowiek, nie wie o co o tym sądzić. Z początku uważa to za nieśmieszny żart, ale kiedy morderstwo naprawdę się odbywa, mina mu rzędnie. Nadchodzi kolejny list, a potem i trzeci. Morderca zabija ludzi w kolejności alfabetycznej – najpierw panią Ascher w Andover, potem Betty Benard w Bexhill, Celila Clarke w Chuston… Sprawa jest niezwykle trudna i podejrzana, ponieważ sprawca przy każdych zwłokach zostawia rozkład pociągów, zwany potocznie ABC. Jak poradzi sobie z rozwiązaniem zagadki Herkules Poirot?

Jestem zakochana po uszy w Sherlocku Holmesie i nie wyobrażałam sobie, że jakiś detektyw może dorównać mojemu ulubieńcowi. O Agacie Christie słyszałam mnóstwo razy, ale jakoś nigdy nie było okazji żeby przeczytać jakąś książkę tej Pani. I kiedy wpadła w moje ręce niczego wielkiego, ani tym bardziej lepszego od niezastąpionego Sherlocka się nie spodziewałam. Jakże się zdziwiłam, kiedy książka pobiła moje najśmielsze oczekiwania!

Cała fabuła, zagadka, którą rozwiązuje detektyw Poirot jest niesamowicie wymyślona. Nie sposób domyślić się zakończenia, a przez całą książkę zastanawiałam się kto też może być tym mordercą i jak zostanie odkryta prawda. Zakończenie było po prostu genialne, zapierające dech w piersiach, nigdy nie spodziewałabym się że tak to się skończy. Autorka potrafi zaskakiwać, wprowadzać czytelnika w maliny, a potem szczerząc się pokazuje jak bardzo się pomylił.

Proza Agaty Christie, w przeciwieństwie do Artura Conana Doyle, który napisał Sherlocka, wchodzi w głąb umysłu ludzkiego i nie chce się wydostać. Nie czytałam innych dzieł tej autorki, ale na podstawie „A.B.C” mogę powiedzieć, że jest tu dużo psychologii. Już same nakreślenie bohaterów wskazuje na to, że to nie jest zwykła książka – każdy z nich jest inny, inaczej myśli i w ten sposób otrzymujemy bardzo różne typy ludzi, którzy są wmieszani w jedną sprawę.

Do Agaty Christie z pewnością nie raz jeszcze wrócę, ponieważ jestem strasznie ciekawa jaka będzie następna zbrodnia do odgadnięcia dla detektywa Poirota. „A.B.C” to genialny kryminał - krótki, ale treściwy, gdzie akcja zapiera dech w piersiach. Warto, naprawdę warto to przeczytać!

9,5/10

„Cóż chcesz? Człowiek nie może być nieustannie tragiczny.”

czwartek, 20 grudnia 2012

Stos(y).

Hej! :*
Ostatnio przybyło do mnie mnóstwo książek, więc wstawiam Wam ich zdjęcie, abyście mogli podziwiać co będę czytać ^^


Zacznijmy od tych książek, które zostaną u mnie na półce. Od niezastąpionego Świata Książki mam polecane i chwalone przez wszystkich Aktorki oraz Płatki na wietrze, na które mam ogromną ochotę od kiedy skończyłam Kwiaty na poddaszu. Spoko! To tylko rodzinka, to książka, którą dostałam dawno temu, ale jeszcze nie zrecenzowałam, wkrótce będę miała na to czas. Przeczekać ten dzień mam od wydawnictwa Promic, a dwie następne, czyli Polowanie na motyle oraz Język sekretów wygrałam w Konkursowie 13 u Sil :D Przeczytania Opowiem ci o wolności również nie mogę się doczekać, ponieważ strasznie mnie ta książka intryguje, a mam ją od wydawnictwa Zysk i S-ka. Gorączka 1 jest od DużeKa, Ostatnia spowiedź (!) od pana Tomasza, a Rekrut to zakup własny - mikołajkowy :)


Te książki również mnie cieszą - Cichy wielbiciel z Włóczykijki, Zakład o miłość, Trzy połówki jabłka i Klara z wymiany u Sabinki, a reszta z biblioteki - Przeminęło z wiatrem (<3), Poczwarka [recenzja], Ono, A.B.C i Zatrute pióro. Czyż to nie jest wspaniałe zestawienie na nadchodzące chłodne wieczory? <3

Trzymajcie się ciepło! :*


niedziela, 16 grudnia 2012

111. Saga księżycowa. Cinder




Autor: Marissa Mayer
Tytuł: "Saga księżycowa. Cinder"
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 438
Data wydania: październik 2012


Kopciuszek – postać stworzona przez Charlesa Perrlauta jest znana na całym świecie. Tę niezwykłą baśń, gdzie dobro wygrywa ze złem pokochały dziewczynki, chłopcy, ich rodzice. To baśń uniwersalna, wielopokoleniowa, która nigdy się nie znudzi, ponieważ wciąż na nowo zaskakuje czytelników. A gdyby tak przenieść ją do przyszłości?

Cinder to skromna dziewczyna cyborg, która jest najlepszym mechanikiem w swoim mieście, mimo że to nastolatka. Jej rodzice zginęli w wypadku, a ojczym, który ją zaadoptował również nie żyje, ponieważ zmarł na skutek nieszczęśliwego zdarzenia. Dziewczyna jest pod opieką swojej macochy, która ma dwie własne córki, a nią po prostu gardzi, więc Cinder żyje bardzo skromnie. Pewnego dnia niespodziewanie wchodzi przez przypadek w znajomość z synem cesarza – księciem Kaim. Okazuje się, że Cinder nie tylko będzie musiała pojawić się na balu, ale także uratować swoją planetę…

Dla mnie Kopciuszek zawsze był jedną z ulubionych postaci, bardzo chętnie i z wielkim entuzjazmem sięgnęłam więc po „Cinder”. Okazało się, że to naprawdę świetna historia, napisana tak, że czyta się ją błyskawicznie i jednym tchem pochłaniając całość. Naprawdę dobrze się bawiłam przy odkrywaniu kolejnych rozdziałów i zastanawianiu się jak dalej potoczy się historia.

Świat wykreowany przez autorkę jest naprawdę niesamowity. Przenosimy się mianowicie do przyszłości i to dość odległej, kilka lat po IV wojnie światowej. Ziemia jest podzielona na pięć państw, każde na innym kontynencie, a my razem z Cinder znajdujemy się w Nowym Pekinie, we Wspólnocie Wschodniej. To niezwykłe miejsce, lecz zakażone śmiertelną chorobą, na którą nie ma lekarstwa – błękitną gorączką. Myślę, że dzięki temu, że wydarzenia są umiejscowione w Pekinie jeszcze bardziej możemy odczuć niezwykłą atmosferę tej powieści i mocniej może ona na nas oddziaływać.

Cieszę się, że „Sadze księżycowej. Cinder” baśń o Kopciuszku to jedynie szkielet, na którym oparta jest historia. Autorka mimo wszystko stworzyła różniącą się od pierwowzoru historię, dzięki czemu uniknęła banalności i przewidywalności. Sądzę, że Marissa Mayer ma ogromny talent i potencjał i mam nadzieję, że go nie zmarnuje i wyda kolejne książki.

To co mi przeszkadzało w tej książce to język, który nie zawsze był zrozumiały. Pojawiały się takie „kosmiczne” słowa jak np. „cyborg”, „android”, „interfejs”, „awiar” itd. Może la tych, którzy interesują się mechaniką i elektroniką będzie to zrozumiałe, ale dla zwykłego czytelnika, który słyszy to pierwszy raz jest to dziwne. Brakuje mi wytłumaczenia co to naprawę jest, a autorka nie pomyślała o tym, szkoda.

Jeśli Kopciuszek i Was kiedyś zaczarował, „Saga księżycowa. Cinder” zaczaruje Was ponownie. Naprawdę warto sięgnąć po tą książkę i przenieść się do przyszłości. Ja czekam zaś na kolejne powieści autorstwa Marissy Mayer, które mam nadzieję wyjdą jak najprędzej!

7/10

Czy istoty twojego pokroju wiedzą, czym jest miłość? Czy ty w ogóle coś odczuwasz, czy to jedynie kwestia... oprogramowania?

Za książkę dziękuję firmie Open Gate!

czwartek, 13 grudnia 2012

110. Poczwarka




Autor: Dorota Terakowska
Tytuł: "Poczwarka"
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 1 stycznia 2001
Liczba stron: 322


Wyobraź sobie, że znajdujesz się w rajskim ogrodzie. Tak, właśnie w tym ogrodzie z Biblii, gdzie pierwsi ludzie popełnili pierwszy grzech. Stąpasz po cudownie miękkiej trawie, która delikatnie dotyka twoje bose stopy, patrzysz na idealnie szmaragdowe niebo, a oddali widzisz Kobietę i Mężczyznę – idealnych i nieskażonych. Tutaj nie ma nic złego, tu wszystko jest Dobre.

Adam i Ewa to młode małżeństwo. Całe ich życie jest zaplanowane – idealny dom, wspaniały ogród, a kwintesencją tego będzie genialne dziecko poczęte w odpowiednim momencie, które spełni wszystkie ich pragnienia oraz przejmie ich wiedzę i doświadczenie kiedy ich już nie będzie. I kiedy na świat przychodzi Myszka wszystkie plany nikną, wynik jest niepodważalny – Zespół Downa, i to najgorszy przypadek choroby. Ich całe życie musi się zmienić. Ewa próbuje pokochać córkę, choć to trudne i kosztuje ją wiele wyrzeczeń. Adam jest zdruzgotany i nie potrafi się pozbierać, więc odsuwa się od żony i córki. A co dzieje się wtedy z Myszką?

Dzieci gorszego Boga. „Muminki”. Dary Pana. Jakbyśmy ich nie nazwali, są to ludzie inni od nas. Mimo, że społeczeństwo w dzisiejszym świecie nie chce o nich ani słyszeć, ani mówić, ani tym bardziej ich widzieć, to każdy z nas jeśli zobaczy osobę z taką chorobą od razu będzie wiedział co ją nęka. Charakterystyczna otyłość, „mongolskie” oczy, niezrozumiałe zdania wypowiadane przez nią. Ale przecież to też ludzie – z uczuciami, emocjami, którzy odczuwają wszystko tak samo jak my.

Dorota Terakowska napisała niezwykłą książkę. Niezwykłą, ponieważ jej temat jest trudny i bolesny, unikany przez nas jak ogień. Potrzeba niezwykłej wrażliwości, dobroci i pięknego patrzenia na świat, aby stworzyć tak nietuzinkową powieść. Tej autorce to się udało, co więcej – sprawiła, że serce czytelnika się porusza, z oczu ciekną łzy i całkiem się zmienia patrzenie na świat.

Mamy w tej powieści niezwykłe nawiązanie do Księgi Rodzaju z Biblii, a konkretnie do stworzenia świata, dzień po dniu. Myszka, która nie jest zwykłym dzieckiem odkrywa dzięki swojej wrażliwości swój Ogród i czytelnik razem z nią może tam się przenieść. Jest tam Wąż, Mężczyzna i Kobieta oraz On – Głos, który wie co jest Dobre. Jednocześnie toczy się historia Ewy i Adama – rodziców Myszki, którzy nieprzypadkowo mają takie same imiona jak pierwsi biblijni ludzie. Moim zdaniem jest to świetny zabieg, który sprawia, że lektura nie jest pusta i nudna, wypełnia ją coś więcej.

Tak niezwykłej książki jak „Poczwarka” już dawno nie miałam w rękach. Mimo trochę nietrafionej okładki, która niewiadomoco wyraża, warto, naprawdę warto po nią sięgnąć. Bo okładka to nie wszystko – liczy się wnętrze, tak jak w tej książce. Przeczytajcie, ten tytuł po prostu trzeba znać.

10/10

„Albo Dary były nie dość dobre, albo ludzie nie rozumieli, dlaczego zostali wybrani, by je otrzymać.” 

niedziela, 9 grudnia 2012

109. Jutra może nie być




Autor: Gabriela Gargaś
Tytuł: "Jutra może nie być"
Wydawnictwo: Feeria
Data wydania: 15 luty 2012
Liczba stron: 381


Nie da się kupić miłości, nie da się jej wymusić, nie można kazać komuś kogoś kochać. Miłość przychodzi w momencie najbardziej niespodziewanym, spada na nas jak grom z jasnego nieba, porywa nas do cudownego miłosnego tańca. Miłość, która łączy ludzi powinna być czysta, prawdziwa, oparta na szczęściu, ale czy zawsze tak jest?

Kinga ma trzydzieści lat, jest narzeczoną Darka, ale jej życie jest nudne i bez wyrazu. Jej partner ją nudzi, nie może wytrzymać w jego towarzystwie. Mimo, że jest z nim zaręczona, nic do niego nie czuje. Pewnego dnia wysyła pierwszego maila do M. – jej pierwszej miłości. Ku jej radości on jej odpisują i zaczyna prowadzić z nią korespondencję. Z dnia na dzień te listy są coraz dłuższe i jest ich coraz więcej, aż w końcu do chodzi do pierwszego, drugiego, piątego, dziesiątego spotkania… Jak skończy się ta znajomość?

Powieści obyczajowe mają to do siebie, że czyta się je z przyjemnością, ale niestety szybko o nich zapominamy. Więc autorzy dwoją się i troją, aby ich książka była lekturą nietuzinkową, zapamiętaną, niespotykaną i godną sięgnięcia po raz kolejny. „Jutra może nie być” to książka, która została teraz wydana po raz drugi, w nowej oprawie edytorskiej. Czy było to potrzebne? Tego nie wiem, bo poprzedniej wersji nie miałam w rękach, ale myślę, że nową okładką i reklamą zachęci do siebie i zdobędzie nowe czytelniczki, ponieważ w gruncie rzeczy warto ją przeczytać.

Zacznę może od języka, przez który na początku czytało mi się bardzo opornie, mianowicie styl pisania Gabriela Gargaś ma bardzo kwiecisty, naszykowany metaforami, epitetami i porównaniami oraz ogromną ilością wykrzyknień. Na początku trochę to przeszkadza w odbiorze, ale im dalej wchodzimy w lekturę tym jest lepiej. W końcu przestajemy zwracać na to uwagę, a skupiamy się na toczącej się historii.

Kinga to bohaterka, którą pokochałam z całego serca. Już dawno żadna dziewczyna tak bardzo mnie nie zauroczyła. Przez całą lekturę jej kibicowałam i szczerze się z nią zaprzyjaźniłam. Jest otwarta, ciekawa świata, ma dobre serce i szczere chęci. Nie ma w niej ani trochę sztuczności czy plastiku, który odstrasza. Podobnie ma się rzecz z jej przyjaciółką – Okruchem, której przezwisko mnie osobiście rozczula. Uwielbiałam rozdziały, kiedy występowały obie i świetnie się przy nich bawiłam.

„Jutra może nie być” to książka naszpikowana emocjami, które się wręcz z niej aż wylewają, więc czytelnik przeżywa wydarzenia razem z bohaterami, a właściwie z Kingą, ponieważ narracja jest pierwszoosobowa, dzięki czemu jeszcze bardziej możemy wczuć się w jej sytuację. Jestem zdania, że jest to lektura, którą warto poznać, ale niekoniecznie zaraz, teraz. Myślę, że nadejdzie taka chwila w której sami będziecie chcieli sięgnąć po coś lekkiego, a wtedy ta książka nada się idealnie.

7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Feeria!

czwartek, 6 grudnia 2012

108. Pandemonium




Autor: Lauren Oliver
Tytuł: "Pandemonium"
Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: październik 2012
Liczba stron: 376


Kiedy się do czegoś przyzwyczajamy, uzależniamy i żyjemy tym, ciężko jest to po prostu raz na zawsze przekreślić. Lecz czasami życie zmusza nas do tego, aby rzucić wszystko i uciec jak najdalej. Można to zignorować i dalej popełniać te same błędy. Można też uciec, ale wciąż żyć w nieustannym strachu, że To kiedyś cię dorwie i zabije, bo będziesz bezbronny. I można jeszcze z tym walczyć…

Lena ucieka do Głuszy, lecz brakuje jej Alexa. Nie może bez niego żyć i czuje pustkę w środku, której nie potrafi wypełnić. A w nowym miejscu pojawiają się nowe problemy z którymi musi się zmierzyć. Życie Odmieńców wcale nie jest takie łatwe jakby się wydawało. Brakuje tak wielu rzeczy codziennego użytku, które w tamtym świecie miała na wyciągniecie ręki! Dziewczyna zmienia się w nową Lenę Morgan Jones i z fałszywym dokumentem oraz fałszywą blizną po zabiegu zamieszkuje w mieście. Tu ma za zadanie kontrolować ruch Ameryki Wolnej od Delirii, lecz podczas jednej z akcji zostaje schwytana razem z Julianem – synem szefa ruchu ADW – i przetrzymywana  w zamknięciu. Powoli się zaprzyjaźniają, a wkrótce razem będą musieli zaplanować ucieczkę. Czy im się to uda?

„Delirium” mimo kilku mankamentów czytało się przyjemnie, a końcówka była wstrząsająca. Od tego czasu już nie mogłam doczekać się kiedy sięgnę po „Pandemonium”, które miało wyjaśnić mi kilka spraw. Kiedy tylko zaczęłam czytać, nie mogłam się od niego oderwać, a strony zachłannie pochłaniałam póki nie ujrzałam ostatniej z cudownym, mrożącym krew w żyłach zakończeniem, które powaliło mnie na łopatki.

Lauren Oliver tworzy w „Pandemonium” jakby dwie historie – pierwsza to WTEDY, czyli wszystko co zdarzyło się bezpośrednio po zakończeniu „Delirium” – życie Leny w Głuszy z innymi Odmieńcami. Z biegiem wydarzeń te rozdziały są coraz to krótsze i stanowią wstęp do drugiej historii – TERAZ, czyli życie Leny Morgan Jones, która ma za zadanie kontrolować ruch oporu. Moim zdaniem autorka bardzo sprytnie i ciekawie to wymyśliła, dzięki temu zabiegowi uniknęła w swojej powieści nudy i jednostajności. Bardzo oryginalnie też to wyszło i mimo moich początkowych obaw nie stanowi to problemu w lekturze.

Na początku akcja trochę się dłuży, potem wydarzenia zaczynają nabierać tempa i coraz więcej elementów układanki układa się w spójną całość. Zakończenie jest cudowne, wspaniałe, genialne i niesamowite i chyba nie wytrzymam do premiery „Reqium”, aby dowiedzieć się co będzie dalej. Dla tego zakończenia warto sięgnąć po tę książkę.

„Pandemonium” jest świetną kontynuacją „Delirium”, o wiele lepszą niż pierwsza część. Warto po nią sięgnąć, bo nadal mamy lekki styl autorki, przyjemny w odbiorze i plastyczny język, a przygody bohaterów czyta się niezwykle szybko. Wydaje mi się, że każdy kto sięgnął po pierwszą część cyklu Lauren Oliver, powinien sięgnąć po drugą, bo naprawdę warto.

8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Otwarte!

niedziela, 2 grudnia 2012

107. Bóg nigdy nie mruga



Autor: Regina Brett
Tytuł: "Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu"
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 7 listopad 2012
Liczba stron: 320

Codziennie tysiące ludzi na całym świecie dowiaduje się, że ma raka. Ta porażająca informacja zmienia całe ich życie, choroba wyniszcza ich organizm, osłabia i bardzo często doprowadza do śmierci. Lecz są wśród nich przypadki takie jak Regina Brett, która potrafiła ze swojego cierpienia coś  wynieść. Owocem tego jest właśnie książka „Bóg nigdy nie mruga”.

Regina Brett pisze od 1986 roku. Za felietony drukowane na łamach największej gazety w Ohio, „The Plain Dealer”, otrzymała wiele krajowych i stanowych nagród. Była też dwukrotnie nominowana do nagrody Pulitzera w dziedzinie reportażu.

„Bóg nigdy nie mruga” to zbiór pięćdziesięciu felietonów zawierających pięćdziesiąt lekcji na trudniejsze chwile w naszym życiu. Autorka opiera się na swoich doświadczeniach, wplata historie ze swojego życia, z życia swoich przyjaciół. Często cytuje psalmy, które są dla niej niewyczerpaną inspiracją i sposobem na życie. Jej porady nie zawsze są jednoznaczne, czasem pisze o tym czego nie powinniśmy robić, czasem po prostu opowiada historię, a wnioski pozostawia dla czytelnika, czasem z lekkością i humorem podaje nam sposoby, aby uczcić jakiś dzień. Jednak w każdym przypadku ma rację i to jest jej największą zaletą.

Regina Brett mówi o rzeczach prostych, wręcz oczywistych, o których jednak zbyt często zapominamy. Wytyka nam wady, o których wiemy od bardzo dawna, a jednak zmienianie ich w zalety nie zawsze nam wychodzi. Z naturalną świeżością i oryginalnością wskazuje właściwe ścieżki życia nie wywyższając się ani nie popadając w dumę. Jej niesamowicie prosty i przystępny język sprawia, że odbiorcą jej felietonów może być dziecko, nastolatek i dorosły.

To co cechuje te teksty to przede wszystkim ciepło i dobroć z nich płynąca. Nie trzeba być geniuszem żeby stwierdzić, że każda zdanie, każda rada płynie z serca autorki. Przychodzi jej to tak niesamowicie naturalnie, że czyta się z prawdziwą przyjemnością. A po lekturze można wysnuć wnioski, zmobilizować się do zrobienia czegoś z czym długo się zwlekało lub podziękować Bogu z całego serca, że nas omijają życiowe niezaplanowane tragedie – mniejsze i większe.

„Bóg nigdy nie mruga” to książka, która od dzisiaj jest jedną z moich ulubionych książek. Pokochałam w niej wszystko – zarówno tytuł, treść jak i okładkę. Poprawia nastrój, zmienia nastawienie, życie, sprawia, że w sercu jest więcej nadziei i dobroci. Idealnie będzie nadawać się na prezent pod choinkę i jestem przekonana, że Was też zadowoli.

6/6
10/10

Za książkę dziękuję firmie AIM Media!

-------------------------

piątek, 30 listopada 2012

106. Cyrk nocy




Autor: Erin Morgenstern
Tytuł: "Cyrk nocy"
Tytuł oryginalny: "The Night Circus"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 17 październik 2012
Liczba stron: 431


Te ogromne namioty w czarno-białe paski widzisz już z daleka. Twoja twarz promienieje – wiesz już, że tej nocy nie spędzisz w łóżku. Gdy tylko zaczyna się ściemniać Ty stoisz już pod bramą i czekasz na otwarcie. Razem z Tobą do cyrku wlewa się morze ludzi, którzy tak jak ty spragnieni są nowych wrażeń. Co nowego spotka cię tej nocy?

Cyrk, który zakłada Chandresh Lefèvre różni się od wszystkich cyrków jakie istnieją. Przede wszystkim jest otwarty tylko wtedy gdy zajdzie słońce, a ziemię spowija mrok. W każdym namiocie jest coś innego, wszędzie na spragnionego widza czeka inna niespodzianka. Może zajrzeć wszędzie i dać upust swojej wyobraźni. I właśnie w tym miejscu, na arenie cyrkowej toczy pojedynek Celii  i Marco. Szkoleni od dzieciństwa przez swoich mentorów są świetnie przygotowani, żeby to wygrać. Ale cały misterny plan legnie w gruzach, kiedy w ich relacji pojawi się coś więcej niż obojętność, coś więcej niż zwykła znajomość. To coś więcej niż przyjaźń – to miłość. A zwycięzca może być tylko jeden…

Kiedy ostatnio byłeś w cyrku? Czy w ogóle kiedyś odwiedziłeś to miejsce? Niewielu z nas tam bywa, cyrki to już przeszłość, rzadko kto teraz tam zagląda. Nie mamy na to czasu, nie mamy też chęci, cyrk kojarzy nam się z nieśmiesznymi żartami, męczarnią zwierząt i przerażającymi klaunami. Ale w tej historii, którą stworzyła Erin Morgenstern nie ma nic o tym tanim i bezbarwnym cyrku. Autorka zaprasza nas na cyrkową przygodę o której nawet nam się nie śniło…

W tej historii jest tak wiele magii, tak wiele wydarzeń jest nieprawdopodobnych, nierealnych, stojących na skraju zdrowego rozsądku, że powieść ma swój specyficzny urok i klasę. Czyta się z zapartym tchem śledząc dalsze losy bohaterów, którzy potrafią zaczarować czytelnika i przenieść go w swój świat. I już nie wiemy czy jesteśmy we własnym pokoju czy może na arenie cyrkowej oglądając występ cudownej iluzjonistki…

Autorka niemal przez całą lekturę przenosi nas w czasie, każdy rozdział to inne miejsce, inny czas i inny rok. Błądzimy między wydarzeniami, aż w końcu układanka staje się coraz bardziej przejrzysta. Mimo wszystko cały czas używa czasu teraźniejszego, więc wydaje się to strasznie realne i prawdziwe, jakbyśmy byli faktycznymi świadkami wydarzeń. Rzadko spotykam się z czymś takim, ale muszę przyznać, że dodaje to książce dużo autentyczności i.. tak, magii też!

„Cyrk nocy” to lektura jakiej jeszcze nie czytałeś. Nawet się nie spodziewasz, a gdy tylko zaczniesz się nią delektować to po uszy wsiąkniesz w wykreowany w niej świat. I co najważniejsze – nie będziesz chciał z niego wyjść. Dasz się jeszcze dłużej prosić?

6/6
9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

środa, 28 listopada 2012

105. GONE : Zniknęli. Faza druga: Głód




Autor: Michael Grant
Tytuł: "GONE : Zniknęli. Faza druga: Głód"
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: luty 2010
Liczba stron: 650


Głód. Zaczyna się od niewinnego burczenia w brzuchu, które uciążliwie przeszkadza w skupieniu się na czymkolwiek. A kiedy czas mija, a do twojego żołądka wciąż nic nie trafiło, jest coraz gorzej. Nie potrafisz nic robić, każda twoja myśl jest skierowana ku choćby małej porcji jedzenia. W ustach pojawia się nieprzyjemny posmak, czujesz się źle. I masz świadomość, że z każdym dniem to uczucie głodu będzie coraz większe, bo jedzenia po prostu nie ma.

Trzy miesiące po Apokalipsie w ETAP-ie zaczyna brakować pożywienia. Sam z Astrid robią wszystko, aby zapanować nad sytuacją, ale to jak się okazuje nie jest takie proste. Dzieci zaczynają chorować i domagać się jedzenia, którego nie ma. Coraz więcej złości, coraz więcej agresji wśród dzieciaków i coraz więcej z nich odkrywa swoje moce. Zaczynają się dzielić – na mutantów i normalnych. Do tego dochodzi jeszcze Cain i jego plany, które nie pomagają w niczym. A ciemność wzywa…

Pierwszą część GONE czytało mi się świetnie, mimo dużej ilości stron połknęłam ją w kilka dni. Kiedy otworzyłam drugą część, pełna nadziei na świetną lekturę, było już trochę gorzej. Nie pamiętałam tak dobrze wydarzeń i postaci z poprzedniej części, myliły mi się one. Po trzech miesiącach od zakończenia fazy pierwszej już trochę zapomniałam treść, zwłaszcza, że porusza ona kilkanaście wątków. Lecz kiedy zgłębiałam się bardziej w książkę było coraz lepiej, więc fazę drugą mogę zaliczyć do udanych książek.

Michael Grant używa świetnego prostego i plastycznego języka, który od razu trafia do młodego czytelnika. W swojej książce zawarł mnóstwo emocji – dobrych i złych. Czyta się szybko i lekko mimo ponad sześciuset stron. Jest tutaj i mroczny nastrój, pełen tajemniczości i grozy, i ciekawy pomysł na fabułę, i zaskakujące wydarzenia, które podnoszą adrenalinę.

Wykreowanie tak dużej ilości bohaterów to nie lada sztuka, a Michael Grant poradził sobie świetnie. W tej części najbardziej polubiłam dwóch, którzy skradli mi serce – w pierwszej kolejności Caina oraz Edilia. Pierwszy z nich mimo, że groźny, budzi podziw i szacunek to jednak ma w sobie niezwykłą charyzmę i zdecydowanie. Jest władczy, silny i nieprawdopodobnie potrafi zmusić innych do robienia tego co on chce. Drugi ujął mnie swoim dobrym sercem, humorem, pomocą. Edilio to Meksykanin, inny niż reszta, wyróżnia się z tłumu, a jednak nie jest wyszydzany ani gnębiony. Potrafi postawić na swoim i w każdej chwili jest gotów nieść pomoc przyjaciołom.

W GONE mamy tak wiele różnorodnych wątków, że aż ciężko je tu wszystkie wymienić. Z jednej strony Sam, z drugiej Cain, a to nie wszystko – Dekka, Lana, Duck, Zil, Brianna, Jack, Albert.. Każdy z dzieciaków ma coś do powiedzenia, każdy ma w tej historii ma jakąś rolę do spełnienia, więc oddano im głos. Książka dzięki temu dużo zyskała, bo możemy poznać historię z różnych punktów widzenia.

Faza druga zdecydowanie dorównuje swojej poprzedniczce. Czyta się nieco gorzej, ale jest więcej wydarzeń, więcej wątków i więcej uwagi poświęconej innym postaciom. Wszystkim, którym podobała się pierwsza część polecam kontynuację, a reszta niech biegnie do biblioteki lub księgarni i wypożycza „GONE : Zniknęli. Faza pierwsza - Niepokój”!

5,5/6
8/10

poniedziałek, 26 listopada 2012

104. Małe kobietki




Autor: Louisa May Alcott
Tytuł: "Małe kobietki"
Wydawnictwo: MG
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 304


Mimo wszystko, pieniądze to rzecz bez której człowiek w dzisiejszym świecie nie może się obejść. Są nam potrzebne, bez nich nie możemy funkcjonować, ponieważ tylko dzięki nim mamy pożywienie, dach nad głową, picie i wiele innych niezbędnych rzeczy. Jednak – co za dużo to niezdrowo. Nie trzeba być bardzo bogatym, aby być szczęśliwym. Szczęścia, miłości i przyjaźni nie kupimy ani za monety, ani za banknoty…

Meg, Jo, Beth i Amy to cztery siostry, które mieszkają w małym domku razem z matką. Ich ojciec wyjechał walczyć jako żołnierz na wojnie secesyjnej, więc muszą sobie radzić bez niego. Nie są bardzo ubogie, lecz pieniędzy zawsze mają za mało, aby pokryć wszystkie koszty utrzymania. Dziewczynki jednak potrafią znaleźć sposoby, aby być uśmiechnięte i szczęśliwe. Dzięki temu, że są wychowywane w miłości i bezpieczeństwie, potrafią zjednać sobie ludzi i wyjść z kłopotów z obronną ręką.

„Małe kobietki” to tytuł, o którym nie raz już słyszałam. Bardzo często pojawiał się on w literaturze, w filmach, a także w szkole. Byłam bardzo ciekawa jaka to książka kryje się za tą nazwą i kiedy tylko dostałam szansę przeczytać tę powieść, byłam naprawdę szczęśliwa. Zaparzyłam herbatę, ułożyłam się wygodnie w łóżku i zaczęłam czytać. A powieść tak bardzo mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłam, że uśmiecham się do kartek, śmieję się i płaczę cicho i przeżywam całą historię z bohaterkami, które nagle stały mi się bardzo bliskie.

Cztery główne bohaterki są świetnie wykreowane. Każda z nich ma inną osobowość, inaczej się zachowuje, inaczej myśli i działa. Amy to dziewczyna rozsądna, ale jednak ciągnie ją do bali, bogactwa, pięknych sukien i dalekich podróży. Choć stara się być posłuszna i skromna, wiele razy musi zapłacić za swoją pychę. Trzeba jednak przyznać, że posiada wiele cierpliwości, zdrowego rozsądku i jako najstarsza siostra – opiekuńczości.  Jo najpierw działa, a potem myśli. Nie zawsze jest to negatywne, choć oczywiście i ona zalicza wpadki, które potem trudno jej odkręcić. Tryska dobrym humorem i zaraża nim innych ludzi. Beth jest cichutka jak myszka, lecz mimo pozorów wiele działa, choć nie zawsze o tym mówi głośno. Jest uczynna i bardzo miła, uwielbia muzykę. Za swoje siostry i rodziców oddałaby życie, gdyby była taka potrzeba. A Amy? Trochę rozpieszczona przez starsze siostry, jeszcze nieco dziecinna, ale wesoła i o wielkim sercu. Choć rzadko to okazuje, ogromnie kocha swoją rodzinę.

Po przeczytaniu „Małych kobietek” nie dziwię się, że kiedyś na niej wychowywano panienki. To książka strasznie umoralniająca – w każdym rozdziale jest przynajmniej jedno (a najczęściej więcej) pouczenie. Bohaterki często dostają nauczki, z której wyciągają wnioski. Trzeba uszanować to, że ta książka pochodzi z całkiem innej epoki od tej, w której żyjemy i ma swoje prawa. Jednym z celów autorki było właśnie to, aby czegoś nauczyć młode niedoświadczone czytelniczki.

Zdaję sobie sprawę, że „Małe kobietki” to książka, która nie spodoba się każdemu, jednak mimo wszystko chcę ją Wam gorąco polecić. Warto zwrócić uwagę na nowe wydanie tej książki przez wydawnictwo MG, z cudowną, niezwykle lekką i pasującą okładką w przyjemnym, dziewczęcym kolorze i w twardej oprawie, która świetnie prezentuje się na półce. Przygody czterech sióstr są niezwykle barwne i ciekawe, napisane lekkim językiem. Warto to poznać!

5,5/6
8,5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG!

niedziela, 25 listopada 2012

Stos na niepogodę.

Hej Miśki! :*
Też u was tak zimno jak u mnie? Nic tylko czytać! A jest co! :D


Od góry:
  • Gabriel Garcia Marques "Sto lat w samotności" (z biblioteczki) - moje stopniowe zapoznawanie się z klasyką ^^
  • Louisa May Alcott "Małe kobietki" (od wyd. MG) - książka już przeczytana, czeka na zrecenzowanie, bardzo się cieszę, że ją mam u siebie, w końcu to też klasyka ;))
  • Gabriela Gargaś "Jutra może nie być" (od wyd. Feeria) - efekt nowej współpracy, książka wydaje się być lekka i miła, zobaczymy co z tego będzie.
  • Izabela Sowa "Zielone jabłuszko" (z biblioteki) - bo lubię tę autorkę.
  • John Flanagan "Zwiadowcy. Płonący Most" (j.w.) - pierwsza część Zwiadowców już dawno za mną, jestem ciekawa ich dalszych przygód.
  • Pittacus Lore "Jestem numerem cztery" (j.w.) - filmu nie oglądałam, ale podobno niezły. Chcę się przekonać jaka jest książka.
  • Agnieszka Tyszka "Kredens pod Grunwaldem" (j.w.) - również z sympatii do autorki.
  • Lauren Oliver "Pandemonium" (od wyd. Otwarte) - kontynuacja "Delirium", liczę na to, że będzie tak samo świetna.
  • Erin Morgenstern "Cyrk nocy" (od wyd. Świat Książki) - właśnie czytam, więc recenzja niedługo^^
  • Michela Murgia "Accabadora" (j.w.) - więcej o niej w recenzji
  • James Robert Patrick "Po prostu Whitney" (od wyd. G+J) - bo lubię czasami poczytać biografie. 
  • Marek Kamiński "Warto podążać za marzeniami" (j.w) - imponuje mi ten pan, jestem ciekawa jego historii.
  • Marissa Meyer "Cinder. Saga księżycowa" (od Open Gate) - chyba zachęciła mnie ta współczesna wersja Kopciuszka, jeszcze sama nie wiem jak będzie z tą książką ;))
  • Regina Brett "Bóg nigdy nie mruga" (od AIM Media) - już się nie mogę doczekać aż ją przeczytam! :33


Tutaj myślę, że jest dobrze widoczne jakie są książki. Wszystkie pochodzą z biblioteki i naprawdę nie mam pojęcia kiedy je przeczytam. Dobo, dlaczego nie masz więcej godzin?

Życzę miłej niedzieli i udanego tygodnia! :*

Zapraszam również na mojego nowego fanpajdża ^^

poniedziałek, 19 listopada 2012

103. Wakacje z gangsterem




Autor: Barbara Ciwoniuk
Tytuł: "Wakacje z gangsterem"
Wydawnictwo: Telbit
Data wydania: 2008
Liczba stron: 296


Wakacje to czas, który kojarzy nam się raczej bardzo pozytywnie. Słońce, ładna pogoda, odpoczynek od szkolnych obowiązków. Uczniowie marzą o nich już od początku września, planując wakacyjne wyjazdy. I gdzieś w tej cudownej, letniej scenerii pojawia się wakacyjna przygoda, taka, którą zapamiętamy do końca życia.

Gabrysia razem z ojcem na wakacyjne miesiące postanawiają wyjechać z dala od gwarnego miasta do wujka na wieś. Skłaniają ich do tego kłopoty rodzinne i zawody miłosne. Pragną odpoczynku i chwili wytchnienia od niemiłych wydarzeń. Pewnego dnia nad ranem w cichych Moczarach ma miejsce wypadek samochodowy, którego świadkiem jest Gabi. Okazuje się, że ciężko ranny kierowca to przestępca uciekający przed innymi bandytami. Jednak z powodu ran, jakie ucierpiał w czasie wypadku musi zostać w wiosce póki nie stanie silny i zdrowy jak niegdyś. Jego pobyt zmieni życie niemal wszystkich mieszkańców spokojnych dotąd Moczar…

To nie jest moje pierwsze spotkanie z prozą Barbary Ciwoniuk, a poprzednie wspominam jako całkiem udane, wręcz świetne. Dlatego też sięgając po „Wakacje z gangsterem” byłam ciekawa jak tym razem poradzi sobie polska autorka, która z pewnością ma aspiracje i potencjał. I niestety, zawiodłam się. I to srodze.

Temat wybrała sobie Barbara Ciwoniuk ciekawy, ale jednak banalny. Wakacyjna przygoda, pojawiająca się w tle miłość, dobro wygrywa ze złem, happy end. Sielsko-anielsko. Szkoda tylko, że do bólu przewidywalnie. Poza tym ta książka tak strasznie się ciągnie, że pomimo, że ma tylko niecałe trzysta stron, wydawać by się mogło, że jest ich trzy razy więcej. Brakowało mi tu akcji, brakowało pędzących wydarzeń. Jest nuda, ogromna nuda.

Główna bohaterka to jakaś literacka porażka. Gdyby nie to, że na tylnej stronie okładki jest napisane, że ma ona siedemnaście lat, nigdy bym w to nie uwierzyła. To nie do wiary, bo zachowuje się ona jak trzynastolatka (nie obrażając, broń Boże, trzynastolatek!), może nawet i młodsza. Infantylna, głupia do bólu, roztrząsa sprawy nieistotne, a zapomina o wielu ważnych rzeczach, które dzieją się w jej życiu. Jej tok myślenia mnie przerażał, jej zachowanie zamiast mnie zastanowić to rozśmieszało i kazało mi popukać się w czoło. A co z resztą bohaterów? Nieco lepiej, choć wcale nie zadowalająco. Miałam wrażenie, że wszyscy są bardzo odpychający, nie da się poczuć do nich sympatii lub chociaż jej cienia.

„Wakacje z gangsterem” to książka bardzo marna. Jedna z gorszych jakie przeczytałam i z pewnością już do niej nie wrócę. Wam odradzam ją z całego serca, nie warto w nią inwestować, nie warto nawet zaczynać jej czytać.

1/6
2/10

środa, 14 listopada 2012

102. Accabadora




Autor: Michela Murgia
Tytuł: "Accabadora. Ta, która pomaga odejść"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 24 październik 2012
Ilość stron: 192


Mimo, że żyjemy w XXI wieku śmierć dalej można nazwać „tematem tabu”. O niej się nie mówi naokoło, media i reklamy chcą nam wmówić, że możemy żyć wiecznie, że nigdy nie umrzemy. I choć zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy kolejny dzień może być naszym ostatnim, nie chcemy tego przyjąć do wiadomości zasłaniając się wciąż mnóstwem obowiązków jakie mamy na głowie. Przenieśmy się więc do Sardynii, gdzie poznamy kobietę, której śmierć nie jest obca…

Maria Listru jest czwartą niechcianą córką ubogiej wdowy. Jednak los się do niej uśmiecha i adoptuje ją Bonaria Urrai, wiejska krawcowa i szwaczka. Dziewczynka szybko zaprzyjaźnia się i odnajduje wspólny język z nową matką. Dorasta w przekonaniu, że kobieta z którą mieszka jest czysta i niewinna, kiedy pewnego dnia okazuje się, że pod zasłoną nocy pracuje ona jako accabadora – pomaga ludziom przejść na tamten świat i to całkiem świadomie. Na dodatek okazuje się, że przyczyniła się do śmierci jednego z przyjaciół Marii. Jak potoczy się ta historia? Czy można zabić z litości?

Powiem szczerze, że spodziewałam się po tej książce czegoś innego. Bardziej dogłębną historię, więcej tajemniczości, więcej grozy. Nie do końca usatysfakcjonowało mnie to co otrzymałam, bo wydawało mi się, że tak piękna okładka i tak kuszący opis muszą zwiastować dobrą powieść. Trochę się pomyliłam, bo pomimo, że ta książka nie jest kiepska to na pewno potencjał oraz temat, który podjęła autorka nie został wykorzystany w pełni.

Michela Murgia w swojej niedługiej, bo zaledwie dwustu stronicowej  powieści zawarła kilka ważnych tematów takich jak przede wszystkim eutanazja, czyli to czym zajmowała się główna bohaterka, ale również przekazywanie dzieci do adopcji, sprzedawanie je wręcz innej kobiecie czy też rodząca się przyjaźń i miłość. I to właśnie chyba ją przerosło, bo żaden z tych wątków nie został dobrze rozwinięty, czytelnik  czuje niedosyt, to mogło być napisane o wiele lepiej.

Świetnie za to jest tu ukazana mentalność ludzi mieszkających na wiosce w połowie dwudziestego wieku. Opisy ich zwyczajów, sposobu bycia to jedne z najprzyjemniejszych fragmentów w całej książce, które też pokazują nam całkiem inny, trochę obcy nam świat. Nie spotkałam się jeszcze w literaturze z taką łatwością, subtelnością i spostrzegawczością u autora w doborze słów, które idealnie opisują zwyczajne życie, które jednak obfituje w wiele niespodzianek dnia codziennego.

„Accabadora” to książka niełatwa, książka, która wywołuje wiele refleksji. Jest to też przykład powieści niedopracowanej, od której wymagałam o wiele więcej i nie dostałam tego, czego oczekiwałam. Cóż, tak czasami bywa. Jeśli macie ochotę na przygodę w dwudziestowiecznej włoskiej Sardynii z przemiłą Marią i nieco tajemniczą Bonarią to zapraszam. Może wy odbierzecie ją lepiej niż ja.

4/6
6/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

„Według mieszkańców Soreni sprawiedliwość mogła cię gonić, ale gdyby cię dopadła, obdarłaby cię ze skóry jak wieprza lub ukrzyżowała jak nieszczęśnika, zgwałciłaby cię dla zabawy jak ludzie, którzy zachowują się jak bestie, wytropiłaby cię, gdziekolwiek byś się ukrył, i z pewnością nie zapomniałaby twojego imienia ani imienia twojego potomka.”

poniedziałek, 12 listopada 2012

101. Kwiaty na poddaszu




Autor: Virginia Cleo Andrews
Tytuł: "Kwiaty na poddaszu"
Tytuł oryginału: "Flowers in the Attic"
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: luty 2012


Dziecko, aby zdrowo rosło i rozwijało się potrzebuje kilku niezbędnych składników. Przede wszystkim zdrowego jedzenia i picia, porcji warzyw i owoców. Wymaga również świeżego powietrza, aby mogło się wybiegać i zahartować oraz wsparcia i miłości rodziców i najbliższych. Czwórce rodzeństwa Dollanganger to odebrano. Jaki był tego skutek?

Virginia Cleo Andrews pisała powieści typu gotyckiego horroru i sagi rodzinnej, obracające się wokół rodzinnych tajemnic i zakazanej miłości. Jej najbardziej znane powieści to słynny bestseller Flowers in the Attic (1979). Jej powieści zostały przetłumaczone na francuski , włoski , niemiecki , hiszpański , holenderski , japoński , koreański , turecki , grecki , fiński , węgierski , szwedzki , portugalski i hebrajski i są porównywane do powieści Susan Hill , Gwen Hunter i Nora Roberts. Urodziła się w Portsmouth, Virginia , a zmarła na raka piersi w wieku 63 lat.

W kochającej się rodzinie Dollangangerów następuje okropna tragedia – ginie ojciec. Załamana matka, która od dzieciństwa żyła w przepychu i bogactwie nie potrafi pracować, a musi jakoś utrzymać czwórkę swoich dzieci. Zdesperowana kobieta postanawia napisać do swoich rodziców, którzy znienawidzili ją kilka lat temu. Teraz jednak to jedyne wyjście. Gdy przyjeżdża razem ze swoimi pociechami do ich ogromnej posiadłości, dzieci zostają ukryte w pokoju na poddaszu i zamknięte na klucz, aby nikt się o nich nie dowiedział, póki ich matka nie przebłaga swojego ojca. Mijają jednak dni, tygodnie, a dzieci coraz dłużej pozostają w zamknięciu. Czy kiedykolwiek w ogóle się wydostaną?

Czytałam już wiele trudnych, wstrząsających książek, ale jeszcze nigdy tak bardzo nie przeżywałam żadnej z nich. „Kwiaty na poddaszu” mnie zachwyciły, połykałam każdą stronę i chciałam jeszcze więcej. Razem z bohaterami przeżywałam ból, radość, strach i przerażenie. Ta książka jest niesamowita, wspaniała, niesłychana. Ona zmieniła moje patrzenie na świat i pokazała kilka kwestii w zupełnie innym świetle…

Czy ktokolwiek z nas wyobraża sobie w ogóle mieszkanie w zamknięciu przez tyle czasu, nie znając nawet daty wypuszczenia na wolność? Do tego dochodzi jeszcze to, że trzeba opiekować się i dbać o swoje młodsze rodzeństwo, jeść zimne i niesmaczne jedzenie oraz znosić codzienne wizyty znienawidzonej okrutnej babci, która zamieniała w koszmar każdy dzień. Ja nie potrafię nawet tego pojąć. Virginia C. Andrews genialnie wykreowała i stworzyła świat w którym umieściła swoich bohaterów. Każdy szczegół jest dopracowany. Każdy rozdział odkrywa przed nami nowe okrutne prawdy...

Kreacja bohaterów jest niesamowita. Autorka stworzyła cztery różne portrety psychologiczne, każde dziecko zmierza się z czymś innym. Subtelnie, ale z wyczuciem pokazała jak cierpi samotny, niekochany mały człowiek, któremu brakuje należnego mu zainteresowania rodziców, ich miłości i troski, jak musi cierpieć dlatego, aby inny mógł żyć w dostatku. Virginia C. Andrews przez całą powieść zadaje również inne pytanie – co jest ważniejsze w życiu – miłość czy pieniądze? Na to pytanie muszą odpowiedzieć sobie nie tylko bohaterzy, ale również czytelnicy.

Moim zdaniem tę książkę powinien przeczytać każdy. Pokazuje ona rzeczy, które dotąd ukrywaliśmy i baliśmy się o nich mówić. Warto spojrzeć na te sprawy z innej perspektywy – sięgnijcie po „Kwiaty na poddaszu”!

6/6
10/10

„Coraz częściej myślę o nas jako o kwiatach na poddaszu. [..] Narodzeni w jasnych barwach, ciemniejących z każdym dniem długiego, ponurego, męczącego, koszmarnego czasu który spędziliśmy jako więźniowie nadziei i ofiary zachłanności"

sobota, 10 listopada 2012

100. Doktor Jekyll i Pan Holmes




Autor: Loren D. Estleman
Tytuł: "Doktor Jekyll i Pan Holmes"
Tytuł oryginalny: "Dr. Jekyll And Mr. Holmes"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: sierpień 2012


Jeśli ktoś zapytałby mnie o pierwsze skojarzenie z nazwą „Baker Street” bez namysłu odpowiedziałabym „Sherlock Holmes”. Myślę, że wielu dałoby taką samą odpowiedź, ponieważ ten angielski detektyw jest znany na całym świecie i wciąż na nowo zachwyca miliony czytelników. O jego przygodach powstało już dziewięć tomów autorstwa Artura Conana Doyle. A gdyby napisać następne?

Loren D. Estleman to amerykański autor blisko 70 powieści detektywistycznych i westernów, które przetłumaczono na 23 języki. Był nominowany do National Book Award i Mystery Writers of America Edgar Allan Poe Award. Pisze na ręcznej maszynie do pisania.

Sherlock Holmes już dawno powinien odejść na zasłużony odpoczynek (co zaleca i poleca mu wciąż doktor Watson), ale jego umysł i osobowość nie pozwalają mu na bezczynność.  Jaka jest więc jego radość kiedy przychodzi do niego prawnik, pan Utterson i prosi go o pomoc. Chodzi o długoletniego przyjaciela nowego klienta, który od pewnego czasu zachowuje się dość dziwnie. Przede wszystkim zadaje się z podejrzanym typem -  Edwardem Hyde’em i nawet zapisał mu w testamencie sporą sumę pieniędzy. Sherlock razem z nieodłącznym przyjacielem i towarzyszem - doktorem Watsonem, przystępuje do akcji. Jaki będzie finał?

Sherlocka Holmesa uwielbiam, kocham wręcz nad życie i kiedy tylko zobaczyłam tę książkę od razu wiedziałam, że muszę ją mieć i muszę ją przeczytać. Zwłaszcza, że to wydanie ma tak tajemniczą, ekscytującą okładkę i jest tak ładnie wydane. Powiem szczerze, że nie mam nic przeciwko kontynuowaniu serii przez innego autora, choć zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to udana kontynuacja. Bardzo często okazuje się, że autor przelicza swoje możliwości i nie daje rady udwignąć zadanie jakie sobie postawił – dopisania dalszych (lub wcześniejszych, tak też bywa) części. Lecz tym razem absolutnie się nie zawiodłam – ta książka jest naprawdę świetna!

Artur Conan Doyle w swoich książkach o Sherlocku Holmesie stworzył, zdaje się, niepowtarzalny klimat angielski, tak, że tych lektur nie dało się zapomnieć. Lorenowi Estlemanowi udało się to perfekcyjnie powtórzyć, tak, że nie widać znacznej różnicy. Po otworzeniu dzieła otrzymujemy dokładnie to co chcieliśmy i to czego oczekiwaliśmy po dobrym i ciekawym opowiadaniu z tym detektywem w roli głównej.

Jestem pełna podziwu dla tego autora, że tak wspaniale potrafił pokierować akcją i wymyślić fabułę, która tylko z pozoru prosta, musiała wymagać od niego dużego sprytu oraz wrodzonej inteligencji. Akcja w tej książce jest naprawdę świetnie poprowadzona, wydarzenia wciąż zmieniają swój bieg.  Już od pierwszej strony jesteśmy wciągnięci w historię, która nawet na chwilę nie nuży ani nie nudzi czytelnika.

„Doktor Jekyll i Pan Holmes” jest naprawdę świetną, godną polecenia książką, którą po prostu trzeba przeczytać. Każdego, którego kiedyś oczarował Artur Conan Doyle, Loren D. Estleman zaczaruje po raz drugi z takim samym wdziękiem i gracją. Warto, naprawdę warto dać mu szansę!

6/6
9/10

 Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...