środa, 26 października 2011

1. "Atramentowe serce"

Autor: Cornelia Funke
Tytuł: "Atramentowe serce"
Wydawnictwo: Egmont

Ocena:
Cornelia Funke -autorka książek dla dzieci i młodzieży, nazywana "niemiecką Rowling".
Ilustrowanie książek zainspirowało ją do pisania własnych tekstów. Napisała m.in. "Atramentową Trylogię".
„Atramentowe serce” jest pierwszą książką tej niezwykłej serii. Nie można jej raczej zaliczyć do najchudszych książek-liczy sobie prawie 500 stron. Jednak myślę, że warto ją przeczytać-to co jest w niej zawarte na pewno zapadnie nam w pamięć.
Przede wszystkim akcja. Już dawno nie czytałam książki w której tak genialnie jest rozwinięta. Wydarzenia cały czas się zmieniają, ciągle coś się dzieje. Autorka pokazuje na co ją stać. Co najważniejsze-nie gubi się we własnej fabule. Każde słowo jest na swoim miejscu-tak jak ma być.
Po za tym bohaterowie. Jak żywi. Razem z nimi przeżywamy przygody, pokonujemy trudności, śmiejemy się i płaczemy. Basta, Capricon, Płaski Nos-czyli złe twarze są tak przerażający, a zarazem budzą litość i trwogę, że z wrażenia po plecach przechodzi miły dreszczyk. Moim faworytem w tej opowieści był Smolipaluch - pokochałam go za jego prostotę, ukrytą miłość do świata wróżek, gnomów i koboldów. Smolipaluch był cudowny-taki żywy, niebanalny. Książki w których takie postacie – tak bardzo realne – istnieją, trudno zapomnieć. Takie książki są piękne, bo żyją. Żyje w nich wszystko, bo nie ma szablonów, schematów, można kochać bohaterów,czuć się ich przyjaciółmi.

„Książki muszą być ciężkie bo w nich jest cały świat”-wielu z nas ten cytat obił się o uszy, a pochodzi właśnie z tej powieści. „Atramentowe serce” w niezwykły sposób pokazuje ukryte piękno książek-są one na pierwszym miejscu. Bohaterowie, w pewien sposób nawet je czczą, to jak wyglądał dom Elinor - ciotki Meggie było piękne. Czasami w życiu codziennym zderzamy się z ludźmi, dla których czytanie to inna bajka-nawet nie wyobrażają sobie wieczoru z książką, ba! Większość miała ją w ręku kilka razy w życiu. A tu? To co napisała pani Funke jest piękne:

„Odkąd pamiętała, Mo zawsze wykonywał ten charakterystyczny ruch ręki: brał książkę, pieszczotliwie przesuwał dłonią po jej wierzchu, po czym otwierał ją tak, jak otwiera się szkatułkę wypełnioną po brzegi egzotycznymi klejnotami.”

Tutaj, w „Atramentowym sercu” całe piękno i cudowność książek jest grubo podkreślone. Z całego serca dziękuję autorce, że potrafiła napisać coś tak pięknego.

6/6

7 komentarzy:

  1. Mam zamiar ją przeczytać. Lubię powieści tego typu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zanim zaczęłam czytać tę książkę (a było to już jakiś czas temu) miałam o niej podobne mniemanie. Z początku zauroczona, stałam się wręcz znudzona. Oczywiście Atramentowe Serce w cudowny sposób oddawało książki, jednak niestety wiele się nie działo. Kilkakrotnie odkładałam ją na półkę, aż w końcu udało mi się skończyć. Muszę jednak przyznać, że finał mi się spodobał :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od jakiegoś czasu zbieram się,aby przeczytać całą trylogię.Po twojej recenzji na pewno to zrobię. Zapraszam na mojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dłuższego czasu planuje tę książkę, ale tak planuję, że chyba sięgnę po nią gdy będę stara. Jednak trzeba to zmienic i wreszcie przeczytac!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam okazji jeszcze jej czytać, ale może uda mi się to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. oglądałam kiedyś film o takim samym tytule, ale nie wiem czy ma on z powieścią coś wspólnego ;)
    sama książka zapowiada się jednak dość ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Film był niezły, więc sądzę, że książka też będzie. Mam ją w planach :D

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...